wtorek, 28 kwietnia 2015

42 Srebrne pasemka



Obudziło mnie wycie. Wycie Wilka!
Tia… PO ostatnim naszym spotkaniu rozpoznałabym ten dźwięk dosłownie wszędzie. Nawet zagłuszany przez śmiech Klaudii. Ocknęłam się i przetarłam oczy. Spać musiałam krótko, bo nawet nie bolały mnie plecy. Jak na komendę do środka wpadł Wilk (No to teraz to już w ogóle wszystko się pomiesza przez to głupie imię. Wilk i Wilk. Kurdę! Wiecie co? Od tej pory chłopaka nazywać będę Włodek. A co! Niech ma. Sam się prosił) i Nika.
-To znowu on…- Stanęłam na równe nogi. W lustrze zobaczyłam odbicie zdesperowanej dziewczyny pragnącej wygrać z niemożliwym. Czy to na pewno byłam ja? Nie ważne. Ważne żeby…
-… wyciągnąć stąd Milenę. Trzeba ją ukryć w piwnicy. Wilk nie może dostać się do środka. Trzeba zamknąć, a najlepiej zabarykadować wszystkie drzwi. Z oknami nie mamy czasu. Wilku, ty zanieś ją do piwnicy, mu zrobimy resztę. Jasne?
-Jasne!- dwa równe głosy potwierdziły odbiór wiadomości. Wbiegłam na korytarz. W pośpiechu zamknęłam drzwi na wszystkie zamki i zabarykadowałam szafą na kurtki. Potem razem z Robotiką zeszłyśmy do garażu i zawaliłyśmy wjazd jakimiś pudłami. Z Włodkiem spotkaliśmy się w kuchni.
-Zrobione?- Zapytał.
-Taa. A co z nią?
-Nadal śpi jak zaklęta.
-To dobrze. A teraz…- Przerwało mi darcie drewna pazurami dużego zwierzęcia. Na drzwiach wejściowych nasz kochany zwierzaczek pozostawił niezły ślad. Potem usłyszeliśmy go walącego w drzwi garażowe. Wył i warczał. I w końcu po raz kolejny przemówił.
-Dobrze wiesz czego pragnę…- Spojrzałam po pozostałych. Oni wydawali się nic nie słyszeć. Zwierze kontynuowało.
-Oddaj mi ją, a nie zrobię wam krzywdy. To po nią przyszedłem, nie po was.
-Dlaczego? Po co ci ona? Po co jej to robisz?- Pytanie zadałam na głos.
-Są na tym świecie rzeczy nie dla ludzi i są rzeczy nie dla wilków. Czy jesteś wilkiem, aby zadawać mi takie pytanie?
-Nie. Ty za to nie jesteś człowiekiem. Po co ci Milena?- W oknie zobaczyłam jego pysk. Obserwował mnie.
-Nie zrobię jej krzywdy.
-Już jej zrobiłeś. Zamieniłeś ją w…
-Nie podążaj ślepą ścieżką swego ludu, Wojowniku. To nie tę drogę wybrałaś.
-Dlaczego, mam oddać ci Milenę?!- Krzyknęłam do pustego już okna. Zwierze zniknęło. Usłyszałam natomiast stukot i szuranie na piętrze.
-Jest na górze! Pilnujcie dziewczyny.-Włodek wyrwał się na schody i zniknął na górze. Z wielkim niepokojem stanęłam przy schodach, a Robotice kazałam zająć pozycję przy piwniczce. Dom Mileny miał bardzo cienkie ściany więc słyszałyśmy na górze szybko głodniejące uderzenia, trzaskania i warczenie. Zanim się obejrzałam zwierze stało na schodach gotowe do skoku. Ja także byłam gotowa do ataku. Mocniej zacisnęłam palce na… młotku, którego nie miałam. Zapomniałam broni… Zapomniałam… broni… Zapomniałam…
Wilk odbił się łapami od schodów. Cza zwolnił. Zdążyłam zrobić tylko jeden, malutki kroczek kiedy poczułam mokry, wilczy nos dokładnie na mojej twarzy. Rzeczywistość nagle zawirowałam. Jakby we śnie zobaczyłam całą scenę z daleka. Zobaczyłam nawet srebrne pasemka w futrze białego drapieżnika. A potem…
Potem wszystko znikło.

41. Ziołowa herbatka



-Mhm! Mmmhrrrhm! Yhm!- Tak wrzeszczeć próbowała przywiązana do krzesła Milena.
Ha! No to co? Zgadujcie co się stało. Może ktoś ją porwał? Robotika dostała ataku i chce nas wszystkich znowu zabić? Kosmici? Nie. Szczerze powiem, że żadne z tego. No dobra, jak tak błagacie, to wam powiem. A więc…

Milenę odciągnęłam od reszty dopiero kiedy zaczęła coraz bardziej „narzucać się” chłopakom. Narzucać, to niepełnie wyrażające jej zachowanie słowo. Jeśli siadanie na kolanach, namiętne macanie ich po kaloryferach i obsypywanie komplementami nie jest dla was „narzucaniem się”, to oczywiście zaraz zmienię to słowo. Tylko na jakie? Nikt nie uznał tego za coś nietak. Chłopcy byli tym wręcz zachwyceni! Szczególnie Natan. W domu zdążyłam już przygotować napar z ziół od Wilka. Do domu zabrałam ją dopiero kiedy była na skraju przebicia się Natanowi to mózgu swoim językiem (chodzi o pocałunek z języczkiem i… w myślach brzmiało lepiej. Nie ważne…). Była na mnie trochę zła za zwleczenie jej z jego kolan, ale powiedziałam, że skończyło się jedzenie i nie wiem gdzie co ma w szafkach. To, że ze mną poszła upewniło mnie, że to nadal Milena, a nie już Wilkena (połączenie wilk + Milena). Kurde. Muszę skończyć z hybrydowaniem imion.
No więc jak tylko weszłyśmy do przedpokoju, to razem z Wilkiem wepchnęliśmy ją do łazienki, włożyliśmy do wanny i usadziliśmy na wcześniej przygotowanym krześle. Nie pytajcie czemu krzesło było w wannie. Nie wiem. Wilk powiedział, że tak trzeba. Nie mogliśmy jej zakneblować, bo przecież miała wypić napar, ale nie mogła też krzyczeć, więc Wilk po prostu wziął ręcznik i sam zatkał jej usta. Ja wróciłam się do kuchni po herbatkę.
-O! A gdzie moja blondaśna dziewczynka?- Konrad mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się go zobaczyć bez koszulki, stojącego w progu.
-Blondaśne co?- Starałam się wygonić go z domu ale musiałam zrobić to normalnie.
-No Milena, a nie co! No, gdzie ona się ukrywa?- Niższy ode mnie i z dziesięć razy chudszy chłopak polował na przyjaciółkę, chyba już od dłuższego czasu. Pewnie nie mógł się do niej dostać, kiedy ona obściskiwała się z Natanem.
-Widziałam jak zlatywała na do garażu po jedzenie, a co? Jak chcesz to idź jej pomóc. Drzwi na lewo.- Pokazałam ręką.
-A… nie. Nie. To ja poczekam na dworze. Powiedz jej, że impreza świetna, no!
-Dobra. Tylko się…- Nie dokończyłam bo on już zdążył się na progu wywalić. Drzwiami prawie trzasnął. Dopiero potem, zebrałam kubek ze stolika i poszłam z powrotem. Do łazienki weszłam tyłem i dlatego prawie wypuściłam napój widząc krew na zlewie i rękawie Wilka.
-To nic. To nic. Tylko mnie drasnęła. Spokojnie. Spójrz.- Nie sądziłam, ze Milena może mieć tyle siły! Zdążyła jakoś wyrwać się chłopakowi i nawet go ugryźć! Musieliśmy szybko ją uratować. On wyciągnął jej ręcznik z ust i odchylił głowę, a ja wlałam napój do gardła. Trochę się krztusiła, ale przełknęła fioletowy płyn. Po tym, jak ręką odjąć, wszystko się uspokoiło. Znaczy Milena się uspokoiła. Oczy znowu miała jak zwykle, nie szarpała się, nie warczała.
-Już po wszystkim. Spokojnie. Tylko spokojnie. – Ktoś zastukał w drzwi. Mechanicznie chciałam otworzyć, ale zorientowałam się w jakiej jesteśmy sytuacji. Ten ktoś chyba by zwariował gdyby nas tak zobaczył. Hm… W sumie… Czemu nie? I tak wszyscy już są wariatami.
-To ja, Nika. Jesteś tam słonko?- No dobra. No to chyba jeszcze tylko tego brakowało. A co jak ktoś jeszcze zechce przyjść? A Milenę trzeba przecież pilnować!
-Odwołaj imprezę, Julka.- Wilk miał rację. Musiałam to zrobić.
-Ok.- Pokiwałam głową. Z łazienki wyszłam zastawiając szparę w drzwiach ręcznikiem. Miałam nadzieję, że Robotika nic nie zauważyła.
-Będziesz tak dobra, Niko i pójdziesz na górę da pokoju Mileny po wsówki do włosów?
-Ok!- Uśmiech na jej twarzy i radosne podskoki przyjęłam tak samo jak na nowe zadanie. Kiedy ją już spławiłam, pozostawała mi reszta. Nabrałam powietrza w płuca i wybiegłam na zewnątrz.
-Hej! Ludziska! Trzeba się kurde zbierać. Parentsy Majleny będą tu za pięć minut!- Na tą wieść wszyscy zareagowali dosłownie natychmiast. Dziewczyny zaczęły sprzątać, chłopaki nagle zniknęli.
-Lećcie laski. Ja i Nika z chłopakiem zostaniemy, że niby tylko my byliśmy. No przecież ślady po imprez i tak będą. Do domu! No już!- One też wybiegły. Po chwili nikogo już nie było. Zostały tylko worki ze śmieciami i brudne naczynia. Za jednym zamachem wniosłam wszystkie talerze do domu. Drugim kursem zgarnęłam szklanki. Po drodze kazałam Nice sprzątnąć resztę. Znowu zadowolona polazła wykonać polecenie. Ależ z niej przydatna maszyna!
Na wszelki wypadek jednak zamknęłam za sobą drzwi do łazienki. Wilk uporał się w tym czasie z krwią i Mileną. Teraz dziewczyna spała jak zaklęta. Odwiązaliśmy ją i ułożyliśmy wygodniej w wannie. Na szyję włożyłam jej wcześniej przygotowany naszyjnik z ziołami w środku. To powinno jej jeszcze bardziej pomóc.
Kiedy tak siedziałam na brzegu wanny i patrzyłam na nią, błogo śpiącą, nagle poczułam się męcząca. Nie wiem jak, ale po chwili siedziałam już na podłodze z zamkniętymi oczami.
Sekundę później odpłynęłam do krainy snów.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

40 Za dużo mięsa



-Zostań moją dziewczyną. Jak tylko cię zobaczyłem, jak tylko ujrzałem, ja… już wiedziałem, że cię pragnę. Zostań moją dziewczyną!- Mateusz przesadził. Te słowa, wywarły na mnie większe wrażenie, niż kiedykolwiek dotąd. Zrobiłam to, na co byłam od zawsze gotowa. Wiecie, to jest tak jak z pisaniem. Twoja ręka, mięśnie, zapisują konfigurację w jakiej się spinają i dzięki temu możemy pisać nie zastanawiając się nad tym. Każdy człowiek ma też taki system w swojej podświadomości i głębokiej świadomości. Jest to zapis działań i myśli, które „same z siebie” się zapisały w nas. Można powiedzieć, że to one nas definiują.  No więc moim „odruchem” na słowa Mateusza i jego czyny (próbował mnie złapać i pocałować) było mocne uderzenie go w twarz. Nie przewidziałam tylko, że mogłoby to być za mocne. Padł na deski z zakrwawionym nosem. Kiedy tak leżał, powiedziałam.
-Nie jestem zabawką. Jeszcze raz mnie dotkniesz, a będziesz miał mniej zębów, niż sprawnych kończyn.- Miałam ochotę jeszcze na niego splunąć, ale godność mi nie pozwoliła na taki występęk. Pokazałam już swoją siłę. To w zupełności wystarczyło. Wszystko co zaszło zauważył tylko pies zza płotu. A jednak i on gdzieś zniknął. Na pozór niewzruszona weszłam do środka i zadzwoniłam do Wilka.
-To ważne. Mamy mało czasu…- Wytłumaczyłam mu co się stało i co ma zrobić. Ustaliliśmy wspólną wersję, dogadaliśmy szczegóły.  Po tym postanowiłam wrócić  do reszty.
Przyłapałam Milenę siedzącą na schodach i całującą się z Natanem! Obydwoje trzymali dłonie na jednej z herbacianych róż, które ona dostała w bukiecie. Stanęłam jak wryta.
-To tylko zaburzenia hormonalne wywołane przez substancję powodującą wilkołactwo. To nic takiego.- Tłumaczyłam sobie wycofując się tyłem do ogrodu. Ej! Ale on przecież o tym nie wie! Natan myśli pewnie, że ona tak naprawdę. No z tym to musiałam coś zrobić. Przecież nie pozwolę, żeby on wykorzystał jej słabość ( której nie wie) na swoją korzyść! Tak się nie robi. Wtoczyłam się więc z powrotem. W drzwiach udałam że się chwieję i z łomotem trzasnęłam drzwiami. Dodatkowo upuściłam telefon. Dobre wejście. Dobre.
Jak tylko bowiem, gruchająca w najlepsze para to zauważyła, od razu sobie gruchać przestali. Przyjaciółka podleciała do mnie zawczasu, żeby zebrać mnie z podłogi. Teatralnie upadłam na nią chwilę wcześniej.
-Julka? Co jest? No?
-A nic. Nic. Nic. Nic. Tylko się tak… źle poczułam. Trochę.- Z lekka sobie po mrugałam oczami, trochę zachciewałam. Wystarczyło, żeby po pięciu minutach dostać herbatę i zepsuć moment gołąbkom. Usiadłyśmy w kuchni. Natan postanowił zostawić nas same.
-Dobrze się już czujesz?
-Lepiej. Ciągle mam wrażenie, że zaraz zemdleję.
-Nigdy nie widziałam żebyś mdlała, Julka. Masz… ten?
-No.
-Który?
-Drugi.
-Kurczę. No to się nie dziwię. Ale… to coś jeszcze, c`nie?
-Co masz na myśli?
-Znam cię, Julka. Mnie nie oszukasz.
-No przecież nie…
-Ej! No mów! Co jest?- Widać było, że muszę coś wymyślić, żeby uciec od dalszych pytań i przeciągnąć naszą samotność. No więc wypaliłam.
-To przez Mateusza!- I zaraz potem pożałowałam.
-J-jak to? Nie czaję.- Teraz już nie było odwrotu. Musiałam jej powiedzieć.
-Bo widzisz… to zaczęło się tak…- Zdążyłam opowiedzieć już całą historię i ginął mi temat, kiedy wyzwoleniem stał się dzwonek furtki.
-O! Pójdę otworzyć. Może jednak Olivier mógł dzisiaj przyjechać.
-Ok. Poczekam. Jak coś to ja tam zaraz przyjdę, tylko skoczę jeszcze do toalety.- Milena wyszła. Poczekałam jeszcze chwilę dopijając herbatę i jednak ruszyłam do toalety. Na korytarzu jednak usłyszałam jakiś hałas u góry. Wróciłam do schodów. Na dół schodziła właśnie cała grupa ludzi. Nie zdziwiłam się widząc tylko twarze płci pięknej (mam na myśli kobiece!).
-My nic…- Zaczęła Ola.
-Wszystko słyszałyście?
-Nie… No dobra.-Ania nie dała rady. Zleciała na dół i rzuciła się żeby mnie przytulić. Nagle wszystkie mnie przytulały. Chyba poczułam się w tedy wcale nie tak źle. Chyba. Wszystko minęło kiedy usłyszałyśmy wołanie Mileny na dworze.
-Dziewczyny! Przyszła Nika z chłopakiem!- Wyleciałyśmy na dwór. Tego nikt z nas nie oczekiwał. Powiem szczerze, że ja też nie. Nie Robotiki (skrót od robot + Nika).
Kiedy wreszcie wszystko wróciło do stanu prawie normalnej imprezy poszłam z Wilkiem (nie no serio? Czemu on nie weźmie zwykłego imienia? No co? Za nieoryginalne?) aby zrobić, co było trzeba. Wszyscy jakby wzięli zachowanie poszkodowanej za normalne. Ludzie?! Czy dla was naprawdę normalnym jest kiedy nagle, wasza zwykle spokojna koleżanka zaczyna biegać dookoła wyjąc do księżyca, jeść za dużo mięsa, pić za dużo wody i co chwilkę warczeć? Czy naprawdę uznajecie z normalne zaostrzone zęby i mieniące się pomarańczem oczy?
Wszystko zaczęło się dziać przed zakończeniem imprezy.

39 Zachowanie



To co pomyślałam na początku było zwykłym, kobiecym odruchem.
O następnym pomyślałam, jak dziewczyny zaczęły piszczeć z radości i bardzo pozytywnie komentować przemianę, przyjaciółki.
-Gdzie schowałaś Milenę?!
-Co jest? Urządzasz „Top Model”?
-Wow. No po prostu wow!
-Śliczności!
-Co się stało?- Moja poważna mina i dość w tej sytuacji ostre słowa zgasiły na chwilę zapał towarzystwa. Podczas gdy one obracały ją w koło i poprawiały fryzurę, ja zrobiłam przegląd zachowań Mileny, którą znam. I wiecie co mi wyszło? To nie to. To nie jej charakter, nie jej… sposób. Codziennie rano, kiedy wsiadałyśmy do gimba, ona mówiła mi cześć i opowiadała o poprzednim dniu Zwykle włosy spina w kucyk, złotą i krótką kitkę. Lubi dżinsy i sweterki. Nie jest ostra, panuje nad sobą i nie kręci. Milena to Milena, a nie… Milena.  No! Nie wiedziałam co zrobić. Pauza, którą wywołałam coraz bardziej się przeciągała, a dziewczyny miały coraz mniej ucieszne miny.
-Zaraz się na mnie rzucą!- Pomyślałam. Powinnam była wtedy zrobić to od razu, ale pomysł nadszedł dopiero na przypomnienie sobie filmu o zombie. Gdy masz za sobą hordę zombiaków, a przed sobą jednego żywego martwego, to wybieraj tego osamotnionego. Posłuchałam tej i rady i wypychając resztę dziewczyn z pokoju zamknęłam nas (w sensie, że mnie i Milenę) samych. Postanowiłam od razu wyłożyć karty na stół.
-Co się stało?- Zapytałem siląc się na delikatność i spokój. Miałyśmy dosłownie chwilę, zanim reszta zacznie walić w drzwi.
-Słucham? Nie podobam ci się?
-Mileno. Przecież widzę, że coś jest nie…- I wtedy mnie oświeciło.
-A co z tobą się dzieje? Co?! Czemu to robisz?! Czy ty zawsze musisz być pierwsza?!- Dostała ataku gniewu! Niesamowite! Dosłownie niesamowite! Milena, nigdy jeszcze przy mnie nie dostała ataku gniewu! Jeszcze nigdy nie włączyła full rage moda. To zastanawiające…
-Nie musisz już udawać. Wiem dlaczego, to zrobiłaś. Ale…
-Hm… Ja… Po prostu… No wiesz… Ech!
-Nie bądź na mnie już zła. Zmartwiłam się.
-Ok. A teraz już chodźmy!
-Dobra. Tylko… Nie zrób niczego, głupiego ok?
-No.- Za nim wyszłyśmy, zauważyłam coś… hm… nieprawidłowego. Pod apaszką widać było dużą bliznę. Z tego co wiem, to rana po ugryzieniu nie powinna tak wyglądać. Do tego to całe jej rozdrażnienie i wyolbrzymione inne uczucia… Coś mi nie pasowało. Coś bardzo niepokojącego ukrywało się w mojej podświadomości. Mały punkcik, wystarczająco niezauważalny, żeby nie do końca go zrozumieć, ale też dość poważny, aby się nim zezłościć. Musiałam to przemyśleć. Niestety musiałam wrócić na imprezę. Zebrawszy się więc w sobie, podążyłam za wciąż niewzruszonymi dziewczynami powrotem do ogrodu. Nikt o nic nie pytał. A przynajmniej nie o to. W prawdzie padło trochę słodkich komentarzy o jej wyglądzie i połączeniu z Natanem, ale… no ale. Śmialiśmy się z tego.
Zdążyliśmy zjeść już pierwszą porcję kiełbasek i połowę sałatki. Rozkręciliśmy muzę i żarty. Robiło się coraz fajniej. I niebezpieczniej. Zachowanie Natana, Mileny i Mateusza, trochę za bardzo się zmieniły. Ci pierwsi tańczyli szaleńczo do skocznej muzyki i mówiąc szczerze, pobożnym tańcem bym tego nie nazwała. Jej trzepot rzęs i jego dotykanie, też nie. Ten ostatni zaczął mnie denerwować nie na żarty. Nie dość, że wprosił się na zamkniętą imprę, wiedząc, że ja na niej jestem, to jeszcze potrafił zadawać mi okropne pytania. „Czy coś się stało?”, „Porozmawiajmy”, „Dlaczego…”. Przy jednym z takich nie wytrzymałam.
-Co ty sobie myślisz? Że co?! Że po prostu zapomnę i zostaniemy przyjaciółmi? Czy ja wyglądam na swawolną dziewoję?! Hę?
-Nie… Ja...- Jego marny wywód przerwało wycie psa. Gdzieś w dali, ponad płotem zaiskrzyły punkciki oczu. Odruchowo przeleciałam wzrokiem po  pozostałych. Rzuciło mi się coś… Milena! To było prawdziwe olśnienie! Jej zachowanie, szrama, Wilk w szkole! Ten Wilk, to był Wilkołak! To dlatego mówił  i jakby… czuł. To dlatego… O nie! O nie! O nie! Jeśli Wilkołak cię ugryzie, to stajesz się jednym z nich, a więc według logiki… Milena jest zarażona. Do tej pory się nie przemieniła, więc pozostało tylko nam czekać. Czekać na wybuch! Nie, no. Ja tak nie robię. Ja nie czekam na rozwój wydarzeń. Opcje, jakie mi pozostały nagle skruszały. Mogłam chyba tylko zamknąć ją w piwnicy. Albo zadzwonić do chłopaka Niki, żeby przywiózł zioła. (O mieszance na wilkołactwo nauczyłam się prawie na początku. To nie był pełen lek, a tylko uspokajacz. Jak na razie tyle by wystarczyło.) Wyjęłam telefon z kieszeni.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
-Hm?

niedziela, 26 kwietnia 2015

38 Wenus co najmniej!



-Część! Wchodź. Masz kiełbaski?- Milena przywitała mnie radośnie zaraz na wejściu.
Oprócz mnie na imprez byli jeszcze: drużyna A, Ola i Weronika.
-Julcia!
-Jak tam?
-Siemka.
-Cześć.
Przywitałam się ze wszystkimi i poło szłam za Mileną do domu. Zostawiłam jedzenie i torebkę w kuchni. Telefon przełożyłam do kieszeni.
-Nikogo więcej nie ma?- Zapytałam Mileny. Nie odpowiedziała.
-Wziąć kubki? Milena?- Zaniepokoiłam się. Zwykle nie wpadała w tryb bezreakcyjny, ot tak. Ona go nie miała. Stanęłam przodem do niej. Głowę miała zwieszoną w dół.
-Milena?- Potrząsnęłam nią.
-C-co?- Wyrwawszy ją z transu byłam gotowa przysiąc, że coś poczułam. Coś w środku mnie. Coś niezrozumiałego. Puściłam to w niepamięć. To był jej czas. Nie mój. Nie?
-Pytałam co mam wziąć.
-Ach. Weź tacę z jedzeniem. Ja postaram się nie wywalić z kubkami i piciem jednocześnie.
-Poczekaj. Daj mi jedną butelkę pod ramie.
-To z colą czy wodę?
-Colę. Wody nie lubię.
-Ha ha. Dobra. Trzymaj.
-Ok. Chodźmy.- Wróciłyśmy na podwórko i wyłożyłyśmy wszystkie rzeczy na blat. Reszta zastawiła stół. Adrian zaproponował włączenie muzyki. Zaczęliśmy się wszyscy kłócić, co włączyć. Pięć minut później reszta ludzi wreszcie przybyła. Chłopaki, czyli Konrad, Dawid, Maciek i Kacper przyszli równocześnie. Pewnie jechali jednym autem. Nie minęła minuta, Milena musiała skoczyć się otworzyć furtkę Mateuszowi. Przyszedł bez dziewczyny.
-Hej, brachu! Bez Kaśki?- Rzucił Adrian przy stole.
-No. Niechciała przyjść.
-Aaa. No to idziesz dziś na podryw.- Adrian powiedział coś bardzo nieprzyjemnego. I dla chłopaka i mnie. I tylko my się nie śmialiśmy z tego żartu. No, tylko on, bo ja udawałam.
-No to musisz uważać Werka, bo jeszcze do domu wrócisz z facetem!- Zażartowałam. Wszyscy znowu zarechotali. Tylko nie on. Siedział prawie naprzeciw mnie i patrzył mi się prosto w oczy. Nie zamierzałam spuszczać wzroku. Zrobił to pierwszy.
-Ding-dong!
-Mileno? Ktoś jeszcze miał przyjść, czy zamówiłaś striptizerów?- Weronika rzuciła za biegnącą do bramki dziewczyną. Spojrzałam na stół. Rzeczywiści były dwa wolne talerze. Jeden dla nieobecnej Kaśki, drugi dla… Aż wstałam. W furtce pojawił się wysoki blondyn. W ręku trzymał kwiaty.
-Natan.- Na moje słowa wszyscy nagle ucichli i odwrócili się w stronę nowoprzybyłego. Wszyscy widzieli jak podawał jej kwiaty. Widzieli błysk w jego oczach i lekki rumieniec koleżanki. Do stołu Milena wróciła bez słowa, a tylko głupkowato się uśmiechając.
-Cześć wszystkim! Jestem Natan.
-Siadaj stary!- Kacper zaprosił go na miejsce obok siebie. Wszyscy wracali powoli do rozmowy. Nagle straciłam Milenę z widoku. Oglądnęłam się na dom. Drzwi właśnie się zamykały. Szturchnęłam Weronikę. Ona też to widziała. Razem poszłyśmy do przyjaciółki. Ja nawet nie musiałam wstawać z miejsca! Po prostu z wrażenia nie zdążyłam nawet usiąść. Milenę znalazłyśmy zamkniętą w toalecie.
-Milena? Co jest, dziewczyno?- Weronika mocno dobijała się do pomieszczenia. Niestety nie usłyszałyśmy odpowiedzi.
-Poczekajmy aż wyjdzie.- Zaproponowałam. Miałam pewne obawy, co ona może teraz czuć. Wiedziałam, że najlepiej płacze się w samotności. Usiadłyśmy pod drzwiami. Milena wyszła po jakiś pięciu minutach. Niestety prawie biegiem wpadła do swojego pokoju i zatrzasnęła za sobą drzwi. Nawet się na nas nie oglądnęła!
-Ej. Co jej?- Weronika była równie zdziwiona co ja. Tym razem nie mogłyśmy odpuścić. Stałyśmy pod drzwiami do jej pokoju i waliłyśmy w nie błagając żeby otworzyła, tłumacząc, że powinna wyjść i grożąc, że jeszcze chwila, a weźmiemy drabinę i wejdziemy jej przez okno. W końcu dołączyły do nas Ania i Ola.
-Chłopaki pytają się co z wami.
-No. Nagle zaczęli się martwić.
I jakby na te słowa właśnie, drzwi do pokoju gospodarza o otworzyły się na całą szerokość. A w nich stała nie ta Milen co wcześniej. Oniemiałyśmy. Trampki zamieniła na niebieskie buciki na krótkich obcasikach. Zamiast dżinsów i bluzki włożyła lekką sukienkę w kwiaty, kończącą się w połowie uda. Ależ ona miała nogi! Założyła genialne rajstopy we wzorki, co wypiękniło jej dolne kończyny o dobre tysiąc punktów. Sukienka zakryta była u góry dżinsową kurteczką i apaszką. Włosy fantazyjnie spięte wsówkami. A do tego, miała tak kobiecy i dziewczęcy zarazem makijaż, jak nigdy dotąd. Laska nie z tej ziemi!
No z Wenus co najmniej!