niedziela, 18 października 2015

93 Romantyzm



Ależ ze mnie flirciara!
A może nie… Może to ten eliksir w drinku działał tak dobrze? Jeśli tak, to Lex zarobi na nim niezłe pieniądze, bo każda stara panna będzie chciała coś takiego mieć. Jonathan naprawdę się we mnie zakochał! Wieczór okazał się szybki jak kartkówka z geografii i zakończył się bardzo romantycznie.
Kiedy zmęczyliśmy się już tańczeniem, a rozmowy z celebrytkami i książętami biznesu nam się znudziły, to chłopak zaproponował, że oprowadzi mnie po ogrodzie. Miejsce było wspaniałe!
Ogród był jednym wielkim labiryntem podzielonym na cztery części. Każda z nich była inna, z własną fontanną i szczególnym kwiatem. Sam środek labiryntu był jednak najpiękniejszy z nich. Miał wysadzaną kamieniami fontannę z aniołami oraz marmurową ławeczkę podtrzymywaną przez dwa, groźne lwy.  Jego kwiatem była krwista róża.
Zaproponowałam Jonathanowi jedną z wielu dworskich zabaw z XVIw. Jak prawdziwa dama miałam uciec przed nim w głąb labiryntu, a on miał mnie odnaleźć. Mijałam zakręty i rozświetlone kwiaty zawsze będąc blisko niego, ale nie dając się złapać. Dobrze wiedziałam, w która stronę biec, ale pozwoliłam mu się dogonić dopiero na ostatniej prostej. Uśmiechnęłam się tajemniczo, a on tryumfalnie kiedy znowu byliśmy blisko siebie.
Usiedliśmy na marmurowej ławeczce i odetchnęliśmy głęboko podziwiając gwiazdy. Nic nie mówiliśmy. Wystarczyło nam, że byliśmy blisko. Dopiero po jakimś czasie odczułam, że zrobiło się chłodno. Jak zwykle mój nos i policzki od razu się zarumieniły. Sukienka z takim dekoltem nie dawała zbyt dobrego okrycia. Jonathan zauważył to i z wyczuciem ofiarował mi swoją marynarkę. Kiedy mi ją zakładał nasze twarze były nagle bardzo blisko siebie. Wyczułam bijące od niego ciepło i męski zapach jego włosów.
-Dziękuję- szepnęłam.
-To ja dziękuję. Bez ciebie bal byłby tylko kolejnym nudnym przyjęciem.
Spojrzeliśmy sobie w oczy.
-Powiedz,- chłopak ogarnął się i spojrzał na mnie już bardziej opanowany- jakie kwiaty lubisz najbardziej?
-Każde, które ktoś daruje mi od serca. Uwielbiam drobne różyczki i niebieskie niezapominajki.
-Rozumiem...  A twoje ulubione danie?
Spojrzałam na niego zaciekawiona i lekko zdziwiona.
-Jonathanie, czy ty próbujesz zaprosić mnie na randkę?- wypaliłam prosto z mostu starając się włożyć w to tyle dziewczęcego uroku, ile potrafiłam.
-Nie wychodzi mi, prawda?- zapytał zmieszany.
-Nie jest tak źle- puściłam mu oczko.
-A więc… Czy może… Czy dałabyś się zaprosić… -chłopak widocznie nie umiał powiedzieć tego, co chciał.
-Z chęcią wybiorę się z tobą na randkę, Jonathanie- powiedziałam i lekko zatrzepotałam rzęsami.
Noc rozświetlały gwiazdy, w oddali słychać było kolejną piosenkę odgrywaną przez orkiestrę.
-Wiesz, jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś tak niesamowitego jak ty- Jonathan patrzył w niebo zmartwiony.
-Być może ja wcale nie jestem prawdziwa? Może jestem tylko twoim snem?
-Jeśli tak, to nie chcę już nigdy się obudzić.
Chłopak wstał i podszedł do krzewu róży. Pogładził czerwone płatki.
-O czym myślisz?- zapytałam.
-Nigdy wcześniej cię nie widziałem. Nigdy nawet nie słyszałem twojego nazwiska. Doprawdy nie wiem kim jesteś!  A jednak… jednak jesteś tu ze mną, teraz. Dlaczego cię nie znam?
-Czy to aż tak ważne?- powiedziałam lekko zawiedziona.- Dobrze jednak. Odkryję się przed tobą.
Spojrzałam jeszcze raz w gwiazdy i zaczęłam mówić. Opowiedziałam mu o mojej rodzinie, o tym jak uciekliśmy z kraju, jak krążyliśmy po świecie szukając swego miejsca. Opowiedziałam o szkole, do której chodziłam, o śmierci matki, złych interesach ojca. Opowiedziałam jak sama od niego uciekłam, do wujostwa mieszkającego w Anglii, jak oni mnie przygarnęli i wychowali. Mówiłam długo, cała przepełniona smutkiem i żalem, jakby ta historia była prawdziwa. I tak, nagle odnalazłam się płacząca w jego ramionach.
-Przepraszam, Charlotte. Najmocniej cię przepraszam. Nie powinienem był…
-Nic… Nic się nie stało. Nie wiem dlaczego zawsze się tak wzruszam. Przecież teraz jest już inaczej- odsunęłam się od niego stając po drugiej stronie fontanny.
Chłopak uwierzył we wszystko, co powiedziałam. Nawet nie wahał się w ocenie. To dobrze. To oznaczało, że był już mój.
-Opowiedziałam ci o sobie. Może teraz ty powiesz mi coś o tobie?
Uśmiechnęłam się do niego prawie zawstydzona. Chłopak skrzętnie powiedział to, co już wiedziałam. Znowu zaczęliśmy rozmawiać o kwiatach i gwiazdach. Znowu usiedliśmy na ławeczce i, nie wiem nawet kiedy, patrzyliśmy sobie głęboko w oczy.
-Charli?
-Tak, Jonathanie?
-Jesteś najpiękniejszą istotą jaką kiedykolwiek widziałem- prawie wyszeptał chłopak.
Zbliżyliśmy się jeszcze bardziej. Nasze nosy prawie się dotykały. Czułam na sobie jego wzrok, jego podniecenie moją osobą. Chłopak sięgnął dłonią do mojej szyi. Przechyliłam głowę…
Ta bajka niestety tak się nie skończy, moi drodzy! Nawet o tym nie myślcie. Y-ym! Nie. Nie. Nie. Wiecie, czasami mam wrażenie, że moje życie przechodzi ze skrajności w skrajność. Potrafię być czarną, przerażającą istotą siejąca grozę i słodką, niewinną dziewczynką. Ciekawe, która z tych postaci jest  tą prawdziwą? No cóż. Tego dnia nie dane nam było się pocałować, ale to bardzo dobrze. Nie można być zbyt zachłannym w miłości, nawet tej udawanej.
Kiedy nasze usta już miały połączyć się w tak przepięknym akcie uczucia i więzi, fajerwerki wybuchły tysiącem kolorów na niebie. Wybiła północ. Mój czas właśnie się skończył. Oderwałam się od tego porywającego momentu zostawiając Jonathana samego na ławce. 
-Hej! Poczekaj. Zrobiłem coś nie tak?
-To nie twoja wina. Muszę… muszę już wracać. Do zobaczenia- odwróciłam się jeszcze na chwilę.
Chłopak był prawie zszokowany i bardzo zmartwiony. Tak o to ucieka jego miłość.
-Dlaczego uciekasz?
-Nie oglądałeś nigdy kopciuszka?- uśmiechnęłam się do niego ostatni raz i zniknęłam w głębi labiryntu. 
Chwilę później wpadłam na salę balową i porywając zagadaną z jakimś nadętym mężczyzną Jessicę obie wybiegłyśmy na zewnątrz. Wsiadłyśmy do czekającego samochodu i odjechałyśmy pozostawiając po sobie wspomnienia zabawy i sztucznego romantyzmu.
Odpięłam spinki rozpuszczając włosy i oddałam je agentce.
-Zrobione.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze motywują :)