niedziela, 25 października 2015

95 Na tańce



No świetnie!
Miałam nadzieję na kolejny nudny tydzień, ale nie, Julka musi dostać za swoje! No bo przecież wszystkich bawi jak Julka kolejny raz się wyglebia! Bosz jak mi duszno-o *głosem pustej blondi*. Wiecie, jak chcecie zrozumieć, co mam na myśli, to może zacznę opowiadać, zamiast wyjeżdżać z takimi bzdurami.Wybaczcie mi, bo to będzie trochę chaotyczna opowieść, ale nie umiem inaczej. Nie chcielibyście chyba słychać Narratora, co?
Zaczęło się rano. Jak zwykle wlazłam do gimbusa z głośnym „Dzień dobry!” i przybiwszy parę żółwików z resztą umęczonych uczniów, zasiadłam na miejsce.  Wysiadłam trochę wkurzona, bowiem dostałam głupkowate  sms`y od kolegi z klasy, który myślał, ze nie wiem, kim jest, więc postanowił udawać anonimowego. Oczywiście wiedziałam, co to za dżentelmen, ale jak chciał się bawić w kotka i myszkę, to proszę bardzo. Powiedziałam o tym dziewczynom, a one od razu rozchichotane wymyśliły swoje teorie i na chwilę zajęły się tą sprawą. Starały się nawet wyciągnąć info od biednego Adriana, ale chociaż chodzi z Anią, to jednak jest lojalny wobec swoich i trzymał gardę. Nie chciałam już tłumaczyć dziewczynom, że wszystko wiem, więc te nadal próbowały rozwikłać zagadkę. Przy czym muszę powiedzieć, że te sms`y lekko mnie zaskoczyły, bo były… hm… całkiem miłe. Powiem szczerze, że trochę sobie z chłopakiem poflirtowałam, a on w szkole jakby zaczął się do mnie mile uśmiechać.
Potem zrobiło się popołudnie i zamiast do gimba wskoczyłam do limuzyny. Po drodze się przebrałam, więc na koncert weszłam już nieźle odpicowana. Wysłuchałam jakiejś dziwnej wokalistki, pogadałam z kumpelami Jessici, pokręciłam się niedaleko i zrobił się późny wieczór. W domu znowu mi się oberwało, ale jakoś wybrnęłam, bo w szkole dawałam radę wyciągnąć oceny na piątki, a tego dnia dostałam szóstkę z polaka.
We wtorek tajemniczy wielbiciel z klasy znowu do mnie napisał, ale rano jakoś mniej mi to przeszkadzało. Poflirtowałam z nim trochę i pouśmiechałam się ładniej na matematyce. Później Jess zabrała mnie na miasto, na pokaz mody w jakiejś galerii. Pokaz był nudny, a kreacje strasznie… nieładne, ale udawałam, że świetnie się bawię i jakoś zleciało. W domu mama zaczęła nabierać  do mnie jakby innych przekonań. Powiedziała, że się zmieniłam, że już mnie nie poznaje, że coraz częściej robię głupie rzeczy. Gdyby ona o wszystkim wiedziała! Ogólnie trudno jest mi ukrywać prawdę, a samej sobie jest łatwo wytłumaczyć, że to co się robi, to nic takiego. Szkoda… szkoda, że nie wiem czy to prawda. Ale przecież nie może być złym wykonywanie zlecenia na kradzież za liniami wroga! No ej. Przecież to może nawet uratować komuś życie. Nie ważne.
Środa była trochę niezręcznym dniem. Konrad tego dnia był przygnębiony, więc podeszłam do niego i zapytałam, co tam u niego. Po prostu się do niego przysiadłam i zaczęłam rozmawiać. Zwykle nie robię takich rzeczy, ale pomyślałam, że to będzie miłe… A on to docenił. Zrobiło mi się nawet cieplej na sercu kiedy na koniec lekcji spojrzał na mnie i ujmująco się do mnie uśmiechnął. Z setka chłopaków się do mnie tego dnia uśmiechnęła! Jessica ubrała mnie w „fatałaszki” i poszłyśmy „poszaleć” na „dyskotece”. Znaczy się, założyłam spódnicę i dałam się wyrwać na tańce do klubu. Lokal całkiem odjechany, z neonowymi światełkami i głośnym bitem. Pamiętałam co mi mama zawsze powtarza o takich miejscach: nie pij drinka, którego na chwilę odłożyłaś, bo ktoś mógł ci w tym czasie czegoś do niego dosypać; nie zadawaj się z obcymi jakkolwiek mili by nie byli, bo nie wiesz kto to jest; nigdy nie bądź sama; staraj się nie narobić głupot. Posłuchałam też rad agentki, ale zabawa i tak nie była dla mnie, więc wyszłyśmy wcześniej i poszłyśmy jeszcze na chwilę na miasto. Wróciłam późną nocą, zmęczona i rozeźlona. Lex fundował mi przechlapane sytuację z rodzicami. I nawet za to nie płacił!
Czwartek był dniem rozczarowującym. Tak dla mnie, jak i dla ludzi z mojego otoczenia. Mówię tutaj o Konradzie. Tego dnia nawet nie mnie nie patrzył. Omijał mnie wzrokiem, był cały czas smutny, ze słuchawkami na uszach. Beznadzieja. Szczególnie dlatego, że nie wiedziałam, co zrobiłam chłopakowi, że się tak zaobraził. I do tego cały czas pisał z moją koleżanką, a mnie nie chciał odpisać. Kiedy się go zapytałam, czy coś się stało, czy może coś zrobiłam, albo czy ktoś mu coś powiedział, to odparł, że to nic, że nic się nie stało. Acha! Już to widzę. A mówią, ze faceci są prości. Niby tak, a jednak nie wiesz jak z nimi jest naprawdę. Poczułam się wtedy, jakby on ze mną tylko pogrywał, a że się znudził, to się przerzucił na inną. Gratuluję sobie. A bałam się, że to ja dam mu zbędną, boląca nadzieję! No bo wiecie, ze mną , jeśli chodzi o szkołę i normalne życie, jest tak, że ja nie za bardzo chcę mieć chłopaka. Tzn. chcę! Jak najbardziej! Tyle, że ja nie potrafię okazywać uczuć. Nie potrafię się przytulać, cmokać na dowiedzenia… Nie… Z chłopakami najlepiej gada mi się jako z kumplami i nikim więcej.  Inaczej robi się niezręcznie. Głupek ze mnie.
Acha! No i tego dnia, agentka postanowiła zgarnąć mnie na shoping do centrum handlowego. Pochodziłyśmy po sklepach i nawet kupiłyśmy parę ciuszków. Ja osobiście zgarnęłam sportowy komplet, obcisłe, ale bardzo dopasowujące się spodenki i czarny sportowy stanik o takich samych właściwościach. Sami domyślcie się po co.
Wychodziłyśmy już ze sklepu, kiedy do Jessicy nagle zadzwonił telefon.
-Tak. Oczywiście. Będziemy. Dobrze. Odbiorę na skrzynkę. Tak- po tym agentka rozłączyła się i długo wypisywała coś na klawiaturze.
-Co jest? Kto to był?- zapytałam w końcu.
-Szef.
-Aha.
Blondynka nie była skora do mówienia o Lex`ie. (A właśnie. Znowu te życiowe rozkminy. Leksie, czy Lex`ie?) Wiele razy o niego wypytywałam, ale ta zawsze uciekała tematem. Ciekawe… Czyżby Lex miał złą sławę? A wydawał się takim misiem pysiem! XD
-O co mu chodziło? Zmiana planów?
-Taak… Szef jutro spotyka się z Jonathanem Mekler, aby przedyskutować kwestie prawne ich przedsiębiorstw. Rozmowa odbędzie się w Krakowie, w nowym…
-Niech zgadnę. W centrum handlowym?- spojrzałam na nią trochę złośliwie.
-Tak.
-Super. To może odwieź mnie do domu, bo muszę się przygotować na jutro.
-Przecież wszystko jest w bazie.
-Mówiłam o psychicznym przygotowaniu- odpowiedziałam i ruszyłam do wyjścia.
Udawanie kogoś, kim się nie jest,  jest strasznie męczące. W domu zebrałam się w sobie, ułożyłam w głowie plan i tyle. Nie miałam już siły na nic innego. Szkoła się zaczyna walić, a z ziomkami nagle porobiły się problemy.
A ten plan przecież i tak nie wyjdzie!

1 komentarz:

  1. Hejo :)
    Zostałaś nominowana przeze mnie do Tea Book Tag. Więcej informacji tutaj: http://olivia-leo-story.blogspot.com/2015/10/tea-book-tag.html
    Życzę miłej zabawy :)
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)