piątek, 22 maja 2015

60 Wybacz mi panie...



-Przepraszam, Panie, bo zgrzeszyłam…

 Wyszeptała i kopniakiem wyważyła drzwi.
Jeszcze chwilę temu wybuch skosił żołnierzy stojących przed drzwiami zostawiając wokół mokre, czerwone plamy. Ukradziony strażnikowi granat dobrze się sprawił, ale był tylko jeden. Resztę musiała załatwić sama.
Nie wiedziała co zobaczy w środku. You-kon mógł być całkowicie martwy, albo całkowicie rozradowany martwością Lexa.  Tak czy siak wiedziała, że będzie musiała wycelować i strzelić do odpowiedniej osoby. Przypadkowe straty nie były wliczone w cenę jej życia.
Świat zwolnił.
W powietrzu unosił się dym i odłamki drewna. Ze środka powiało chłodem.
Wystrzeliła do pierwszego żołnierza, którego zobaczyła. Kule weszły miękko w ciało. Szczęknął zamek karabinu. Ponownie nacisnęła spust. Ktoś wskoczył za przewrócony stół. Przejechała serią po dwóch mężczyznach stojących przed lustrem. Rozbite szkło poleciało na podłogę. Huknęły strzały i koło niej odpadł kawałek ściany. Upadła na podłogę obijając kolana, ale zdążyła jeszcze zabić kolejnego. Podczołgała się pod jakiś mebel. W gabinecie na pewno było jeszcze Lex, You-kon i jakiś żołnierz. Widziała go jak skakał za stół. Kula drasnęła jej ramię. Broń tamtego szczęknęła. Żołnierz musiał przeładować. W momencie kiedy on sięgał po magazynek ona złapała za drugi karabin i wyskoczyła zza zasłony wprost pod nogi tamtego. Zgięła palec i mózg żołnierza gangu rozbryznął się na ścianę, a ciało poleciało do tyłu. W momencie wstała na nogi i odskoczyła do tyłu. Nigdzie nie było Lexa i jej celu. Uspokoiła dudniące serce, wytarła twarz z krwi. Czas zaczął wracać do siebie. Ogarnęła wzrokiem miejsce walki. Kule były praktycznie w każdej z szarych ścian. Pod poprzewracanymi meblami leżeli martwi ludzie. Podłoga robiła się czerwona. Zadrżała. Nie mogła sobie pozwolić na porażkę, bo ta oznaczałaby cierpienie wielu ludzi.
Ci tutaj giną od kul.-Tłumaczyła sobie.- Szybko i bezboleśnie. Tamci będą cierpieć przez wieki.
Wychyliła się i rozglądnęła. Na końcu pokoju, zaraz przed szybą stało ogromne biurko. Przed nim leżała wywrócona kanapa i stół. Coś się tam poruszyło. Dziewczyna zdjęła z pleców trzecią broń i przewiesiła na ramię. Musiała się śpieszyć. Zamknęła oczy, wzięła głęboki wdech i wyszła zza mebla. Broń nacelowała i już miała nacisnąć spust kiedy poznała, że to Lexa właśnie by zastrzeliła. Zdjęła palec ze spustu, ale nie opuściła karabinu. Został jeszcze You-kon.
Najemnik podniósł ręce w geście poddania się. Nie był bardzo ranny, a tylko pobity.
-To ja. Nie strzelaj.- wychrypiał.
-Gdzie on jest?- Na jej pytanie fotel, który do tej pory stał tyłem odwrócił się przodem.
-Dobrze, że jesteś. Nie mogłem się już doczekać.- Postać siedząca w środku była You-konem we własnej osobie. Nie wydawał się być Chińczykiem, czy Japończykiem. Na sobie miał szary kombinezon, pod którym widocznie zarysowane miał mięśnie. Mocną, kwadratową szczękę okalał równa broda. Był łysy, ale na czaszce dobrze widoczne miał tatuaże, podobne do tych Lexa.
Dziewczyna nacelowała i prawie nacisnęła spust, ale najemnik stała ledwie na linii ognia i bała się, że go trafi. Nie była strzelcem wyborowym.
-Odsuń się.-Rzuciła do Lexa.
-Nie ruszaj się, synu, bo użyję glocka również na tobie.- You-kon spokojnie pomachał bronią tak, żeby dziewczyna również mogła to zobaczyć. Lex wykrzywił twarz w niesmaku. Julia powtórzyła słowa grubej ryby w myślach.
Synu?
Spróbowała zrobić krok w bok.
-Ty też się nie ruszaj, inaczej moje lasery przepołowią cię na pół.- Na potwierdzenie skrzyneczki przy suficie wyglądające jak zwykłe kamery zapikały ostrzegawczo.
Lasery? Jakie lasery?!
-Lex. Odsuń się.- Powiedziała do najemnika.
-Myślisz, że żartuję? Zero szacunku u tej młodzieży.- You-kon był prawdziwie zmartwiony tym, co powiedział. Swoje uczucia ukoił oddaniem strzału. Strzału, przez który stopa najemnika posiadała w sobie o jedną dziurę za dużo. Lex stęknął i upadł na podłogę.
-Kolejną kulkę wpakuję mu w mózg.
-Hm…
-O tak! Zastanawiaj się! Zastanów się czy jego życie  możesz poświęcić dla tych… nieludzi. Czy warto.
-Zastanawiam się, czy zdążysz przede mną.- Tak naprawdę zastanawiała się nad słowami You-kona. Nad tym, dlaczego powiedział do Lexa synu. Stwierdziła jednak, że to może być tylko głupi nawyk.
-Nie zrobisz tego.- Gruba ryba nagle się wyprostował i zdrętwiał.
-Dlaczego miałabym tego nie zrobić?
-Bo jeśli mnie zabijesz, włączy się automatyczny program samo destrukcji tego pokoju. Zginę ja, zginiesz ty i on. A po wszystkim, moi ludzie wybiorą następcę. Będą porywać, gwałcić i palić, a ty nie będziesz już mogła wybawić świata.-Dziewczyna spojrzała na Lexa. Kątem oka zauważyła, że najemnik zdołał zabrać broń martwemu żołnierzowi i leżał w odpowiedniej pozycji do skoku.
-Wiesz co, You-kon?
-Co?- Najemnik uśmiechnął się do trzymanej w ręce broni. Srebrna obudowa odbijała światło lamp.
-Kto powiedział, że ja chcę cię zabić…- Mężczyźnie zrzedła mina. Ona tylko się uśmiechnęła. Uśmiechała się w ciąż nawet, kiedy dłoń tamtego z cichym plaskiem odleciała do tyłu. Strzał był perfekcyjny. Dziewczyna pozbawiła You-kona władzy w dłoni z bronią, dając najemnikowi szansę do ucieczki, którą on oczywiście wykorzystał. Wyskoczyli z gabinetu wraz z wrzaskiem szaleńca. Julia odrzuciła karabin z ostatnim pociskiem w komorze i w biegu sięgnęła po kolejny. Pędzili korytarzem byle dalej od pokoju śmierci. Przy trzecim zakręcie tynk przed nimi odpadł od strzałów. Partnerzy odwdzięczyli się krótką, celną salwą.
-Pokój nr100!-Julka krzyknęła do niego i popędziła przodem. W drodze stoczyli jeszcze dwie krótkie potyczki z uzbrojonymi, a jednak pod drzwi dotarli cali. Wskoczyli do środka. Dziewczyna usiadła na ziemi. Cała się trzęsła.
-To było wspaniałe, złotko. Wspaniałe!- Lex poklepał ją po ramieniu. Dziewczyna oddychała z trudem.
-Jeszcze nigdy… Hm…- Głowę zaprzątały jej nieciekawe myśli. Nagle pojawiła się wśród nich wyostrzona kreska. „Oni zaraz tu będą”. Tak, brzmiała dosłownie.
-Tak?- Najemnik wyszczerzył zęby. Dla niego takie akcje były chlebem powszednim.
-Oni zaraz tu będą. Nie damy rady zniszczyć You-kona… Trzeba stąd uciec. Teraz już wiem, co mam zrobić. Bierzemy Nikę i spadamy stąd. Potem pokażesz mi…
-Julia?- Sprzymierzeńcy odwrócili się gwałtownie. Za nimi stała zgarbiona dziewczyna w szpitalnej koszuli. Na widok uniesionej broni istotka skuliła się w sobie.
-Nika… To ja. Już dobrze. Już dobrze. Jesteś uratowana.- Julka podeszła do przyjaciółki i mocno ją uścisnęła. Uratowana zaczęła pochlipywać.
-To jest ta piękność, za którą tak się uganiamy?- Lex wstał z ziemi.
-Tak. To jest ta piękność.- W oczach Julii wezbrały łzy. Za to jej przyjaciółka otarła już swoje rękawem, a na widok najemnika poprawiła kasztanowe włosy.
-Nic się nie martw. Lex zabierze cię do domu.
-L..lex?
-Tak. Ten pacan z irokezem.
-A-acha.
-Ja? Pacan? Ja tu wszystkich rozgromiłem, słonko!- Najemnik ożywił się na wzmiankę o nim.
-Pewnie.- Julka zgasiła go karcącym spojrzeniem.
Za szybą coś zaczęło się dziać. Ludzie na dole biegali we wszystkie strony. Było zdecydowanie więcej naukowców.
-Zwijamy się.- Sprzymierzeńcy powiedzieli jednocześnie.
-Niko, ciebie osłaniać będzie Lex, więc jego się trzymaj. Rozumiesz?
-T-tak.
-Dobrze. Lex, w którą stronę jest wyjście?
-Za mną.- Powiedział najemnik i wyszedł na korytarz. Za nim dreptała skulona Nika, a na końcu Julka. Po prawej usłyszeli nawoływania szturmowców. Zaczęli biec. Co chwila na drodze spotykali wrogów, ale jakoś sobie z nimi radzili.
To nie jest gra.
Julka wyprzedziła najemnika i ustawiła się wzdłuż ściany. Jak tylko się odwróciła, musiała nacisnąć spust, bo na korytarzu stało dwóch strażników. Pierwszy oberwał w ramię, drugi w tors. Lex dołożył swoich kul. Drogę mieli wolną. Po zaledwie dziesięciu metrach musieli znowu rzucić się za załom, bo na drogę wystąpił prawdziwy kolos. Mężczyzna grubo ponad dwa metry, łysy, nogi jak drzewa, pięści jak cegły. W rękach trzymał CKM.
-Kurwa!- Julka usłyszała westchnienie Lexa za sobą. Zmierzyła w wyobraźni ich szanse. Zero. Trzeba było zrobić coś innego.
-Nika?- Spojrzała na nią smutno.

2 komentarze:

  1. Juliet w akcji! No podoba mi się to! Masz trzy razy tak przechodzisz dalej xd Odnalazłaś Nike! No tego się nie spodziewałam! Czyżby Lex i Nika? Nie.. Lex i słonko.. Tak :3 Jak wiesz nie umiem zbytnio pisać kom dlatego tego nie robię, ale Twoja opowieść się coraz bardziej rozkręca.. Ten dreszczyk emocji :3 musiałam coś dodać xd
    Weny! Pozdrawiam! Ściskam :3 czekam na :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Aniołku!
      Całuski i do przeczytania :*
      XD

      Usuń

Komentarze motywują :)