Tutaj wrócę
do moich wspomnień.
No i się
zaczęło.
Najpierw
wywarzyliśmy drzwi od składziku przylegającego do naszej klasy, bo Matematyczka
jak zwykle zapomniała zabrać klucza. Potem otworzyliśmy kolejne drzwi na
korytarz. Nasze normalne wyjście, zawalone było paletami. Jakoś przedarliśmy się
na główny korytarz. Zaraz jednak zwróciliśmy uwagę na coś bardzo dziwnego. W
klasach, słychać było kłótnie. Nikt nie uciekał, nikt nie został ewakuowany.
Chcieliśmy dowiedzieć się od nich czegoś więcej, ale każda klasa zamknięta była
na klucz i nikt nie chciał nam otworzyć. Zrezygnowani wróciliśmy do swoich.
Spisaliśmy raport. Nagle jednak usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk. Ustaliliśmy, że
ja, Maciek, Adrian i Konrad pójdziemy to sprawdzić. Oczywiście wzięliśmy cały
nasz sprzęt, w którego skład wchodziły dwie pary nożyczek, trzy zapalniczki,
zszywacz, sznurek, lusterko, noga od krzesła i gaśnica. Po namyśle zostawiliśmy
jednak gaśnicę w klasie, bo okazała się
zbyt ciężka. Krzyk się nasilał, więc szybko ustaliliśmy strażników i wyszliśmy
na zwiad. Telefony mieliśmy ustawione na wibracje. Jak się dzięki naszemu
specowi od komunikacji okazało, odbieraliśmy sygnał i mieliśmy sieć, ale poza
obręb szkoły łączność ginęła. Możliwe, że ktoś nas zagłuszał. Najpierw
sprawdziliśmy górny korytarz, a potem zeszliśmy schodami na pierwsze piętro. Z
naprzeciwka wpadł na nas jakiś chłopak. Przechwyciliśmy go, ale nie
rozumieliśmy, bo bełkot zlęknionego jest trudny do odczytania. Zamiast tego,
zwołaliśmy wsparcie i dwóch naszych eskortowało tamtego do bazy. Poleciłam im
przesłuchanie go, jak tylko odzyska sprawność. Ruszyliśmy dalej. Sprawdzaliśmy
klasy, ale wszystkie zablokowane były tak jak poprzednie. Byliśmy już na końcu
i wtedy zobaczyłam Marysię. Drobna czwartoklasistka płakała rzewnie schowana za
koszem.
-Hej mała.-
próbowałam nie okazywać zaniepokojenia, ale ciężko mi szło. W tej szkole działo
się coś naprawdę dziwnego.
-Ju…. Julcia?-
jak tylko to małe stworzonko mnie zobaczyło od razu rzuciło mi się na szyję.
-Co jest,
młoda? Co robisz za koszem?
-Widziałam
demona. Nikt nie chciał mi pomóc i wszyscy uciekli. Ale ja chciałam do Ani. Do
Ani.
-No wiem…
wiem, młoda. Gdzie uciekali?
-No… ze
szkoły.
-Wiesz kto?
-Wszyscy. Naprawdę.
Ale ja potem też się wystraszyłam i chciałam wyjść, ale drzwi były zamknięte.
-Dobrze już
dobrze. Teraz jesteś bezpieczna.
-To ja
poproszę o wsparcie.- Maciek wyciągnął telefon.
-Nie. To
trwa za długo. W tym czasie szkoła może się palić, a my siedzimy bezradnie.
Musimy stąd uciec. Wyślij i esa, że idziemy dalej i mamy ze sobą Marysię. Niech
będą gotowi do wymarszu. Za pięć minut mają się odezwać. Opisz, czego się
dowiedzieliśmy. Marysiu.
-Tak?-
dziewczynka spojrzała na mnie marszcząc nosek.
-Musisz iść
z nami, dobrze? Sprawdzimy co z drzwiami i spróbujemy wyjść.-
Marysia
otarła łzy z policzków i raźno wstała. Ruszyliśmy dalej. Schodami przeszliśmy
na stronę podstawówki. Tam oglądając się często za siebie, jakby przeczuwając
coś niedobrego znaleźliśmy pierwsze ślady ingerencji kogoś, lub czegoś w nasz monotonny
tryb życia. Zamiast sklepiku dla
podstawówki w jego miejscu ziała ogromna wyrwa. Spojrzeliśmy na sufit. Teraz
było nim zachmurzone niebo. Dlaczego to opowiadam? Bo sprawdziwszy ślady
doszłam do wniosku, że strasznym potworem było nie coś, tylko ktoś. Za sobą
usłyszeliśmy powolne, ciężkie kroki. Odruchowo zasłoniłam dziewczynkę. Po co ja ją w ogóle wtedy zabrałam?! No ale
cóż, stało się. Nie zgadniecie kto to był. NIKA. Tak, to właśnie ją
zobaczyliśmy.
-Nika…-
odetchnęłam z ulgą. Nie sądziłam, że aż tak bardzo się ucieszę.
-Nika? Co tu
robisz? Martwiliśmy się o ciebie.
-Kłaaamcaaa!-
od jej metalicznego syku przeszły mnie dreszcze. Dźwięk jej stóp był
chrobotliwy. Zbliżała się powoli i jakby ociężale. Przyjrzałam się bliżej. Ubrana
była w dziwne granatowe szmaty, była bez butów i nie miała wyrazu twarzy. Jej
ruchy też były jakby bez wyrazu. Kiedy tak się powoli zbliżała, my zaczęliśmy
się odsuwać. Coraz to dalej i dalej. Nagle zaczęłam rozumieć. Wzmianki
nauczycieli, ich zachowanie, to co powiedziała dziewczynka… Już wiedziałam co
się dzieje.
-Powiedz,
Nika. Co my ci takiego zrobiliśmy? Dokuczaliśmy ci? Zepsuli zabawę?
-O nie. Nie.
Wy mnie zniszczyliście.
-My? Ależ
skąd? Nigdy nie podniosłam n na ciebie ręki.
-Kłamca! To
przez was cierpiałam. To przez was płakałam. A teraz? Teraz wszystkich was
pozabijam!
-Nie m
takiej potrzeby. Porozmawiajmy.
-Najpierw
zabiję ciebie, a potem resztę. Mój Pan dał mi tą władzę. Zabiję was!
-Ach tak? A
kimże jest ten twój Pan?
-Jest
wielki. Oh, jest tak wielki! To on dał mi to, kim jestem!
-A kim
jesteś Niko? No kim?
-Zabiję was!
Bo jestem cyborgiem! On mnie ulepszył. Uwolnił mnie! Zabiję was.
Aż dziw, że
do tej pory zniosłam jej gadanie. Ta porypana wariatka, nie zauważyła, że cały
ten czas my cofaliśmy się do wyjścia. Skończyła mówić właśnie w momencie, gdy
od drzwi na zewnątrz dzieliło nas może nawet mniej niż pięć metrów. Zatrzymałam
się i rzuciłam Maćkowi jedno z moich słynnych zawsze zrozumiałych spojrzeń. Nie
myliłam się co do jego domyślności. Od razu złapał za ramię przyklejoną do mnie
Marysię i razem z Adrianem wycofali się całkiem pod wrota szkoły. W tym czasie,
ja sprawdziłam kieszenie. Nic przydatnego, chyba, że chciałabym napisać list.
Nika cały czas patrzyła na mnie. W jej czerwonych od diod oczach czaił się
ogromny gniew. Wiedziałam, że nie da się jej do niczego przekonać. Wiedziałam,
że ona nie jest już Niką. Teraz była tylko cyborgiem.
-Powiedz mi.
Dlaczego? Hę? Dlaczego to zrobiłaś?
-Nigdy byś
nie zrozumiała. Nie wiesz co czuję!
-Spróbuj. –
znowu się zaczęłam cofać. Teraz jednak w kierunku sceny. Nasza szkoła, jest tak
naprawdę połączonymi korytarzami zbiegającymi się do półkola, które zajmuje
nasz apelowy hol. Na środku holu ustawioną mamy piękną, okutą w brąz scenę. To
na niej kiedyś wystawialiśmy „Zemstę”. Spojrzałam
w kierunku kolegów. Dlaczego jeszcze nie uciekli? I wtedy sobie przypomniałam.
Drzwi były zamknięte… Nika powiodła za moim wzrokiem. Zorientowawszy się, że
próbowaliśmy ją wykiwać, nabrała jeszcze większej ochoty na wymordowanie nas.
Rzuciła się na najbliżej stojącego Maćka. Złapała go za kark i wyrzuciła w
powietrze. Chłopak jak słomka trawy opadł bezwładnie na kafelki. Kolejną Nika
próbowała złapać Marysię, ale Adrian zwrócił jej uwagę waląc w nią nogą od
krzesła. Zdzieliła go w twarz z pięści i zatoczyła się do tyłu. Wtedy ja
rzuciłam się cyborgowi na plecy. Nika zachwiała się ale nie upadła. Byłam za
lekka. Próbowałam wykręcić jej kark, ale ona zrzuciła mnie na scenę. Mocno upadłam
na bark. Poczułam ból w kręgosłupie. Nika tylko mocniej zaświeciła oczami.
Stanęła mi na nodze, łamiąc ją w kostce. Krzyknęłam z bólu. Złapała mnie za
głowę, ale rozmyśliła się i zacisnęła swoją metalową pięść na moim gardle.
-To twój
koniec, Julka. Teraz zginiesz. A wiesz czemu? Bo nie jesteś superbohaterem.-
nagle usłyszałam trzask. Na plecach cyborga rozwaliło się krzesło. Nika
odwróciła głowę w stronę rzucającego. W tedy zauważyłam cień szansy. Pod
powłoką maski, na zgięciu szyi, zobaczyłam szczelinę. To mi wystarczyła.
Resztkami sił wyciągnęłam z kieszeni moje wieczne pióro (zawsze je przy sobie
noszę) i z zamachu wbiłam jej stalówkę prosto w szyję. Zobaczyłam iskry. W mechanizmie
cyborga doszło do zwarcia. Prąd przebiegł mi po ciele. Zamroczyło mnie. Tak
bardzo uszkodziłam system cyborga, że ten zawiesiła się i dziewczyna terminator
wypuściła mnie z głuchym hukiem padając
martwa na deski sceny.
-Nie tym
razem. Nie tym razem.- wymruczałam zanim w bólu zemdlałam. Ostatnim co
zobaczyłam był pochylający się nade mną Pan Konserwator i Wilk.
Fascynujące
przeżycie, prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze motywują :)