-Hej! No
weź. Ja… uch… nie dam rady… To jakieś… uch… trzydzieści kilosów w buszu… uch…
-Nie marudź.
-Zaczyna…
się ściemniać i obóz i jedzenie… uch…
-Jak
znajdziesz tu jakąś…
-O! Patrz.
Idealne miejsce na… uch… kryjówkę.- Stanęłam przed zwalonymi brzozami. Nie miały
już liści, ale wydawały się być naprawdę solidne. Razem z młodymi drzewkami
tworzyły mały półokrąg z miejscem na ognisko w środku. Oparłam o się o drzewo.
Bieg bardzo mnie zmęczył ale nie chciałam za bardzo dać po sobie poznać.
Poprawiłam spięte w kucyk włosy.
-To byli
ludzie You-kona?
-Yhm.
-I chcieli
nas zabić?
-No.
-To co teraz
zrobią, jak im uciekliśmy?
-Pewnie
pójdą złożyć raport.
-A my? Co
teraz zrobimy?
-Może
najpierw odpocznijmy.-Przystałam na propozycję. Osiadłam na ziemi i chciałam
się oprzeć o drzewo, ale coś kłuło mnie w plecy. Zapomniałam o plecaku. Przez
całą drogę go niosłam i nawet go nie zauważyłam. Nic dziwnego, że się tak zmachałam. Zdjęłam go
i już zrobiło mi się lżej. Zajrzałam do środka. Pierwszy z brzegu leżał dziwny
przedmiot. Przypominał jakby silnik z wbudowanymi kryształami z jakimś płynem.
-Myślisz, że
do czego to służy?- Pomachałam przedmiotem przed oczami najemnika.
-Nie wie… Kurde!
Oddaj to! Tylko spokojnie. Spokojnie mi to oddaj.- Sięgnął po tajemniczy
przedmiot.
-Czemu? Co
to jest?- Nie byłam skłonna po prostu mu go dać.
-Nie machaj
nim! Najlepiej się nie ruszaj.
-Ale co to
jest?- Minę Lex miał nietęgą.
-Wydaje mi
się, że to bomba, ale nie jestem pewny.
-Acha. Ok.
Wait, wait. Bomba?
-Tak. Oddaj.
-Po co komuś
bomba w kieszeni?
-Nie wiem.
Po prostu mi oddaj.
-Nie dziwi
cię to?
-Dziwi. A
teraz daj.
-No dobra.
Masz.- Oddałam mu zabawkę.
To było
ostatnie co powiedzieliśmy aż do wieczora. Ja usnęłam, a on zbyt rozmowny nie
był. Nie miałam dobrych snów. Miałam koszmary. Okropne koszmary. Śnił mi się
brat w rękach Lexa. Najemnik wpychał go do Demonizatora, a mój braciszek
krzyczał. Tak przeraźliwie krzyczał. Chciałam do niego podbiec, uratować go,
ale nie mogłam ruszyć się z miejsca. Nagle byliśmy na stadionie narodowym. Mój
brat walił pięściami o szyby maszyny, Lex przemawiał do tłumu, który skandował „Zabić!
Zabić!”. Brat zaczął płakać. Czerwony przycisk. Nagle Demonizator zaczął
działać. Napełnił jego żyły mazią. Braciszek wił się w boleściach i coś jeszcze
się z nim działo. Znowu pojawił się koło mnie Lex. Cały w czerwieni. „Morderczyni”.
Szeptał mi słowo do ucha, a ja patrzyłam na to co tkwi w jego sercu. Nóż. To ja
trzymałam rękojeść. Odwróciłam się do Demonizatora. Maszyna wybuchła w
płomieniach, a ze środka wyleciał… demon. Okropne stworzenie popędziło do ludzi.
Oni aż do niego skakali. Z radości. A on rozrywał ich na strzępy. Cały stadion
spływał krwią. Płyn był mi na wysokości kostek. Chciałam uciec, ale nogi miałam
całe w łańcuchach. Zaczęłam się topić w czerwieni. Płyn był już na wysokości
szyi. Gdzieś nad sobą zobaczyłam przyjaciół. Wyciągnęłam do nich rękę. „Morderczyni”.
Powiedzieli i odeszli. Zaczęłam krztusić się czerwienią. Szkarłat wdarł się do
płuc. Tonęłam we krwi a nade mną krążyły demony.
-Hej! Obudź
się!- Coś mocno mną potrząsnęło.
-Co?
-Już ok. Nic
się nie dzieje. To był tylko zły sen. Koszmary się zdarzają. No już.- Lex
ciągle mną potrząsał.
-No… dobra.
Dobra. Nic…- Ciągle mną potrząsał.
-Tylko
koszmar.
-Dobra, już
dobra. Puszczaj.- Wyrwałam mu się. Najemnik nie miał na sobie koszulki ani bandaży.
W świetle ogniska bardzo dobrze widać było każdy jego mięsień. Na żywo były
jeszcze bardziej powalające. Otrzepałam się z kurzu i sięgnęłam po wodę. Koło
plecaka rozłożona była apteczka. Oglądnęłam się jeszcze raz na Lexa.
-Jak tam
szwy?- Zapytałam już milej, niż kiedy się obudziłam.
-Martwisz
się o mnie, słonko?
-Słonka to
ty nie zobaczysz, jak jeszcze raz tak do mnie powiesz.
-Oj tam.
-Sam je
poprawiłeś?
-Została
tylko ta duża, którą mi zrobiłaś.
-Ach. Daj.
Ja to zrobię.
-Nie trzeba.
Jakoś sobie poradzę.
-Jedną ręką?
Jak chcesz to zrobić? Przecież ładnie mi to wyszło. Jestem dobrym medykiem.- Nie
przyjmowałam odmowy. Zgarnęłam apteczkę i kazałam mu usiąść na jednej z gałęzi.
Sama zajęłam większą. Rana była dość duża, ale zrobiłam to tak sprawnie, że
nawet nie musiałam rozprostowywać ramion.
-Najłatwiej
mi było kiedy byłeś nieprzytomny.
-Mnie też.
-Słucham?
-No wiesz.
Całą ucieczkę samochodem byłaś cicho i nie zadawałaś pytań.
-A właśnie!
Dobrze, że przypomniałeś.
-Co znowu?
-Jaki mamy
plan?
-Plan czego?
-No…
przejęcia bazy You-kona i MUR`u. Jakiś plan chyba mamy?
-Plan, powiadasz?
A więc plan jest taki. Wchodzimy tam, ja wszystkich wykańczam, a ty robisz za
przynętę na You-kona i w razie czego naciskasz przycisk i wybuchasz razem z
nim.
-Ha! Świetny
mi plan. Szkoda tylko, że ja muszę umrzeć.
-Jeśli nie
chcesz, to wymyśl coś lepszego.
-Są lepsze
plany.
-To proszę.
Jaki jest twój plan, słonko?
-Mój plan
jest… taki żeby… no ten… tego… Ech! Ja nawet nie wiem jak to wszystko wygląda.
Dobra. Plan zostawmy na później. Opowiesz mi jak jest w gangu?
-Mam ci
opowiedzieć? Ja? Nie.
-Musisz mi
opowiedzieć. Jestem twoim partnerem i sprzymierzeńcem.
-Wymiany
informacji w pakiecie z tobą chyba nie dostałem.
-Co ci szkodzi
mi opowiedzieć? Według planu i tak ginę.
-Jak
ostatnim razem ci powiedziałem, to widzisz gdzie jesteśmy. W czarnej…
-Puszczy. No
weź Leksik! Proszę.
-Dobra. Ale już
nigdy się do mnie tak nie odezwiesz.
-Spoko!
-I oczekuję
tego samego, słonko. Też chciałbym wiedzieć z kim mam do czynienia.
-O mnie nie ma
co mówić.
-Kimś musisz
być.
-Uwierz mi,
że nie. To co? Jak dostałeś się do gangu?
-Ja się tam urodziłem,
złotko. Powiedzmy, że po prostu od zawsze do niego należę.
-Tam
nauczyłeś się jak być złym charakterem?
-Tak. Nasze…
hm… testy nie są łatwe.
-Kiedy
pierwszy raz zabiłeś?
-Wystarczy.
Teraz ty. Jesteś z STA?
-Nie i nie
wiem co to jest.
-To może
uczysz się na MSW albo coś?
-Nie. Tego
też nie znam.
-To kim
jesteś? Nasa? AV? Wektor?
-Nie. Nie.
Nie. Obecnie chodzę do drugiej klasy gimnazjum. Takiego zwykłego gimnazjum.
-Niemożliwe.
Nie możesz być przecież zwykłą gimnazjalistką.
-A jednak!
-To… nie.-
Lex gapił się na mnie głupio.
-No co? Coś
nie tak?
-Tak! Idę na
cały gang ze zwykłą gimnazjalistką! To jest nie tak!
-Hej! Nie zapominaj,
że to przeze mnie masz tą największą ranę.
-Wiesz co,
słonko? Ty nie możesz być zwykłą gimnazjalistką.
-No dobra.
Jak już tak ładnie prosisz, to ci powiem. Nasz konserwator potajemnie uczy mnie
sztuk walki i takich tam. Ostatnio nawet dużo się przeze mnie wydarzyło. Ale o
tym za chwilę. A teraz powiedz, jaki akcje przeprowadzacie?
-Prawdziwa z
ciebie mistrzyni zmiany tematu. Nasze misje to kradzież, terroryzm, napady,
wojny, zabójstwa, podpalenia, walka z innym gangiem, zastraszanie, ochrona szych
i inne tego pokroju.
-Wow. A
myślałam, że tak tylko w filmach. A jak was szkolą?
-To zależy.
W większości rekrutujemy dezerterów z wojska, kryminalistów i mistrzów sztuk
wszelakich. Czasami zdarzają się takie dzieciaki jak ja. W tedy przechodzimy długie
treningi, a na końcu całą masę testów. Jak to się stało, że potrafiłaś się
sprzeciwić tak zabójczemu terroryście jak ja?
-Ostatnio
dużo się u mnie działo. To w tedy, to była łatwizna.
-A co?
Musiałaś walczyć z kosmitami, słonko?
-Tak jakby.
Pokonałam prawdziwego cyborga, Sowiośmicę, trującą mgłę, zgraję wilkołaków i
jeszcze parę.
-Co to jest
Sowiośmica?
-Takie
monstrum przypominające wielgachną ośmiornicę z głową sowy.
-I nazwałaś
to Sowiośmicą?
-Tak. A co?
Wow nie chcę nic mówić ale w jednym miejscu Lex powiedział złoto a nie słonko ;) Gratuluję gościowi bo wreszcie zmienił to hasło xdd
OdpowiedzUsuńSzczerość Lexa i cb jest po prostu genialna. Szczególnie ten ostatni fragment o Sowiośmicy ;)
Czekam na nn