poniedziałek, 4 maja 2015

43 Pozaświat



W czerni dryfowałam dłużej niż… w sumie nie wiem, ale bardzo długo.
Kiedy więc wreszcie, po rozmyślaniach nad sensem własnego życia, wymyślaniu historyjek i innych takich, zobaczyłam promyk światła, byłam gotowa uwierzyć, że to przejście do Niebios. Na moje szczęście tak nie było. Po dopłynięciu (wiecie jak śmiesznie pływa się w nicości? Ja wiem. Nie jest zabawnie. To męczarnia!) do gwiazdy i dotknięciu jej całość mojego dotychczasowego stanu bycia nagle wywróciła się do góry nogami. Tak jakby „wpadłam” w kolory i dźwięki. One otoczyły mnie jak ciepły szalik. Wirując zacieśniły się, aż w końcu „wypluły” wprost na mieniącą się wszystkimi odcieniami zieleni polanę. Muszę powiedzieć, że w zachwianiu i uldze, aż usiadłam z wrażenia. Otaczał mnie piękny krajobraz. Dookoła lasy i niebieskie wstążki rzek. Gdzieś w dali widać zaśnieżone szczyty stykające się ze spokojnym niebem jakby miły go przebić na wylot. Nie słyszałam żadnego zwierzęcia, a jedynie szum liści. Nie próbowałam nawet wstać. Przecież i tak od razu padłabym nie utrzymawszy się na zwaciałych z zauroczenia nogach. Za sobą usłyszałam głośniejszy szelest. Odwróciłam się w momencie gdy ostatnia z łap Wilka dotknęła ziemi.
-Gdzie jestem?- Jego postać od razu rozwiała mrzonki o Niebie.
-Nie bacz na piękne widoki. To co widzisz to tylko skrawek tego świata. Stworzyliśmy go już dawno, dawno temu.
-Wy?
-Ach! Racz wybaczyć. Rzadko zachodzi konieczność tłumaczenia czegoś. Nazywam się Marcus Twain i jestem członkiem Rady Li. To co widzisz, to miejsce stworzone przez naszą zborową świadomość. Coś takiego posiadają tylko najpotężniejsi z naszego rodu. Dla nas jest to miejscem spotkań i obrad. Wy możecie nazwać to Pozaświatem.
-A więc Pozaświat. Nawet ładnie brzmi.- Uśmiechnęłam się do niego. On odwzajemnił ten gest. Dopiero teraz poczułam jak bezpiecznie się przy nim czuję. Jego sylwetka była iście prawdziwym symbolem opanowania.
-Jeśli pozwolisz, to chciałbym abyś poznała Najwyższych naszej Rady.
-Rozumiem… Ale… co ja tu robię? Dlaczego tu jestem?
-Chciałaś, abym wytłumaczył dlaczego wybrałem właśnie twoją przyjaciółkę.
-A jak tu się znaleźliśmy?
-Dość ciekawskie z ciebie stworzonko, dziewczyno. Spróbuję jednak…
-Poczekaj, poczekaj… To przez ten… Ten nos! Zanim wszystko zgasło zobaczyłam jak w skoku dotykamy się nosami. Czy to o to chodzi?
-Po części. Bo widzisz, kiedy cię dotknąłem, to za sprawą… hm… nazwijmy to magią, wysłałem nasze świadomości do Pozaświata.
-A więc… nasze ciała są w domu, a tutaj to tylko… wyobrażenie?
-Tak.
-A więc czy to nie niebezpieczne? My przecież pewnie gdzieś teraz tam leżymy, a ja z rozwaloną połową czaszki i przygnieciona…
-Ależ skąd! To wszystko dzieje się w tak krótkim czasie, że nawet nie poznasz różnicy kiedy wrócimy.
-Aaa.
-Czy teraz możemy już iść? Rada zapewne nas już wyczekuje.
-Tak. Pewnie.- Wstałam z trawy. Zawahałam się jednak przez chwilę. Ale po co? No wiem, chcą mi wytłumaczyć dlaczego właśnie Milena. Co do tej Rady, to przecież nie wiem co mam tam robić. A co jeśli zrobię coś źle i zechcą mnie zjeść?!
-Spokojnie, dziewczyno. Oni chcą tylko porozmawiać.
-Ach. Ale o czym?- Widocznie w tej przestrzeni nawet myśli można usłyszeć, bo Wilk jakby odgadł co było mym zmartwieniem.
-Zaraz się dowiemy.- Przeszliśmy przez gęstwiny i wreszcie ukazał nam się ogromna skała. Na wykutych w niej podestach siedziało dostojnie sześć wielkich stworzeń. Każdy wyglądał inaczej, miał inną sierść, inną budowę. Jakby to odzwierciedlało ich charakter. Twain, jak sam się przedstawił pierwszy ze znanych mi Wielkich Wilków wskoczył na wolne miejsce zaraz w drugim od góry rzędzie, po prawej.
-Auuu!- Wilk na samej górze, czarny jak smoła i połyskujący czerwienią uniósł łeb i wydał z siebie przeraźliwy… hm… ryk? No nie, on po prostu zawył. Pewnie przez ten widowiskowy pokaz ich siły wydało mi się to czymś innym.
-Witamy cię, nowoprzybyła. Nasz przywódca jest zachwycony możliwością poznania cię.- Wilk po prawej miał prawdziwie kobiecy głos. Miły i ciepły ale stanowczy.
-Przedstaw się.- Tym razem mówił wilk najbliżej mnie.
-Jestem Julia. Julia Nowak. Nie dostąpiłam jeszcze zaszczytu bycia członkinią rady. Na razie uczę się w gimnazjum. Lubię komiksy, książki, filmy, gry i broń białą.
-Czy to wszystko? Marcus mówił, że jesteś Wojownikiem.-Widać że niebiesko-szara miała najwięcej władzy.
-Ach, to! Ja nie… Znaczy… nie wiem.
-Och! Jaka ona skromna!- Odezwał się widocznie puszystszy niż reszta Wielki Wilk po lewej.
-Pora na wyjaśnienia, młody Wojowniku.  Zapewne podejrzanym i niewłaściwym wydało ci się przemienienie twojej przyjaciółki przez Marcusa. Widzimy, że bardzo starasz się ją chronić i dlatego postanowiliśmy rozjaśnić całą sytuację. Ta dziewczyna została wybrana wiele dni przed jej narodzeniem. Dzięki przodkom, dostała więcej czasu niż jej podarowaliśmy i teraz przyszliśmy aby dokonać wyroku przeznaczenia. Czym on jest? Czym my jesteśmy? Pradawne ludy piszą o nas jak o potworach i monstrach. Piszą, nazywając nas wilkołakami. My jednak nie jesteśmy krwiożerczymi bestiami…
-A przynajmniej po części.- Wtrącił radośnie niebieski.
-W prostym tłumaczeniu. Na początku była wilczyca. Urodziła dwóch synów. Jeden był Wilkiem, a drugi człowiekiem. Wilk, za sprawą mocy przemienić mógł się w człowieka, a człowiek w wilka. Ich krew, płynie w niewielu ludziach i niewielu wilkach. Nasze rody wymierają. Dlatego staramy się wychować choć jednego, prawdziwego powierzyciela. Wybrańcem Marcusa została ta dziewczyna. Marcus i my, jak pewnie zauważyłaś jesteśmy dziećmi Syna Klaima, narodzonego wilkiem. Dziewczyna jednak jest dzieckiem Syna Makleia, narodzonego człowiekiem. Jej darem będzie przemiana w wilka.
-Dlaczego więc Marcus ją ugryzł?
-Jej krew trzeba było aktywować.
-Ach. Całkiem jak filmach.
-Tak.
-Chwila, chwila. To co potem? Milena się przemieni i … Będzie nadal normalnie chodzić do naszej szkoły? Czy będzie miała kwarantannę?
Milena i kwarantanna?
To nie idzie w parze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze motywują :)