wtorek, 19 maja 2015

57 Cztery niewinne



Ok. Obiecuję, że już nigdy nie wpadnę na pomysł w obecności Lexa. Przysięgam.
A wiecie czemu? Bo ten (wstawcie sobie odpowiednie słowo) stwierdził, że pięć procent na możliwość powodzenia misji, to wystarczająco, a nawet w nadmiarze. Jakiej misji? Oczywiście misji pod tytułem „pomysł, na który wpadła Julia”. Ha! A więc zaplanowaliśmy akcję i od razu wprowadziliśmy w życie. Najpierw wróciliśmy po grubaska, który okazał się leżeć nieprzytomny w tym samym miejscu, w którym padł. Lex pożyczył auto i go tam wepchnął. Podjechaliśmy pod lotnisko, na którym zmuszony Niukee wygadał nam numer samolotu odlatującego tego samego dnia prosto do głównej bazy. „Zatrudniliśmy” pilota i wzbiliśmy się w przestworza naszym kukuryźnikiem. Kukuryźnik, to taki rodzaj dwupłatowca, który zwykł był nawadniać pola w dawnych czasach. Jest równie porządny, co jego nazwa. Lex zajął się pilotem, a mnie przypadła obserwacja grubaska. Siedzieliśmy niestety dokładnie naprzeciw siebie, przy dwóch ściankach samolotu. Bardziej w tyle, przymocowana specjalnymi pasami była gotowa do odbioru skrzynia.
Lecieliśmy już piętnaście minut i przez cały ten czas Niukee gapił mi się na biust. A przecież nie jest czymś zjawiskowym! Miałam już wstać i mu przygrzmocić, żeby się odwrócił, ale w polu widzenia ukazał się Lex. Owionął nas zimnym spojrzeniem.
- Jak tam? Pan Niukee nie jest dość rozmowny, prawda Gwiazdko?- Najemnik oparł się o drzwi do kabiny pilota.
-Ja…. Em-mm. No ten…- grubaska oblał zimny pot.
-Ach! Proszę się nie przejmować. Gwiazdeczka, też nie za wiele mówi.- Uśmiechnął się do mnie zachęcająco. Miał rację, bo w masce nie powiedziałam jeszcze ani słowa. Chyba jakoś tak, myślałam, że to niemożliwe. Niukee co chwila przerzucał wzrok z Lexa na mój biust i nogi. Zaczeło mnie to męczyć. Odpięłam pasy i podeszłam do skrzyni. Najemnik stanął za mną.
-Ach! Masz rację sł… Gwiazdko.- Wyciągnął śrubokręt z kieszeni.
-Ale…- Niukee próbował zaprotestować, ale kiedy jest się związanym potrójnym zwojem lin, słabo to komukolwiek wychodzi.
-Pan pozwoli, panie Niukee, że sprawdzimy towar.- Rzucił do niego najemnik i otworzył wieko.
Zmiękły mi kolana. Nie mogłam pokazać, że to dla mnie szok, ale kiedy zobaczyłam co było w środku, to miałam ochotę krzyknąć ze strachu. W skrzyni był jak najbardziej żywy towar w postaci czterech dziewczyn w szkolnych mundurkach. Na głowach miały worki, a ręce i nogi przywiązane do siebie grubymi pasami. Zadrżały mi dłonie. To mogła być Nika! Lex złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego. W jego oczach odbijały się moje.
-Nie możemy teraz nic zrobić. Uratujemy je później. Pamiętaj, że najpierw musimy zniszczyć MUR i You-kona. Zaciśnij zęby. Jeszcze tylko góra jeden dzień.- Ogarnął mnie pusty gniew. Jak ludzie mogą robić takie rzeczy? Jak mogą niszczyć innym życie? Jak oni mogą?! Spojrzałam na niego ponownie. Zatkało go. Wyrwałam rękę z uścisku i odwróciłam się na pięcie. Doskoczyłam do Niukee i kopnęłam go w krocze. Grubasek zwinął się w kłębek. Przytrzymałam nogę wbijając but w jego portki. Kiedy zaczął wrzeszczeć złapałam go za tłustą mordę i przekręciłam głowę tak, żeby mógł na mnie patrzeć. Żeby mógł spojrzeć mi w oczy. Widziałam dokładnie jak jego źrenice się rozszerzyły. Widziałam jego strach. Strach przede mną. Strach przed swoimi ofiarami. Tyle mi wystarczyło. Nie musiałam nic mówić. Przecież ten mężczyzna i tak nie wiedział co było w skrzyni. A może wiedział? Nie było to ważne. Prawdziwą wściekłość zostawiłam dla grubszych  ryb. Puściłam go i wróciłam do wrytego w ziemię najemnika. Zadałam mu milczące pytanie.
-Nic. Na razie muszą tu zostać. Trzeba będzie wylądować gdzieś niedaleko i gdzieś je zostawić… Najlepiej do policji. Hm… Masz rację. On? Jesteś pewna? No to załatwione. A teraz wracaj do roli, słonko.- Zamknął wieko. Usiadłam. Niukee nie podniósł wzroku.
Godzinę ciszy później poczułam zmianę ciśnienia. Wylądowaliśmy na jakimś bocznym pasie.
-Wysiadać panienki!- Lex wypadł uśmiany z kabiny.- Znaczy panienko i Gwiazdko.
-Co? Tylko-o nie… nie zab-b-bierajcie mnie do niego!- Grubasek zaczął się trząść.
-Nie. No coś ty! Ty masz inne zadanie.- Lex podał mi taśmę klejącą i zabawkę, a sam poszedł do skrzyni. Uważnie przyglądnęłam się urządzeniu. Ciekawe, czy to naprawdę…
-Bbbb-b-bomba…- Niukee mnie wyręczył. A jednak wiedział co to takiego. Uśmiechnęłam się i podrzuciłam parę razy przedmiot w dłoniach. Mężczyzna prawie się zsikał w majtki. Odrzuciłam warkocz i podałam mu zabawkę. Nie mógł nie wziąć do ręki, bo groziłoby mu przebicie tchawicy moim nożem. Gdzie by mu to… A mam!
Puściłam do niego oczko i zaczęłam rozpinać rozporek.
-Co ty… T-ty…
Wpakowałam mu bombę do gaci i okleiłam taśmą, tak, żeby nie za bardzo przeszkadzała mu w chodzeniu. Kiedy skończyłam Lex akurat wyciągał ze skrzyni drugą dziewczynę. Usadził ją obok pierwszej przy ścianie. Kiwnął mi głową, żebym się nimi zajęła. Bałam się jak mogłyby zareagować, ale musiałam zaryzykować. Zdjęłam pierwszej worek z głowy. Dziewczyna zmrużyła oczy. Twarz miała posiniaczoną i lekko zakrwawioną. Usta zaschłe i popękane, włosy ścięte na jeżyka. Blondynka spojrzała na mnie z przerażeniem. Nie dziwię się jej . Sama się siebie bałam. Pokazałam na siebie i Lexa. Najemnik wyciągnął już wszystkie dziewczyny. Zostawiłam tamtą i kucnęłam przy kolejnej. Reszta nie wyglądała lepiej od pierwszej. Ruda miała szramy pod oczami i na policzkach, niską dziewczynkę ogolili na łyso. Trzecie była w najgorszym stanie. Nie miała połowy ucha, a na czole widniała szeroka rana od postrzępionego noża. Odsunęłam się od nich i stanęłam obok Lexa. To najemnik miał mówić.
-Nie bójcie się. Wiem, że tamci ludzie robili wam straszne rzeczy, ale my nie jesteśmy po ich stronie. Właśnie was uratowaliśmy i chcemy zapewnić wam pełne bezpieczeństwo.- Dziewczyny patrzyły na nas z uwagą, ale tez nadal strachem. Dwójka halloweenowych przebierańców jako ratowników nie mieściła im się w głowie.
-Spokojnie. Wiem, że dziwnie wyglądamy, ale to tylko element naszej pracy. Nie jesteśmy tymi złymi. Chcemy tylko waszego bezpieczeństwa. Ja jestem Leksykon, a To jest Gwiazdka i jesteśmy z Wydziały Specjalnego Do Spraw  Porwań i Sekt. Moja koleżanka teraz was rozwiąże.- Pokazał na mnie ręką. Spojrzenia nieco się uspokoiły. Podeszłam do każdej po kolei i je rozwiązałam. Na nadgarstkach miały ciemne ślady.
-Teraz was opatrzymy.- Wyciągnął z plecaka apteczkę i mi podał. Zaczęłam od tej z raną na czole. Odkaziłam i zaszyłam czoło, a ucho zakleiłam gazą. Rudej położyłam maść na twarz, a pierwszej odkaziłam te mniejsze ranki. Tylko tyle mogłam i umiałam zrobić.
-A teraz oddamy was w ręce policji. Ten mężczyzna, pan Niukee, będzie waszym przewodnikiem. Doprowadzi was do posterunku. My musimy już zmykać. Mamy kolejną sprawę na głowie. Czy możecie chodzić? Tak? To dobrze. Podejdźcie po kolei. Musimy was ze sobą związać.- Oszołomione dziewczyny posłusznie dały się przywiązać do grubaska i poszły za nim do miasta. Lex na odchodnym szepnął coś grubaskowi, ale nie słyszałam co. Potem mi powiedział.
-Kazałem mu iść na posterunek, bo bomba którą do niego przywiązałaś jest zdalnie sterowana i jeżeli zrobi coś źle, to nacisnę przycisk.
Pokiwałam głową z uznaniem. Uratowaliśmy cztery niewinne duszyczki. To był sukces.
Godzinę lotu później kazał mi założyć spadochron. Prawdziwa akcja dopiero się zaczynała.
Dopiero się zaczynała…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze motywują :)