Ok.
Obiecuję, że już nigdy nie wpadnę na pomysł w obecności Lexa. Przysięgam.
A wiecie
czemu? Bo ten (wstawcie sobie odpowiednie słowo) stwierdził, że pięć procent na
możliwość powodzenia misji, to wystarczająco, a nawet w nadmiarze. Jakiej
misji? Oczywiście misji pod tytułem „pomysł, na który wpadła Julia”. Ha! A więc
zaplanowaliśmy akcję i od razu wprowadziliśmy w życie. Najpierw wróciliśmy po
grubaska, który okazał się leżeć nieprzytomny w tym samym miejscu, w którym
padł. Lex pożyczył auto i go tam wepchnął. Podjechaliśmy pod lotnisko, na
którym zmuszony Niukee wygadał nam numer samolotu odlatującego tego samego dnia
prosto do głównej bazy. „Zatrudniliśmy” pilota i wzbiliśmy się w przestworza
naszym kukuryźnikiem. Kukuryźnik, to taki rodzaj dwupłatowca, który zwykł był
nawadniać pola w dawnych czasach. Jest równie porządny, co jego nazwa. Lex
zajął się pilotem, a mnie przypadła obserwacja grubaska. Siedzieliśmy niestety
dokładnie naprzeciw siebie, przy dwóch ściankach samolotu. Bardziej w tyle,
przymocowana specjalnymi pasami była gotowa do odbioru skrzynia.
Lecieliśmy
już piętnaście minut i przez cały ten czas Niukee gapił mi się na biust. A
przecież nie jest czymś zjawiskowym! Miałam już wstać i mu przygrzmocić, żeby
się odwrócił, ale w polu widzenia ukazał się Lex. Owionął nas zimnym
spojrzeniem.
- Jak tam?
Pan Niukee nie jest dość rozmowny, prawda Gwiazdko?- Najemnik oparł się o drzwi
do kabiny pilota.
-Ja…. Em-mm.
No ten…- grubaska oblał zimny pot.
-Ach! Proszę
się nie przejmować. Gwiazdeczka, też nie za wiele mówi.- Uśmiechnął się do mnie
zachęcająco. Miał rację, bo w masce nie powiedziałam jeszcze ani słowa. Chyba
jakoś tak, myślałam, że to niemożliwe. Niukee co chwila przerzucał wzrok z Lexa
na mój biust i nogi. Zaczeło mnie to męczyć. Odpięłam pasy i podeszłam do
skrzyni. Najemnik stanął za mną.
-Ach! Masz
rację sł… Gwiazdko.- Wyciągnął śrubokręt z kieszeni.
-Ale…-
Niukee próbował zaprotestować, ale kiedy jest się związanym potrójnym zwojem
lin, słabo to komukolwiek wychodzi.
-Pan
pozwoli, panie Niukee, że sprawdzimy towar.- Rzucił do niego najemnik i otworzył
wieko.
…
Zmiękły mi
kolana. Nie mogłam pokazać, że to dla mnie szok, ale kiedy zobaczyłam co było w
środku, to miałam ochotę krzyknąć ze strachu. W skrzyni był jak najbardziej żywy
towar w postaci czterech dziewczyn w szkolnych mundurkach. Na głowach miały
worki, a ręce i nogi przywiązane do siebie grubymi pasami. Zadrżały mi dłonie.
To mogła być Nika! Lex złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego. W jego oczach
odbijały się moje.
-Nie możemy teraz
nic zrobić. Uratujemy je później. Pamiętaj, że najpierw musimy zniszczyć MUR i
You-kona. Zaciśnij zęby. Jeszcze tylko góra jeden dzień.- Ogarnął mnie pusty
gniew. Jak ludzie mogą robić takie rzeczy? Jak mogą niszczyć innym życie? Jak
oni mogą?! Spojrzałam na niego ponownie. Zatkało go. Wyrwałam rękę z uścisku i
odwróciłam się na pięcie. Doskoczyłam do Niukee i kopnęłam go w krocze.
Grubasek zwinął się w kłębek. Przytrzymałam nogę wbijając but w jego portki.
Kiedy zaczął wrzeszczeć złapałam go za tłustą mordę i przekręciłam głowę tak,
żeby mógł na mnie patrzeć. Żeby mógł spojrzeć mi w oczy. Widziałam dokładnie
jak jego źrenice się rozszerzyły. Widziałam jego strach. Strach przede mną.
Strach przed swoimi ofiarami. Tyle mi wystarczyło. Nie musiałam nic mówić. Przecież
ten mężczyzna i tak nie wiedział co było w skrzyni. A może wiedział? Nie było
to ważne. Prawdziwą wściekłość zostawiłam dla grubszych ryb. Puściłam go i wróciłam do wrytego w
ziemię najemnika. Zadałam mu milczące pytanie.
-Nic. Na
razie muszą tu zostać. Trzeba będzie wylądować gdzieś niedaleko i gdzieś je
zostawić… Najlepiej do policji. Hm… Masz rację. On? Jesteś pewna? No to
załatwione. A teraz wracaj do roli, słonko.- Zamknął wieko. Usiadłam. Niukee
nie podniósł wzroku.
Godzinę
ciszy później poczułam zmianę ciśnienia. Wylądowaliśmy na jakimś bocznym pasie.
-Wysiadać
panienki!- Lex wypadł uśmiany z kabiny.- Znaczy panienko i Gwiazdko.
-Co? Tylko-o
nie… nie zab-b-bierajcie mnie do niego!- Grubasek zaczął się trząść.
-Nie. No coś
ty! Ty masz inne zadanie.- Lex podał mi taśmę klejącą i zabawkę, a sam poszedł
do skrzyni. Uważnie przyglądnęłam się urządzeniu. Ciekawe, czy to naprawdę…
-Bbbb-b-bomba…-
Niukee mnie wyręczył. A jednak wiedział co to takiego. Uśmiechnęłam się i
podrzuciłam parę razy przedmiot w dłoniach. Mężczyzna prawie się zsikał w
majtki. Odrzuciłam warkocz i podałam mu zabawkę. Nie mógł nie wziąć do ręki, bo
groziłoby mu przebicie tchawicy moim nożem. Gdzie by mu to… A mam!
Puściłam do
niego oczko i zaczęłam rozpinać rozporek.
-Co ty… T-ty…
Wpakowałam
mu bombę do gaci i okleiłam taśmą, tak, żeby nie za bardzo przeszkadzała mu w
chodzeniu. Kiedy skończyłam Lex akurat wyciągał ze skrzyni drugą dziewczynę.
Usadził ją obok pierwszej przy ścianie. Kiwnął mi głową, żebym się nimi zajęła.
Bałam się jak mogłyby zareagować, ale musiałam zaryzykować. Zdjęłam pierwszej
worek z głowy. Dziewczyna zmrużyła oczy. Twarz miała posiniaczoną i lekko zakrwawioną.
Usta zaschłe i popękane, włosy ścięte na jeżyka. Blondynka spojrzała na mnie z
przerażeniem. Nie dziwię się jej . Sama się siebie bałam. Pokazałam na siebie i
Lexa. Najemnik wyciągnął już wszystkie dziewczyny. Zostawiłam tamtą i kucnęłam
przy kolejnej. Reszta nie wyglądała lepiej od pierwszej. Ruda miała szramy pod
oczami i na policzkach, niską dziewczynkę ogolili na łyso. Trzecie była w
najgorszym stanie. Nie miała połowy ucha, a na czole widniała szeroka rana od
postrzępionego noża. Odsunęłam się od nich i stanęłam obok Lexa. To najemnik
miał mówić.
-Nie bójcie
się. Wiem, że tamci ludzie robili wam straszne rzeczy, ale my nie jesteśmy po
ich stronie. Właśnie was uratowaliśmy i chcemy zapewnić wam pełne
bezpieczeństwo.- Dziewczyny patrzyły na nas z uwagą, ale tez nadal strachem. Dwójka
halloweenowych przebierańców jako ratowników nie mieściła im się w głowie.
-Spokojnie.
Wiem, że dziwnie wyglądamy, ale to tylko element naszej pracy. Nie jesteśmy
tymi złymi. Chcemy tylko waszego bezpieczeństwa. Ja jestem Leksykon, a To jest
Gwiazdka i jesteśmy z Wydziały Specjalnego Do Spraw Porwań i Sekt. Moja koleżanka teraz was
rozwiąże.- Pokazał na mnie ręką. Spojrzenia nieco się uspokoiły. Podeszłam do
każdej po kolei i je rozwiązałam. Na nadgarstkach miały ciemne ślady.
-Teraz was
opatrzymy.- Wyciągnął z plecaka apteczkę i mi podał. Zaczęłam od tej z raną na
czole. Odkaziłam i zaszyłam czoło, a ucho zakleiłam gazą. Rudej położyłam maść
na twarz, a pierwszej odkaziłam te mniejsze ranki. Tylko tyle mogłam i umiałam
zrobić.
-A teraz
oddamy was w ręce policji. Ten mężczyzna, pan Niukee, będzie waszym
przewodnikiem. Doprowadzi was do posterunku. My musimy już zmykać. Mamy kolejną
sprawę na głowie. Czy możecie chodzić? Tak? To dobrze. Podejdźcie po kolei.
Musimy was ze sobą związać.- Oszołomione dziewczyny posłusznie dały się
przywiązać do grubaska i poszły za nim do miasta. Lex na odchodnym szepnął coś
grubaskowi, ale nie słyszałam co. Potem mi powiedział.
-Kazałem mu
iść na posterunek, bo bomba którą do niego przywiązałaś jest zdalnie sterowana
i jeżeli zrobi coś źle, to nacisnę przycisk.
Pokiwałam
głową z uznaniem. Uratowaliśmy cztery niewinne duszyczki. To był sukces.
Godzinę lotu
później kazał mi założyć spadochron. Prawdziwa akcja dopiero się zaczynała.
Dopiero się
zaczynała…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze motywują :)