środa, 6 maja 2015

46 Blondaś



Stop!
Świat zaczyna mnie poważnie martwić. Jak można być dość bezdusznym, żeby dać dziecku wpaść w łapy potwora? O nie. Wystarczy być normalnym. Phi! I właśnie po to jestem ja. Żeby ratować i walczyć.
-No i mamy pierwszego ochotnika. Ukaż się jeśli możesz.- Ale z tego faceta arogant! No więc wyszłam na środek. Dość niezgrabnie ale jednak jako bohater. Bohater który, kurcze, zaraz zginie. Nie, no. Bądźmy dobrej myśli.
-To gdzie jesteś? Bo jakoś cię nie widzę, ochotniku.
-To ja.
-Ty? No dobrze, jeśli chcesz… zapraszam.- Odepchnął mojego brata na miejsce, a do mnie wyciągnął zapraszająco ręce.
-Chcę coś wiedzieć.- Zaryzykowałam.
-To coś chcesz?- Zdziwił się mniej niż chciałam. Bardziej go to rozśmieszyło.
-Zabijecie nas?- Blondi zakrztusił się moim pytaniem. O to chodziło.
-Skąd taki pomysł?
-Wiem jak wyglądasz. Widzę twoją twarz. Raczej nie chciałbyś być zapamiętany po akcji terrorystycznej, której dowodzącym byłeś, a jednak zdjąłeś chustę. Teraz już wiemy jak wyglądasz. Pozostaje ci nas zabić. Chyba… chyba, że o to chodzi. Chcesz żebyśmy cię zapamiętali i zrobili z ciebie czarny charakter jak w każdym filmie fabularnym. Eksperyment miał być tylko pretekstem… Miał dodawać smaku twojemu przedstawieniu.- Na chwilę zapadła cisza. Blondyn nie odwracał ode mnie wzroku.
-Ha! Słyszeliście chłopcy? Panienka myśli, że jest taka mądra i umie odgadnąć plan „tych złych”. A to dobre!- Naraz, wraz z nim, wszyscy zaczęli się śmiać. Nawet ci w ławkach. Ja zachowałam powagę.
-A więc?
-A więc, co? Mam ci odpowiedzieć? Tego oczekujesz, tak? No dobra.- Podszedł do mnie. Starałam się nie zachwiać i nie spuścić oczu. Pięć centymetrów ode mnie i nagle coś dostrzegłam. On nie był dorosłym! On nie mógł być dorosłym.
-Mogę cię zabić. Mogę tak po prostu skręcić ci kark, a ty pytasz mi się dlaczego nie zakrywam twarzy. Nie dla aż tak głupiego pytania jeszcze żyjesz. Wymyśl coś mądrzejszego, a odpowiem.- Myśl, Julia! Myśl! Jakie pytanie możesz mu zadać? No jakie?
-Co robi Demonizator?
-Moja maszynka? Trafne pytanko. Urządzenie wstrzykuje ci do krwiobiegu mieszankę, która wedle zasady powinna zmienić obiekt badań od poziomu molekularnego.
-Jak zmienić?
-To już zależy od podatności struktury ciała na nasz produkt.
-Dlaczego robicie to tutaj? W kościele?
-Polecenie z góry. Myślisz, że się nad tym nie zastanawiałem? Mój szef ma różne zachcianki. Może myślał, że tak będzie zabawniej.
-Kim jest twój szef?
-Szef, to szef. Jest psychopatą, mordercą, terrorystą, taktykiem i inwestorem w jednym.
-Kto to jest?
-Jakby ci to coś dało!
-Z tego co rozumiem, to raczej nie wrócę już do rodziny. Nic nie szkodzi jeśli mi wyjawisz ten sekret.
-Sekret? To żaden sekret. Mój szef nazywa się Obedayah Kraus.
-Ilu was jest?
-Czy nie uważasz, że to już za wiele? Chyba wystarczy tych pytań.
-Jeszcze jedno. Jak masz na imię?
-Hę? Zapraszasz mnie na randkę? W sumie…- Zbliżył się do mnie i szepnął mi na ucho- Na imię mam Lex.- Byłam zdziwiona, ale w odkryłam w sobie więcej siły, niż myślałam, że miałam.
-Zaraz zginiesz, Lex.- Wyszeptałam i niemożliwie szybko złapałam za nóż doczepiony do jego uda. Z zamachu, zanim zdążył się odsunąć, przejechałam mu nim po żebrach i kierowałam otrze jeszcze wyżej. Miałam nadzieję, że nawet nie widząc trafię, że rozpięta kamizelka, choć ciężka i kuloodporna nie stawi oporu. Celowałam w serce. Nie trafiłam. Moja ręka zatrzymała się gwałtownie na wysokości mięśnia skośnego zewnętrznego i mięśnia piersiowego. Nie potrafiłam się ruszyć. Brakło mi tchu. Nadal trzymałam dłoń pod jego ubraniem. Niemal czułam ciepło krwi sączącej się z rany jaką zadałam. Nie mogłam  oderwać wzroku od jego oczu. Byliśmy tak blisko siebie. Dookoła nagle wszystko zagrzmiało. Rumor dziesięciu obcasów wojskowych butów podniósł się momentalnie. Ktoś złapał mnie za włos, odciągnął. Dostałam parę razy w twarz. Rzucili mnie na podłogę. Usłyszałam charakterystyczny klik odbezpieczanej broni. Zimna stal dotknęła mej skroni. Zamknęłam oczy. Raz. Dwa. Trzy…
-Nie.- Kula nie opuściła komory. Nie przebiła się przez czaszkę, płat skroniowy, mózg. Nie zginęłam. Nie zginęłam!
Ale… dlaczego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze motywują :)