Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 27. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 27. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 kwietnia 2015

27 Kopciuszek



Moi rodzice uważają, że nie warto kupować drogiego i pięknego samochodu. Samochód Mateusza nie był ani taki, ani taki. Tak jak sam chłopak.
Zanim do niego weszłam, Mateusz  wyszedł, przywitał się ze mną, powiedział dzień dobry mojej mamie i otworzył mi drzwi, a potem za mną zamknął. Być może onieśmieliłam go urodą. Raczej nie.
-Adrian mówił, że jesteś jego kuzynem.
-Yhm. Takim dalekim. Ty z nim chodzisz do klasy?
-Tak. Z Anią też.
-Aaa. No to pewnie przerąbane tam macie. Adi to… jakby to powiedzieć…
-Pająk.
-Co?
-Sorry. Adrian zawsze kojarzył mi się z pająkami. Nie wiem czemu. Tak jakoś.
-Aaa. No. Ta jego łepetyna.
-Haha. Trochę. A ty?
-Co ja?
-No, gdzie chodzisz do szkoły?
-Do liceum w mieście. Mieszkam niedaleko, więc pomyślałem, że byłoby fajnie dłużej pospać.
-Luz. Ja mam gimbus, to i tak nie mam wyboru. Tyle dobrze, że dzięki temu żaden bereciaż nie zajmie mi miejsca.
-Ha! Święta racja.
Dojechaliśmy pod dom Ani. Stała przed bramą w dość dużej odległości od Adriana, jak na parę. Przez okno zadałam wzrokowe pytanie: „Co jest?”, a ona tak samo odpowiedziała: „Rodzice”. Rozumiałam. Za ręce złapali się dopiero w centrum, po dwudziestominutowej ciszy. Było im przy nas głupio. Nic dziwnego. Ja i Mateusz luźno gadaliśmy o normalnych rzeczach.
-Moi rodzice cały czas siedzą w literaturze. Zero kina, zero muzyki. Tylko książki.
-Nie do wiary! A myślałam, że większego zapaleńca ode mnie nie ma.
-Ile masz książek?
 -Tak jakoś ze sto, może trochę mniej.
-Co tak słabo? Moi mają więcej niż tysiąc. Do tego cały czas coś znoszą do domu.
-Wow! Nieźle. To ile oni książek dziennie czytają? Dziesięć?
-Trzy co najmniej. Tata wykłada literaturę na uczelni, mama jest jakimś takim książkowym archeologiem, więc do domu i tak wracają po piątej.  Nie wszystkie bukwy przeczytali. Tylko nikomu nie mów. Jeszcze mnie ukażą. Ha ha ha!
-Hi hi! Ok.
-Dobra, dobra.
Rozmawiało mi się z nim nie najgorzej, ale też nijako.
-Chcesz karmelowy czy solony?- Pytanie wyrwało mnie z głębokiego zachwytu plakatem nowego filmu. Odgarnęłam włosy i spojrzałam przez ramię na pytającego.
-Najlepiej na pół. Mogę prosić jeszcze o fasolowe żelki?
-Spoko.- Podeszłam z Mateuszem do kasy.
-Dobry. Poproszę popcorn mega karmelowo-solony, plus do tego dwie duże pepsi i żelki.- Adrian wziął z Anią zestaw dla dwojga. Na film czekaliśmy jakieś pięć minut, ale nie był to czas stracony. Rozmawialiśmy o szkole i muszę przyznać, że dowiedziałam się paru interesujących rzeczy. A! Właściwie, to nie powiedziałam wam jeszcze na jaki film się wybraliśmy. Mianowicie bilety były na „Kopciuszka”, ale widziałam jeszcze rezerwację na noc horroru, więc pewnie obejrzymy to i to. Miejsca też mieliśmy spoko. Adrian dobrze pomyślał, bo byliśmy w ostatnim rzędzie na samym środku, przedzieleni jednym miejscem, tak, że siedzieliśmy wystarczająco daleko od siebie.
-Ostatni rząd.- Kasjer przedarł bilety i podał nam okulary. Film był w 3D. Dopiero wtedy zaczęłam się stresować. Wiadomo, że drużyna A (czyli Ania+Adrian) będzie się obściskiwać, ale co z nami? Mateusz nie był moim chłopakiem, a to była pierwsza prawie randka. Co jeśli on myśli, że my tak na poważnie? Co jak będzie chciał się całować? Co ja mam robić? Kurczę!
A więc wreszcie usiedliśmy. Ja i Ania siedziałyśmy bliżej siebie.
-Nie jesteś zła, że cię wzięłam?
-Nie Aniu. Jest fajnie.
-Hi hi hi.
-Tylko bez żadnych głupot, Ańku. Bo mnie twoja mama zabije.
-Ha ha ha. No pewnie.
Ostatnia reklama się skończyła i na ekranie pokazał się znany nam zewsząd zamek Disneya. Zakryłam twarz kosmykami włosów i poprawiłam spódnicę. Mateusz to zauważył.
-Chcesz?- Podał mi paczkę z żelkami.
-Uhm. Dzięki.
-Lubisz takie klimaty? Znaczy księżniczki i białe konie? Prawdziwą miłość?
-Pytasz czy wierzę w miłość czy o to drugie?
-Może to i to?
-Lubię w nią wierzyć. Miłość jest piękna. Miłość z bajek i filmów. Szkoda tylko, że nie jesteśmy w bajce. Tutaj, to wszystko, ta piękna opowieść się nie zdarza. Nie ma już białych koni.
-Niemożliwe. Ktoś tak uroczy jak ty nie może aż tak nie wierzyć.- Spojrzałam na niego lekko zarumieniona.
-A jednak!
Seans był szybki. Tak jak film. Nie zwracałam na ekran uwagi. Całe półtorej godziny patrzyliśmy sobie w oczy.
Co ja robię?!