-Julka… ja…
-Przestań.
Wystarczy tego co zrobiłeś.
-Nie. Bo
widzisz…
Staliśmy
przed moim domem. Mateusz nie pozwolił mi dojść do furtki. Teraz odgradzał mnie
od niej jakby myślał, że to coś zmienia.
-Widzę,
Mateuszu. Masz dziewczynę, a ja byłam dla ciebie tylko odskocznią. Ona cię
kocha. Ja znam cię jeden dzień. Wygrała. Poza tym nie mogłabym być z facetem, z
który zdradził ze mną swoją dziewczynę!
-Julka… to
nie tak. Ja… Ja mogę…
-Odejść.
Idź, wracaj do Kasi i zapomnij o mnie. Bo ja już o tobie zapomniałam.
Wyminęłam go
odpychając z drogi i stanowczo trzasnęłam furtką. Nie biegłam. Niech patrzy, co
zrobił. Szłam powoli, równo, z mocą. Na końcu, zanim zniknęłam za załomem
ściany, ostatni raz na niego spojrzałam. Zrobiło mi się smutno. Bardzo smutno.
Jak tylko weszłam do domu, po cichu i beznamiętnie zdjęłam kurtkę, buty,
poszłam na górę, do pokoju i w ciuchach położyłam się spać. Rano wstałam
wcześniej od reszty. Poszłam pod prysznic. Najpierw długo lałam ciepłą wodę,
ale przypomniałam sobie nasz pocałunek i gwiazdy i … popłakałam się. Rzewnie,
po cichu. Płakałam długo. Długo myślałam dlaczego…
Teraz już
nie myślę. A wiecie czemu? Bo przypomniałam sobie, że to był tylko jeden dzień!
Że to była pomyłka. Głupi błąd. Dzięki
tej myśli zlałam się lodowatą wodą. Prawie się przez to udusiłam i może nawet
będę chora, ale pomogło. Pod łazienką czekała na mnie mama. Wyczuła, że coś
jest nie tak. Jak ja ją kocham!
Do śniadania
usiadłyśmy tylko we dwie. Mama zrobiła mi kawę i tosty. Opowiedziałam jej co
się stało. Nie płakałam przy tym. Powiedziała, że jestem dzielniejsza niż
powinnam i mam prawo płakać. Powiedziała, że Mateusz to prawdziwa świnia, ale to
moja wina.
-Bo kiedy on
do mnie przychodził, to zmęczony po pracy zasypiał na moim fotelu. Wiedziałam,
że to on będzie moim mężem. A do końca pokochałam go, kiedy pierwszy raz, w
szpitalu wziął cię na ręce. To jak na ciebie patrzył. Tak. To właśnie wtedy się
w nim do reszty zakochałam. Ale ty jesteś jeszcze za młoda i musisz się
szanować. To co zrobiłaś, to na co pozwoliłaś, to był brak szacunku do samej
siebie. Jeśli chcesz, żeby inni cię szanowali, to sama musisz szanować siebie.
Julka. Tak nie można. Nie można się całować z obcym chłopakiem. Nie mam zamiaru
cię pocieszać. Wcale a wcale. To był brak szacunku do samej siebie. Co ty sobie
wyobrażałaś? Jesteś Julia, moja córka, a nie jakaś tam blondyna. Julia.
Mama mnie
naprawdę pocieszyła. I do tego mocno spoliczkowała. Miała rację. Ona zawsze ma
rację.
Po śniadaniu
została nam jeszcze godzina do wyjścia do kościoła. Do końca rozmyślałam nad
sobą słuchając muzyki. „Bloody Beetroots” też mi pomogło. Swoją drogą polecam
ich wam na ciężkie chwile, kiedy potrzeba wam poweru i ostrości. Muzyka jest
jak młot. Młot miażdżący kości. A ja jestem okropna. Powinnam była… nie ważne.
Stało się. Na przyszłość będę pamiętać.
Kiedy
wróciliśmy z kościoła, też miałam trochę czasu dla siebie ,więc usiadłam przy
biurku i tak jakoś zaczęłam z Nim pisać. Z moim kolegą z wyobraźni. On też mnie
pokrzepił. Podobnie do mamy. Mocno. I przypomniał o prezencie od Snapea.
Wiecie co
nim było? Zgadujcie.