poniedziałek, 25 maja 2015

63 Pomachała



Stanęłam na brzegu lasu.
Nachyliłam się nad kałużą i ostrożnie przejechałam palcami po policzkach. Miałam teraz twardą skórę, ale wątpiłam, bym nawet z taką mogła pójść jeszcze do szkoły. Gdzie by przyjęli smoczycę, nie? Powoli otworzyłam usta i przyjrzałam się kłom. Nie były zbyt duże, ale robiły wrażenie. Szczególnie swoją bielą odbijając się czarnych ust. Tak, teraz byłam cała czarna. Calusieńka. Od uszu, aż po pięty. Uważniej przyjrzałam się dłoniom. Bardzo mi się te podobały. Były jakby… bardziej kształtne, a ja właśnie dlatego lubię rysować postacie. Bo mają odpowiednie kształty. Uśmiechnęłam się na myśl, którego ołówka bym użyła do narysowania ich. Pewnie 6B. Skupiłam się na dłoniach. Właśnie wtedy zauważyłam, że kolor zaczął znikać.
-Hm… A jakby tak…- Skupiłam się bardziej. Szczęknęły kości i ręce całkowicie wróciły do normalności.
-Heh. Wiedziałam!- uradowana skupiłam się na reszcie ciała. W myślach wyobraziłam sobie jak musiałoby to wyglądać. Poczułam jak naciąga się skóra i wracam do normalnego ciała. Jeśli ma to tak wyglądać, to może nawet nie będę wybrzydzać.
-Czerń jest w modzie. To co? To teraz trzeba by… O nie! Nie. Przecież teraz to ja jestem już prawie całkiem naga! I jeszcze te dziury. No nawet w płaszczu? Jak ja to zrobiłam. Nie mogłabym się choć raz przemienić w coś normalnego? Nie wiem. Jakąś modelkę czy coś. A nie… w to!- Poirytowana próbowałam jakoś poskładać ubranie, ale ze strzępków nie za bardzo było jak. Zrezygnowana wyjęłam sznurówki z przedziurawionych butów i jakoś udało mi się zasłonić.   
Odwróciłam się plecami do pogorzeliska, a w sumie to jedynie dziury w ziemi. Wybuch całkowicie zmiótł budynki i zostawił w ich miejscu ogromne zgłębienie.
Zdążyłam zrobić jeden krok i upadłam.
-Nic… nic mi nie jest…- Szepnęłam do siebie i zasnęłam ze zmęczenia. Nie wiedziałam, że wojowanie, aż tak męczy.

-Słonko! Słonko, obudź się!
-Julka. Co jest z nią…
-Gwiazdko ty moja!
Usłyszałam głosy i machinalnie usiadłam otwierając oczy. Nade mną stali Lex i Nika.
-No wreszcie!- Lex szeroko się uśmiechnął.
-Julia! Tak się bałam! Przytul!- Nika rzuciła mi się w ramiona. Nagle przypomniałam sobie, że jestem ranna.
-Auć!- Odepchnęłam ją demonstracyjnie od siebie i udałam, że prawie płaczę.
-Julia?! Nic ci nie jest? Pokaż!- Dziewczyna doskoczyła do mnie i zdarła ze mnie jedyną część garderoby, która jako tako mnie zasłaniała.
-Niko…
-O mój bosiu! Ty jesteś ranna!- Rzeczywiście w ramieniu widniała dziura po kuli. O ile zapamiętałam, to kolejna powinna być gdzieś w udzie.
-Ranna?- Lex nagle pojawił się obok gapiąc na mnie i moje odsłonięte części ciała. Zrobiłam się czerwona i zakryłam się rękami.
-To nic takiego.- Wyrzuciłam z siebie i już chciałam wstać, kiedy Lex przytrzymał mnie za ramiona.
-Pokaż.- Minę miał dość poważną więc odsłoniłam udo i ramię.
-I co teraz? Co jej jest? Nic jej nie jest? A jak umrze? Co zrobimy?- Nika usiadła na ziemi i oplotła kolana ramionami. Chyba miała jeden z tych swoich tajemniczych napadów paniki.
-Boli?- Najemnik nadal miał grobową minę.
-Nie.-Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-A powinno, słonko. Powinno. Co tam się stało? Hm?- Lex zaczął wycierać mi ranę z krwi.
-Nic takiego… Ja… Ten… No…
-Nie kłam, słonko. Widziałem ten wybuch. Jak to zrobiłaś, że nadal żyjesz?- Najemnik popatrzył mi w oczy, ale ja nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Julka! Julka!- Nika zawołała żałośnie.
-Później ci powiem. Teraz musimy stąd spadać.
-Najpierw cię zaszyję, bo nam się po drodze rozlecisz, kochanie.
-Słonko, złotko i kochanie. Co jeszcze wymyślisz?- Spojrzałam na niego krytycznie kiedy operował mi udo.
-Jeszcze gwiazdeczka.
-Racja. Prawie bym zapomniała.
-Ja tam jednak widzę, że tobie to nie przeszkadza, słonko.- Najemnik uśmiechnął się szelmowsko.
-Nie no, co ty! Ja to wręcz uwielbiam, Leksik.
-Hej. Miałaś już tak do mnie nie mówić.
-Tobie to przecież nie przeszkadza.
-Uważaj, bo ci zaraz usta zaszyję, złotko.
-Ha! I z kim byś wtedy rozmawiał?
-No wiesz. Teraz jest nas już troje.- Kiedy skończył z nogą musiałam mu pozwolić na opatrzenie rany w ramieniu, a okazało się, że musiałam przy tym siedzieć w bardzo niewygodnej pozycji.
-Nie mogę się położyć? Jest mi tak niewygodnie.
-Nie, bo wtedy mógłbym ci za bardzo naciągnąć szwy.
-Acha. To może wstańmy?
-Pewnie. A apteczka to będzie wisieć w powietrzu.
-Mogę ją trzymać.
-Nie możesz się ruszać, słonko.
-Ech. Kończ szybko.
-Byłoby szybciej, gdybyś tyle nie gadała.
-Ej. A co z Niką?- Zmieniłam temat.
-Nic. Jest w szoku pourazowym, czy coś.
-Ty chyba nic jej nie zrobiłeś, nie? Żadnych takich… ten.
-Czy ty mnie masz za gwałciciela?
-No, nie. Tylko, że ona jest… dość specyficzną osobą, wiesz.
-Zauważyłem.
-Jak uciekliście?
-Na motorze.
-Serio? Tak po prostu wyjechaliście za bramę?
-Po drodze zabiłem z jakiś dwudziestu ludzi, ale to drobiazg.
-Wow.- Przypomniałam sobie co ja zrobiłam z ludźmi i ilu ich było.
-Dobra. Możesz wstać.- Najemnik odsunął się ode mnie.
-Em…- Spojrzałam na niego głupkowato.
-Co? Aaa… No dobra. To ja już nie patrzę.
-Dzięki.- Wstałam powoli. Szwy jednak trochę ciągły.
-Julia! Ty żyjesz!- Nika po raz kolejny rzuciła się na mnie z uściskami.
-Tak. E… Żyję. Nic mi nie jest.- Próbowałam być dla niej miła, ale trochę mnie to poirytowało. Sama nie wiem czemu.
-To dzięki Lexowi! Dzięki niemu. On jest taki cudowny! I taki przystojny! Taki piękny! Taki…
-Wiem, wiem. Prawdziwy mężczyzna, co nie?- Ileż ironii wpakowałam w mój głos.
-No! Hihihi.- A jednak Nika zaczęła piszczeć i podskakiwać z zachwytu. Czy on ją zauroczył?
-Tak.- Lex zaskoczył mnie odpowiedzią.
Sytuacja zrobiła się raczej dziwna więc przeszłam na temat ubrań.
-Tak. Już ci daję.- Nika poleciała gdzieś za drzewa.
Zostałam sama z najemnikiem.
-Tylko nie zrób jej krzywdy.- Powiedziałam stojąc do niego tyłem. Nie odpowiedział.
Po chwili dziewczyna wróciła z ciuchami w ręce. Przebrałam się. Za duże spodnie musiałam podwinąć, a koszulkę związać. Płaszcz i buty zostawiłam.
-Co z motorem?
-Mamy dość paliwa, żeby wrócić. Niestety są tylko dwa miejsca.
-Hm… Musiałbyś zawieźć Nikę do hotelu i po mnie wrócić.
-Nie, słonko. Jej lepiej samej nie zostawiać.
-Racja. No ale biegł obok nie będziesz…
-Zrobimy inaczej. Wiesz w którą stronę iść, słonko?
-No… nie za bardzo.
-Gwiazdeczka nie zna się na geografii i kierunkach! Trudno. To ja was doprowadzę do głównej drogi, a potem pojadę po auto. W tym czasie powinniście dojść do mostu.
-No, niby tak… ale co jak spotkamy żołnierzy?
-Nie mów, że sobie nie poradzisz, złotko.
-Nie mam broni.- Pokazałam puste ręce, ale Lex spojrzał na mnie podejrzliwie.
Przy drodze dał mi karabin. Nika pomachała mu jak odjeżdżał, ale ja tylko zaśmiałam się w duchu.
Znowu trzeba będzie iść…

2 komentarze:

  1. Haha wiedziałam, że będzie mogła się zmieniać w człowieka!
    Ehem nie powiem, że to była dość krępująca sytuacja ...
    Oj leksik leksik. .. boisz się o julcię? No i bardzo dobrze. Punkt dla ciebie w rankingu "jak bardzo lubię lexa"
    Ej czm nie powiedziałaś mu? To by było takie genialne ... Chociaż pokazałas tym, że nie chcesz się wywyzszac swoimi osiągnięciami, co jest dobrą rzeczą.
    Co do tamtego komentarza - To że rozdziały są często jest fajne. Wiesz są różne rodzaje blogów i różni blogerzy. Mnie dotrę podoba.
    Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Możesz się zmieniać!! ^^ Yey! ^^
    Lex I Juliet Love Love <3 Ja to widzę ;3 umc umc xd
    Jestem ciekawa jaką minę będzie miał Leksik jak zobaczy Juliet w wersji potworka ^^
    I w jakiej chwili sie dowie ^^ podczas walki? Czy podczas opowiadania co sie z nią działo ;3 I teraz musisz znaleźć specjalne ciuszki aby zmieniały sie razem z tobą :3
    Czekam nn :*
    Ściskam , pozdrawiam , wenny! <3

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)