Jessica
wcisnęła mi do ręki shake ze Sturbucksa.
Pierwszy mi
nie posmakował i od razu go wywaliłam, ale ona uparła się żebym spróbowała
drugiego, bo to jej ulubiony smak.
-No dobra.
Ale kolejnego nie wypiję!
-Ok. Tylko
spróbuj- blondynka była strasznie wszystkim podekscytowana.
Mówiła
prawie cały czas, śmiała się i wierciła w miejscu. Świetnie odgrywała swoją
rolę, a ja razem z nią. Jej dobry humor mi się udzielił i obydwie szalałyśmy
pomiędzy wieszakami z ciuchami, choć i tak niczego nie zamierzałyśmy kupić.
Byłyśmy w Krakowie od wczesnego ranka, ale nasz cel nadal się nie pokazał. To
chyba była nasza ostatnia szansa, bo i ja wyczułam lekką presję otoczenia. Do
Jessicy parę razy ktoś zadzwonił, ale ona nic nie mogła mi powiedzieć, jeśli
cała akcja miała wyjść naturalnie. Czyli, że ogólnie to ja byłam najbardziej
podenerwowana na początku, bo oni wszystko wiedzieli, a ja nie. Całkiem jak z
Konradem. A właśnie! Rano Ania do mnie zadzwoniła, bo dowiedziała się czegoś
całkiem ciekawego o Konradzie. Ponoć nie jestem pierwszą dziewczyną z klasy, do
której w ten sposób zarywa. Porzucił jeszcze parę koleżanek najpierw dając im
nadzieję. Fajnie. Bardzo fajnie. I teraz czuję się, jakby ktoś mnie
wykorzystał. Gorzej! Jakbym sama dała się wykorzystać. Ech.
Szłam sobie
właśnie z tym głupim, truskawkowym shakem, kiedy nagle zorientowałam się, że
agentki nie ma obok. Zostawiła mnie samą na środku pasażu pełnego ludzi. Gdzieś
po prawej była jakaś restauracja. Czyli
znajdowałam się w północnej części budynku. Stanęłam na środku jak głupek i
oglądnęłam się dookoła. Nigdzie jej nie było. Jakby zapadła się pod ziemię.
Sprawdziłam telefon. Dostałam sms`a dokładnie kiedy zaczęłam iść w stronę
części ze sklepami sportowymi, do której zmierzałyśmy.
„Nie
odwracaj się i idź przed sb! ;b”
-Czy ona
sobie żartuje…
I bach! Moje
chodzenie z oczami przyklejonymi do ekranu telefonu nigdy nie kończy się
dobrze. Czyżbym już drugi raz na kogoś wpadła? Szkoda tylko, że tym razem byłam
ubrana w fajne (jak nie odjazdowe!) rzeczy z mojej szafy. Obcisła granatowa
spódnica w kolorowe wzory, croptop odsłaniający brzuch, dżinsowa kurtka i nowe,
czarne martensy. Wszystko to zalane truskawkowym shakem Jessicy. No wielkie
dzięki!
-Uważaj jak…
eee… Charlotte?
Podniosłam
wzrok i zobaczyłam osłupiałego ze zdziwienia Jonathana. Jego mina coraz
bardziej się zmieniała kiedy podążał wzrokiem od moich stóp… wyżej. Po chwili
wyglądał tak, jakby chciał się na mnie rzucić i zlizać ze mnie truskawki.
-Oczy mam
wyżej- uśmiechnęłam się zadziornie.
-Tak.
Przepraszam… - zażenowany i poczerwieniały na twarzy odwrócił wzrok
przeczesując włosy.
-Nie
szkodzi- odpowiedziałam.
-Po prostu
jesteś przeze mnie cała w... w… czy to jest shake?
-Taa. To był
shake. To niesamowite, że na siebie wpadliśmy! A pomyśleć, że jeszcze rano
przekonywałam Amandę do zostania w mieszkaniu.
-Też nie
mogę w to uwierzyć…
-Charli!
Charli! Co się stało? Jak ty wyglądasz?!- w naszą stronę pędziła Jessica (aka
Amanda). Rzuciła się między nas, odepchnęła wściekle chłopaka i zaczęła
lamentować nad moim wyglądem.
-To nic
takiego… On nie chciał… Naprawdę. No już, daj spokój. To tylko ciuchy!
-Tylko
ciuchy? Tylko ciuchy?! Dziewczyno! Ty dla niego rozum straciłaś!- agentka
wymachnęła sklepową torbą celując w chłopaka, ale chybiła.
Naburmuszona
złapała mnie pod ramię i zaczęła gdzieś prowadzić.
-Nie mogę ci
na to pozwolić. Tak nie może być! Żeby jakiś palant ci w głowie mieszał! Spójrz
na siebie! Wszystko się lepi!
Chłopak
próbował nas zatrzymać ale Amanda pędziła jak szalona, a jego protesty na nic
się zdały, bo w pewnym momencie wysunęła mu w twarz tak potężną wiązanką
przezwisk, że nawet ja mlasnęłam z niesmakiem. Na siłę wepchnęła mnie do środka
samochodu i trzasnęła drzwiami. Nasze spotkanie jednak nie mogło się na tym
skończyć i zanim odjechałyśmy zdążyłam podać mu swój numer, który miałam
nadzieję, że zapamięta.
Kiedy
odjechałyśmy już wystarczająco daleko Jessica całkowicie się zmieniła. Nagle
zdjęła maskę, a wyglądało to okropnie! Uśmiech zdarty wściekłym grymasem,
zmęczone oczy i jakby… jakby nagle ktoś jej wyjął kości z twarzy. Jakby jej
ktoś całą twarz zdjął, wyprasował i powiesił na wieszak! Mnie też zrzedła mina.
Nie takiej reakcji z jej strony oczekiwałam, bo przecież wyszło dobrze.
-Co jest?-
spytałam już nie licząc na pochwałę.
Nie
odpowiedziała. Kierowca spojrzał na nią i zasunął oddzielająca nas szybę. Do
końca drogi rozważałam co złego mogło się stać, ale nie potrafiłam nic
wymyślić. Tzn. potrafiłam, tyle że to było raczej nieprawdopodobne to zdarzenia
się. Nikt nie odezwał się do momentu wejścia do bazy-restauracji. Agent, który
był także kierowcą zamknął za nami drzwi i zaciągnął żaluzje. Powiem szczerze,
że nagle poczułam się trochę nieswojo. Goryl stanął przy drzwiach, a dwóch
innych wyszło z zaplecza i wszyscy wyczekująco na nas nie patrzyli. Jessica
oklapła na krzesło przy najbliższym stole i oparła twarz na dłoniach.
Nie miałam
ochoty po raz kolejny się pytać, czy coś się stało. Ona i Lex zachowywali się
tak, jakby się czegoś bali. Traktowali mnie również jak dziecko i jakąś
laleczkę do pomiatania. A miałam wrażenie, że do tego wokół dzieję się coś
niesłychanie ważnego, o czym nikt mi nie mówi.
-Siadaj-
polecenie w ustach agentki było suche i ostre.
-Nie.
Zacisnęłam
zęby. Nieokazywanie uczuć jest trudne. Kobieta spojrzała na mnie, jakby miała
mnie rozszarpać. Normalnie pewnie by to zrobiła, ale jej szef mnie zatrudnił, a
ona przecież też ma wykonywać polecenia. Zaklęłam w duchu, bo sytuacja robiła
się trudna.
-Nie
ogarniam. Czy coś się stało?- zapytałam najbardziej bezwiednie jak potrafiłam,
żeby tylko nie pokazać, iż właśnie „przeliczam” sytuację.
-To jest…
tajne- odrzekła tamta.
-Acha. No to
mów- przysunęłam sobie krzesło.
Kobieta
zmierzyła mnie wzrokiem. Musiała mnie bardzo nienawidzić.
-Przecież
jestem w drużynie, prawda? Szef podpisał kontrakt. Musisz mi powiedzieć.
Inaczej… inaczej nie będę już więcej waszym najemnikiem.
Wstrzymałam
oddech.
-Szef
spotkał się z J. Meklerem aby podpisać umowę podziału udziałów w firmie X.
Okazało się, że głównym celem tego spotkania było dokonanie zakupu informacji,
o Charlotte Blank.
-W skrócie?
-Kurwa! Czy
ty niczego nie rozumiesz?- agentka robiła się coraz bardziej zła.
Dla niej
byłam teraz jak przedszkolak na torze gokartowym. Niebezpieczne połączenie. Kobieta
zaczęła mi tłumaczyć zawiłości polityczne gangów i resztę bzdur.
-Szef
podpisał umowę podziałową…
-Stop! Stop!
Przestań. Czekaj.
Kiedy
Jessica zamilkła ja zamknęłam oczy i się zastanowiłam. Nie było dobrze. Jeśli
Lex dostał zlecenie na mnie, to znaczy, że za trudno mnie znaleźć co oznacza,
że Mekler zaczyna coś podejrzewać. A jeśli tak, to ja nie umiem go z podejrzeń
wyciągnąć. A jeśli tak, to trzeba się z planem na maksa uwinąć, bo inaczej z
odzyskania danych nici.
-Nie mów mi
nic więcej. To co Lex robi z politycznym półświatkiem nie jest moją sprawą, a
przede wszystkim nie jest sprawą Charlotte. Rozumiesz?
Agentka
gapiła się na mnie zmęczonym, tępym wzrokiem.
-Do czego
zmierzasz?
-Umówię się
z Jonathanem na jutro, u niego na chacie. Nie ma już żadnych podchodów, ani
nic. Dajcie mi taki sprzęt, którym uda mi się zgarnąć dane. Jedno podejście,
wszystko albo nic.
-Niewykonalne.
Wiązałoby się to z twoim zdemaskowaniem.
-Prawdopodobnie.
Ale, ale! Tutaj wkracza Szefuncio. Mój drogi zleceniodawca jest uroczym
wariatem, prawda? No to niech się wreszcie do czegoś przyda! Podpisał umowę z
Meklerem, to niech go jeszcze zapewni, że jakby tamten miał jakąś brudzącą
rączki sprawę, to on wszystko może załatwić. W ramach współpracy, że tak
powiem- uśmiechnęłam się do agentki.
Tamta
myślała nad czymś gorączkowo i po chwili znowu zmienił jej się wyraz twarzy.
Znowu była starym, ponurym agentem w akcji. Babka goryl jak ta lala! Kobieta bez
słowa odeszła od stołu i poszła na zaplecze. Wiedziałam, że już nie wróci, że
właśnie załatwia sprawy jutrzejszego dnia. Odetchnęłam z ulgą i nagle mój wzrok
padł na agenta przy drzwiach. Zwykle ci goście nie rzucali się w ogóle w oczy.
Stali tylko jak posągi i nic nie robili, nawet się nie poruszali. Ten za to
patrzył się na mnie, a jak ja na niego zerknęłam to migiem wrócił do zwyczajnej
postawy.
-Co jest
Zdzisiu? Jak tam dzieci?- wstałam i zaczęłam iść w jego stronę.- Strasznie tu
duszno, prawda? A wiedziałeś, że ostatnio modne są botki? Wiesz ty w ogóle co
to są botki? No. Ja też nie.
Stanęłam
naprzeciw niego. Żaden mięsień nawet nie drgnął. Zastanowiłam się dlaczego się
na mnie patrzył i zrozumiałam, że przecież nadal mam na sobie utytłane w
truskawkach ciuchy.
-Kurde. Masz
rację, Zdzisiu. Przydałoby się to zmyć. Gdzie jest toaleta?
Goryl
mechanicznie wskazał kierunek.
-Dzięki.
Fajny z ciebie garniturzasty- puściłam mu oczko i poszłam się wreszcie umyć.
Niby miałam
w „bazie” ubrań pod dostatkiem, ale tam siedziała teraz Jessica i nie chciałam
jej przeszkadzać. Włożyłam ciuchy pod wodę, ale po pół godzinie szorowania
nadal miały na sobie widoczne i lepkie plamy.
-Z czego oni
robią to cholerstwo? I ja miałam to wypić… Ugh!
Wystawiłam
głowę na korytarz.
-Hej! Kolego
Zdzisia! Taa. Do ciebie mówię. Bądź tak dobry i przynieś mi proszę czyste
ubrania, dobrze? W stalowej szafie, wiesz gdzie? Ok. Na… trzeciej półce od góry
powinno coś leżeć. Weź pierwsze z brzegu. Dzięki!
Mężczyzna w
garniturze rozważył czy wykonać polecenie, czy nie. Niby przede mną nie
odpowiadał, ale jednak podjął się zadania i po chwili przyniósł mi to, o co
prosiłam.
-Wielkie
dzięki, Stasiek- uśmiechnęłam się do niego.
Może i był
twardo szczęki i bez uczuć, ale to nie znaczyło, że miałam być wobec niego nie
miła. Przebrałam się w końcu i wyszłam z łazienki. Goryli nigdzie nie było.
Poszłam na zaplecze. W kuchni było głośno. Weszłam do środka akurat w momencie,
w którym Jessica kończyła rozmowę z szefem.
-O. Hi Boss!
Widzę, że Szef nie w humorze. Jakieś komplikacje?
Jak gdyby
nigdy nic wskoczyłam na blat stołu pozwalając Jessice po raz kolejny wściekle
się na mnie gapić. Oj, wściekła to ona była! Lex natomiast nagle jakby się
uspokoił. Nie wiem o czym dokładnie rozmawiali, ale oby nie o zwolnieniu mnie…
XD
-Ty za to
się chyba świetnie bawisz, Księżniczko- powiedział.
Miał na
sobie szary garnitur i czerwony krawat wyglądający jak jęzor smoka.
-Tak sobie.
Jonathan to straszny nudziarz.
-Ty za to
jesteś bardzo rozrywkowa- w jego głosie słychać było ironię.
-Ostatnim
razem nie narzekałeś- puściłam mu oczko i przybrałam poważną minę.- To co
robimy?
-Szef uważa,
że…- zaczęła Jessica, ale Lex od razu jej przerwał.
-Potrafię
mówić za siebie. Zostaw nas samych.
Kiedy
kobieta wreszcie zamknęła za sobą drzwi, Lex znów wydał mi się sztuczny i
szorstki.
Zdałam sobie
sprawę, że przy wydarzeniach z Krausem i MUR`em byliśmy bardzo blisko siebie, a
potem… on dowiedział się o mojej mutanckości i się mnie wystraszył (jeśli nie
zaczął się mną brzydzić) i wszystko się skończyło. Do teraz. Przynajmniej
powinno, prawda? Znowu musieliśmy razem rozkminiać jak przeżyć. Chociaż…
przecież ja go nie znam! Nie mogę myśleć o człowieku, o którym nic nie wiem, bo
mogę się przez to bardzo mocno pomylić.
Tym razem
nie udało mi się zakryć przemyśleń i musiałam odwrócić wzrok kiedy na mnie
spojrzał. Zrobiło mi się trochę głupio. Zrozumiałam coś jeszcze. Z
przyjemnością wykonywałam polecenia człowieka, który chciał zabić mojego brata.
Otrząsnęłam
się i zacisnęłam zęby.
-A więc?
Plan.
-Tak…
Pierwszy raz mogę powiedzieć, że twój pomysł jest nawet dobry.
-Wcale nie!
Ty chyba zapomniałeś dzięki komu dostaliśmy się na bazę tych zbirów z zachodu.
-Nie
wracajmy do przeszłości.
-Jak chcesz.
Ja i tak nie zapomnę o martensach, które jesteś mi winien.
Najemnik
poprawił krawat i przeczesał włosy. Swoją drogą, ciekawe co się stało z jego
tatuażami? Nie, no. Nie przyglądam mu się za bardzo, ale czy on czasami nie
miał ich jeszcze w kościele? Nie? To może mi się przewidziało.
-Jeszcze
dzisiaj moi ludzie dostarczą ci urządzenia i nowe szkice działania.
-Acha. A te
u rządzenia, to będą miały instrukcje obsługi? Bo ja to raczej nie zakumam w
jeden wieczór jak ich używać.
-Polecę
chłopakom żeby ci specjalnie strzałeczki narysowali.
-Dziękuję.
To wszystko?
Zeskoczyłam
z blatu poprawiając pomarańczową koszulę. Tego koloru nie za bardzo lubię, ale
z szarymi rurkami był nawet do zniesienia.
-Nie. Raport
z wydarzeń i działań.
-Co? Jessica
jest na bieżąco. Ją poproś. No chyba, że chcesz żebym ci wszystko spisała?-
spojrzałam na niego pytająco.
Nie
sądziłam, że będzie tego wymagał.
-Chciałbym
usłyszeć od ciebie bezpośrednie sprawozdanie. Teraz.
-Muszę?
Przecież ona zawsze ze mną była! A jak nie, to ja jej już wszystko
opowiedziałam- załkałam.
Niestety zleceniodawca
był nieugięty.
Opowiedziałam
mu w skrócie co i jak, ale nie do końca był usatysfakcjonowany. Nie pytał
jednak, bo widać nie umiał, a ja się z tego cieszyłam.
-Dobra. To
może teraz przedstawisz mi pokrótce ten nowy plan?
Najemnik
ledwo drgnął, ale jednak! O coś mu chodziło. Jakby miał drzazgę w dłoni, ale
nie potrafił poprosić o wyciągnięcie jej. Ciekawe…
-Umówisz się
z Meklerem na jutro wieczorem. On straci czujność, a ty dostaniesz się do
gabinetu jego ojca. Tam podłączysz się pod główną bazę danych i prześlesz
potrzebne nam informacje na Clouda. Po tym kontynuujesz spotkanie, a następnego
dnia nie będziesz już istnieć.
Powiedział
to bardzo rzeczowo i sensownie, ale nie mogłam nie wtrącić swoich trzech
groszy.
-Ajć. A co
rozumiesz przez straci czujność? Kolejny raz użyczysz mi swojego magicznego
specyfiku dla starych panien? Tylko, że w wydaniu „uśpij go i ucałuj”?
-Nie wiem o
czym mówisz- szczerze się zdziwił.
-Mam na
myśli ten magic potion, który dolaliście Jonathanowi do szampana na balu.
-Pierwsze
słyszę- kiedy to powiedział i ja się zdziwiłam.
Po co
kłamał? Przecież widział, że ja już wiem prawdę.
-Jessica
powiedziała mi o tym w limuzynie, kiedy jechałyśmy na przyjęcie. Mówiła, że nie
pokładasz we mnie zbyt dużych nadziei i dla własnego bezpieczeństwa pomagasz mi
wykonać misję. Nie mów, że nie… Nie
możliwe… To w takim razie… eee… Nie ważne! Może mi się coś ubzdurało. Masz
rację, to raczej nie prawdopodobne.
Szok
próbowałam zakryć słowami, a i tak skrępowałam się widząc jego zaskoczoną minę.
-Zawołam Je…
-Nie
trzeba!- przerwałam mu. –Tak mi się pewnie wydawało, bo byłam zestresowana. Na
serio. Czasami jest ze mnie niezły wariat…
-Dobrze…-
nie był przekonany, ale odpuścił.
Ja natomiast
nie. Musiałam się dowiedzieć, co było prawdą. Może Lex po prostu bardzo nie
chciał, żebym się dowiedziała, że mi pomógł, a może on wcale tego nie zrobił.
Kolejna sprawa do załatwienia. Trzeba będzie wystarczająco szybko pogadać z
agentką, żeby się czegokolwiek dowiedzieć przed najemnikiem.
-No to
jeszcze jedno. Jak to zniknę? Przecież nie mogę nagle wyjechać, ani nic. To
raczej nie możliwe i jeszcze by się czegoś domyślili. Macie dla tego jakąś
historyjkę?
-Tak.
Wszystko jest już przygotowane.
-To super.
Mogę już iść?
Na to zdanie
z Blondasiem stało się coś dziwnego. Jakby chciał wrócić do dawnego bycia
aroganckim dupkiem, ale nie mógł, bo musiał kogoś udawać. Ten gość miał nawet
większe problemy ze sobą niż ja! Nie odpowiedział tylko patrzył mi w oczy jakby
czegoś chciał, ale nie chciał.
-To cześć-
westchnęłam, uśmiechnęłam się lekko i wyszłam zostawiając go samego.
Zaraz za
drzwiami napotkałam Jessicę, która wyjątkowo czegoś ode mnie chciała, ale nie
pozwoliłam jej nawet pisnąć od razu łapiąc ja za nadgarstek i ciągnąc za sobą
do wyjścia. Nie próbowała się wyrywać. Skruszyłabym jej kości, gdyby chociaż
pomyślała o stawieniu oporu i ona o tym wiedziała.
Odezwałam
się jak tylko zamknęły się za nami drzwi limuzyny i auto ruszyło.
-Kłamałaś
czy nie?! Lex nie wie o środku manipulacyjnym, który ponoć sam podał Meklerowi!
Co jest?
Kobieta
skrzywiła się i zaczęła ciężko dyszeć, a na jej twarzy wykwitły ciemne
rumieńce.
-Aż tak ci
wstyd?- zapytałam zanim się zorientowałam, że nadal ściskam jej rękę. I to dość
mocno. Bardzo mocno.
Puściłam ją,
a ta od razu zaczęła wysypywać z siebie potok słów. Ględziła coś o „złym szefie”,
„wykazaniu się”, „przyjacielstwie” i takich tam. Wyszło na to, że ona sama to
wszystko zrobiła, żeby móc się popisać, ale Lex niczego nie zauważył, a wyszło
dobrze i tak dalej i tak dalej, a ja mam jej nie wydawać, żeby jej z roboty nie
wywalił. Słabe to tłumaczenie, ale przekonała mnie i postanowiłam nic więcej na
ten temat nie wspominać.
Zdążyłyśmy
jeszcze tylko względnie pogadać o tym, co jutro robić, bo już musiałam
wysiadać. Sobotni wieczór spędzę bardzo miło w towarzystwie „kochającego” mnie
chłopaka, starając się wykraść tajne dane. Wow. Niczym fabuła do taniego filmu szpiegowskiego.
Telefon
zadzwonił kiedy leżałam już w łóżku. Dzwonił mój kochanek z balu. Podłączyłam urządzenie
przekierowujące (dzięki niemu Jess mogła zapisać nasze rozmowy i słyszała je na
żywo) i wygodniej się ułożyłam, patrząc w sufit, bo czekała mnie bardzo
stresująca rozmowa.
Jak to trudno
jest być zakochaną…