Mileno, już
do ciebie idę!
Rozglądnąwszy
się po klasie odkryłam, że sala historyczna jest wręcz przepełniona różnego
rodzaju bronią. Zgarnęłam więc ze ściany pierwszy lepszy miecz i jakiś krótszy
o połowę brzeszczot i ruszyłam.
-Pozwoli
Pani, że na moment opuszczę zajęcia.- Powiedziałam do Kopcińskiej zanim powoli
otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz. Na korytarzu działo się wiele rzeczy.
Od razu zobaczyłam leżącą po przeciwległej stronie korytarza Milenę i ogromnego
wilka, który się nad nią pochylał. Wilk wygiął szyję i nabrawszy powietrza w
płuca przeraźliwie głośno zawył. To był mój moment. Trzasnęłam nogą w drzwi.
-Hej! Wilku!
Tu jestem!- Zanim zwierze do końca odwróciło łeb, ja już leciałam w powietrzu.
Oba ostrza zwrócone w jego stronę.
-Dzisiaj to
ja wygram- pomyślałam jeszcze zanim ostrza dotknęły futra zwierzęcia. Miecz się
po nim ześliznął ale brzeszczot zostawił w jego ciele dużą szramę. Wilk
zawarczał. Złapałam się go mocniej oplatając rękoma za szyję. Niestety zwierze
mi się wyrwało i odbiegło na za dużą odległość bym mogła go jeszcze dosięgnąć.
Leżąc spojrzałam na Milenę. Była nieprzytomna i na szyi miała otwartą, głęboką
ranę. Podniosłam się z ziemi. Wilk stał w końcu korytarza. Czekał. Wiedział, że
jestem słabsza.
-Nie byłabym
tego taka pewna, Wilku. Skrzywdziłeś moją przyjaciółkę. Odpowiesz za to!-
Krzyczałam. On wył. Wreszcie, jednocześnie rzuciliśmy się do ataku. Z moich
płuc wydobył się dziki, złowieszczy ryk. Zwierze nie zwolniło. Ja też nie.
Spotkaliśmy się pośrodku. On skoczył, ja zanurkowałam w dół. Oberwałam tylną
łapą w twarz. On dostał obydwoma narzędziami, trzymanymi przeze mnie w
dłoniach, w brzuch i przednią łapę. Ja padłam na ziemie na twarz. On też.
Obydwoje ciężko zipieliśmy. Z trudem podnieśliśmy się z ziemi. Ja ledwo
widziałam przez zakrwawione oczy, on ledwo człapał. Tym razem podeszliśmy do
siebie powoli. Stanęliśmy naprzeciw.
-Jesteś
dobrym przeciwnikiem.- Może mi się wydawało, ale chyba to on do mnie mówił.
-Ty także,
Wilku.- Odpowiedziałam na głos.
Staliśmy tak
dobre parę minut, aż w pewnym momencie on po prostu mnie minął i odszedł. Tak
zwyczajnie, zamiatając ogonem. Nie miałam siły się do niego odwracać.
Pozwoliłam mu odejść. Dopiero kiedy miecze wyśliznęły mi się z rąk poczułam jak
bardzo jestem zmęczona. Nie miałam siły w nogach i rękach. Skuliłam się w
sobie.
-Jeszcze
chwila a tu padnę- pomyślałam. Dotknęłam twarzy żeby się pokrzepić. Wyczułam
krew. O tym że zwierze rozcięło mi wargę i brew przekonałam się w toalecie,
kiedy zmywałam czerwień z twarzy pod strumieniami lodowatej wody. Miałam za
mało miejsca żeby dokładnie się wyczyścić, bo zamiast z dziewczęcej
skorzystałam z tej dla nauczycieli. Niestety toalety zamykane są podczas
lekcji. Kiedy wreszcie doprowadziłam się do porządku uświadomiłam sobie, że
powinnam iść do Mileny. Zgarnęłam więc z ziemi miecze i poczłapałam do
nieprzytomnej jeszcze koleżanki. Sprawdziłam tętno. Trochę za szybkie. Oddech?
Jest. To dobrze.
-Nic ci nie
będzie, Milcia. Nic nie bój…
Za mną
otworzyły się drzwi od sali historycznej. Nie patrząc wiedziałam, że to
Weronika i Ania.
-Zemdlała.-
Dziewczyny jak zawsze w samą porę.
-Kórwa!
-Hej! Nie
przeklinaj, Werka. Pomóż mi. Trzeba ją ocucić. Przynieście wodę.
Weronika
uklęknęła po drugiej stronie Mileny.
-Ej! A to
co?- Pokazała na rankę na szyi. Chyba mi się wydaje, ale wcześniej wyglądała ta
rana na większą.
-Od torby.-
Powiedziałam.
-Przecięła
się torbą?
-No. Wiesz,
moja mama zrobiła podobnie. Jak zemdlała, to zahaczyła o pasek od torebki i
ciach.
-A! No
dobra. To lepiej kupmy Milce nową torbę.
-Macie
wodę.- Ania wróciła z butelką.
-Nie wiem co
powinnyśmy zrobić… ale chyba trzeba ją po prostu polać. Nie?
-Dobra.
Dawaj to. Ja to zrobię.- Weronika wzięła butelkę od Ani i chlusnęła Milenie
twarz. Podziałało.
-O! Co jest?
Co się…- Dziewczyna jak zwykle była niecierpliwa.
-Siedź,
Mili.- Zganiłam ją.
-Nic.
Zemdlałaś, kurde. Pod klasą!- Weronika już się uśmiechała. Ja też odpuściłam.
-No! Jaki
wstyd. Podłaś jak długa.-Trochę sobie żartowałyśmy.
-Dobrze, że
cię Julcia znalazła!- Ania też dołączyła. Za chwilę śmiałyśmy się już
wszystkie. Włącznie z samą poszkodowaną. Nasze chichy zgasiła Ola.
-Ej!
Kopcińska się wkurza. Może byście tak wzięły i weszły do klasy, co?- Miała
rację, więc szybko zebrałyśmy się z podłogi i wróciłyśmy na miejsca. Pani
nauczycielka nic nie powiedziała. Nawet na nas nie patrzyła. Zajęta była
wpisywaniem ocen z pracy domowej.
-Julia. Pięć
plus.- Zajęta pisaniem testu nie usłyszałam. Później mi dziewczyny powiedziały.
W domu
znalazłam w plecaku zakrwawione miecze. Chyba po prostu o nich zapomniałam.
Jeśli nikt nic nie mówił, to chyba nie szkodzi jeśli je sobie zostawię? Pani
Kopcińskiej widocznie dwa kawałki metalu różnicy nie zrobią.
Położyłam je
na półce nad książkami.