-Przepraszam,
Panie, bo zgrzeszyłam…
Wyszeptała i kopniakiem wyważyła drzwi.
Jeszcze
chwilę temu wybuch skosił żołnierzy stojących przed drzwiami zostawiając wokół
mokre, czerwone plamy. Ukradziony strażnikowi granat dobrze się sprawił, ale
był tylko jeden. Resztę musiała załatwić sama.
Nie
wiedziała co zobaczy w środku. You-kon mógł być całkowicie martwy, albo
całkowicie rozradowany martwością Lexa.
Tak czy siak wiedziała, że będzie musiała wycelować i strzelić do
odpowiedniej osoby. Przypadkowe straty nie były wliczone w cenę jej życia.
Świat
zwolnił.
W powietrzu
unosił się dym i odłamki drewna. Ze środka powiało chłodem.
Wystrzeliła
do pierwszego żołnierza, którego zobaczyła. Kule weszły miękko w ciało.
Szczęknął zamek karabinu. Ponownie nacisnęła spust. Ktoś wskoczył za
przewrócony stół. Przejechała serią po dwóch mężczyznach stojących przed
lustrem. Rozbite szkło poleciało na podłogę. Huknęły strzały i koło niej odpadł
kawałek ściany. Upadła na podłogę obijając kolana, ale zdążyła jeszcze zabić
kolejnego. Podczołgała się pod jakiś mebel. W gabinecie na pewno było jeszcze
Lex, You-kon i jakiś żołnierz. Widziała go jak skakał za stół. Kula drasnęła
jej ramię. Broń tamtego szczęknęła. Żołnierz musiał przeładować. W momencie
kiedy on sięgał po magazynek ona złapała za drugi karabin i wyskoczyła zza
zasłony wprost pod nogi tamtego. Zgięła palec i mózg żołnierza gangu rozbryznął
się na ścianę, a ciało poleciało do tyłu. W momencie wstała na nogi i
odskoczyła do tyłu. Nigdzie nie było Lexa i jej celu. Uspokoiła dudniące serce,
wytarła twarz z krwi. Czas zaczął wracać do siebie. Ogarnęła wzrokiem miejsce
walki. Kule były praktycznie w każdej z szarych ścian. Pod poprzewracanymi
meblami leżeli martwi ludzie. Podłoga robiła się czerwona. Zadrżała. Nie mogła
sobie pozwolić na porażkę, bo ta oznaczałaby cierpienie wielu ludzi.
Ci tutaj giną od kul.-Tłumaczyła sobie.- Szybko i bezboleśnie. Tamci będą cierpieć
przez wieki.
Wychyliła
się i rozglądnęła. Na końcu pokoju, zaraz przed szybą stało ogromne biurko.
Przed nim leżała wywrócona kanapa i stół. Coś się tam poruszyło. Dziewczyna
zdjęła z pleców trzecią broń i przewiesiła na ramię. Musiała się śpieszyć. Zamknęła
oczy, wzięła głęboki wdech i wyszła zza mebla. Broń nacelowała i już miała
nacisnąć spust kiedy poznała, że to Lexa właśnie by zastrzeliła. Zdjęła palec
ze spustu, ale nie opuściła karabinu. Został jeszcze You-kon.
Najemnik
podniósł ręce w geście poddania się. Nie był bardzo ranny, a tylko pobity.
-To ja. Nie
strzelaj.- wychrypiał.
-Gdzie on
jest?- Na jej pytanie fotel, który do tej pory stał tyłem odwrócił się przodem.
-Dobrze, że
jesteś. Nie mogłem się już doczekać.- Postać siedząca w środku była You-konem
we własnej osobie. Nie wydawał się być Chińczykiem, czy Japończykiem. Na sobie
miał szary kombinezon, pod którym widocznie zarysowane miał mięśnie. Mocną,
kwadratową szczękę okalał równa broda. Był łysy, ale na czaszce dobrze widoczne
miał tatuaże, podobne do tych Lexa.
Dziewczyna
nacelowała i prawie nacisnęła spust, ale najemnik stała ledwie na linii ognia i
bała się, że go trafi. Nie była strzelcem wyborowym.
-Odsuń
się.-Rzuciła do Lexa.
-Nie ruszaj
się, synu, bo użyję glocka również na tobie.- You-kon spokojnie pomachał bronią
tak, żeby dziewczyna również mogła to zobaczyć. Lex wykrzywił twarz w niesmaku.
Julia powtórzyła słowa grubej ryby w myślach.
Synu?
Spróbowała
zrobić krok w bok.
-Ty też się
nie ruszaj, inaczej moje lasery przepołowią cię na pół.- Na potwierdzenie
skrzyneczki przy suficie wyglądające jak zwykłe kamery zapikały ostrzegawczo.
Lasery? Jakie lasery?!
-Lex. Odsuń
się.- Powiedziała do najemnika.
-Myślisz, że
żartuję? Zero szacunku u tej młodzieży.- You-kon był prawdziwie zmartwiony tym,
co powiedział. Swoje uczucia ukoił oddaniem strzału. Strzału, przez który stopa
najemnika posiadała w sobie o jedną dziurę za dużo. Lex stęknął i upadł na
podłogę.
-Kolejną
kulkę wpakuję mu w mózg.
-Hm…
-O tak!
Zastanawiaj się! Zastanów się czy jego życie
możesz poświęcić dla tych… nieludzi. Czy warto.
-Zastanawiam
się, czy zdążysz przede mną.- Tak naprawdę zastanawiała się nad słowami
You-kona. Nad tym, dlaczego powiedział do Lexa synu. Stwierdziła jednak, że to
może być tylko głupi nawyk.
-Nie zrobisz
tego.- Gruba ryba nagle się wyprostował i zdrętwiał.
-Dlaczego
miałabym tego nie zrobić?
-Bo jeśli
mnie zabijesz, włączy się automatyczny program samo destrukcji tego pokoju.
Zginę ja, zginiesz ty i on. A po wszystkim, moi ludzie wybiorą następcę. Będą
porywać, gwałcić i palić, a ty nie będziesz już mogła wybawić świata.-Dziewczyna
spojrzała na Lexa. Kątem oka zauważyła, że najemnik zdołał zabrać broń martwemu
żołnierzowi i leżał w odpowiedniej pozycji do skoku.
-Wiesz co,
You-kon?
-Co?-
Najemnik uśmiechnął się do trzymanej w ręce broni. Srebrna obudowa odbijała
światło lamp.
-Kto
powiedział, że ja chcę cię zabić…- Mężczyźnie zrzedła mina. Ona tylko się
uśmiechnęła. Uśmiechała się w ciąż nawet, kiedy dłoń tamtego z cichym plaskiem
odleciała do tyłu. Strzał był perfekcyjny. Dziewczyna pozbawiła You-kona władzy
w dłoni z bronią, dając najemnikowi szansę do ucieczki, którą on oczywiście
wykorzystał. Wyskoczyli z gabinetu wraz z wrzaskiem szaleńca. Julia odrzuciła
karabin z ostatnim pociskiem w komorze i w biegu sięgnęła po kolejny. Pędzili
korytarzem byle dalej od pokoju śmierci. Przy trzecim zakręcie tynk przed nimi
odpadł od strzałów. Partnerzy odwdzięczyli się krótką, celną salwą.
-Pokój
nr100!-Julka krzyknęła do niego i popędziła przodem. W drodze stoczyli jeszcze
dwie krótkie potyczki z uzbrojonymi, a jednak pod drzwi dotarli cali. Wskoczyli
do środka. Dziewczyna usiadła na ziemi. Cała się trzęsła.
-To było
wspaniałe, złotko. Wspaniałe!- Lex poklepał ją po ramieniu. Dziewczyna
oddychała z trudem.
-Jeszcze
nigdy… Hm…- Głowę zaprzątały jej nieciekawe myśli. Nagle pojawiła się wśród
nich wyostrzona kreska. „Oni zaraz tu będą”. Tak, brzmiała dosłownie.
-Tak?-
Najemnik wyszczerzył zęby. Dla niego takie akcje były chlebem powszednim.
-Oni zaraz
tu będą. Nie damy rady zniszczyć You-kona… Trzeba stąd uciec. Teraz już wiem,
co mam zrobić. Bierzemy Nikę i spadamy stąd. Potem pokażesz mi…
-Julia?-
Sprzymierzeńcy odwrócili się gwałtownie. Za nimi stała zgarbiona dziewczyna w
szpitalnej koszuli. Na widok uniesionej broni istotka skuliła się w sobie.
-Nika… To
ja. Już dobrze. Już dobrze. Jesteś uratowana.- Julka podeszła do przyjaciółki i
mocno ją uścisnęła. Uratowana zaczęła pochlipywać.
-To jest ta
piękność, za którą tak się uganiamy?- Lex wstał z ziemi.
-Tak. To
jest ta piękność.- W oczach Julii wezbrały łzy. Za to jej przyjaciółka otarła
już swoje rękawem, a na widok najemnika poprawiła kasztanowe włosy.
-Nic się nie
martw. Lex zabierze cię do domu.
-L..lex?
-Tak. Ten
pacan z irokezem.
-A-acha.
-Ja? Pacan?
Ja tu wszystkich rozgromiłem, słonko!- Najemnik ożywił się na wzmiankę o nim.
-Pewnie.-
Julka zgasiła go karcącym spojrzeniem.
Za szybą coś
zaczęło się dziać. Ludzie na dole biegali we wszystkie strony. Było
zdecydowanie więcej naukowców.
-Zwijamy
się.- Sprzymierzeńcy powiedzieli jednocześnie.
-Niko,
ciebie osłaniać będzie Lex, więc jego się trzymaj. Rozumiesz?
-T-tak.
-Dobrze.
Lex, w którą stronę jest wyjście?
-Za mną.-
Powiedział najemnik i wyszedł na korytarz. Za nim dreptała skulona Nika, a na
końcu Julka. Po prawej usłyszeli nawoływania szturmowców. Zaczęli biec. Co
chwila na drodze spotykali wrogów, ale jakoś sobie z nimi radzili.
To nie jest gra.
Julka
wyprzedziła najemnika i ustawiła się wzdłuż ściany. Jak tylko się odwróciła,
musiała nacisnąć spust, bo na korytarzu stało dwóch strażników. Pierwszy
oberwał w ramię, drugi w tors. Lex dołożył swoich kul. Drogę mieli wolną. Po
zaledwie dziesięciu metrach musieli znowu rzucić się za załom, bo na drogę
wystąpił prawdziwy kolos. Mężczyzna grubo ponad dwa metry, łysy, nogi jak
drzewa, pięści jak cegły. W rękach trzymał CKM.
-Kurwa!- Julka
usłyszała westchnienie Lexa za sobą. Zmierzyła w wyobraźni ich szanse. Zero.
Trzeba było zrobić coś innego.
-Nika?- Spojrzała
na nią smutno.
Juliet w akcji! No podoba mi się to! Masz trzy razy tak przechodzisz dalej xd Odnalazłaś Nike! No tego się nie spodziewałam! Czyżby Lex i Nika? Nie.. Lex i słonko.. Tak :3 Jak wiesz nie umiem zbytnio pisać kom dlatego tego nie robię, ale Twoja opowieść się coraz bardziej rozkręca.. Ten dreszczyk emocji :3 musiałam coś dodać xd
OdpowiedzUsuńWeny! Pozdrawiam! Ściskam :3 czekam na :*
Dzięki Aniołku!
UsuńCałuski i do przeczytania :*
XD