Dlaczego ja?
Kiedy tak stałam na chodniku otoczona zewsząd
ludźmi zakrywającymi usta z jakiegokolwiek powodu, czy to zachwytu, oburzenia,
niedowierzania, czy drwiny, to na serio miałam dość. Robiło się dobrze,
zaczynałam wpadać w klimat, a tu masz! Ot, sobie przylazł, stanął na środku
chodnika i ja akurat musiałam na niego wpaść. Niby moja wina, bo szłam z
zamkniętymi oczami, ale jaki idiota stoi na środku chodnika? I to jeszcze z
motorem?!
-Lex, ty idioto!
-Gwiazdko!
Najemnik
zmierzył mnie wtedy wzrokiem tak dokładnie, że miałam ochotę mu przyłożyć.
Przyłożyć tak, że potrzaskałby sobie te wycackane okularki o postawiony na
sztorc toną kleju irokez. Wyciągnęłam wzburzona słuchawki z uszu tak, że
zwisały luźno zza bluzy. Miałam akurat na sobie skórzane czarne rurki, bordowe
glany i szarą bluzo-koszulkę odsłaniającą czarny pasek od spodni. Na ramionach
ciężki wojskowy plecak wypakowany po brzegi książkami, a w głowie tylko jedna
myśl: co on sobie wyobraża?!
W czasie gdy
rzucałam w niego gniewnymi spojrzeniami, a on w e mnie zadziornymi uśmiechami
moi szkolni przyjaciele utworzyli wokół nas wielką arenę tarasując całe
przejście. Zbierało się coraz więcej ludzi, żeby popatrzeć na niecodzienne
zjawisko. JulkaOfiaraLosuNowak została nazwana Gwiazdką przez jakiegoś super
przystojniaka, którego inni ludzie nie znają! Wow. O tym, to trzeba do gazety
napisać, no!
-Gwiazdko…-
Lex rozłożył ręce w geście przywitania. Miał na sobie krwistoczerwoną koszulę,
kurtkę na motor i poszarpane jeansy. Za nim stała prześliczna maszyna. Motor
był cały czarny, chromowane detale, zgrabny, wyglądający na ciężki i bardzo
zachęcający do przejażdżki. Rozglądnęłam się dookoła. Ludzie patrzyli się na
mnie z coraz to szerzej otwartymi ustami. Jeśli to był plan Lexa, zwrócić na
mnie uwagę wszystkich w mieście, to przyznaję, że mu się udało. Musiałam coś
wykombinować, żeby nie dać im najemnikowi satysfakcji, nie dać sobą
manipulować, jakoś się wywinąć i nie wyjść na głupka.
-Ty mi tu
nie gwiazdkuj, Leksik.- uśmiechnęłam się uroczo stając ze skrzyżowanymi rękami
i puściłam mu porozumiewawcze oczko. Od razu załapał o co chodzi, a i tak doskoczył
do mnie i, no nie wiem… przytulił? Z mojej strony trochę tak to wyglądało, ale
to było raczej złapanie w talii i przysunięcie do siebie niż misiak. W głębi
zrobiło mi się niesamowicie głupio i miałam ochotę rozszarpać najemnika na
drobne kawałeczki, ale powstrzymałam się i zamiast tego zachichotałam po
dziewczyńsku.
-Spadamy
stąd. Ja prowadzę.- Wyszeptałam mu na ucho.
-Dla ciebie wszystko,
Gwiazdko. Weź moją kurtkę.- Podał mi ją pokazowo.
Z tą
bliskością przesadził i dlatego właśnie zamierzałam się na nim w ten sposób
odegrać. Zdjęłam plecak i włożyłam kurtkę odbierając od wciąż zawadiacko
uśmiechniętego najemnika kask. Nagle jednak coś sobie przypomniałam. Odwróciłam
się w stronę największego tłumu. Ludzie nagle zaczęli się jakby odwracać wzrok
i iść w różnych kierunkach.
-Pani
przewoźniczko! Prze Pani!- dotarłam wreszcie do nauczycielki, która stała
pomiędzy chłopakami z klasy, a dziewczynami z gimbusa.
-Ta-ak?-
Przewoźniczka była wysoką blondyną chodzącą w butach na obcasach i koronkowych
miniówkach.
-Chciałabym
się zwolnić z gimbusa, czy to nie problem?
-N-nie.
-Acha. Ok.
To do widzenia.- Powiedziałam i już miałam odejść kiedy obok pojawiła się Ania.
-Kto to
jest, Julcia?- Zapytała z takim niedowierzaniem w głosie i pogardą, że zrobiło
mi się trochę przykro.
-Taki mój…
znajomy. Cześć, Aniu! Zobaczymy się jutro.- pożegnałam się szybko, włożyłam
kask i wskoczyłam na czekający motor. Silnik był już włączony. Dałam po gazie i
wyjechałam na ulicę. Czułam jak Lex za mną próbował jeszcze pomachać, ale
dostał ode mnie łokciem i już się nie wiercił. Nie zatrzymywałam się. To była
prawdziwa adrenalina i cudowne emocje. Nie wiedziałam gdzie mam jechać, ale coś
wyczuwałam, że na pewno nie do domu. Skręciłam w stronę autostrady w pamięci
odtwarzając trasę. Zatrzymałam się dopiero na parkingu przed Decathlonem.
-Łoł! To
było NIE-SA-MO-WI-TE!- wykrzyknęłam nadal czując w sobie wiatr.
-Wiem.- Lex
spojrzał na mnie poważnie.
Zdałam sobie
sprawę, że dla niego jestem teraz mutantem i nie wiem czego on ode mnie chce.
Bałam się jednak zapytać. Zamiast tego ściągnęłam kask i oddałam najemnikowi.
Ten znowu się uśmiechnął. Pomyślałam, że tak jest lepiej. Jak się uśmiecha.
-Dlaczego?
-Jesteś mi
coś winna, słonko- powiedział.
-Ja? Tobie?
To nie twoje buty zginęły w akcji!- udałam obrażoną.
-Buty? Jakie
buty?- był szczerze zdziwiony i chyba nie dowierzał temu, co słyszy.
-Jakie byty?
Jakie buty?! Ty sobie chyba żartujesz! To przez ciebie straciłam moje żółte
martensy!
-Ee… Odkupię
ci…
-No ja
myślę.- uśmiechnęłam się, a on zrozumiał, że przegrał.
-Ej!
-Ale miałeś
minę! Gdybyś siebie widział! Ha ha ha!- prawie padłam tam ze śmiechu. Na serio.
To była tak nierealna sytuacja, że trudno było zachować powagę.
-Ok.
Wygrałaś, słonko. Przestań się już śmiać, bo czkawki dostaniesz.- on też był
trochę rozbawiony.
-Już
przestaję… Dobra. To po co mnie zgarnąłeś, najemniku?- zapytałam już całkiem
serio.
-Mam dla
ciebie zlecenie, Gwiazdko.
No nie! Nie
możliwe. Lex, WielkiNajemnik, IdiotaLeksik, PanSameMięśnie prosił mnie, zwykłą
gimnazjalistkę o pomoc! Ha! Chociaż… może jednak prosił mutanta, którym jestem...
Może to o maszynę do zabijania mu chodziło? Nie mogłam się domyślać, więc
zgodziłam się z nim gdzieś tam pojechać, żeby mógł mnie wstępnie wdrożyć w
plan. Oczywiście niczego mu nie obiecywałam, ale nie mogłam tak z góry odmówić.
Szczególnie jeśli przy okazji miałam trochę zarobić i zgarnąć parę gadżetów i
przede wszystkim umiejętności.
A więc
wskoczyłam z tyłu na motor i objęłam go w pasie.
Nawet przez
kurtkę czułam jak napinał mięsnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze motywują :)