niedziela, 31 maja 2015

67 Wypierniczaj



Po tygodniu byłam padnięta.
Wstać, biegiem na gimbus, w szkole dać z siebie wszystko żeby wyglądać normalnie, napisać sprawdziany na czwórki, nie kłócić się z koleżankami, nie uciekać od ludzi, dotrwać do końca, wsiąść do gimba, odrobić prace domowe na kolanie i dotrzeć do drzwi domu nie zasypiając po drodze.
Potem zrobić sobie obiad, nakarmić kota i sprawdzić podwórko, zająć się domem i podliczyć rachunki.
Myślicie, że to tak łatwo? Hm. Nie za bardzo.
I jeszcze się okazało, że nie wiem jak trzeba zapłacić za rachunki. Nigdy tego nie robiłam, a tu sobie w środę listonosz coś takiego przynosi. No ej! Ale jak tak patrzyłam, to wcale tak dużo nie wydałam. Tyle, że w ciągu miesiąca, to kasy mieć już nie będę. A to źle.
Trzeba by iść do pracy… Ale kto przyjmuje nieletnich? No nikt. Chyba, że za dwie dychy miesięcznie rozdając ulotki. Tak, to ja długo nie pożyję. Muszę wymyślić coś innego.
Tak sobie siedziałam właśnie przy biurku, kiedy nagle zaczęłam pisać z… Nim. Tym wyobrażeniem.
-Hejo, laska!
-Cześć.
-Co taka markotna, mordka?
-Jak zarabiasz kasę?
-Co?
-No się pytam, jak ty zarabiasz? Przecież forsy z drzewa nie zrywasz.
-Co ty kombinujesz, Julka?
-Nic. Tak tylko…
-Już to widzę. Opowiadaj.
Opowiedziałam mu o wszystkim zapisując prawie dwie strony.
-Tym razem, to ja myślę, że to przegięcie.
-Przegięcie? Jakie przegięcie? Czy ty się słyszysz? Ja tu świat ratuję, a ten mi, że to przegięcie!
-A co ty myślisz? Że to tak teraz wszystko do normy wróci?
-No… tak myślałam, ale…
-No właśnie. Ale! Ale ty blondyna jesteś.
-Ej!
-Co ej? Głupia jak but jesteś. Nie pomyślałaś ani sekundy o tym, jakie to jest dziwne, że nadal żyjesz?
-Przecież mówiłam ci, że te przemiany…
-Żadne przemiany! Tu chodzi o to!
-O co?
-O dom. Pomyśl. MUR cię znalazł, zabrał ci rodzinę, zostawił ślady i…
-I?
-I kurde tak po prostu pozwolił żyć! Ile już tak tu siedzisz? Dwa dni?
-Tydzień…
-Tydzień?! Ty się stąd wynoś, póki możesz. Ale już!
-Ale… Czemu? Nawet nie mam gdzie pójść.
-Masz tyle ciotek i wujków i ty nadal tu siedzisz. Ja się zaraz zastrzelę. Bier rzeczy i wypad.
Zastanowiłam się przez chwilę. On miał rację. Coś tu śmierdziało, z tym MURem i chyba najlepiej byłoby się wynieść. Tak na wszelki wypadek.
-Wszystkiego nie wezmę, ale nie mogę tutaj tego zostawić. Rodzice ciężko pracowali, żeby…
-Ty mi tu nie lamentuj. Rodziców chwilowo nie masz. Ale coś czuję, że oni nie chcieliby, żebyś ty też zginęła.
-No… Nie.
-No właśnie.
-Ale to co ja mam teraz…
-Klikając jeden, wybierz osobę, u której przenocujesz. Klikając dwa, spakuj najpotrzebniejsze rzeczy. Klikając trzy, posprzątaj resztę rzeczy. Klikając cztery, wreszcie stąd wypierniczaj!
Zrobiłam jak powiedział. Wpakowałam do torby pieniądze, ubranie, ręcznik, zeszyty, szczoteczkę i resztę przydatnych rzeczy. Do drugiej władowałam książki od pani Michaliny, nóż, rapier, apteczkę i komputer, a ostatni zgarnęłam plecak. Po drodze wysłałam esemesa cioci, że zaraz u niej będę, bo rodzice pojechali z dziadkiem do szpitala. Godzinę później siedziałam u niej w kuchni. Ciocia Renata, to najbliższa kuzynka mojej mamy. One same są swoimi przeciwieństwami, choć w jednym się nie różnią. Obie mają córkę, syna, męża i rodziców w tym samym domu.
-Spoko. Idę ci rozłożyć materac. Który chcesz kubek?
-Czerwony.- Daria podała mi naczynie i wyszła z kuchni. Nalałam sobie herbaty z dzbanka i wgryzłam w kanapkę. Z kuzynką zawsze miałam dobry kontakt choć była ode mnie jakieś sześć lat starsza. Kuzyna miałam już zbyt dorosłego, żeby móc mieć z nim takie układy. Zerknęłam za okno. Na dworze zaczynało kropić. Ciocia usiadła na krześle obok.
-To bunt?- Pytanie całkowicie na miejscu. Ciocia zawsze była prostoduszna.
-Yhy.
-Ach. To nie na długo, tak?
-Nie. Nie, no. Co ty, ciocia?
-Wiesz, że to nic nie da. Nie możesz uciekać przed problemami. Trzeba je rozwiązać.- Ciocia lekko się uśmiechała. Zaczęła opowiadać o jej młodości. Wciągnęło nas to tak bardzo, że spać położyłam się o pierwszej. Z całej rozmowy zapamiętałam jedno. To, że powinnam wreszcie załatwić te sprawy. A do tego potrzebne mi jest coś…

Dobra. I tutaj moja wizja się kończy. Tak na serio, się kończy. Nie dam rady nic więcej wymyślić, więc pliss, podeślijcie mi jakieś pomysły. Błagam. Będę wdzięczna za choćby poradnik jak posmarować bułkę masłem, żeby smakowała najlepiej. Chociaż to.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze motywują :)