Po tygodniu
byłam padnięta.
Wstać,
biegiem na gimbus, w szkole dać z siebie wszystko żeby wyglądać normalnie,
napisać sprawdziany na czwórki, nie kłócić się z koleżankami, nie uciekać od
ludzi, dotrwać do końca, wsiąść do gimba, odrobić prace domowe na kolanie i
dotrzeć do drzwi domu nie zasypiając po drodze.
Potem zrobić
sobie obiad, nakarmić kota i sprawdzić podwórko, zająć się domem i podliczyć
rachunki.
Myślicie, że
to tak łatwo? Hm. Nie za bardzo.
I jeszcze
się okazało, że nie wiem jak trzeba zapłacić za rachunki. Nigdy tego nie
robiłam, a tu sobie w środę listonosz coś takiego przynosi. No ej! Ale jak tak
patrzyłam, to wcale tak dużo nie wydałam. Tyle, że w ciągu miesiąca, to kasy
mieć już nie będę. A to źle.
Trzeba by
iść do pracy… Ale kto przyjmuje nieletnich? No nikt. Chyba, że za dwie dychy
miesięcznie rozdając ulotki. Tak, to ja długo nie pożyję. Muszę wymyślić coś
innego.
Tak sobie
siedziałam właśnie przy biurku, kiedy nagle zaczęłam pisać z… Nim. Tym
wyobrażeniem.
-Hejo,
laska!
-Cześć.
-Co taka
markotna, mordka?
-Jak
zarabiasz kasę?
-Co?
-No się
pytam, jak ty zarabiasz? Przecież forsy z drzewa nie zrywasz.
-Co ty
kombinujesz, Julka?
-Nic. Tak
tylko…
-Już to
widzę. Opowiadaj.
Opowiedziałam
mu o wszystkim zapisując prawie dwie strony.
-Tym razem,
to ja myślę, że to przegięcie.
-Przegięcie?
Jakie przegięcie? Czy ty się słyszysz? Ja tu świat ratuję, a ten mi, że to
przegięcie!
-A co ty
myślisz? Że to tak teraz wszystko do normy wróci?
-No… tak
myślałam, ale…
-No właśnie.
Ale! Ale ty blondyna jesteś.
-Ej!
-Co ej?
Głupia jak but jesteś. Nie pomyślałaś ani sekundy o tym, jakie to jest dziwne,
że nadal żyjesz?
-Przecież
mówiłam ci, że te przemiany…
-Żadne
przemiany! Tu chodzi o to!
-O co?
-O dom.
Pomyśl. MUR cię znalazł, zabrał ci rodzinę, zostawił ślady i…
-I?
-I kurde tak
po prostu pozwolił żyć! Ile już tak tu siedzisz? Dwa dni?
-Tydzień…
-Tydzień?!
Ty się stąd wynoś, póki możesz. Ale już!
-Ale… Czemu?
Nawet nie mam gdzie pójść.
-Masz tyle
ciotek i wujków i ty nadal tu siedzisz. Ja się zaraz zastrzelę. Bier rzeczy i
wypad.
Zastanowiłam
się przez chwilę. On miał rację. Coś tu śmierdziało, z tym MURem i chyba
najlepiej byłoby się wynieść. Tak na wszelki wypadek.
-Wszystkiego
nie wezmę, ale nie mogę tutaj tego zostawić. Rodzice ciężko pracowali, żeby…
-Ty mi tu
nie lamentuj. Rodziców chwilowo nie masz. Ale coś czuję, że oni nie chcieliby,
żebyś ty też zginęła.
-No… Nie.
-No właśnie.
-Ale to co
ja mam teraz…
-Klikając
jeden, wybierz osobę, u której przenocujesz. Klikając dwa, spakuj
najpotrzebniejsze rzeczy. Klikając trzy, posprzątaj resztę rzeczy. Klikając
cztery, wreszcie stąd wypierniczaj!
Zrobiłam jak
powiedział. Wpakowałam do torby pieniądze, ubranie, ręcznik, zeszyty, szczoteczkę
i resztę przydatnych rzeczy. Do drugiej władowałam książki od pani Michaliny,
nóż, rapier, apteczkę i komputer, a ostatni zgarnęłam plecak. Po drodze
wysłałam esemesa cioci, że zaraz u niej będę, bo rodzice pojechali z dziadkiem
do szpitala. Godzinę później siedziałam u niej w kuchni. Ciocia Renata, to
najbliższa kuzynka mojej mamy. One same są swoimi przeciwieństwami, choć w
jednym się nie różnią. Obie mają córkę, syna, męża i rodziców w tym samym domu.
-Spoko. Idę
ci rozłożyć materac. Który chcesz kubek?
-Czerwony.-
Daria podała mi naczynie i wyszła z kuchni. Nalałam sobie herbaty z dzbanka i
wgryzłam w kanapkę. Z kuzynką zawsze miałam dobry kontakt choć była ode mnie
jakieś sześć lat starsza. Kuzyna miałam już zbyt dorosłego, żeby móc mieć z nim
takie układy. Zerknęłam za okno. Na dworze zaczynało kropić. Ciocia usiadła na
krześle obok.
-To bunt?-
Pytanie całkowicie na miejscu. Ciocia zawsze była prostoduszna.
-Yhy.
-Ach. To nie
na długo, tak?
-Nie. Nie,
no. Co ty, ciocia?
-Wiesz, że
to nic nie da. Nie możesz uciekać przed problemami. Trzeba je rozwiązać.-
Ciocia lekko się uśmiechała. Zaczęła opowiadać o jej młodości. Wciągnęło nas to
tak bardzo, że spać położyłam się o pierwszej. Z całej rozmowy zapamiętałam
jedno. To, że powinnam wreszcie załatwić te sprawy. A do tego potrzebne mi jest
coś…
Dobra. I
tutaj moja wizja się kończy. Tak na serio, się kończy. Nie dam rady nic więcej
wymyślić, więc pliss, podeślijcie mi jakieś pomysły. Błagam. Będę wdzięczna za
choćby poradnik jak posmarować bułkę masłem, żeby smakowała najlepiej. Chociaż
to.