środa, 6 maja 2015

47 SKAUT



Macie kiedyś chwile, w których nie wiecie co się dzieje? Dla mnie to była ta chwila.
-Zostawcie ją.- Ktoś podniósł mnie z ziemi. Otworzyłam oczy. Lex nawet nie ruszył się z miejsca. Stał tam, z kapiącą na posadzkę krwią otoczony przez swoich ludzi. Ich broń celowała we mnie. Kiedy tak na nich patrzyłam, to czułam dumę. Dumę z siebie. Ja, gimnazjalistka w żółtych martensach, byłam zdolna podczas niedzielnej mszy prawie pokonać główny czarny charakter mojego życia. Sukces! I co z tego, że oni nadal tu są? Za chwilę to wszystko się skończy. Bo za chwilę…
-Mówi do was jednostka SKAUT! Jesteście otoczeni! Wyjdźcie z podniesionymi rękami!
… będzie tu wojsko.
Kiedy terroryści usłyszeli warkot helikoptera wszyscy spojrzeli na mnie.
-Ty dziwko!- Mięśniak stojący najbliżej uderzył mnie kolbą w twarz. Upadłam. Inni już zaczęli się zbierać. Składali Demonizator, zmieniali pozycje, coś przełączali. Mężczyzna chciał uderzyć mnie jeszcze raz, ale kula powaliła go na ziemię dokładnie obok mnie. Dostał w ramię. Lex do niego podszedł. Złapał go za kark i zaciągnął pod wrota kościoła.
-Zwalniam cię.- Powiedział i wykopał go wprost w objęcia oficerów. Po tym wrócił do mnie. Klęknął e i starł mi krew z twarzy.
-Potrzebne ci to było? Mogłaś żyć sobie spokojnie, bez ran, bez krwi. A tak. Nagrabiłaś sobie. Oj, nagrabiłaś…
-Dla-a wass jest ju-uż za późno.- Wycharczałam i splunęłam mu w twarz. Po tym zemdlałam.  

Obudziłam się w bardzo dziwnej pozycji. Nogi miałam dosłownie na głowie. Jednej ręki nie czułam. Druga zasłaniała mi widok na to, co mogłoby mi pomóc w odgadnięciu co się stało. Bolała mnie głowa i brzuch. Brzuch bardziej.

Poczekałam aż zacznę cokolwiek oprócz bólu czuć. Pierwszy doszedł do siebie mój słuch. Wychwyciłam też uczucie gorąca. Ból głowy zelżał. Poczułam ucisk na brzuchu. Spróbowałam się poruszyć. Mięśnie nóg mi odmawiały, ale zdołałam zdjąć rękę z twarzy. Widziałam coś bardzo dziwnego. Jakby wielki kawał metalu odgrodzonego niebieską płytką. A może to był żagiel? Skupiłam wzrok. Przekonałam się, że patrzyłam na drzwi od samochodu. Uświadomiłam sobie, że jestem w pozycji równoległej do podłogi, ale prostopadłej do drugich drzwi. W skrócie: leżałam plecami na oknie od pasażera. A jednak czułam że grawitacja niemiłosiernie ciągnie mnie w dół, do okna.

Ucisk na brzuch się zwiększył. Wygięłam szyję i spojrzałam na siebie. Omal nie krzyknęłam. Na mnie leżał jeden goryli z kościoła. Nie miał połowy czaszki i wszystko się z niego wylewało. Ogarnęła mnie panika. Nie mogłam nic zrobić, bo moje ręce nie potrafiły unieść ciężaru. Wierzgnęłam nogami. Przez to, ciało umarlaka zbliżyło się do mojej twarzy i maź zaczynała dotykać mojej szyi. Nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Ponownie wierzgnęłam, ale tym razem tylko nogami. Dotknęłam nimi górnej części auta. Przeniosłam do prawej kończyny całą swoją siłę i kopnęłam. Metal wydał przytłumiony, skrzekliwy dźwięk. Kopnęłam jeszcze raz i jeszcze. Nie byłam pewna czy ktoś mógłby mnie usłyszeć. Nie byłam pewna czy ktoś w ogóle tam był. Jeśli nie… Jeśli jestem tu uwięziona bez pomocy… To zmusiło mnie do uspokojenia się i przeanalizowania sytuacji.

Byłam w połowie myśli o dosięgnięciu pasa bezpieczeństwa kiedy auto przeraźliwie skrzypnęło i zalało mnie światło. Na chwilę oślepłam. Coś złapało mnie za nogi i mocno pociągnęło w górę. Resztki kiedyś żyjącej istoty przelały mi się na twarz, oderwane tkanki wplotły we włosy. Całą opatuliło mnie truchło. Coś nawet wleciało mi do nosa. Naprawdę myślałam, że już tak na zawsze zostanę, kiedy wreszcie grawitacja się zmieniła i znowu zobaczyłam światło. Kolor zielony przyjemnie wyglądał i pachniał. Czyżby ktoś dopiero co skosił trawę? Głowa zdawała się być coraz cięższa i cięższa. Powieki starały się złączyć. Moje ciało chciało spać. Tak bardzo było mi źle…
Ktoś mną potrząsnął. Mocno, otrzeźwiająco. Od razu się ogarnęłam. Nie pora na sen! Uniosłam głowę. Coś starło mi z twarzy wnętrzności, wyjęło z włosów zbłąkaną kosteczkę. Nabrałam głębokiego wdechu. Rozbiegane myśli wróciły na miejsce. Znowu wszystko rozumiałam.
Podniosłam wzrok jeszcze wyżej. Znajoma twarz. Jego ręce.
Przestałam rozumieć.

1 komentarz:

  1. Wow Julcia to ... Ja nie wiem co powiedzieć ... poprostu proszę o Next :*

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)