Moi rodzice uważają,
że nie warto kupować drogiego i pięknego samochodu. Samochód Mateusza nie był
ani taki, ani taki. Tak jak sam chłopak.
Zanim do
niego weszłam, Mateusz wyszedł,
przywitał się ze mną, powiedział dzień dobry mojej mamie i otworzył mi drzwi, a
potem za mną zamknął. Być może onieśmieliłam go urodą. Raczej nie.
-Adrian
mówił, że jesteś jego kuzynem.
-Yhm. Takim
dalekim. Ty z nim chodzisz do klasy?
-Tak. Z Anią
też.
-Aaa. No to
pewnie przerąbane tam macie. Adi to… jakby to powiedzieć…
-Pająk.
-Co?
-Sorry.
Adrian zawsze kojarzył mi się z pająkami. Nie wiem czemu. Tak jakoś.
-Aaa. No. Ta
jego łepetyna.
-Haha.
Trochę. A ty?
-Co ja?
-No, gdzie
chodzisz do szkoły?
-Do liceum w
mieście. Mieszkam niedaleko, więc pomyślałem, że byłoby fajnie dłużej pospać.
-Luz. Ja mam
gimbus, to i tak nie mam wyboru. Tyle dobrze, że dzięki temu żaden bereciaż nie
zajmie mi miejsca.
-Ha! Święta
racja.
Dojechaliśmy
pod dom Ani. Stała przed bramą w dość dużej odległości od Adriana, jak na parę.
Przez okno zadałam wzrokowe pytanie: „Co jest?”, a ona tak samo odpowiedziała:
„Rodzice”. Rozumiałam. Za ręce złapali się dopiero w centrum, po
dwudziestominutowej ciszy. Było im przy nas głupio. Nic dziwnego. Ja i Mateusz
luźno gadaliśmy o normalnych rzeczach.
-Moi rodzice
cały czas siedzą w literaturze. Zero kina, zero muzyki. Tylko książki.
-Nie do
wiary! A myślałam, że większego zapaleńca ode mnie nie ma.
-Ile masz
książek?
-Tak jakoś ze sto, może trochę mniej.
-Co tak
słabo? Moi mają więcej niż tysiąc. Do tego cały czas coś znoszą do domu.
-Wow!
Nieźle. To ile oni książek dziennie czytają? Dziesięć?
-Trzy co
najmniej. Tata wykłada literaturę na uczelni, mama jest jakimś takim książkowym
archeologiem, więc do domu i tak wracają po piątej. Nie wszystkie bukwy przeczytali. Tylko nikomu
nie mów. Jeszcze mnie ukażą. Ha ha ha!
-Hi hi! Ok.
-Dobra,
dobra.
Rozmawiało
mi się z nim nie najgorzej, ale też nijako.
-Chcesz
karmelowy czy solony?- Pytanie wyrwało mnie z głębokiego zachwytu plakatem
nowego filmu. Odgarnęłam włosy i spojrzałam przez ramię na pytającego.
-Najlepiej
na pół. Mogę prosić jeszcze o fasolowe żelki?
-Spoko.-
Podeszłam z Mateuszem do kasy.
-Dobry.
Poproszę popcorn mega karmelowo-solony, plus do tego dwie duże pepsi i żelki.-
Adrian wziął z Anią zestaw dla dwojga. Na film czekaliśmy jakieś pięć minut,
ale nie był to czas stracony. Rozmawialiśmy o szkole i muszę przyznać, że
dowiedziałam się paru interesujących rzeczy. A! Właściwie, to nie powiedziałam
wam jeszcze na jaki film się wybraliśmy. Mianowicie bilety były na „Kopciuszka”,
ale widziałam jeszcze rezerwację na noc horroru, więc pewnie obejrzymy to i to.
Miejsca też mieliśmy spoko. Adrian dobrze pomyślał, bo byliśmy w ostatnim
rzędzie na samym środku, przedzieleni jednym miejscem, tak, że siedzieliśmy
wystarczająco daleko od siebie.
-Ostatni
rząd.- Kasjer przedarł bilety i podał nam okulary. Film był w 3D. Dopiero wtedy
zaczęłam się stresować. Wiadomo, że drużyna A (czyli Ania+Adrian) będzie się obściskiwać,
ale co z nami? Mateusz nie był moim chłopakiem, a to była pierwsza prawie
randka. Co jeśli on myśli, że my tak na poważnie? Co jak będzie chciał się
całować? Co ja mam robić? Kurczę!
A więc
wreszcie usiedliśmy. Ja i Ania siedziałyśmy bliżej siebie.
-Nie jesteś
zła, że cię wzięłam?
-Nie Aniu.
Jest fajnie.
-Hi hi hi.
-Tylko bez
żadnych głupot, Ańku. Bo mnie twoja mama zabije.
-Ha ha ha.
No pewnie.
Ostatnia
reklama się skończyła i na ekranie pokazał się znany nam zewsząd zamek Disneya.
Zakryłam twarz kosmykami włosów i poprawiłam spódnicę. Mateusz to zauważył.
-Chcesz?- Podał
mi paczkę z żelkami.
-Uhm.
Dzięki.
-Lubisz
takie klimaty? Znaczy księżniczki i białe konie? Prawdziwą miłość?
-Pytasz czy
wierzę w miłość czy o to drugie?
-Może to i
to?
-Lubię w nią
wierzyć. Miłość jest piękna. Miłość z bajek i filmów. Szkoda tylko, że nie
jesteśmy w bajce. Tutaj, to wszystko, ta piękna opowieść się nie zdarza. Nie ma
już białych koni.
-Niemożliwe.
Ktoś tak uroczy jak ty nie może aż tak nie wierzyć.- Spojrzałam na niego lekko
zarumieniona.
-A jednak!
Seans był
szybki. Tak jak film. Nie zwracałam na ekran uwagi. Całe półtorej godziny
patrzyliśmy sobie w oczy.
Co ja
robię?!