Stanęłam na
brzegu lasu.
Nachyliłam
się nad kałużą i ostrożnie przejechałam palcami po policzkach. Miałam teraz
twardą skórę, ale wątpiłam, bym nawet z taką mogła pójść jeszcze do szkoły.
Gdzie by przyjęli smoczycę, nie? Powoli otworzyłam usta i przyjrzałam się kłom.
Nie były zbyt duże, ale robiły wrażenie. Szczególnie swoją bielą odbijając się
czarnych ust. Tak, teraz byłam cała czarna. Calusieńka. Od uszu, aż po pięty.
Uważniej przyjrzałam się dłoniom. Bardzo mi się te podobały. Były jakby…
bardziej kształtne, a ja właśnie dlatego lubię rysować postacie. Bo mają
odpowiednie kształty. Uśmiechnęłam się na myśl, którego ołówka bym użyła do
narysowania ich. Pewnie 6B. Skupiłam się na dłoniach. Właśnie wtedy zauważyłam,
że kolor zaczął znikać.
-Hm… A jakby
tak…- Skupiłam się bardziej. Szczęknęły kości i ręce całkowicie wróciły do
normalności.
-Heh.
Wiedziałam!- uradowana skupiłam się na reszcie ciała. W myślach wyobraziłam
sobie jak musiałoby to wyglądać. Poczułam jak naciąga się skóra i wracam do
normalnego ciała. Jeśli ma to tak wyglądać, to może nawet nie będę wybrzydzać.
-Czerń jest
w modzie. To co? To teraz trzeba by… O nie! Nie. Przecież teraz to ja jestem
już prawie całkiem naga! I jeszcze te dziury. No nawet w płaszczu? Jak ja to
zrobiłam. Nie mogłabym się choć raz przemienić w coś normalnego? Nie wiem.
Jakąś modelkę czy coś. A nie… w to!- Poirytowana próbowałam jakoś poskładać
ubranie, ale ze strzępków nie za bardzo było jak. Zrezygnowana wyjęłam sznurówki
z przedziurawionych butów i jakoś udało mi się zasłonić.
Odwróciłam
się plecami do pogorzeliska, a w sumie to jedynie dziury w ziemi. Wybuch
całkowicie zmiótł budynki i zostawił w ich miejscu ogromne zgłębienie.
Zdążyłam
zrobić jeden krok i upadłam.
-Nic… nic mi
nie jest…- Szepnęłam do siebie i zasnęłam ze zmęczenia. Nie wiedziałam, że
wojowanie, aż tak męczy.
-Słonko!
Słonko, obudź się!
-Julka. Co
jest z nią…
-Gwiazdko ty
moja!
Usłyszałam
głosy i machinalnie usiadłam otwierając oczy. Nade mną stali Lex i Nika.
-No
wreszcie!- Lex szeroko się uśmiechnął.
-Julia! Tak
się bałam! Przytul!- Nika rzuciła mi się w ramiona. Nagle przypomniałam sobie,
że jestem ranna.
-Auć!-
Odepchnęłam ją demonstracyjnie od siebie i udałam, że prawie płaczę.
-Julia?! Nic
ci nie jest? Pokaż!- Dziewczyna doskoczyła do mnie i zdarła ze mnie jedyną
część garderoby, która jako tako mnie zasłaniała.
-Niko…
-O mój
bosiu! Ty jesteś ranna!- Rzeczywiście w ramieniu widniała dziura po kuli. O ile
zapamiętałam, to kolejna powinna być gdzieś w udzie.
-Ranna?- Lex
nagle pojawił się obok gapiąc na mnie i moje odsłonięte części ciała. Zrobiłam
się czerwona i zakryłam się rękami.
-To nic
takiego.- Wyrzuciłam z siebie i już chciałam wstać, kiedy Lex przytrzymał mnie
za ramiona.
-Pokaż.- Minę
miał dość poważną więc odsłoniłam udo i ramię.
-I co teraz?
Co jej jest? Nic jej nie jest? A jak umrze? Co zrobimy?- Nika usiadła na ziemi
i oplotła kolana ramionami. Chyba miała jeden z tych swoich tajemniczych
napadów paniki.
-Boli?-
Najemnik nadal miał grobową minę.
-Nie.-Odpowiedziałam
zgodnie z prawdą.
-A powinno,
słonko. Powinno. Co tam się stało? Hm?- Lex zaczął wycierać mi ranę z krwi.
-Nic
takiego… Ja… Ten… No…
-Nie kłam,
słonko. Widziałem ten wybuch. Jak to zrobiłaś, że nadal żyjesz?- Najemnik popatrzył
mi w oczy, ale ja nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Julka!
Julka!- Nika zawołała żałośnie.
-Później ci
powiem. Teraz musimy stąd spadać.
-Najpierw
cię zaszyję, bo nam się po drodze rozlecisz, kochanie.
-Słonko,
złotko i kochanie. Co jeszcze wymyślisz?- Spojrzałam na niego krytycznie kiedy
operował mi udo.
-Jeszcze
gwiazdeczka.
-Racja.
Prawie bym zapomniała.
-Ja tam
jednak widzę, że tobie to nie przeszkadza, słonko.- Najemnik uśmiechnął się
szelmowsko.
-Nie no, co
ty! Ja to wręcz uwielbiam, Leksik.
-Hej. Miałaś
już tak do mnie nie mówić.
-Tobie to
przecież nie przeszkadza.
-Uważaj, bo
ci zaraz usta zaszyję, złotko.
-Ha! I z kim
byś wtedy rozmawiał?
-No wiesz.
Teraz jest nas już troje.- Kiedy skończył z nogą musiałam mu pozwolić na
opatrzenie rany w ramieniu, a okazało się, że musiałam przy tym siedzieć w
bardzo niewygodnej pozycji.
-Nie mogę
się położyć? Jest mi tak niewygodnie.
-Nie, bo
wtedy mógłbym ci za bardzo naciągnąć szwy.
-Acha. To
może wstańmy?
-Pewnie. A
apteczka to będzie wisieć w powietrzu.
-Mogę ją
trzymać.
-Nie możesz
się ruszać, słonko.
-Ech. Kończ
szybko.
-Byłoby
szybciej, gdybyś tyle nie gadała.
-Ej. A co z
Niką?- Zmieniłam temat.
-Nic. Jest w
szoku pourazowym, czy coś.
-Ty chyba
nic jej nie zrobiłeś, nie? Żadnych takich… ten.
-Czy ty mnie
masz za gwałciciela?
-No, nie.
Tylko, że ona jest… dość specyficzną osobą, wiesz.
-Zauważyłem.
-Jak
uciekliście?
-Na motorze.
-Serio? Tak
po prostu wyjechaliście za bramę?
-Po drodze
zabiłem z jakiś dwudziestu ludzi, ale to drobiazg.
-Wow.-
Przypomniałam sobie co ja zrobiłam z ludźmi i ilu ich było.
-Dobra.
Możesz wstać.- Najemnik odsunął się ode mnie.
-Em…-
Spojrzałam na niego głupkowato.
-Co? Aaa… No
dobra. To ja już nie patrzę.
-Dzięki.-
Wstałam powoli. Szwy jednak trochę ciągły.
-Julia! Ty
żyjesz!- Nika po raz kolejny rzuciła się na mnie z uściskami.
-Tak. E…
Żyję. Nic mi nie jest.- Próbowałam być dla niej miła, ale trochę mnie to
poirytowało. Sama nie wiem czemu.
-To dzięki
Lexowi! Dzięki niemu. On jest taki cudowny! I taki przystojny! Taki piękny!
Taki…
-Wiem, wiem.
Prawdziwy mężczyzna, co nie?- Ileż ironii wpakowałam w mój głos.
-No!
Hihihi.- A jednak Nika zaczęła piszczeć i podskakiwać z zachwytu. Czy on ją
zauroczył?
-Tak.- Lex
zaskoczył mnie odpowiedzią.
Sytuacja
zrobiła się raczej dziwna więc przeszłam na temat ubrań.
-Tak. Już ci
daję.- Nika poleciała gdzieś za drzewa.
Zostałam sama z najemnikiem.
-Tylko nie
zrób jej krzywdy.- Powiedziałam stojąc do niego tyłem. Nie odpowiedział.
Po chwili
dziewczyna wróciła z ciuchami w ręce. Przebrałam się. Za duże spodnie musiałam
podwinąć, a koszulkę związać. Płaszcz i buty zostawiłam.
-Co z
motorem?
-Mamy dość
paliwa, żeby wrócić. Niestety są tylko dwa miejsca.
-Hm…
Musiałbyś zawieźć Nikę do hotelu i po mnie wrócić.
-Nie,
słonko. Jej lepiej samej nie zostawiać.
-Racja. No
ale biegł obok nie będziesz…
-Zrobimy
inaczej. Wiesz w którą stronę iść, słonko?
-No… nie za
bardzo.
-Gwiazdeczka
nie zna się na geografii i kierunkach! Trudno. To ja was doprowadzę do głównej
drogi, a potem pojadę po auto. W tym czasie powinniście dojść do mostu.
-No, niby
tak… ale co jak spotkamy żołnierzy?
-Nie mów, że
sobie nie poradzisz, złotko.
-Nie mam
broni.- Pokazałam puste ręce, ale Lex spojrzał na mnie podejrzliwie.
Przy drodze
dał mi karabin. Nika pomachała mu jak odjeżdżał, ale ja tylko zaśmiałam się w
duchu.
Znowu trzeba
będzie iść…
Haha wiedziałam, że będzie mogła się zmieniać w człowieka!
OdpowiedzUsuńEhem nie powiem, że to była dość krępująca sytuacja ...
Oj leksik leksik. .. boisz się o julcię? No i bardzo dobrze. Punkt dla ciebie w rankingu "jak bardzo lubię lexa"
Ej czm nie powiedziałaś mu? To by było takie genialne ... Chociaż pokazałas tym, że nie chcesz się wywyzszac swoimi osiągnięciami, co jest dobrą rzeczą.
Co do tamtego komentarza - To że rozdziały są często jest fajne. Wiesz są różne rodzaje blogów i różni blogerzy. Mnie dotrę podoba.
Czekam na nn
Możesz się zmieniać!! ^^ Yey! ^^
OdpowiedzUsuńLex I Juliet Love Love <3 Ja to widzę ;3 umc umc xd
Jestem ciekawa jaką minę będzie miał Leksik jak zobaczy Juliet w wersji potworka ^^
I w jakiej chwili sie dowie ^^ podczas walki? Czy podczas opowiadania co sie z nią działo ;3 I teraz musisz znaleźć specjalne ciuszki aby zmieniały sie razem z tobą :3
Czekam nn :*
Ściskam , pozdrawiam , wenny! <3