Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 32. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 32. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 kwietnia 2015

32 Spoliczkowana



-Julka… ja…
-Przestań. Wystarczy tego co zrobiłeś.
-Nie. Bo widzisz…
Staliśmy przed moim domem. Mateusz nie pozwolił mi dojść do furtki. Teraz odgradzał mnie od niej jakby myślał, że to coś zmienia.
-Widzę, Mateuszu. Masz dziewczynę, a ja byłam dla ciebie tylko odskocznią. Ona cię kocha. Ja znam cię jeden dzień. Wygrała. Poza tym nie mogłabym być z facetem, z który zdradził ze mną swoją dziewczynę!
-Julka… to nie tak. Ja… Ja mogę…
-Odejść. Idź, wracaj do Kasi i zapomnij o mnie. Bo ja już o tobie zapomniałam.
Wyminęłam go odpychając z drogi i stanowczo trzasnęłam furtką. Nie biegłam. Niech patrzy, co zrobił. Szłam powoli, równo, z mocą. Na końcu, zanim zniknęłam za załomem ściany, ostatni raz na niego spojrzałam. Zrobiło mi się smutno. Bardzo smutno. Jak tylko weszłam do domu, po cichu i beznamiętnie zdjęłam kurtkę, buty, poszłam na górę, do pokoju i w ciuchach położyłam się spać. Rano wstałam wcześniej od reszty. Poszłam pod prysznic. Najpierw długo lałam ciepłą wodę, ale przypomniałam sobie nasz pocałunek i gwiazdy i … popłakałam się. Rzewnie, po cichu. Płakałam długo. Długo myślałam dlaczego…
Teraz już nie myślę. A wiecie czemu? Bo przypomniałam sobie, że to był tylko jeden dzień! Że to była pomyłka. Głupi błąd.  Dzięki tej myśli zlałam się lodowatą wodą. Prawie się przez to udusiłam i może nawet będę chora, ale pomogło. Pod łazienką czekała na mnie mama. Wyczuła, że coś jest nie tak. Jak ja ją kocham!
Do śniadania usiadłyśmy tylko we dwie. Mama zrobiła mi kawę i tosty. Opowiedziałam jej co się stało. Nie płakałam przy tym. Powiedziała, że jestem dzielniejsza niż powinnam i mam prawo płakać. Powiedziała, że Mateusz to prawdziwa świnia, ale to moja wina.
-Bo kiedy on do mnie przychodził, to zmęczony po pracy zasypiał na moim fotelu. Wiedziałam, że to on będzie moim mężem. A do końca pokochałam go, kiedy pierwszy raz, w szpitalu wziął cię na ręce. To jak na ciebie patrzył. Tak. To właśnie wtedy się w nim do reszty zakochałam. Ale ty jesteś jeszcze za młoda i musisz się szanować. To co zrobiłaś, to na co pozwoliłaś, to był brak szacunku do samej siebie. Jeśli chcesz, żeby inni cię szanowali, to sama musisz szanować siebie. Julka. Tak nie można. Nie można się całować z obcym chłopakiem. Nie mam zamiaru cię pocieszać. Wcale a wcale. To był brak szacunku do samej siebie. Co ty sobie wyobrażałaś? Jesteś Julia, moja córka, a nie jakaś tam blondyna. Julia.
Mama mnie naprawdę pocieszyła. I do tego mocno spoliczkowała. Miała rację. Ona zawsze ma rację.
Po śniadaniu została nam jeszcze godzina do wyjścia do kościoła. Do końca rozmyślałam nad sobą słuchając muzyki. „Bloody Beetroots” też mi pomogło. Swoją drogą polecam ich wam na ciężkie chwile, kiedy potrzeba wam poweru i ostrości. Muzyka jest jak młot. Młot miażdżący kości. A ja jestem okropna. Powinnam była… nie ważne. Stało się. Na przyszłość będę pamiętać.

Kiedy wróciliśmy z kościoła, też miałam trochę czasu dla siebie ,więc usiadłam przy biurku i tak jakoś zaczęłam z Nim pisać. Z moim kolegą z wyobraźni. On też mnie pokrzepił. Podobnie do mamy. Mocno. I przypomniał o prezencie od Snapea.
Wiecie co nim było? Zgadujcie.