Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 9. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 marca 2015

9. Kto szuka zemsty?



Tutaj wrócę do moich wspomnień.
No i się zaczęło.
Najpierw wywarzyliśmy drzwi od składziku przylegającego do naszej klasy, bo Matematyczka jak zwykle zapomniała zabrać klucza. Potem otworzyliśmy kolejne drzwi na korytarz. Nasze normalne wyjście, zawalone było paletami. Jakoś przedarliśmy się na główny korytarz. Zaraz jednak zwróciliśmy uwagę na coś bardzo dziwnego. W klasach, słychać było kłótnie. Nikt nie uciekał, nikt nie został ewakuowany. Chcieliśmy dowiedzieć się od nich czegoś więcej, ale każda klasa zamknięta była na klucz i nikt nie chciał nam otworzyć. Zrezygnowani wróciliśmy do swoich. Spisaliśmy raport. Nagle jednak usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk. Ustaliliśmy, że ja, Maciek, Adrian i Konrad pójdziemy to sprawdzić. Oczywiście wzięliśmy cały nasz sprzęt, w którego skład wchodziły dwie pary nożyczek, trzy zapalniczki, zszywacz, sznurek, lusterko, noga od krzesła i gaśnica. Po namyśle zostawiliśmy  jednak gaśnicę w klasie, bo okazała się zbyt ciężka. Krzyk się nasilał, więc szybko ustaliliśmy strażników i wyszliśmy na zwiad. Telefony mieliśmy ustawione na wibracje. Jak się dzięki naszemu specowi od komunikacji okazało, odbieraliśmy sygnał i mieliśmy sieć, ale poza obręb szkoły łączność ginęła. Możliwe, że ktoś nas zagłuszał. Najpierw sprawdziliśmy górny korytarz, a potem zeszliśmy schodami na pierwsze piętro. Z naprzeciwka wpadł na nas jakiś chłopak. Przechwyciliśmy go, ale nie rozumieliśmy, bo bełkot zlęknionego jest trudny do odczytania. Zamiast tego, zwołaliśmy wsparcie i dwóch naszych eskortowało tamtego do bazy. Poleciłam im przesłuchanie go, jak tylko odzyska sprawność. Ruszyliśmy dalej. Sprawdzaliśmy klasy, ale wszystkie zablokowane były tak jak poprzednie. Byliśmy już na końcu i wtedy zobaczyłam Marysię. Drobna czwartoklasistka płakała rzewnie schowana za koszem.
-Hej mała.- próbowałam nie okazywać zaniepokojenia, ale ciężko mi szło. W tej szkole działo się coś naprawdę dziwnego.
-Ju…. Julcia?- jak tylko to małe stworzonko mnie zobaczyło od razu rzuciło mi się na szyję.
-Co jest, młoda? Co robisz za koszem?
-Widziałam demona. Nikt nie chciał mi pomóc i wszyscy uciekli. Ale ja chciałam do Ani. Do Ani.
-No wiem… wiem, młoda. Gdzie uciekali?
-No… ze szkoły.
-Wiesz kto?
-Wszyscy. Naprawdę. Ale ja potem też się wystraszyłam i chciałam wyjść, ale drzwi były zamknięte.
-Dobrze już dobrze. Teraz jesteś bezpieczna.
-To ja poproszę o wsparcie.- Maciek wyciągnął telefon.
-Nie. To trwa za długo. W tym czasie szkoła może się palić, a my siedzimy bezradnie. Musimy stąd uciec. Wyślij i esa, że idziemy dalej i mamy ze sobą Marysię. Niech będą gotowi do wymarszu. Za pięć minut mają się odezwać. Opisz, czego się dowiedzieliśmy. Marysiu.
-Tak?- dziewczynka spojrzała na mnie marszcząc nosek.
-Musisz iść z nami, dobrze? Sprawdzimy co z drzwiami i spróbujemy wyjść.-
Marysia otarła łzy z policzków i raźno wstała. Ruszyliśmy dalej. Schodami przeszliśmy na stronę podstawówki. Tam oglądając się często za siebie, jakby przeczuwając coś niedobrego znaleźliśmy pierwsze ślady ingerencji kogoś, lub czegoś w nasz monotonny tryb życia.  Zamiast sklepiku dla podstawówki w jego miejscu ziała ogromna wyrwa. Spojrzeliśmy na sufit. Teraz było nim zachmurzone niebo. Dlaczego to opowiadam? Bo sprawdziwszy ślady doszłam do wniosku, że strasznym potworem było nie coś, tylko ktoś. Za sobą usłyszeliśmy powolne, ciężkie kroki. Odruchowo zasłoniłam dziewczynkę.  Po co ja ją w ogóle wtedy zabrałam?! No ale cóż, stało się. Nie zgadniecie kto to był. NIKA. Tak, to właśnie ją zobaczyliśmy.
-Nika…- odetchnęłam z ulgą. Nie sądziłam, że aż tak bardzo się ucieszę.
-Nika? Co tu robisz? Martwiliśmy się o ciebie.
-Kłaaamcaaa!- od jej metalicznego syku przeszły mnie dreszcze. Dźwięk jej stóp był chrobotliwy. Zbliżała się powoli i jakby ociężale. Przyjrzałam się bliżej. Ubrana była w dziwne granatowe szmaty, była bez butów i nie miała wyrazu twarzy. Jej ruchy też były jakby bez wyrazu. Kiedy tak się powoli zbliżała, my zaczęliśmy się odsuwać. Coraz to dalej i dalej. Nagle zaczęłam rozumieć. Wzmianki nauczycieli, ich zachowanie, to co powiedziała dziewczynka… Już wiedziałam co się dzieje.
-Powiedz, Nika. Co my ci takiego zrobiliśmy? Dokuczaliśmy ci? Zepsuli zabawę?
-O nie. Nie. Wy mnie zniszczyliście.
-My? Ależ skąd? Nigdy nie podniosłam n na ciebie ręki.
-Kłamca! To przez was cierpiałam. To przez was płakałam. A teraz? Teraz wszystkich was pozabijam!
-Nie m takiej potrzeby. Porozmawiajmy.
-Najpierw zabiję ciebie, a potem resztę. Mój Pan dał mi tą władzę. Zabiję was!
-Ach tak? A kimże jest ten twój Pan?
-Jest wielki. Oh, jest tak wielki! To on dał mi to, kim jestem!
-A kim jesteś Niko? No kim?
-Zabiję was! Bo jestem cyborgiem! On mnie ulepszył. Uwolnił mnie! Zabiję was.
Aż dziw, że do tej pory zniosłam jej gadanie. Ta porypana wariatka, nie zauważyła, że cały ten czas my cofaliśmy się do wyjścia. Skończyła mówić właśnie w momencie, gdy od drzwi na zewnątrz dzieliło nas może nawet mniej niż pięć metrów. Zatrzymałam się i rzuciłam Maćkowi jedno z moich słynnych zawsze zrozumiałych spojrzeń. Nie myliłam się co do jego domyślności. Od razu złapał za ramię przyklejoną do mnie Marysię i razem z Adrianem wycofali się całkiem pod wrota szkoły. W tym czasie, ja sprawdziłam kieszenie. Nic przydatnego, chyba, że chciałabym napisać list. Nika cały czas patrzyła na mnie. W jej czerwonych od diod oczach czaił się ogromny gniew. Wiedziałam, że nie da się jej do niczego przekonać. Wiedziałam, że ona nie jest już Niką. Teraz była tylko cyborgiem.
-Powiedz mi. Dlaczego? Hę? Dlaczego to zrobiłaś?
-Nigdy byś nie zrozumiała. Nie wiesz co czuję!
-Spróbuj. – znowu się zaczęłam cofać. Teraz jednak w kierunku sceny. Nasza szkoła, jest tak naprawdę połączonymi korytarzami zbiegającymi się do półkola, które zajmuje nasz apelowy hol. Na środku holu ustawioną mamy piękną, okutą w brąz scenę. To na niej kiedyś wystawialiśmy „Zemstę”.  Spojrzałam w kierunku kolegów. Dlaczego jeszcze nie uciekli? I wtedy sobie przypomniałam. Drzwi były zamknięte… Nika powiodła za moim wzrokiem. Zorientowawszy się, że próbowaliśmy ją wykiwać, nabrała jeszcze większej ochoty na wymordowanie nas. Rzuciła się na najbliżej stojącego Maćka. Złapała go za kark i wyrzuciła w powietrze. Chłopak jak słomka trawy opadł bezwładnie na kafelki. Kolejną Nika próbowała złapać Marysię, ale Adrian zwrócił jej uwagę waląc w nią nogą od krzesła. Zdzieliła go w twarz z pięści i zatoczyła się do tyłu. Wtedy ja rzuciłam się cyborgowi na plecy. Nika zachwiała się ale nie upadła. Byłam za lekka. Próbowałam wykręcić jej kark, ale ona zrzuciła mnie na scenę. Mocno upadłam na bark. Poczułam ból w kręgosłupie. Nika tylko mocniej zaświeciła oczami. Stanęła mi na nodze, łamiąc ją w kostce. Krzyknęłam z bólu. Złapała mnie za głowę, ale rozmyśliła się i zacisnęła swoją metalową pięść na moim gardle.
-To twój koniec, Julka. Teraz zginiesz. A wiesz czemu? Bo nie jesteś superbohaterem.- nagle usłyszałam trzask. Na plecach cyborga rozwaliło się krzesło. Nika odwróciła głowę w stronę rzucającego. W tedy zauważyłam cień szansy. Pod powłoką maski, na zgięciu szyi, zobaczyłam szczelinę. To mi wystarczyła. Resztkami sił wyciągnęłam z kieszeni moje wieczne pióro (zawsze je przy sobie noszę) i z zamachu wbiłam jej stalówkę prosto w szyję. Zobaczyłam iskry. W mechanizmie cyborga doszło do zwarcia. Prąd przebiegł mi po ciele. Zamroczyło mnie. Tak bardzo uszkodziłam system cyborga, że ten zawiesiła się i dziewczyna terminator  wypuściła mnie z głuchym hukiem padając martwa na deski sceny.
-Nie tym razem. Nie tym razem.- wymruczałam zanim w bólu zemdlałam. Ostatnim co zobaczyłam był pochylający się nade mną Pan Konserwator i Wilk.
Fascynujące przeżycie, prawda?