No świetnie!
Miałam nadzieję na kolejny nudny tydzień, ale nie, Julka musi dostać
za swoje! No bo przecież wszystkich bawi jak Julka kolejny raz się wyglebia! Bosz
jak mi duszno-o *głosem pustej blondi*. Wiecie, jak chcecie zrozumieć, co mam
na myśli, to może zacznę opowiadać, zamiast wyjeżdżać z takimi bzdurami.Wybaczcie mi, bo to będzie trochę chaotyczna opowieść, ale nie umiem inaczej. Nie chcielibyście chyba słychać Narratora, co?
Zaczęło się rano. Jak zwykle wlazłam do gimbusa z głośnym „Dzień
dobry!” i przybiwszy parę żółwików z resztą umęczonych uczniów, zasiadłam na
miejsce. Wysiadłam trochę wkurzona,
bowiem dostałam głupkowate sms`y od
kolegi z klasy, który myślał, ze nie wiem, kim jest, więc postanowił udawać
anonimowego. Oczywiście wiedziałam, co to za dżentelmen, ale jak chciał się
bawić w kotka i myszkę, to proszę bardzo. Powiedziałam o tym dziewczynom, a one
od razu rozchichotane wymyśliły swoje teorie i na chwilę zajęły się tą sprawą.
Starały się nawet wyciągnąć info od biednego Adriana, ale chociaż chodzi z
Anią, to jednak jest lojalny wobec swoich i trzymał gardę. Nie chciałam już
tłumaczyć dziewczynom, że wszystko wiem, więc te nadal próbowały rozwikłać
zagadkę. Przy czym muszę powiedzieć, że te sms`y lekko mnie zaskoczyły, bo
były… hm… całkiem miłe. Powiem szczerze, że trochę sobie z chłopakiem
poflirtowałam, a on w szkole jakby zaczął się do mnie mile uśmiechać.
Potem zrobiło się popołudnie i zamiast do gimba wskoczyłam do
limuzyny. Po drodze się przebrałam, więc na koncert weszłam już nieźle
odpicowana. Wysłuchałam jakiejś dziwnej wokalistki, pogadałam z kumpelami
Jessici, pokręciłam się niedaleko i zrobił się późny wieczór. W domu znowu mi
się oberwało, ale jakoś wybrnęłam, bo w szkole dawałam radę wyciągnąć oceny na
piątki, a tego dnia dostałam szóstkę z polaka.
We wtorek tajemniczy wielbiciel z klasy znowu do mnie napisał, ale
rano jakoś mniej mi to przeszkadzało. Poflirtowałam z nim trochę i
pouśmiechałam się ładniej na matematyce. Później Jess zabrała mnie na miasto,
na pokaz mody w jakiejś galerii. Pokaz był nudny, a kreacje strasznie…
nieładne, ale udawałam, że świetnie się bawię i jakoś zleciało. W domu mama
zaczęła nabierać do mnie jakby innych
przekonań. Powiedziała, że się zmieniłam, że już mnie nie poznaje, że coraz
częściej robię głupie rzeczy. Gdyby ona o wszystkim wiedziała! Ogólnie trudno
jest mi ukrywać prawdę, a samej sobie jest łatwo wytłumaczyć, że to co się
robi, to nic takiego. Szkoda… szkoda, że nie wiem czy to prawda. Ale przecież
nie może być złym wykonywanie zlecenia na kradzież za liniami wroga! No ej.
Przecież to może nawet uratować komuś życie. Nie ważne.
Środa była trochę niezręcznym dniem. Konrad tego dnia był przygnębiony,
więc podeszłam do niego i zapytałam, co tam u niego. Po prostu się do niego
przysiadłam i zaczęłam rozmawiać. Zwykle nie robię takich rzeczy, ale
pomyślałam, że to będzie miłe… A on to docenił. Zrobiło mi się nawet cieplej na
sercu kiedy na koniec lekcji spojrzał na mnie i ujmująco się do mnie
uśmiechnął. Z setka chłopaków się do mnie tego dnia uśmiechnęła! Jessica ubrała
mnie w „fatałaszki” i poszłyśmy „poszaleć” na „dyskotece”. Znaczy się,
założyłam spódnicę i dałam się wyrwać na tańce do klubu. Lokal całkiem
odjechany, z neonowymi światełkami i głośnym bitem. Pamiętałam co mi mama
zawsze powtarza o takich miejscach: nie pij drinka, którego na chwilę
odłożyłaś, bo ktoś mógł ci w tym czasie czegoś do niego dosypać; nie zadawaj
się z obcymi jakkolwiek mili by nie byli, bo nie wiesz kto to jest; nigdy nie
bądź sama; staraj się nie narobić głupot. Posłuchałam też rad agentki, ale
zabawa i tak nie była dla mnie, więc wyszłyśmy wcześniej i poszłyśmy jeszcze na
chwilę na miasto. Wróciłam późną nocą, zmęczona i rozeźlona. Lex fundował mi
przechlapane sytuację z rodzicami. I nawet za to nie płacił!
Czwartek był dniem rozczarowującym. Tak dla mnie, jak i dla ludzi z
mojego otoczenia. Mówię tutaj o Konradzie. Tego dnia nawet nie mnie nie
patrzył. Omijał mnie wzrokiem, był cały czas smutny, ze słuchawkami na uszach.
Beznadzieja. Szczególnie dlatego, że nie wiedziałam, co zrobiłam chłopakowi, że
się tak zaobraził. I do tego cały czas pisał z moją koleżanką, a mnie nie
chciał odpisać. Kiedy się go zapytałam, czy coś się stało, czy może coś
zrobiłam, albo czy ktoś mu coś powiedział, to odparł, że to nic, że nic się nie
stało. Acha! Już to widzę. A mówią, ze faceci są prości. Niby tak, a jednak nie
wiesz jak z nimi jest naprawdę. Poczułam się wtedy, jakby on ze mną tylko
pogrywał, a że się znudził, to się przerzucił na inną. Gratuluję sobie. A bałam
się, że to ja dam mu zbędną, boląca nadzieję! No bo wiecie, ze mną , jeśli
chodzi o szkołę i normalne życie, jest tak, że ja nie za bardzo chcę mieć
chłopaka. Tzn. chcę! Jak najbardziej! Tyle, że ja nie potrafię okazywać uczuć.
Nie potrafię się przytulać, cmokać na dowiedzenia… Nie… Z chłopakami najlepiej
gada mi się jako z kumplami i nikim więcej. Inaczej robi się niezręcznie. Głupek ze mnie.
Acha! No i tego dnia, agentka postanowiła zgarnąć mnie na shoping do
centrum handlowego. Pochodziłyśmy po sklepach i nawet kupiłyśmy parę ciuszków.
Ja osobiście zgarnęłam sportowy komplet, obcisłe, ale bardzo dopasowujące się
spodenki i czarny sportowy stanik o takich samych właściwościach. Sami domyślcie
się po co.
Wychodziłyśmy już ze sklepu, kiedy do Jessicy nagle zadzwonił telefon.
-Tak. Oczywiście. Będziemy. Dobrze. Odbiorę na skrzynkę. Tak- po tym
agentka rozłączyła się i długo wypisywała coś na klawiaturze.
-Co jest? Kto to był?- zapytałam w końcu.
-Szef.
-Aha.
Blondynka nie była skora do mówienia o Lex`ie. (A właśnie. Znowu te
życiowe rozkminy. Leksie, czy Lex`ie?) Wiele razy o niego wypytywałam, ale ta
zawsze uciekała tematem. Ciekawe… Czyżby Lex miał złą sławę? A wydawał się
takim misiem pysiem! XD
-O co mu chodziło? Zmiana planów?
-Taak… Szef jutro spotyka się z Jonathanem Mekler, aby przedyskutować
kwestie prawne ich przedsiębiorstw. Rozmowa odbędzie się w Krakowie, w nowym…
-Niech zgadnę. W centrum handlowym?- spojrzałam na nią trochę
złośliwie.
-Tak.
-Super. To może odwieź mnie do domu, bo muszę się przygotować na
jutro.
-Przecież wszystko jest w bazie.
-Mówiłam o psychicznym przygotowaniu- odpowiedziałam i ruszyłam do wyjścia.
Udawanie kogoś, kim się nie jest,
jest strasznie męczące. W domu zebrałam się w sobie, ułożyłam w głowie
plan i tyle. Nie miałam już siły na nic innego. Szkoła się zaczyna walić, a z ziomkami nagle porobiły się problemy.
A ten plan przecież i tak nie wyjdzie!

