-Możesz mnie
zapewnić, że nikt nie zginie?
-Aż tak ci
na tym zależy, słonko?
Spędziliśmy
w kuchni dobrą godzinę zanim omówiliśmy cały plan. Wydawał się być nawet dobry,
a przynajmniej wystarczająco efektowny, żebym mogła wziąć w całym procederze
udział. Lexowi zależało na dość cennych danych, które być może będą związanie
również ze mną, przy czym nikt nie mógł się dowiedzieć, że wszystko to jego
sprawka. Nawet dziecko rozpoznałoby w tym zarys fabularny prostego filmu akcji.
Niby nie powinnam się zgadzać, ale… hm… macie czasem wrażenie, że dookoła
dzieje się coś, od czego zależy wasze życie, ale wy nie macie na to żadnego
wpływu? I nie mówię tutaj o prawdziwym życiu, tylko o mojej możliwości na
wzięcia sprawy w swoje ręce i na trochę więcej rozrywki niż na co dzień.
Potrzebowałam informacji o tym ukrytym i cały czas zaskakującym mnie świecie, a
ta akcja dawała mi taką możliwość.
-Tak. Nikt
nie musi ginąć- powiedziałam.
-A wypadek
przy pracy?
-Masz na
myśli rzucenie nożem w niewłaściwą stronę?
-Nie
koniecznie nożem, ale na przykład wazonem. I co wtedy? Też się liczy?- najemnik
oparł się o metalowy blat.
-Wiesz, o co
mi chodzi. To ważne.- spojrzałam na niego sponad listy.
-Dobra.
Niech będzie. Rozkażę moim podwładnym zmniejszenie użycia siły do minimum.
Wygrałaś słonko.
-Ok.-
uśmiechnęłam się do niego szczerze i wróciłam do studiowania ważnego kawałka
papieru. Nie sądziłam, że ten prawdziwy morderca psychopata się na to zgodzi.
-Podoba ci
się?
-To, że będę
musiała chodzić na lekcje tańca, czy shopingi ze stylistkami? Hm… niech się
zastanowię… Nie.
-Każda
blondyna marzy o spędzeniu takiego tygodnia!
-No patrz.
To pewnie ty już tak z miesiąc balujesz, co?- spojrzałam na niego z ukosa.-Dobra.
Nie ważne. Wracając do zlecenia…
-Jeszcze
jakieś wymagania, księżniczko?- najemnik sięgnął po notes i długopis.
-Taa. Po
pierwsze, chcę dostać wszystkie rzeczy, których będę używać, na własność.
-Acha. Nie
rozumiem, słonko.
-Wszystkie
ubrania, gadżety, broń i takie tam.
Lex
nabazgrał coś w notesie i pokiwał mi głową.
-Po drugie,
to ja wybieram sobie te wszystkie rzeczy.
-Yhym.
-Po trzecie,
będę to robić po swojemu.
-Umiesz aż
tak dobrze randkować? Czy może masz jakiś hipnotyzer w oczach, że jesteś tak
pewna siebie?
-Ten gościu
raczej nie chciałby słyszeć z ust ukochanej takich tekstów jak twoje.
-Taa. Bo ty
umiesz lepiej, co? Byłaś w ogóle kiedykolwiek na randce?
Lex trochę
przesadzał. Myślał, że jest taki cool i wszystkie laski na niego lecą, to i
facet poleci. No chyba po to, żeby mu zdzielić, a nie się umówić. Nie mogę
sobie tego wyobrazić. Lex w sukience i z tym głupim irokezem puszcza oczko
jakiemuś elegantisiowi. Ha! Zabawne.
-I co?
Fajnie było, słonko?- zakpił najemnik.
-Fajniej niż
z tobą, Leksik.
-Miałaś tak
do mnie nie mówić, słonko- najemnik zrobił groźną minę.
-A ty mi
słonko- odpowiedziałam zajadle zeskakując ze stołu, na którym siedziałam.
-Nie
zaczynaj ze mną- Lex zmierzył mnie morderczym wzrokiem.
Może i miny
robił dobre i umiał udawać twardziela, ale… no cóż… jakby to powiedzieć, nie
był już „tym najgroźniejszym” w moim towarzystwie.
Oblizałam usta
i poprawiłam włosy. Zobaczyłam jak zerknął na moje dłonie. Podeszłam do niego
powoli i stanęłam tak blisko, jak wtedy w kościele.
-Nie
chciałbym ci zrobić krzywdy- powiedział najemnik patrząc mi w oczy.
Jak mogłam
starałam się zachować spokój. Nie mogłam się przy nim przemienić, a przynajmniej
nie całkowicie, bo nie byłabym pewna co z tego wyjdzie. Nie chciałam też
pokazywać wszystkiego co umiem, bo przez to byłabym otwartą kartą. Wystarczyła
tylko drobna cząsteczka mocy żeby przemienić dłoń lub oczy. Chociaż… oczy w
sumie nie.
Uśmiechnęłam
się najdelikatniej jak potrafiłam i jeszcze bardziej zbliżyłam.
-Nie bój się-
szepnęłam.-Postaram się nie ugryźć za mocno.
Może i
rozgorzałaby między nami walka, może i polałaby się krew. Na jego szczęście w
momencie gdy już miałam się ruszyć do kuchni weszła kobieta pachnąca bzem.
Żadne z nas się nie poruszyło, a kobieta zamarła zaraz przy wejściu.
-Może innym
razem- powiedział najemnik.
Wyczułam w
jego głosie irytację, zimno… i coś jeszcze. Nie umiem tylko tego sprecyzować.
Uczucie jakby kojarzące się z truskawkami. Taa. Może to i dziwne porównanie,
ale tak jest łatwiej opisać coś nienamacalnego. Czasami zdarza mi się też mówić
w taki sposób o ludziach. Trudno jest kogoś opisać słowami, a daniami trochę
łatwiej. Gdym miała opisać np. moją mamę, to powiedziałabym, że jest jak
spaghetti. XD I teraz zrozumcie o co mi chodzi.
-Wracając do
tematu- odsunęłam się od niego.- Po czwarte, chcę mieć nieograniczony dostęp do
danych i informatorów.
- Coś
jeszcze, czy możemy już zacząć przygotowania? Jessico? - najemnik zwrócił się
do kobiety.
-Samochód
już czeka, szefie- powiedziała tamta patrząc na nas w lekkim szoku.
-Już dzisiaj
zaczynamy?- spytałam.
-Tak.
Jessica się tobą zajmie. Ona też zna cały plan.
-Dobrze.
Gdzie najpierw jedziemy?- spojrzałam pytająco na Lexa.
-Wszystkiego
dowiesz się w drodze.
Sprawdziłam
czy w kieszeni nadal mam telefon. Musiałam wysłać sms`a mamie, że wrócę
później, bo inaczej jeszcze by po policję dzwoniła i nie potrzebnie się
zamartwiała.
-Ok. Gdzie
ta umowa, którą mam podpisać?
-Dostaniesz
ją najwcześniej jak to będzie możliwe- najemnik kiwnął kobiecie stojącej już w
drzwiach.
-Panno
Gwiazdko, proszę za mną- powiedziała tamta, a ja zrobiłam głupią minę.
-Widzę, że
moje przezwisko złapało nawet u twoich.
-Sam kazałem
im tak do ciebie mówić, słonko- najemnik nadal stał w miejscu.
Ruszyłam
uśmiechnięta w stronę drzwi.
-Ty nie
jedziesz?- zapytałam jeszcze zanim wyszłam.
-Nie.
Znowu byłam
w sali z pięknie zastawionymi stołami. Nikt jeszcze nie posprzątał dań, od
których odeszli agenci i na ich widok poczułam się trochę głodna. Przechodząc
obok naszego stolika zgarnęłam swój wojskowy plecak i rzuciłam okiem na
zamówione danie. Wyglądało jak kwiecisty bukiet z warzyw i mięsa. Całkiem
smacznie.
Westchnęłam w duchu i podążyłam za agentką.