niedziela, 24 maja 2015

62 Podziękowanie przemienionego dziecka.



Ból rozdzierał mi serce, śmierć wypruwała żyły.
Płonęłam cierpieniem jak pochodnia dla cieni. Miecz ciął otwierając drzwi dla najczarniejszego zła.
Kostucha mieszała mi w głowie. Pokazywała obrazy szaleństwa. Widziałam swoje najboleśniejsze chwile, widziałam swój strach. Głosy szeptały oblubieńcze słowa, zachęcając do zapadnięcia się w ciepłe ramiona bezbolesnej śmierci. Jedno słowo, a zginę.” Powiedz, że się poddajesz. Powiedz, że tego pragniesz. Powiedz, że jesteś słaba, Morderczynio. Powiedz, a my po ciebie przyjdziemy” wołali. Wyciągali do mnie ręce. Zacierali dłonie, na myśl o swojej ofierze. Postacie bez twarzy, bez oczu. Postacie szaleństwa otaczały mnie zewsząd.

-Wykazy są niesamowite! Nigdy jeszcze tak się nie zachowywali!
-Uzyskaliśmy to?
-To więcej, niż marzyliśmy.
Mężczyźni w pokoju po raz kolejny bardzo się zdziwi, co nie było w ich naturze. Do tej pory uważali, że widzieli już wszystko, ale z takimi rokowaniami jeszcze nigdy nie przyszło im się zetknąć.
-Herr You-kon. Nie mówił nam pan, że badania idą, aż tak dobrze.- Niemiecki lekarz podszedł do osłupiałego Amerykanina.
-Ach… Tak. Tak.- Mężczyzna uśmiechnął się do swojego gościa.
Wszyscy wpatrzeni byli w to, co działo się za szybą. Stalowa konstrukcja wydawała się ledwo utrzymywać przywiązane ciało. Dziewczyna już od trzech minut wierzgała i napinała mięśnie pod wpływem mieszanki demonizacyjnej. Jej wrzaski słychać było nawet za wyciszającym szkłem, a żyły uwidocznione były nawet w odległości pięciu metrów.

Monstra wirowały wokół mnie w tańcu śmiechu. Nabijały się, pluły, a ja wiłam się im u stóp. Miałam ochotę wreszcie odpuścić, ale nie mogłam. Nie mogłam im pozwolić zabrać sobie serca. Bo one nadal biło.

-Powiedz mi coś czego nie wiem.
-Nic nie mogę powiedzieć. Ja też tego nie rozumiem.
-Najbliższe wyniki?
-Skończyły się na dwóch minutach i piętnastu setnych sekundy. Żaden z obiektów nie przeżył jeszcze czternastu minut! To niesamowite!
-Niesamowite, srosowite. Ja chcę wiedzieć, co się do cholery może stać!
-Przypuszczalnie możemy wreszcie stworzyć jednostkę specjalną, szefie. Ale…
-Co ale? Co kurwa zajebane ale?!
-Możliwe, że obiekt wyrwie nam się spod kontroli. Nie wszczepiliśmy jej chipu.
-Zajebanywdmuchawęjebanyśiwat! Zlikwidujcie ją! Teraz!
-Ale szefie…
-Zabić!
Nawet You-kon nie mógł przewrzeszczeć dziewczyny. Garniturzaści z niepokojem spoglądali na You-kona i na ofiarę ich badań. Przecież wszyscy dołożyli do tego ręki, a teraz okazało się, że się przeliczyli. Naukowiec wyszedł z pomieszczenia i po chwili śluza do pokoju badań otworzyła się wpuszczając do środka jego i dwóch wojskowych. Ustawili się w miejscach dogodnych dla strzału. Odbezpieczyli i wycelowali.

Każde monstrum podbiegało i wbijało mi sztylet w ciało. Coraz to nowe fale krwi wypływały w czeluście zmąconej magmy. Łzy pociekły mi po policzkach. Załkałam cicho. Samotnie odpływałam na łodzi cierpienia. Nagle na brzegu ujrzałam małego chłopca.
-Pomóż mi. Ratuj mnie.- Wyszeptał żałosnym głosikiem. Za nim ustawione w wielką wierzę stały klatki. Tysiące klatek, a w środku… oni. Nagle za chłopcem stanęło czarne monstrum. Potem kolejne i kolejne. Potwory które mnie dręczyły otoczyły chłopca. Dziecko nakryło głowę rękami.
-Pomóż nam.
Ciała monstrów zasłoniły mi dziecko. Kolejna fala bólu przeszyła me serce. Sztylety wbiły się głębiej.
-Nie pozwolę… Nie pozwolę…
Wczołgałam się do wody. Zamachnęłam rękami. Niemoc ciągnęła mnie za kostki, ale ja musiałam go uratować. Musiałam ich uratować. Wybiegłam czując jak rozpadam się na cząstki. Uderzyłam pierwszego potwora. Kolejnego i następnego. Waliłam z całej siły. W końcu opadłam z sił przy chłopcu.
-To nie jest twój koniec. Biegnij. Ich też musisz uratować. Uratuj ich…- Dziecko szepnęło mi do ucha. Chłopiec miał czystsze oblicze niż niejedna statua anioła. Zacisnęłam pięści. Każdy z noży był jakby tysięcznym ciężarem ciągnącym mnie w dół. Wreszcie otworzyłam oczy.

Mężczyźni już mieli nacisnąć spusty kiedy ciało dziewczyny zwiotczało, a głowa opadła na pierś. Wszyscy znieruchomieli. Cisza była przytłaczająca. Naukowiec odważyła się podejść bliżej. Sprawdził puls.
-Nie żyje.- Oznajmił. Na ustach You-kona pojawił się uśmiech.
I wtedy, dokładnie gdy naukowiec patrzył prosto w twarz ofiary, ta powoli podniosła głowę. Mężczyzna odskoczył do tyłu uderzając plecami w szybę. Dziewczyna wzięła głęboki wdech i otworzyła oczy. Źrenice miała cienkie jak u kota.

Wreszcie wszystko ustało. Ogarnął mnie spokój. Znowu byłam w pokoju tortur. Zmierzyłam się z garniturzastymi wzrokiem. Patrząc na You-kona coś sobie przypomniałam. Przecież miałam pomóc tym ludziom. A jedyną pomocą dla nich jest śmierć…
Przez to wszystko co oni im zrobili… Zabili setki niewinnych. Te dziewczyny w samolocie pewnie miały do nich dołączyć… I Nika. Jeśli teraz… Jeśli tego nie zrobię, to ci mężczyźni zabiją jeszcze wielu. W ten czy inny sposób.
W świadomości poczułam coś dziwnego. Jakby inną osobę. To było nowe, a zdawało się, że przybierało na sile. Wreszcie zdołałam to wychwycić. Jakby ktoś mnie wołał. Przypomniałam sobie chłopca, którego ratowałam. Za nim stały klatki. Ale dlaczego klatki? Acha… Głosy wyostrzyły się do tego stopnia, że poczułam się jakby zewsząd krzyczeli do mnie ludzie. Coraz bardziej zaczęli mnie przytłaczać.
-Zabij mnie! Błagam. Ten ból! Boli! Ratuj! Pomocy! Błagam.
To były najokropniejsze krzyki cierpienia, jakie kiedykolwiek słyszałam. Wiedziałam, że to krzyczeli JużNieLudzie zmienieni dzięki Demonizatorowi. Musiałam im pomóc. Musiałam.

-Co robimy?
-Zabić, głąbie! Ale już!
-Ale szefie, przecież ona jest w pełni stabilna!
-Powiedziałem zabić!- Za szybą wszyscy mężczyźni wlepili swój wzrok w obiekt badań. W tym czasie Doktor M jechał naciskał już przycisk windy w myślach przezywając swoich kolegów idiotami. Jako jedyny wiedział co się święci.
-Zar…- Amerykanin nie dokończył. Ciało dziewczyny zaczynało przechodzić mutację.
-Co do cholery?- Wszyscy odskoczyli od szyby. Paru wybiegło, ale reszta bacznie przyglądała się wszystkiemu.
Zaczęło się od oczu. Czarne stróżki zaczęły z nich spływać tworząc fantazyjne wzory. Płynęły dalej i dalej, pokrywając całe ciało czernią. Jej skórę jakby pokryły łuski. Wtedy zagrzechotały kości. Mutacja poruszyła całym jej systemem. Kończyły wydawały się wydłużać, mięśnie wyostrzać w kształtach. W końcu paski zaczęły trzeszczeć pod ciężarem ciała.

Poczułam energię i moc. Nie opuszczałam wzroku z gangsterów, ale czułam co mogło się ze mną dziać. Stawałam się potworem, który przybrał imię anioła. A może na odwrót? Ponownie tego dnia odchyliłam głowę do tyły i zaśmiałam się przeraźliwie. A kiedy opuściłam głowę, na ustach nie miałam uśmiechu. Na ustach miałam tylko jedne słowo.
-Uciekaj…
I wtedy naprężyłam mięśnie i wyrwałam się z więzów. Opadając na ziemie poczułam jak blisko przeleciały kule. Podniosłam się z ziemi i wyprostowałam dumnie. Na sobie nadal miałam ubranie, darowane przez Lexa. Nadal miałam maskę, a teraz też nową skórę. Złapałam naukowca za kark i rzuciłam nim o wojskowego. Mężczyzna wydawał się być mniejszy niż wcześniej. Drugi z żołnierzy wystrzelił, ale ja byłam już za nim. Po sekundzie pokój był pusty, a ja stanęłam na środku i zmierzyłam się wzrokiem z You-konem. Wydawał się nie wierzyć w to, co widział. No cóż. Wydaję się, że to będzie ostatnie, co zobaczy.

Dziewczyna nie była już dziewczyną. Jej ubrania rozdarły się i teraz miała na sobie resztki skórzanych ciuchów. Dobrze widać było połyskujące łuski i ostre kły wyrastające gdzieniegdzie spod skóry. Twarz też miała inną. Miała ostrzejsze rysy. Bardziej kobiece, ale także przerażające, kocie oczy. Istota spojrzała na nich z pogardą. Nie ruszyli się. Ona tak. Doskoczyła do kuloodpornej szyby i waląc pięściami rozwaliła ją w drzazgi. Wskoczyła do środka. Kule owionęły ją przez chwilę, ale trafiały w mężczyzn, którzy chwilę temu podpisali transakcje przelewu pieniędzy. Trzech padło martwych, pary rannych. Julia złapała pierwszego z brzegu i rzuciła nim w strażników. Doskoczyła do nich i uciszyła pojedynczym ciosem. Reszta uciekła z pomieszczenia. Wiedziała gdzie znajdzie czerwony przycisk. Skręciła w stronę sali nr100. Zanim tam dotarła zdążyła parę razy użyć pazurów, bo takowe rzeczywiście znalazły się w jej posiadaniu. Niestety została też ranna w nogę i bark. Starała się jednak tego nie zauważać. Dotarła pod strzępki drzwi. Tak jak myślała drogę zasłaniał je gościu z łańcuchami. Sięgnęła do buta po nóż. Tamten zakręcił bronią w powietrzu. Rzucili się do ataku. Ona oberwała w twarz stalową kulą ale on dostał od niej mięsistego sierpowego w żebra. Była szybsza. Kiedy tamten wstawał zaskoczył go uchwyt dziewczyny. Przewrócili się na ziemię. Opircingowany złapał za ostrą końcówkę łańcucha, ale nie zdążył nawet dobrze zacisnąć dłoni kiedy ostrze przebiło mu lewe płuco. Krew zalała obydwie komory. W ostatnim szaleńczym geście mężczyzna wierzgnął i kopnął dziewczynę w krocze. Potem wyzionął ducha.
Julia miała wolną drogę do gabinetu. Weszła nawet się nie wahając.
-Stój szmato, albo ci łeb odstrzelę, kurwo!- You-kon siedział w fotelu trzymając w lewej dłoni glocka. Dziewczyna stanęła w lekkim rozkroku. Nadal miała w ręce nóż.
-A jak nie, to nas, kurwa, w powietrze wystrzelę, wszystkich! Ty zajebanadziwkospodbiedronki!- Mężczyzna przesunął demonstracyjnie palcem po czerwonym guziku.
-Wiesz co, You-kon?- Głos też miała jakby trochę inny.
-Co, kurwa?!
-Ty nigdy nie widziałeś mojej twarzy, co nie?- I w tym momencie z ciągnęła maskę.
To, co mężczyzna zobaczył było gorsze, niż malunek na masce. Ze szczęki wyrastały jej kły ostre jak sztylety. Serce podskoczyło mu do gardła. Dokładnie wtedy człowiek zrozumiał, że stworzył potwora. Jego strach był tak niespodziewany, że pozwolił kończynom na zwiotczenie. I właśnie to było przyczyną wybuchu tego dnia. You-kon upuścił broń, która z trzaskiem opadła prosto na czerwony przycisk. W głośnikach zawył nowy alarm. Kobiecy głos odliczała koniec. JużNieLudzie wywatowali.
A ona biegła przed siebie.
10
Zakręt w lewo. Prosto, potem znowu w lewo. Teraz drzwi.
9
Kolejne drzwi i w prawo.
8
Barykadę z pomarańczowych mundurów pokonała w skoku.
7
Drzwi były zamknięte.
6
Napięła mięśnie ramion. Szczelina powoli zaczęła się powiększać.
5
Już prawie.
4
Przebiegła korytarz.
3
Wskoczyła do windy i nacisnęła przycisk.
2
Winda ruszyła.
1
Była już w połowie.
0
Już przy końcu.
BOOOOOM

Drzwi otworzyły się i dziewczyna wyskoczyła na zewnątrz. Grunt zatrząsł się i zachrobotał. Wszystko waliło jej się na głowę.
A ona biegła. W sercu zamigotała obecność uwolnionych JużNieLudzi. Teraz w spokoju mogli odejść w zaświaty. Ostatnie co po nich odczuła, to podziękowanie przemienionego dziecka. Zdołała ich uratować.

Misja wykonana!

4 komentarze:

  1. Wydaje mi się, czy w tym rozdziale użyłaś najwięcej jak dotąd przekleństw?
    W pierwszym długim przekleństwie You-Kona masz literówkę "śiwiat". Zwróciłam na to uwagę bo bardzo sięsskupilam na przeczytaniu tego "słowa".
    Cała ta historia z tym chłopcem i z duchami trochę przypomniała mi tą bajkę "Koralina". Ta dziewczyna musiała znaleźć oczy trójki dzieci i między innymi uratowała w ten sposób chłopca. Takie moje pierwsze skojarzenie ...
    hmm ... Jesteś teraz potworem tak? Ale kontrolowanymczy nie? Chodzi mi o to, że niektóre pokazują swoją prawdziwą postać gdy tego chcą, bądź pod wpływem pewnych emocji, uczuć. Zastanawiam się więc czy jesteś już takim powrotem powrotem czy jeszcze nie.
    You-Kona nieźle zatkało jak zobaczył cię bez maski. Szczerze mówiąc to nie dziwie się mu, ale gdyby cię widział przed zmianą to efekt byłby pewnie jeszcze lepszy ;)
    Cała opisówka odliczania jest świetna.
    Rozdział jak zwykle super u czekam na nn
    Ps. Czy przeszkadza ci to, że mówię że Ty coś zrobiłaś a nie ze Julia coś zrobiła? Ciągle zapomniałam zapytać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przeszkadza mi, że zwracasz się do mnie po imieniu. Na imię mam Julia, c`nie?
      XD
      Pozdro dla ciebie i wgl! Numerki przy rozdziałach lecą, nie?
      Heh ;)
      A właśnie! Nie przeszkadza ci (wam), że tak często dodaję posty? Dla mnie to trochę szybko. Jak coś, to piszcie.

      Usuń
    2. Ja się cieszę ,że tak szybko dodajesz ^^ Nie rób mi tego co Milena błagam :-:

      Usuń
  2. Wow! *o* Tego to sie nie spodziewałam! Gdybyś widziała moje wyobrażenia Juli! Była straszna ,ale w tym piękna! Fajnie by było gdyby jakiś moce do tego miała ! :o :D No ten rozdział był genialny ^^ Zatkało mnie czytając go! I uratowałaś chłopca i inne dzieci! Mój ty bohaterze ^^
    Ciekawa jestem czy będzie mogła z własnej woli przemieniać się znów w postać człowieczą i na odwrót ;3 No to też by było mega ;D
    Facet sie nieźle zdenerwował .. Ale przecież tego chciał .. czyż nie? ;3 Chyba nie był do końca świadomy co tworzy..głupiec pfff.. Ale też geniusz ,bo był wstanie stworzyć takiego pięknego potwora ^^ Ale zdaje mi się ,że misja powiodła się dzięki Juliet , bo ona nie jest zwykłą gimnazjalistką i to musimy przyznać xd Ona była i jest wyjątkowa! :D nic dodać nic ująć ^^
    Czekam nn :*
    Ściskam , pozdrawiam i weny! <3

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)