W czerni
dryfowałam dłużej niż… w sumie nie wiem, ale bardzo długo.
Kiedy więc
wreszcie, po rozmyślaniach nad sensem własnego życia, wymyślaniu historyjek i
innych takich, zobaczyłam promyk światła, byłam gotowa uwierzyć, że to
przejście do Niebios. Na moje szczęście tak nie było. Po dopłynięciu (wiecie
jak śmiesznie pływa się w nicości? Ja wiem. Nie jest zabawnie. To męczarnia!)
do gwiazdy i dotknięciu jej całość mojego dotychczasowego stanu bycia nagle
wywróciła się do góry nogami. Tak jakby „wpadłam” w kolory i dźwięki. One
otoczyły mnie jak ciepły szalik. Wirując zacieśniły się, aż w końcu „wypluły”
wprost na mieniącą się wszystkimi odcieniami zieleni polanę. Muszę powiedzieć,
że w zachwianiu i uldze, aż usiadłam z wrażenia. Otaczał mnie piękny krajobraz.
Dookoła lasy i niebieskie wstążki rzek. Gdzieś w dali widać zaśnieżone szczyty
stykające się ze spokojnym niebem jakby miły go przebić na wylot. Nie słyszałam
żadnego zwierzęcia, a jedynie szum liści. Nie próbowałam nawet wstać. Przecież
i tak od razu padłabym nie utrzymawszy się na zwaciałych z zauroczenia nogach. Za
sobą usłyszałam głośniejszy szelest. Odwróciłam się w momencie gdy ostatnia z
łap Wilka dotknęła ziemi.
-Gdzie
jestem?- Jego postać od razu rozwiała mrzonki o Niebie.
-Nie bacz na
piękne widoki. To co widzisz to tylko skrawek tego świata. Stworzyliśmy go już
dawno, dawno temu.
-Wy?
-Ach! Racz
wybaczyć. Rzadko zachodzi konieczność tłumaczenia czegoś. Nazywam się Marcus
Twain i jestem członkiem Rady Li. To co widzisz, to miejsce stworzone przez
naszą zborową świadomość. Coś takiego posiadają tylko najpotężniejsi z naszego
rodu. Dla nas jest to miejscem spotkań i obrad. Wy możecie nazwać to
Pozaświatem.
-A więc
Pozaświat. Nawet ładnie brzmi.- Uśmiechnęłam się do niego. On odwzajemnił ten
gest. Dopiero teraz poczułam jak bezpiecznie się przy nim czuję. Jego sylwetka
była iście prawdziwym symbolem opanowania.
-Jeśli
pozwolisz, to chciałbym abyś poznała Najwyższych naszej Rady.
-Rozumiem…
Ale… co ja tu robię? Dlaczego tu jestem?
-Chciałaś,
abym wytłumaczył dlaczego wybrałem właśnie twoją przyjaciółkę.
-A jak tu
się znaleźliśmy?
-Dość
ciekawskie z ciebie stworzonko, dziewczyno. Spróbuję jednak…
-Poczekaj,
poczekaj… To przez ten… Ten nos! Zanim wszystko zgasło zobaczyłam jak w skoku
dotykamy się nosami. Czy to o to chodzi?
-Po części.
Bo widzisz, kiedy cię dotknąłem, to za sprawą… hm… nazwijmy to magią, wysłałem
nasze świadomości do Pozaświata.
-A więc…
nasze ciała są w domu, a tutaj to tylko… wyobrażenie?
-Tak.
-A więc czy
to nie niebezpieczne? My przecież pewnie gdzieś teraz tam leżymy, a ja z
rozwaloną połową czaszki i przygnieciona…
-Ależ skąd!
To wszystko dzieje się w tak krótkim czasie, że nawet nie poznasz różnicy kiedy
wrócimy.
-Aaa.
-Czy teraz
możemy już iść? Rada zapewne nas już wyczekuje.
-Tak.
Pewnie.- Wstałam z trawy. Zawahałam się jednak przez chwilę. Ale po co? No
wiem, chcą mi wytłumaczyć dlaczego właśnie Milena. Co do tej Rady, to przecież
nie wiem co mam tam robić. A co jeśli zrobię coś źle i zechcą mnie zjeść?!
-Spokojnie,
dziewczyno. Oni chcą tylko porozmawiać.
-Ach. Ale o
czym?- Widocznie w tej przestrzeni nawet myśli można usłyszeć, bo Wilk jakby
odgadł co było mym zmartwieniem.
-Zaraz się
dowiemy.- Przeszliśmy przez gęstwiny i wreszcie ukazał nam się ogromna skała.
Na wykutych w niej podestach siedziało dostojnie sześć wielkich stworzeń. Każdy
wyglądał inaczej, miał inną sierść, inną budowę. Jakby to odzwierciedlało ich
charakter. Twain, jak sam się przedstawił pierwszy ze znanych mi Wielkich Wilków
wskoczył na wolne miejsce zaraz w drugim od góry rzędzie, po prawej.
-Auuu!- Wilk
na samej górze, czarny jak smoła i połyskujący czerwienią uniósł łeb i wydał z
siebie przeraźliwy… hm… ryk? No nie, on po prostu zawył. Pewnie przez ten
widowiskowy pokaz ich siły wydało mi się to czymś innym.
-Witamy cię,
nowoprzybyła. Nasz przywódca jest zachwycony możliwością poznania cię.- Wilk po
prawej miał prawdziwie kobiecy głos. Miły i ciepły ale stanowczy.
-Przedstaw
się.- Tym razem mówił wilk najbliżej mnie.
-Jestem
Julia. Julia Nowak. Nie dostąpiłam jeszcze zaszczytu bycia członkinią rady. Na
razie uczę się w gimnazjum. Lubię komiksy, książki, filmy, gry i broń białą.
-Czy to
wszystko? Marcus mówił, że jesteś Wojownikiem.-Widać że niebiesko-szara miała
najwięcej władzy.
-Ach, to! Ja
nie… Znaczy… nie wiem.
-Och! Jaka
ona skromna!- Odezwał się widocznie puszystszy niż reszta Wielki Wilk po lewej.
-Pora na
wyjaśnienia, młody Wojowniku. Zapewne
podejrzanym i niewłaściwym wydało ci się przemienienie twojej przyjaciółki
przez Marcusa. Widzimy, że bardzo starasz się ją chronić i dlatego
postanowiliśmy rozjaśnić całą sytuację. Ta dziewczyna została wybrana wiele dni
przed jej narodzeniem. Dzięki przodkom, dostała więcej czasu niż jej podarowaliśmy
i teraz przyszliśmy aby dokonać wyroku przeznaczenia. Czym on jest? Czym my
jesteśmy? Pradawne ludy piszą o nas jak o potworach i monstrach. Piszą,
nazywając nas wilkołakami. My jednak nie jesteśmy krwiożerczymi bestiami…
-A przynajmniej
po części.- Wtrącił radośnie niebieski.
-W prostym
tłumaczeniu. Na początku była wilczyca. Urodziła dwóch synów. Jeden był
Wilkiem, a drugi człowiekiem. Wilk, za sprawą mocy przemienić mógł się w
człowieka, a człowiek w wilka. Ich krew, płynie w niewielu ludziach i niewielu
wilkach. Nasze rody wymierają. Dlatego staramy się wychować choć jednego,
prawdziwego powierzyciela. Wybrańcem Marcusa została ta dziewczyna. Marcus i
my, jak pewnie zauważyłaś jesteśmy dziećmi Syna Klaima, narodzonego wilkiem.
Dziewczyna jednak jest dzieckiem Syna Makleia, narodzonego człowiekiem. Jej
darem będzie przemiana w wilka.
-Dlaczego
więc Marcus ją ugryzł?
-Jej krew
trzeba było aktywować.
-Ach.
Całkiem jak filmach.
-Tak.
-Chwila,
chwila. To co potem? Milena się przemieni i … Będzie nadal normalnie chodzić do
naszej szkoły? Czy będzie miała kwarantannę?
Milena i
kwarantanna?
To nie idzie
w parze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze motywują :)