I do czego doszłam?
Doszłam do
tego, że użalanie się nad sobą to bezsensowna strata energii. Oni mogli jeszcze
żyć! Do tej pory nie zobaczyłam jeszcze ani jednego śladu krwi czy walki. A
jeśli żyją, to ja już wiem u kogo są. MUR sam zostawił mi zaproszenie. Tylko,
że teraz nie mogę z niego skorzystać, bo naprawdę nie mam jak z nimi walczyć.
Muszę się sprężyć, ogarnąć sprzęcior, jakiś ludzi, podszkolić się, nauczyć
panować nad mutacją, nauczyć się o niej czegokolwiek. To trochę zajmie. Ale,
ale! Jeśli oni żyją i ich już uratuję… kiedy ich uratuję, to wszystko wróci do normy
sprzed JulkoŻycioApocalipsy więc o normalność też muszę zadbać. I chodzi mi
tutaj o szkołę i o dom.
No więc, do
dbania o dom potrzebna jest kasa. Moi rodzice mają uzbierane oszczędności, ja
sama też, ale to za mało. Zresztą kasa potrzebna jest do wszystkiego. Trzeba by
jakoś zarobić, nie? Ale o tym później, bo teraz muszę wracać do nauki. Jest
niedziela, a ja mam do nadrobienia cały tydzień. W życiu chyba się tak nie
namęczę!
Naukę
skończyłam o dziesiątej w nocy i poszłam pod prysznic. W tym czasie o niczym
nie myślałam. Pierwiastki, układy, wyżyny i inne takie poszły odpocząć. Wraz ze
strumieniami ciepłej wody nuciłam sobie piosenkę Eda S. z „Hobbita”. Jutro będę
musiała udawać normalną mocniej niż zwykle. Świat jest głupi! Raz daje ci
piekielnie trudne wyzwania, a raz nudę. Co lepsze? Sama nie wiem.
Rano
wpakowałam książki do torby, zgarnęłam bułkę z chlebaka i poleciałam na
przystanek. Prawie zaspałam i przyznam się, że nawet dobrze mi zrobił pośpiech.
Kierowcy powiedziałam dzień dobry, rzuciłam cześć do kolegów, usiadłam na moim
zwykłym miejscu i prawie wczułam się w normalne życie. Prawie. Potem przyszła
Ania i Milena i zaczęłyśmy gadać. Wygadały mi wszystkie najnowsze ploteczki i
cały czas się chichrały. Jak wreszcie dojechaliśmy, to już nie wytrzymałam i
wypaliłam:
-Co was tak śmieszy?
-Jak to?-
Spojrzały się na mnie zdziwione.
-Nie było
mnie i …
-Racja!
-Trzeba jej
powiedzieć. Powiedz jej Milka!- Ania dodawała przyjaciółce odwagi.
-No dobra!
Nika mówiła, że masz chłopaka i to prawda! No spójrz na siebie! Łał!
-Whaaaaat?
-Oj! Ty nas
już nie okłamuj. My wiemy, Julcia.
-Ale. Ale…
What? A jak niby on ma na imię?- Kolejna głupia plotka.
-Nika mówi…
-… że Lex!
Romantyczne imię!- I znowu zaczęły chichotać. A ja takie: what? Ale dlaczego…
Acha. Pewnie z tego szoku Nika pamięta, że wydarzyło się całkiem co innego.
Czytałam o tym w księgach od pani Michaliny. To normalne.
-Gdzie tam!
Ja i chłopak?- Uśmiechnęłam się szczerze.
-Ale
przecież widać jak promieniejesz!- Obie spojrzały na mnie lustrującym wzrokiem.
-Heh.
Normalnie wypoczęłam dzięki tej chorobie, nie?
Całe
szczęście na tym się skończyło. Reszta dnia była nudna jak flaki z olejem. No
dobra, nie całkiem. W-F w tych czasach nudne nie są. Zajęcia artystyczne też
nie. No chyba, że jesteś mną, bo mój najmniej nudny moment to była rozmowa z
Włodkiem.
-Julka…
Cześć.
-Hejo. Co
tam? Z cyborgiem wszystko ok?
-Taaa. Wyłączony.
-Acha. Co dalej?
-Nic. Julka?
-Co?
-Sorry za
tamto.
-No ok.
-Ej? Kto to
był, ten gościu z tobą?
-Nie twój
interes. Jest konserwator?
-Nie ma.
Wziął chorobowe.
-Pewnie…
-Ty! Ale co
się z tobą działo? Twoich też nie ma.
-Wiem.
Wyjechali do sanatorium. Wrócą za tydzień.
-Nie zabrali
cię?
-Mieli tylko
pięć biletów. Mówi się trudno.
-Acha. Dobra…
-Wiesz co?
To ja już pójdę, bo mi gimbus odjedzie. Na razie.
-No. Cześć.
Po tym
wsiadłam do gimbusa. Prawie znowu zaczęłam płakać. To sanatorium, to chyba
raczej w stylu więzienia.
W domu
siedziałam sama z miską płatków w ręku oglądając jakieś durne programy.
Płatki są
dobre.
Znowu krótko napisze ...
OdpowiedzUsuńJestem ciekawa jak będziesz zarabiać i jak weźmiesz się za MUR.
Fakt ze ja o Ania uważamy ze lex to twój chłopak zgadza się z realiami ;)
Włodek przeprosił ... Bardzo dobrze bo chyba by nie chciał żebym mu do dupy nakopsla ...
To tyle. Odmeldowuję się kapitanie. Do jutra :*