niedziela, 10 maja 2015

49 Samouczek



Było mi naprawdę wstyd, że o nim zapomniałam.
Wodą napoiłam go zaraz jak ją znalazłam i w połowie trasy, a później byłam już chyba zbyt wciągnięta w przestawianie stóp krok po kroku. Ściągając do na posłanie, które szybko zrobiłam pod brzozą płaczącą modliłam się tylko żeby jeszcze żył.
-Lex. Lex! Obudź się. Słyszysz. Tylko mi tu nie umieraj, idioto!- Potrząsałam nim, ale nic to nie dawało. Miałam coraz gorsze myśli.
-O nie, nie, nie…- Byłam na skraju rozpaczy. Przyłożyłam głowę do jego klatki piersiowej.
-Tak!- Prawie krzyknęłam kiedy wyczułam jak nabiera powietrza. Oddech miał słaby, ale jednak. Lex żył.
Szybko zdjęłam rzeczy z wózka i ułożyłam w konarach drzewa. Wierzba była dobrą kryjówką. Rosła bardzo blisko rzeki, a dzięki wystającym korzeniom i liściom zasłaniała nas z każdej strony. Wózek ukryłam w jakiś krzakach niedaleko. Wszystko robiłam szybko, bo musiałam się zająć najemnikiem.
Zrobiło się już za ciemno żeby ocenić wielkość jego ran, ale zdejmując opatrunki nie czułam świeżej krwi. To może znaczyć dwie różne rzeczy. Albo wykrwawił się i prawie nic w nim już nie zostało, albo jestem nawet dobrym medykiem. Stare bandaże przemyłam w rzece i położyłam na kamieniu żeby wyschły. Noc była ciepła i bezwietrzna. Księżyc romantycznie odbijał się w rzece, a drzewa szumiały przyjemną piosenkę. Nie miałam czasu tego wszystkiego zauważyć, bo jakoś musiałam na nowo go opatrzyć, a w ciemności nic nie widziałam. Musiałam rozpalić ognisko. Przeszukałam jednak całą torbę, a zapalniczki czy zapałek nie znalazłam. Pamiętałam, że je tam wkładałam. Nawet więcej niż jedną paczkę.
-Argh… I co teraz? No co?! Idiotka ze mnie. Trzeba było włożyć do kieszeni. Trzeba było!- Usiadłam przy tymczasowym towarzyszu.
-A ty stary, co tak się wylegujesz? Ja cię tu taszczę, opatruję, dotrzymuję towarzystwa, a ty? Tylko leżysz i nic nie robisz!- Uderzyłam go w nogę. I tak nie mógł poczuć, a większej krzywdy bym mu nie zrobiła. Mnie zabolało bardziej. Trafiłam go w kieszeń, w której miał coś metalowego. Przyznam, że nie sprawdzałam czy ma jakieś rany na nogach, bo musiałabym mu zdjąć spodnie, a tego raczej byście nie chcieli widzieć. Po za tym uznałam, że jak na stopach nie ma śladów krwi, to jest ok. Tak więc metalowy przedmiot troszkę mnie zdziwił. Delikatnie i w obawie, że mógłby nagle się obudzić sięgnęłam do jego kieszeni i wyciągnęłam… tak, to na pewno nie była zapalniczka. Najemnik w kieszeni miał kostkę do gry. Taką zwykłą, zieloną, wykutą w krysztale i dokładnie taką samą jaką dostałam od Snape`a.
-Dlaczego, jak wreszcie mam coś, co wyróżnia mnie od innych, okazuje się, że jest osoba, która ma dokładnie to samo, a nawet więcej? No czemu? Co ja… Aaa.- Wpadłam na pomysł. Znaczy nie wpadłam, bo ten pomysł pomysłem nie był. Po prostu rzuciłam kostką, a nad nią ukazał się mały płomyczek.
-Em… a może byś tak jakiś większy ten płomyczek zrobiła, co? No w końcu muszę go pozszywać, nie?- Niestety kostka nie chciała słuchać. I jak na złość przybierała tylko ciemne, zimne barwy. Trochę się wkurzyłam. Trochę.
-No cóż. Jak sobie chcesz. To powiedz, od czego ty byś zaczęła? Odkazić? Nie chcesz mi doradzić? Nie to nie. No to sprawdźmy co z nim.- Nie miałam gdzie położyć kostki, bo przecież nie byliśmy na sali operacyjnej z milionem stoliczków na kółkach, więc w końcu postawiłam ją mu na czole. No co? I tak był nieprzytomny.
Już miałam się brać za odkręcanie z niego bandaży kiedy spojrzałam na swoje ubranie. W świetle wyglądało miliony razy gorzej. A wiecie czemu? Bo też okazałam się być wiewiórką! Poczułam odrazę i mdłości. Przez cały czas miałam na sobie hektolitry zaschniętej krwi i nie wiadomo jeszcze czego! Ściągnęłam płaszcz i koszulę. Bluzka nie wyglądała już tak źle. Na twarz nie miałam odwagi spojrzeć. Miałam większy problem. Jak już odwinęłam z bandaży mojego pacjenta to i tak nic nie widziałam. Krew całkowicie na nim zaschła i nie miałam możliwości dojrzeć niczego co się pod czerwoną powłoką kryło.
Zaklęłam w duchu.
-I co teraz zrobisz, Julka? Co? Pójdziesz nabrać wody do wiadra? Zacny pomysł. Tylko skąd weźmiesz wiadro? Powiem ci. Nie weźmiesz! Wymyśl coś lepszego.- Gadanie do siebie w takich sytuacjach pomaga. Czasem można wpaść dzięki temu na naprawdę dobry pomysł. Ja na taki nie wpadłam. Wpadłam na koszmarny pomysł. Mój wzrok padł bowiem na martensy.
-No nie… No weź, Julka. To moje ulubione buty…- Niestety innego wyjścia nie było. Zgarnęłam martensy i poszłam nad rzekę. Kiedy nabierałam wody byłam prawie pewna, że mogłabym wylać tyle samo łez. Łez rozpaczy nad ukochanym obuwiem.
-Ech. Jesteś mi winien wypad na miasto, koleś.- Poinformowałam nieprzytomnego kiedy moczyłam w wodzie szmatę. Było mi trochę głupio tak go obmacywać, ale no cóż, sam się o to prosił.
-A niech to! A tylko mi się teraz obudź…- Powiedziałam i zabrałam się do pracy. Zmyć krew było mi ciężko, więc w sumie obudziłam się nad ranem ze szmatą przy twarzy. Cała noc go myłam i opatrywałam. Zszyłam mu z pomocą samouczka z apteczek jakieś dziesięć rozcięć i to jedno, które sama mu zrobiłam, nasmarowałam go maścią, odkaziłam porządnie i zawinęłam w bandaże. Nawet nie jedząc śniadania, jak obudziłam się z pierwszymi promykami, zaraz pobiegłam znowu po wodę i starannie, kolejny raz umyłam mu głowę. Zeszłej nocy tego już nie robiłam, bo byłam zbyt zmęczona. Kolor z włosów zszedł lżej niż przy braku światła. Kiedy skończyłam odetchnęłam z ulgą. W moich ramionach leżał przystojny (na tyle, na ile pozwalają blond irokez, tatuaże, niezłe ciało i mocne rysy twarzy) mężczyzna. Prawie romantyczna scena. Tyle tylko, że gościu to najemnik, terrorysta, morderca i zły charakter, który prawie zabił mojego brata wykonując na nim eksperyment. Że też moje życie układa się po swojemu.
Nie chciałam już więcej narzekać, więc zjadłam śniadanie, napoiłam gościa i z jakimś bliżej mi nie znanym gunem w ręku poszłam się wreszcie umyć. Wzięłam też ciuchy, z których okradłam zmarłych i moje własne. Jeśli chciałam je założyć, to musiałam je wyprać.
Pomruczałam pod nosem do nieprzytomnego i zeszłam do rzeki.

1 komentarz:

  1. Nieprzytomny...
    Kiedy się obudzi?! Jak pisałam wcześniej polubiłam gościa i chcąc niechcąc ni go brakuje :/
    O nie... Czy to te twoje martensy o których myślę? :(
    No brawo.. Na reszcie się skapłaś, że jest przystojny xdd
    Gadanie do siebie - polecam Julia Nowak hahaaahaha
    To by było na tyle....
    Czekam na next w którym mam nadzieję, że się obudzi :*

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)