środa, 13 maja 2015

53 Opowiedz



-Hej! No weź. Ja… uch… nie dam rady… To jakieś… uch… trzydzieści kilosów w buszu… uch…
-Nie marudź.
-Zaczyna… się ściemniać i obóz i jedzenie… uch…
-Jak znajdziesz tu jakąś…
-O! Patrz. Idealne miejsce na… uch… kryjówkę.- Stanęłam przed zwalonymi brzozami. Nie miały już liści, ale wydawały się być naprawdę solidne. Razem z młodymi drzewkami tworzyły mały półokrąg z miejscem na ognisko w środku. Oparłam o się o drzewo. Bieg bardzo mnie zmęczył ale nie chciałam za bardzo dać po sobie poznać. Poprawiłam spięte w kucyk włosy.
-To byli ludzie You-kona?
-Yhm.
-I chcieli nas zabić?
-No.
-To co teraz zrobią, jak im uciekliśmy?
-Pewnie pójdą złożyć raport.
-A my? Co teraz zrobimy?
-Może najpierw odpocznijmy.-Przystałam na propozycję. Osiadłam na ziemi i chciałam się oprzeć o drzewo, ale coś kłuło mnie w plecy. Zapomniałam o plecaku. Przez całą drogę go niosłam i nawet go nie zauważyłam.  Nic dziwnego, że się tak zmachałam. Zdjęłam go i już zrobiło mi się lżej. Zajrzałam do środka. Pierwszy z brzegu leżał dziwny przedmiot. Przypominał jakby silnik z wbudowanymi kryształami z jakimś płynem.
-Myślisz, że do czego to służy?- Pomachałam przedmiotem przed oczami najemnika.
-Nie wie… Kurde! Oddaj to! Tylko spokojnie. Spokojnie mi to oddaj.- Sięgnął po tajemniczy przedmiot.
-Czemu? Co to jest?- Nie byłam skłonna po prostu mu go dać.
-Nie machaj nim! Najlepiej się nie ruszaj.
-Ale co to jest?- Minę Lex miał nietęgą.
-Wydaje mi się, że to bomba, ale nie jestem pewny.
-Acha. Ok. Wait, wait. Bomba?
-Tak. Oddaj.
-Po co komuś bomba w kieszeni?
-Nie wiem. Po prostu mi oddaj.
-Nie dziwi cię to?
-Dziwi. A teraz daj.
-No dobra. Masz.- Oddałam mu zabawkę.
To było ostatnie co powiedzieliśmy aż do wieczora. Ja usnęłam, a on zbyt rozmowny nie był. Nie miałam dobrych snów. Miałam koszmary. Okropne koszmary. Śnił mi się brat w rękach Lexa. Najemnik wpychał go do Demonizatora, a mój braciszek krzyczał. Tak przeraźliwie krzyczał. Chciałam do niego podbiec, uratować go, ale nie mogłam ruszyć się z miejsca. Nagle byliśmy na stadionie narodowym. Mój brat walił pięściami o szyby maszyny, Lex przemawiał do tłumu, który skandował „Zabić! Zabić!”. Brat zaczął płakać. Czerwony przycisk. Nagle Demonizator zaczął działać. Napełnił jego żyły mazią. Braciszek wił się w boleściach i coś jeszcze się z nim działo. Znowu pojawił się koło mnie Lex. Cały w czerwieni. „Morderczyni”. Szeptał mi słowo do ucha, a ja patrzyłam na to co tkwi w jego sercu. Nóż. To ja trzymałam rękojeść. Odwróciłam się do Demonizatora. Maszyna wybuchła w płomieniach, a ze środka wyleciał… demon. Okropne stworzenie popędziło do ludzi. Oni aż do niego skakali. Z radości. A on rozrywał ich na strzępy. Cały stadion spływał krwią. Płyn był mi na wysokości kostek. Chciałam uciec, ale nogi miałam całe w łańcuchach. Zaczęłam się topić w czerwieni. Płyn był już na wysokości szyi. Gdzieś nad sobą zobaczyłam przyjaciół. Wyciągnęłam do nich rękę. „Morderczyni”. Powiedzieli i odeszli. Zaczęłam krztusić się czerwienią. Szkarłat wdarł się do płuc. Tonęłam we krwi a nade mną krążyły demony.
-Hej! Obudź się!- Coś mocno mną potrząsnęło.
-Co?
-Już ok. Nic się nie dzieje. To był tylko zły sen. Koszmary się zdarzają. No już.- Lex ciągle mną potrząsał.
-No… dobra. Dobra. Nic…- Ciągle mną potrząsał.
-Tylko koszmar.
-Dobra, już dobra. Puszczaj.- Wyrwałam mu się. Najemnik nie miał na sobie koszulki ani bandaży. W świetle ogniska bardzo dobrze widać było każdy jego mięsień. Na żywo były jeszcze bardziej powalające. Otrzepałam się z kurzu i sięgnęłam po wodę. Koło plecaka rozłożona była apteczka. Oglądnęłam się jeszcze raz na Lexa.
-Jak tam szwy?- Zapytałam już milej, niż kiedy się obudziłam.
-Martwisz się o mnie, słonko?
-Słonka to ty nie zobaczysz, jak jeszcze raz tak do mnie powiesz.
-Oj tam.
-Sam je poprawiłeś?
-Została tylko ta duża, którą mi zrobiłaś.
-Ach. Daj. Ja to zrobię.
-Nie trzeba. Jakoś sobie poradzę.
-Jedną ręką? Jak chcesz to zrobić? Przecież ładnie mi to wyszło. Jestem dobrym medykiem.- Nie przyjmowałam odmowy. Zgarnęłam apteczkę i kazałam mu usiąść na jednej z gałęzi. Sama zajęłam większą. Rana była dość duża, ale zrobiłam to tak sprawnie, że nawet nie musiałam rozprostowywać ramion.
-Najłatwiej mi było kiedy byłeś nieprzytomny.
-Mnie też.
-Słucham?
-No wiesz. Całą ucieczkę samochodem byłaś cicho i nie zadawałaś pytań.
-A właśnie! Dobrze, że przypomniałeś.
-Co znowu?
-Jaki mamy plan?
-Plan czego?
-No… przejęcia bazy You-kona i MUR`u. Jakiś plan chyba mamy?
-Plan, powiadasz? A więc plan jest taki. Wchodzimy tam, ja wszystkich wykańczam, a ty robisz za przynętę na You-kona i w razie czego naciskasz przycisk i wybuchasz razem z nim.
-Ha! Świetny mi plan. Szkoda tylko, że ja muszę umrzeć.
-Jeśli nie chcesz, to wymyśl coś lepszego.
-Są lepsze plany.
-To proszę. Jaki jest twój plan, słonko?
-Mój plan jest… taki żeby… no ten… tego… Ech! Ja nawet nie wiem jak to wszystko wygląda. Dobra. Plan zostawmy na później. Opowiesz mi jak jest w gangu?
-Mam ci opowiedzieć? Ja? Nie.
-Musisz mi opowiedzieć. Jestem twoim partnerem i sprzymierzeńcem.
-Wymiany informacji w pakiecie z tobą chyba nie dostałem.
-Co ci szkodzi mi opowiedzieć? Według planu i tak ginę.
-Jak ostatnim razem ci powiedziałem, to widzisz gdzie jesteśmy. W czarnej…
-Puszczy. No weź Leksik! Proszę.
-Dobra. Ale już nigdy się do mnie tak nie odezwiesz.
-Spoko!
-I oczekuję tego samego, słonko. Też chciałbym wiedzieć z kim mam do czynienia.
-O mnie nie ma co mówić.
-Kimś musisz być.
-Uwierz mi, że nie. To co? Jak dostałeś się do gangu?
-Ja się tam urodziłem, złotko. Powiedzmy, że po prostu od zawsze do niego należę.
-Tam nauczyłeś się jak być złym charakterem?
-Tak. Nasze… hm… testy nie są łatwe.
-Kiedy pierwszy raz zabiłeś?
-Wystarczy. Teraz ty. Jesteś z STA?
-Nie i nie wiem co to jest.
-To może uczysz się na MSW albo coś?
-Nie. Tego też nie znam.
-To kim jesteś? Nasa? AV? Wektor?
-Nie. Nie. Nie. Obecnie chodzę do drugiej klasy gimnazjum. Takiego zwykłego gimnazjum.
-Niemożliwe. Nie możesz być przecież zwykłą gimnazjalistką.
-A jednak!
-To… nie.- Lex gapił się na mnie głupio.
-No co? Coś nie tak?
-Tak! Idę na cały gang ze zwykłą gimnazjalistką! To jest nie tak!
-Hej! Nie zapominaj, że to przeze mnie masz tą największą ranę.
-Wiesz co, słonko? Ty nie możesz być zwykłą gimnazjalistką.
-No dobra. Jak już tak ładnie prosisz, to ci powiem. Nasz konserwator potajemnie uczy mnie sztuk walki i takich tam. Ostatnio nawet dużo się przeze mnie wydarzyło. Ale o tym za chwilę. A teraz powiedz, jaki akcje przeprowadzacie?
-Prawdziwa z ciebie mistrzyni zmiany tematu. Nasze misje to kradzież, terroryzm, napady, wojny, zabójstwa, podpalenia, walka z innym gangiem, zastraszanie, ochrona szych i inne tego pokroju.
-Wow. A myślałam, że tak tylko w filmach. A jak was szkolą?
-To zależy. W większości rekrutujemy dezerterów z wojska, kryminalistów i mistrzów sztuk wszelakich. Czasami zdarzają się takie dzieciaki jak ja. W tedy przechodzimy długie treningi, a na końcu całą masę testów. Jak to się stało, że potrafiłaś się sprzeciwić tak zabójczemu terroryście jak ja?
-Ostatnio dużo się u mnie działo. To w tedy, to była łatwizna.
-A co? Musiałaś walczyć z kosmitami, słonko?
-Tak jakby. Pokonałam prawdziwego cyborga, Sowiośmicę, trującą mgłę, zgraję wilkołaków i jeszcze parę.
-Co to jest Sowiośmica?
-Takie monstrum przypominające wielgachną ośmiornicę z głową sowy.
-I nazwałaś to Sowiośmicą?
-Tak. A co?

1 komentarz:

  1. Wow nie chcę nic mówić ale w jednym miejscu Lex powiedział złoto a nie słonko ;) Gratuluję gościowi bo wreszcie zmienił to hasło xdd
    Szczerość Lexa i cb jest po prostu genialna. Szczególnie ten ostatni fragment o Sowiośmicy ;)
    Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)