czwartek, 28 maja 2015

66 Płatki



 I do czego doszłam?
Doszłam do tego, że użalanie się nad sobą to bezsensowna strata energii. Oni mogli jeszcze żyć! Do tej pory nie zobaczyłam jeszcze ani jednego śladu krwi czy walki. A jeśli żyją, to ja już wiem u kogo są. MUR sam zostawił mi zaproszenie. Tylko, że teraz nie mogę z niego skorzystać, bo naprawdę nie mam jak z nimi walczyć. Muszę się sprężyć, ogarnąć sprzęcior, jakiś ludzi, podszkolić się, nauczyć panować nad mutacją, nauczyć się o niej czegokolwiek. To trochę zajmie. Ale, ale! Jeśli oni żyją i ich już uratuję… kiedy ich uratuję, to wszystko wróci do normy sprzed JulkoŻycioApocalipsy więc o normalność też muszę zadbać. I chodzi mi tutaj o szkołę i o dom.
No więc, do dbania o dom potrzebna jest kasa. Moi rodzice mają uzbierane oszczędności, ja sama też, ale to za mało. Zresztą kasa potrzebna jest do wszystkiego. Trzeba by jakoś zarobić, nie? Ale o tym później, bo teraz muszę wracać do nauki. Jest niedziela, a ja mam do nadrobienia cały tydzień. W życiu chyba się tak nie namęczę!
Naukę skończyłam o dziesiątej w nocy i poszłam pod prysznic. W tym czasie o niczym nie myślałam. Pierwiastki, układy, wyżyny i inne takie poszły odpocząć. Wraz ze strumieniami ciepłej wody nuciłam sobie piosenkę Eda S. z „Hobbita”. Jutro będę musiała udawać normalną mocniej niż zwykle. Świat jest głupi! Raz daje ci piekielnie trudne wyzwania, a raz nudę. Co lepsze? Sama nie wiem.
Rano wpakowałam książki do torby, zgarnęłam bułkę z chlebaka i poleciałam na przystanek. Prawie zaspałam i przyznam się, że nawet dobrze mi zrobił pośpiech. Kierowcy powiedziałam dzień dobry, rzuciłam cześć do kolegów, usiadłam na moim zwykłym miejscu i prawie wczułam się w normalne życie. Prawie. Potem przyszła Ania i Milena i zaczęłyśmy gadać. Wygadały mi wszystkie najnowsze ploteczki i cały czas się chichrały. Jak wreszcie dojechaliśmy, to już nie wytrzymałam i wypaliłam:
-Co was tak śmieszy?           
-Jak to?- Spojrzały się na mnie zdziwione.
-Nie było mnie i …
-Racja!
-Trzeba jej powiedzieć. Powiedz jej Milka!- Ania dodawała przyjaciółce odwagi.
-No dobra! Nika mówiła, że masz chłopaka i to prawda! No spójrz na siebie! Łał!
-Whaaaaat?
-Oj! Ty nas już nie okłamuj. My wiemy, Julcia.
-Ale. Ale… What? A jak niby on ma na imię?- Kolejna głupia plotka.
-Nika mówi…
-… że Lex! Romantyczne imię!- I znowu zaczęły chichotać. A ja takie: what? Ale dlaczego… Acha. Pewnie z tego szoku Nika pamięta, że wydarzyło się całkiem co innego. Czytałam o tym w księgach od pani Michaliny. To normalne.
-Gdzie tam! Ja i chłopak?- Uśmiechnęłam się szczerze.
-Ale przecież widać jak promieniejesz!- Obie spojrzały na mnie lustrującym wzrokiem.
-Heh. Normalnie wypoczęłam dzięki tej chorobie, nie?
Całe szczęście na tym się skończyło. Reszta dnia była nudna jak flaki z olejem. No dobra, nie całkiem. W-F w tych czasach nudne nie są. Zajęcia artystyczne też nie. No chyba, że jesteś mną, bo mój najmniej nudny moment to była rozmowa z Włodkiem.
-Julka… Cześć.
-Hejo. Co tam? Z cyborgiem wszystko ok?
-Taaa. Wyłączony.
-Acha. Co dalej?
-Nic. Julka?
-Co?
-Sorry za tamto.
-No ok.
-Ej? Kto to był, ten gościu z tobą?
-Nie twój interes. Jest konserwator?
-Nie ma. Wziął chorobowe.
-Pewnie…
-Ty! Ale co się z tobą działo? Twoich też nie ma.
-Wiem. Wyjechali do sanatorium. Wrócą za tydzień.
-Nie zabrali cię?
-Mieli tylko pięć biletów. Mówi się trudno.
-Acha. Dobra…
-Wiesz co? To ja już pójdę, bo mi gimbus odjedzie. Na razie.
-No. Cześć.
Po tym wsiadłam do gimbusa. Prawie znowu zaczęłam płakać. To sanatorium, to chyba raczej w stylu więzienia.
W domu siedziałam sama z miską płatków w ręku oglądając jakieś durne programy.
Płatki są dobre.

1 komentarz:

  1. Znowu krótko napisze ...
    Jestem ciekawa jak będziesz zarabiać i jak weźmiesz się za MUR.
    Fakt ze ja o Ania uważamy ze lex to twój chłopak zgadza się z realiami ;)
    Włodek przeprosił ... Bardzo dobrze bo chyba by nie chciał żebym mu do dupy nakopsla ...
    To tyle. Odmeldowuję się kapitanie. Do jutra :*

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)