czwartek, 12 listopada 2015

96 Drzazga w dłoni



Jessica wcisnęła mi do ręki shake ze Sturbucksa.
Pierwszy mi nie posmakował i od razu go wywaliłam, ale ona uparła się żebym spróbowała drugiego, bo to jej ulubiony smak.
-No dobra. Ale kolejnego nie wypiję!
-Ok. Tylko spróbuj- blondynka była strasznie wszystkim podekscytowana.
Mówiła prawie cały czas, śmiała się i wierciła w miejscu. Świetnie odgrywała swoją rolę, a ja razem z nią. Jej dobry humor mi się udzielił i obydwie szalałyśmy pomiędzy wieszakami z ciuchami, choć i tak niczego nie zamierzałyśmy kupić. Byłyśmy w Krakowie od wczesnego ranka, ale nasz cel nadal się nie pokazał. To chyba była nasza ostatnia szansa, bo i ja wyczułam lekką presję otoczenia. Do Jessicy parę razy ktoś zadzwonił, ale ona nic nie mogła mi powiedzieć, jeśli cała akcja miała wyjść naturalnie. Czyli, że ogólnie to ja byłam najbardziej podenerwowana na początku, bo oni wszystko wiedzieli, a ja nie. Całkiem jak z Konradem. A właśnie! Rano Ania do mnie zadzwoniła, bo dowiedziała się czegoś całkiem ciekawego o Konradzie. Ponoć nie jestem pierwszą dziewczyną z klasy, do której w ten sposób zarywa. Porzucił jeszcze parę koleżanek najpierw dając im nadzieję. Fajnie. Bardzo fajnie. I teraz czuję się, jakby ktoś mnie wykorzystał. Gorzej! Jakbym sama dała się wykorzystać. Ech.
Szłam sobie właśnie z tym głupim, truskawkowym shakem, kiedy nagle zorientowałam się, że agentki nie ma obok. Zostawiła mnie samą na środku pasażu pełnego ludzi. Gdzieś po prawej była  jakaś restauracja. Czyli znajdowałam się w północnej części budynku. Stanęłam na środku jak głupek i oglądnęłam się dookoła. Nigdzie jej nie było. Jakby zapadła się pod ziemię. Sprawdziłam telefon. Dostałam sms`a dokładnie kiedy zaczęłam iść w stronę części ze sklepami sportowymi, do której zmierzałyśmy.
„Nie odwracaj się i idź przed sb! ;b”
-Czy ona sobie żartuje…
I bach! Moje chodzenie z oczami przyklejonymi do ekranu telefonu nigdy nie kończy się dobrze. Czyżbym już drugi raz na kogoś wpadła? Szkoda tylko, że tym razem byłam ubrana w fajne (jak nie odjazdowe!) rzeczy z mojej szafy. Obcisła granatowa spódnica w kolorowe wzory, croptop odsłaniający brzuch, dżinsowa kurtka i nowe, czarne martensy. Wszystko to zalane truskawkowym shakem Jessicy. No wielkie dzięki!
-Uważaj jak… eee… Charlotte?
Podniosłam wzrok i zobaczyłam osłupiałego ze zdziwienia Jonathana. Jego mina coraz bardziej się zmieniała kiedy podążał wzrokiem od moich stóp… wyżej. Po chwili wyglądał tak, jakby chciał się na mnie rzucić i zlizać ze mnie truskawki.
-Oczy mam wyżej- uśmiechnęłam się zadziornie.
-Tak. Przepraszam… - zażenowany i poczerwieniały na twarzy odwrócił wzrok przeczesując włosy.
-Nie szkodzi- odpowiedziałam.
-Po prostu jesteś przeze mnie cała w... w… czy to jest shake?
-Taa. To był shake. To niesamowite, że na siebie wpadliśmy! A pomyśleć, że jeszcze rano przekonywałam Amandę do zostania w mieszkaniu.
-Też nie mogę w to uwierzyć…
-Charli! Charli! Co się stało? Jak ty wyglądasz?!- w naszą stronę pędziła Jessica (aka Amanda). Rzuciła się między nas, odepchnęła wściekle chłopaka i zaczęła lamentować nad moim wyglądem.
-To nic takiego… On nie chciał… Naprawdę. No już, daj spokój. To tylko ciuchy!
-Tylko ciuchy? Tylko ciuchy?! Dziewczyno! Ty dla niego rozum straciłaś!- agentka wymachnęła sklepową torbą celując w chłopaka, ale chybiła.
Naburmuszona złapała mnie pod ramię i zaczęła gdzieś prowadzić.
-Nie mogę ci na to pozwolić. Tak nie może być! Żeby jakiś palant ci w głowie mieszał! Spójrz na siebie! Wszystko się lepi!
Chłopak próbował nas zatrzymać ale Amanda pędziła jak szalona, a jego protesty na nic się zdały, bo w pewnym momencie wysunęła mu w twarz tak potężną wiązanką przezwisk, że nawet ja mlasnęłam z niesmakiem. Na siłę wepchnęła mnie do środka samochodu i trzasnęła drzwiami. Nasze spotkanie jednak nie mogło się na tym skończyć i zanim odjechałyśmy zdążyłam podać mu swój numer, który miałam nadzieję, że zapamięta.
Kiedy odjechałyśmy już wystarczająco daleko Jessica całkowicie się zmieniła. Nagle zdjęła maskę, a wyglądało to okropnie! Uśmiech zdarty wściekłym grymasem, zmęczone oczy i jakby… jakby nagle ktoś jej wyjął kości z twarzy. Jakby jej ktoś całą twarz zdjął, wyprasował i powiesił na wieszak! Mnie też zrzedła mina. Nie takiej reakcji z jej strony oczekiwałam, bo przecież wyszło dobrze.
-Co jest?- spytałam już nie licząc na pochwałę.
Nie odpowiedziała. Kierowca spojrzał na nią i zasunął oddzielająca nas szybę. Do końca drogi rozważałam co złego mogło się stać, ale nie potrafiłam nic wymyślić. Tzn. potrafiłam, tyle że to było raczej nieprawdopodobne to zdarzenia się. Nikt nie odezwał się do momentu wejścia do bazy-restauracji. Agent, który był także kierowcą zamknął za nami drzwi i zaciągnął żaluzje. Powiem szczerze, że nagle poczułam się trochę nieswojo. Goryl stanął przy drzwiach, a dwóch innych wyszło z zaplecza i wszyscy wyczekująco na nas nie patrzyli. Jessica oklapła na krzesło przy najbliższym stole i oparła twarz na dłoniach.
Nie miałam ochoty po raz kolejny się pytać, czy coś się stało. Ona i Lex zachowywali się tak, jakby się czegoś bali. Traktowali mnie również jak dziecko i jakąś laleczkę do pomiatania. A miałam wrażenie, że do tego wokół dzieję się coś niesłychanie ważnego, o czym nikt mi nie mówi.
-Siadaj- polecenie w ustach agentki było suche i ostre.
-Nie.
Zacisnęłam zęby. Nieokazywanie uczuć jest trudne. Kobieta spojrzała na mnie, jakby miała mnie rozszarpać. Normalnie pewnie by to zrobiła, ale jej szef mnie zatrudnił, a ona przecież też ma wykonywać polecenia. Zaklęłam w duchu, bo sytuacja robiła się trudna.
-Nie ogarniam. Czy coś się stało?- zapytałam najbardziej bezwiednie jak potrafiłam, żeby tylko nie pokazać, iż właśnie „przeliczam” sytuację.
-To jest… tajne- odrzekła tamta.
-Acha. No to mów- przysunęłam sobie krzesło.
Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem. Musiała mnie bardzo nienawidzić.
-Przecież jestem w drużynie, prawda? Szef podpisał kontrakt. Musisz mi powiedzieć. Inaczej… inaczej nie będę już więcej waszym najemnikiem.
Wstrzymałam oddech.
-Szef spotkał się z J. Meklerem aby podpisać umowę podziału udziałów w firmie X. Okazało się, że głównym celem tego spotkania było dokonanie zakupu informacji, o Charlotte Blank.
-W skrócie?
-Kurwa! Czy ty niczego nie rozumiesz?- agentka robiła się coraz bardziej zła.
Dla niej byłam teraz jak przedszkolak na torze gokartowym. Niebezpieczne połączenie. Kobieta zaczęła mi tłumaczyć zawiłości polityczne gangów i resztę bzdur.
-Szef podpisał umowę podziałową…
-Stop! Stop! Przestań. Czekaj.
Kiedy Jessica zamilkła ja zamknęłam oczy i się zastanowiłam. Nie było dobrze. Jeśli Lex dostał zlecenie na mnie, to znaczy, że za trudno mnie znaleźć co oznacza, że Mekler zaczyna coś podejrzewać. A jeśli tak, to ja nie umiem go z podejrzeń wyciągnąć. A jeśli tak, to trzeba się z planem na maksa uwinąć, bo inaczej z odzyskania danych nici.
-Nie mów mi nic więcej. To co Lex robi z politycznym półświatkiem nie jest moją sprawą, a przede wszystkim nie jest sprawą Charlotte. Rozumiesz?
Agentka gapiła się na mnie zmęczonym, tępym wzrokiem.
-Do czego zmierzasz?
-Umówię się z Jonathanem na jutro, u niego na chacie. Nie ma już żadnych podchodów, ani nic. Dajcie mi taki sprzęt, którym uda mi się zgarnąć dane. Jedno podejście, wszystko albo nic.
-Niewykonalne. Wiązałoby się to z twoim zdemaskowaniem.
-Prawdopodobnie. Ale, ale! Tutaj wkracza Szefuncio. Mój drogi zleceniodawca jest uroczym wariatem, prawda? No to niech się wreszcie do czegoś przyda! Podpisał umowę z Meklerem, to niech go jeszcze zapewni, że jakby tamten miał jakąś brudzącą rączki sprawę, to on wszystko może załatwić. W ramach współpracy, że tak powiem- uśmiechnęłam się do agentki.
Tamta myślała nad czymś gorączkowo i po chwili znowu zmienił jej się wyraz twarzy. Znowu była starym, ponurym agentem w akcji. Babka goryl jak ta lala! Kobieta bez słowa odeszła od stołu i poszła na zaplecze. Wiedziałam, że już nie wróci, że właśnie załatwia sprawy jutrzejszego dnia. Odetchnęłam z ulgą i nagle mój wzrok padł na agenta przy drzwiach. Zwykle ci goście nie rzucali się w ogóle w oczy. Stali tylko jak posągi i nic nie robili, nawet się nie poruszali. Ten za to patrzył się na mnie, a jak ja na niego zerknęłam to migiem wrócił do zwyczajnej postawy.
-Co jest Zdzisiu? Jak tam dzieci?- wstałam i zaczęłam iść w jego stronę.- Strasznie tu duszno, prawda? A wiedziałeś, że ostatnio modne są botki? Wiesz ty w ogóle co to są botki? No. Ja też nie.
Stanęłam naprzeciw niego. Żaden mięsień nawet nie drgnął. Zastanowiłam się dlaczego się na mnie patrzył i zrozumiałam, że przecież nadal mam na sobie utytłane w truskawkach ciuchy.
-Kurde. Masz rację, Zdzisiu. Przydałoby się to zmyć. Gdzie jest toaleta?
Goryl mechanicznie wskazał kierunek.
-Dzięki. Fajny z ciebie garniturzasty- puściłam mu oczko i poszłam się wreszcie umyć.
Niby miałam w „bazie” ubrań pod dostatkiem, ale tam siedziała teraz Jessica i nie chciałam jej przeszkadzać. Włożyłam ciuchy pod wodę, ale po pół godzinie szorowania nadal miały na sobie widoczne i lepkie plamy.
-Z czego oni robią to cholerstwo? I ja miałam to wypić… Ugh!
Wystawiłam głowę na korytarz.
-Hej! Kolego Zdzisia! Taa. Do ciebie mówię. Bądź tak dobry i przynieś mi proszę czyste ubrania, dobrze? W stalowej szafie, wiesz gdzie? Ok. Na… trzeciej półce od góry powinno coś leżeć. Weź pierwsze z brzegu. Dzięki!
Mężczyzna w garniturze rozważył czy wykonać polecenie, czy nie. Niby przede mną nie odpowiadał, ale jednak podjął się zadania i po chwili przyniósł mi to, o co prosiłam.
-Wielkie dzięki, Stasiek- uśmiechnęłam się do niego.
Może i był twardo szczęki i bez uczuć, ale to nie znaczyło, że miałam być wobec niego nie miła. Przebrałam się w końcu i wyszłam z łazienki. Goryli nigdzie nie było. Poszłam na zaplecze. W kuchni było głośno. Weszłam do środka akurat w momencie, w którym Jessica kończyła rozmowę z szefem.
-O. Hi Boss! Widzę, że Szef nie w humorze. Jakieś komplikacje?
Jak gdyby nigdy nic wskoczyłam na blat stołu pozwalając Jessice po raz kolejny wściekle się na mnie gapić. Oj, wściekła to ona była! Lex natomiast nagle jakby się uspokoił. Nie wiem o czym dokładnie rozmawiali, ale oby nie o zwolnieniu mnie… XD
-Ty za to się chyba świetnie bawisz, Księżniczko- powiedział.
Miał na sobie szary garnitur i czerwony krawat wyglądający jak jęzor smoka.
-Tak sobie. Jonathan to straszny nudziarz.
-Ty za to jesteś bardzo rozrywkowa- w jego głosie słychać było ironię.
-Ostatnim razem nie narzekałeś- puściłam mu oczko i przybrałam poważną minę.- To co robimy?
-Szef uważa, że…- zaczęła Jessica, ale Lex od razu jej przerwał.
-Potrafię mówić za siebie. Zostaw nas samych.
Kiedy kobieta wreszcie zamknęła za sobą drzwi, Lex znów wydał mi się sztuczny i szorstki.
Zdałam sobie sprawę, że przy wydarzeniach z Krausem i MUR`em byliśmy bardzo blisko siebie, a potem… on dowiedział się o mojej mutanckości i się mnie wystraszył (jeśli nie zaczął się mną brzydzić) i wszystko się skończyło. Do teraz. Przynajmniej powinno, prawda? Znowu musieliśmy razem rozkminiać jak przeżyć. Chociaż… przecież ja go nie znam! Nie mogę myśleć o człowieku, o którym nic nie wiem, bo mogę się przez to bardzo mocno pomylić.
Tym razem nie udało mi się zakryć przemyśleń i musiałam odwrócić wzrok kiedy na mnie spojrzał. Zrobiło mi się trochę głupio. Zrozumiałam coś jeszcze. Z przyjemnością wykonywałam polecenia człowieka, który chciał zabić mojego brata.
Otrząsnęłam się i zacisnęłam zęby.
-A więc? Plan.
-Tak… Pierwszy raz mogę powiedzieć, że twój pomysł jest nawet dobry.
-Wcale nie! Ty chyba zapomniałeś dzięki komu dostaliśmy się na bazę tych zbirów z zachodu.
-Nie wracajmy do przeszłości.
-Jak chcesz. Ja i tak nie zapomnę o martensach, które jesteś mi winien.
Najemnik poprawił krawat i przeczesał włosy. Swoją drogą, ciekawe co się stało z jego tatuażami? Nie, no. Nie przyglądam mu się za bardzo, ale czy on czasami nie miał ich jeszcze w kościele? Nie? To może mi się przewidziało.
-Jeszcze dzisiaj moi ludzie dostarczą ci urządzenia i nowe szkice działania.
-Acha. A te u rządzenia, to będą miały instrukcje obsługi? Bo ja to raczej nie zakumam w jeden wieczór jak ich używać.
-Polecę chłopakom żeby ci specjalnie strzałeczki narysowali.
-Dziękuję. To wszystko?
Zeskoczyłam z blatu poprawiając pomarańczową koszulę. Tego koloru nie za bardzo lubię, ale z szarymi rurkami był nawet do zniesienia.
-Nie. Raport z wydarzeń i działań.
-Co? Jessica jest na bieżąco. Ją poproś. No chyba, że chcesz żebym ci wszystko spisała?- spojrzałam na niego pytająco.
Nie sądziłam, że będzie tego wymagał.
-Chciałbym usłyszeć od ciebie bezpośrednie sprawozdanie. Teraz.
-Muszę? Przecież ona zawsze ze mną była! A jak nie, to ja jej już wszystko opowiedziałam- załkałam.
Niestety zleceniodawca był nieugięty.
Opowiedziałam mu w skrócie co i jak, ale nie do końca był usatysfakcjonowany. Nie pytał jednak, bo widać nie umiał, a ja się z tego cieszyłam.
-Dobra. To może teraz przedstawisz mi pokrótce ten nowy plan?
Najemnik ledwo drgnął, ale jednak! O coś mu chodziło. Jakby miał drzazgę w dłoni, ale nie potrafił poprosić o wyciągnięcie jej. Ciekawe…
-Umówisz się z Meklerem na jutro wieczorem. On straci czujność, a ty dostaniesz się do gabinetu jego ojca. Tam podłączysz się pod główną bazę danych i prześlesz potrzebne nam informacje na Clouda. Po tym kontynuujesz spotkanie, a następnego dnia nie będziesz już istnieć.
Powiedział to bardzo rzeczowo i sensownie, ale nie mogłam nie wtrącić swoich trzech groszy.
-Ajć. A co rozumiesz przez straci czujność? Kolejny raz użyczysz mi swojego magicznego specyfiku dla starych panien? Tylko, że w wydaniu „uśpij go i ucałuj”?
-Nie wiem o czym mówisz- szczerze się zdziwił.
-Mam na myśli ten magic potion, który dolaliście Jonathanowi do szampana na balu.
-Pierwsze słyszę- kiedy to powiedział i ja się zdziwiłam.
Po co kłamał? Przecież widział, że ja już wiem prawdę.
-Jessica powiedziała mi o tym w limuzynie, kiedy jechałyśmy na przyjęcie. Mówiła, że nie pokładasz we mnie zbyt dużych nadziei i dla własnego bezpieczeństwa pomagasz mi wykonać misję. Nie mów, że nie…  Nie możliwe… To w takim razie… eee… Nie ważne! Może mi się coś ubzdurało. Masz rację, to raczej nie prawdopodobne.
Szok próbowałam zakryć słowami, a i tak skrępowałam się widząc jego zaskoczoną minę.
-Zawołam Je…
-Nie trzeba!- przerwałam mu. –Tak mi się pewnie wydawało, bo byłam zestresowana. Na serio. Czasami jest ze mnie niezły wariat…
-Dobrze…- nie był przekonany, ale odpuścił.
Ja natomiast nie. Musiałam się dowiedzieć, co było prawdą. Może Lex po prostu bardzo nie chciał, żebym się dowiedziała, że mi pomógł, a może on wcale tego nie zrobił. Kolejna sprawa do załatwienia. Trzeba będzie wystarczająco szybko pogadać z agentką, żeby się czegokolwiek dowiedzieć przed najemnikiem.
-No to jeszcze jedno. Jak to zniknę? Przecież nie mogę nagle wyjechać, ani nic. To raczej nie możliwe i jeszcze by się czegoś domyślili. Macie dla tego jakąś historyjkę?
-Tak. Wszystko jest już przygotowane.
-To super. Mogę już iść?
Na to zdanie z Blondasiem stało się coś dziwnego. Jakby chciał wrócić do dawnego bycia aroganckim dupkiem, ale nie mógł, bo musiał kogoś udawać. Ten gość miał nawet większe problemy ze sobą niż ja! Nie odpowiedział tylko patrzył mi w oczy jakby czegoś chciał, ale nie chciał.
-To cześć- westchnęłam, uśmiechnęłam się lekko i wyszłam zostawiając go samego.
Zaraz za drzwiami napotkałam Jessicę, która wyjątkowo czegoś ode mnie chciała, ale nie pozwoliłam jej nawet pisnąć od razu łapiąc ja za nadgarstek i ciągnąc za sobą do wyjścia. Nie próbowała się wyrywać. Skruszyłabym jej kości, gdyby chociaż pomyślała o stawieniu oporu i ona o tym wiedziała.
Odezwałam się jak tylko zamknęły się za nami drzwi limuzyny i auto ruszyło.
-Kłamałaś czy nie?! Lex nie wie o środku manipulacyjnym, który ponoć sam podał Meklerowi! Co jest?
Kobieta skrzywiła się i zaczęła ciężko dyszeć, a na jej twarzy wykwitły ciemne rumieńce.
-Aż tak ci wstyd?- zapytałam zanim się zorientowałam, że nadal ściskam jej rękę. I to dość mocno. Bardzo mocno.
Puściłam ją, a ta od razu zaczęła wysypywać z siebie potok słów. Ględziła coś o „złym szefie”, „wykazaniu się”, „przyjacielstwie” i takich tam. Wyszło na to, że ona sama to wszystko zrobiła, żeby móc się popisać, ale Lex niczego nie zauważył, a wyszło dobrze i tak dalej i tak dalej, a ja mam jej nie wydawać, żeby jej z roboty nie wywalił. Słabe to tłumaczenie, ale przekonała mnie i postanowiłam nic więcej na ten temat nie wspominać.
Zdążyłyśmy jeszcze tylko względnie pogadać o tym, co jutro robić, bo już musiałam wysiadać. Sobotni wieczór spędzę bardzo miło w towarzystwie „kochającego” mnie chłopaka, starając się wykraść tajne dane. Wow. Niczym fabuła do taniego filmu szpiegowskiego.
Telefon zadzwonił kiedy leżałam już w łóżku. Dzwonił mój kochanek z balu. Podłączyłam urządzenie przekierowujące (dzięki niemu Jess mogła zapisać nasze rozmowy i słyszała je na żywo) i wygodniej się ułożyłam, patrząc w sufit, bo czekała mnie bardzo stresująca rozmowa.
Jak to trudno jest być zakochaną…