… mnie
pocałował.
Ach! Tak
przewidywalna, romantyczna, scena, której wy z całego serca chcecie.
I dlatego
życie mi jej nie dało.
Zanim nasze
usta zdołały w delikatnym pocałunku złączyć, usłyszałam chrobot i skrzypnięcie
drzwi. Otworzyłam oczy. Na taras wyszły jakieś dwie postacie. Nie chciałam żeby
nas zauważyły więc przyłożyłam dłoń do ust Mateusza i nie pozwoliłam mu się
ruszyć. Spojrzał na mnie pytająco. Powoli przekręciłam jego głowę w stronę
tamtych. Nie mogłam jeszcze go puścić. Zrobiłam to dopiero jak tamci poszli.
-Kto to
był?- Zapytał w zażenowaniu i zmieszaniu całą sytuacją Mateusz.
-Pewnie
dozorcy.- Skłamałam. Wiedziałam, że nie. Dozorca ma przy sobie klucze i
latarkę. I na pewno nie ubiera się w czarną, powłóczystą szatę z kapturem.
-To chyba
musimy już spadać.- Spojrzałam na niego. Właśnie straciłam szansę na pocałunek
z przystojnym, umięśnionym chłopakiem, z którym oglądałam gwiazdy i któremu
siedziałam w kinie na kolanach! Argh! Wściekłość!
-Tak.
Powinniśmy wrócić.
Poprawiłam
się, ostatni raz spojrzałam na śpiące miasto i delikatnie otworzyłam drzwi. Na
korytarzu było tym razem całkowicie ciemno. Skuliłam się na głośne skrzypnięcie
drzwi. Z Mateuszem u boku zeszłam schodami na piętro niżej. Byłam już prawie
pewna, że tamci musieli minąć taras i gdy nagle usłyszałam kroki nie mogłam się
powstrzymać od biegu. Chwyciłam Matiego za rękę i popędziłam korytarzem w
przeciwną do hałasu stronę. Byliśmy już prawie przy kolejnych schodach, kiedy
coś złapało mnie za wolną rękę i potężnym szarpnięciem wciągnęło nas oboje do
jakiegoś pomieszczenia. To samo coś zamknęło za nami drzwi i zasłoniło je sobą.
Cofnęłam się do tyłu. Dotknęłam czegoś twardego i złapałam za to. Spojrzałam w
dół. Miotła! Zgrabnie przepchnęłam się przed zasłaniającego mnie Mateusza i już
trochę pewniej zapytałam.
-Kim jesteś?
Postać
poruszyła się ukazując zarys swego ciała. W wyblakłym świetle starej żarówki
postać zdjęła kaptur zasłaniający twarz i okazała się być… Snapem! Tym z „Harry
Potter”! Ha!
*Swoją
drogą, to nigdy nie czytałam książek. Filmy natomiast nie za bardzo mi
przypadły do gustu. Co za nie fart.”
-Cii. Nie
mogą nas usłyszeć.
-Pan… yy…
Pan Snape?
-A czy ja na
niego wyglądam?!
-No… tak.
-No to czemu
pytasz?!
-Yy... hm…
No bo ten…
-Dość
bredni! Po coście tu przyszli? I to w nocy?!
-Bo… no… ten…-
Mateusz próbował coś powiedzieć, ale w obecności tak zacnego faceta jak Snape
nawet Obama by się dukał.
-Wracają.
Dość! Nie chcę was tu już nigdy więcej widzieć o tej porze. Za zepsutą… randkę…
przepraszam. Wyprowadzę was stąd.
Znowu
nałożył kaptur na głowę. Być może całkowicie zniknął, bo nawet w świetle nie
mogłam go zobaczyć pod warstwą mroku. Otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. My
za nim. Sprzeciwiać się nie było warto. Niby co mieliśmy powiedzieć? Nie, Panie
Snape, nie pójdziemy z panem do wyjścia, tylko prosimy, żeby nas Pan nie
pozamieniał w żaby? Jakoś nie za bardzo. Otworzył nam drzwi i wypchnął na
zewnątrz.
-To dla
ciebie. Więcej nie mam, ale przepraszam za tą… randkę.- Zatrzasnął drzwi od
razu jak to powiedział. Otworzyłam dłoń. Pan Snape dał mi coś. Było zawinięte w
papierek więc nie widziałam co, a Mateusz ciągnął mnie za rękę jak najdalej od
Pałacu Kultury więc schowałam to do torebki. Mogło poczekać.
-Hej Mati!
Gdzie idziemy? Kino jest w przeciwną stronę.
-Chodź.
Pokaże ci gdzie pracuje moja babcia.
-To daleko?-
Zadałam to pytanie, ale nasuwało mi się zgoła inne. Poklepałam torebkę. Telefon
był w mniejszej kieszeni.
-Nie. Zaraz
dojdziemy.- Zwolnił kroku, ale nadal dość mocno trzymał mnie za dłoń. Zauważył
to i przepraszając puścił. To dobrze. Właśnie w tej chwili zastanowiłam się, co
tak naprawdę zrobiłam. Wyszłam z nieznajomym chłopakiem, w nocy, na miasto, do
opuszczonego budynku, prawie się całowaliśmy, spotkaliśmy czarodzieja, a teraz
on mnie gdzieś prowadzi. Najgłupszy
możliwy scenariusz! Do tego nikt nie wie gdzie jesteśmy. Buu. Ale ze
mnie głupek.
-To tutaj.-
Stanęliśmy na schodach antykwariatu.
-Znam to
miejsce. Często kupuję tu komiksy. Sprzedawczyni to twoja babcia?
-Tak. I właścicielka.
Zapraszam.- Weszliśmy do środka. Lubiłam klimat tego sklepu, bo on wcale nie
wyglądał jak sklep. Półki wręcz pękały od nadmiaru książek, a jednak cały czas
ktoś coś przynosił i wynosił.
-Co my tutaj
robimy, Mateuszu?
-Chciałem
tylko coś dokończyć.- Nagle złapał mnie w objęciach i pocałował. Tak jak na
filmach. Usta złączone ze sobą. Zapach róż w powietrzu, lekka muzyka. Wszystko
zwalnia. Tym razem nikt nam nie przeszkodził.
Ha! Do
czasu.