środa, 9 września 2015

87 Nierealna sytuacja



Dlaczego ja?
 Kiedy tak stałam na chodniku otoczona zewsząd ludźmi zakrywającymi usta z jakiegokolwiek powodu, czy to zachwytu, oburzenia, niedowierzania, czy drwiny, to na serio miałam dość. Robiło się dobrze, zaczynałam wpadać w klimat, a tu masz! Ot, sobie przylazł, stanął na środku chodnika i ja akurat musiałam na niego wpaść. Niby moja wina, bo szłam z zamkniętymi oczami, ale jaki idiota stoi na środku chodnika? I to jeszcze z motorem?!
-Lex, ty idioto!
-Gwiazdko!
Najemnik zmierzył mnie wtedy wzrokiem tak dokładnie, że miałam ochotę mu przyłożyć. Przyłożyć tak, że potrzaskałby sobie te wycackane okularki o postawiony na sztorc toną kleju irokez. Wyciągnęłam wzburzona słuchawki z uszu tak, że zwisały luźno zza bluzy. Miałam akurat na sobie skórzane czarne rurki, bordowe glany i szarą bluzo-koszulkę odsłaniającą czarny pasek od spodni. Na ramionach ciężki wojskowy plecak wypakowany po brzegi książkami, a w głowie tylko jedna myśl: co on sobie wyobraża?!
W czasie gdy rzucałam w niego gniewnymi spojrzeniami, a on w e mnie zadziornymi uśmiechami moi szkolni przyjaciele utworzyli wokół nas wielką arenę tarasując całe przejście. Zbierało się coraz więcej ludzi, żeby popatrzeć na niecodzienne zjawisko. JulkaOfiaraLosuNowak została nazwana Gwiazdką przez jakiegoś super przystojniaka, którego inni ludzie nie znają! Wow. O tym, to trzeba do gazety napisać, no!
-Gwiazdko…- Lex rozłożył ręce w geście przywitania. Miał na sobie krwistoczerwoną koszulę, kurtkę na motor i poszarpane jeansy. Za nim stała prześliczna maszyna. Motor był cały czarny, chromowane detale, zgrabny, wyglądający na ciężki i bardzo zachęcający do przejażdżki. Rozglądnęłam się dookoła. Ludzie patrzyli się na mnie z coraz to szerzej otwartymi ustami. Jeśli to był plan Lexa, zwrócić na mnie uwagę wszystkich w mieście, to przyznaję, że mu się udało. Musiałam coś wykombinować, żeby nie dać im najemnikowi satysfakcji, nie dać sobą manipulować, jakoś się wywinąć i nie wyjść na głupka.
-Ty mi tu nie gwiazdkuj, Leksik.- uśmiechnęłam się uroczo stając ze skrzyżowanymi rękami i puściłam mu porozumiewawcze oczko. Od razu załapał o co chodzi, a i tak doskoczył do mnie i, no nie wiem… przytulił? Z mojej strony trochę tak to wyglądało, ale to było raczej złapanie w talii i przysunięcie do siebie niż misiak. W głębi zrobiło mi się niesamowicie głupio i miałam ochotę rozszarpać najemnika na drobne kawałeczki, ale powstrzymałam się i zamiast tego zachichotałam po dziewczyńsku.
-Spadamy stąd. Ja prowadzę.- Wyszeptałam mu na ucho.
-Dla ciebie wszystko, Gwiazdko. Weź moją kurtkę.- Podał mi ją pokazowo.
Z tą bliskością przesadził i dlatego właśnie zamierzałam się na nim w ten sposób odegrać. Zdjęłam plecak i włożyłam kurtkę odbierając od wciąż zawadiacko uśmiechniętego najemnika kask. Nagle jednak coś sobie przypomniałam. Odwróciłam się w stronę największego tłumu. Ludzie nagle zaczęli się jakby odwracać wzrok i iść w różnych kierunkach.
-Pani przewoźniczko! Prze Pani!- dotarłam wreszcie do nauczycielki, która stała pomiędzy chłopakami z klasy, a dziewczynami z gimbusa.
-Ta-ak?- Przewoźniczka była wysoką blondyną chodzącą w butach na obcasach i koronkowych miniówkach.
-Chciałabym się zwolnić z gimbusa, czy to nie problem?
-N-nie.
-Acha. Ok. To do widzenia.- Powiedziałam i już miałam odejść kiedy obok pojawiła się Ania.
-Kto to jest, Julcia?- Zapytała z takim niedowierzaniem w głosie i pogardą, że zrobiło mi się trochę przykro.
-Taki mój… znajomy. Cześć, Aniu! Zobaczymy się jutro.- pożegnałam się szybko, włożyłam kask i wskoczyłam na czekający motor. Silnik był już włączony. Dałam po gazie i wyjechałam na ulicę. Czułam jak Lex za mną próbował jeszcze pomachać, ale dostał ode mnie łokciem i już się nie wiercił. Nie zatrzymywałam się. To była prawdziwa adrenalina i cudowne emocje. Nie wiedziałam gdzie mam jechać, ale coś wyczuwałam, że na pewno nie do domu. Skręciłam w stronę autostrady w pamięci odtwarzając trasę. Zatrzymałam się dopiero na parkingu przed Decathlonem.
-Łoł! To było NIE-SA-MO-WI-TE!- wykrzyknęłam nadal czując w sobie wiatr.
-Wiem.- Lex spojrzał na mnie poważnie.
Zdałam sobie sprawę, że dla niego jestem teraz mutantem i nie wiem czego on ode mnie chce. Bałam się jednak zapytać. Zamiast tego ściągnęłam kask i oddałam najemnikowi. Ten znowu się uśmiechnął. Pomyślałam, że tak jest lepiej. Jak się uśmiecha.
-Dlaczego?
-Jesteś mi coś winna, słonko- powiedział.
-Ja? Tobie? To nie twoje buty zginęły w akcji!- udałam obrażoną.
-Buty? Jakie buty?- był szczerze zdziwiony i chyba nie dowierzał temu, co słyszy.
-Jakie byty? Jakie buty?! Ty sobie chyba żartujesz! To przez ciebie straciłam moje żółte martensy!
-Ee… Odkupię ci…
-No ja myślę.- uśmiechnęłam się, a on zrozumiał, że przegrał.
-Ej!
-Ale miałeś minę! Gdybyś siebie widział! Ha ha ha!- prawie padłam tam ze śmiechu. Na serio. To była tak nierealna sytuacja, że trudno było zachować powagę.
-Ok. Wygrałaś, słonko. Przestań się już śmiać, bo czkawki dostaniesz.- on też był trochę rozbawiony.
-Już przestaję… Dobra. To po co mnie zgarnąłeś, najemniku?- zapytałam już całkiem serio.
-Mam dla ciebie zlecenie, Gwiazdko.
No nie! Nie możliwe. Lex, WielkiNajemnik, IdiotaLeksik, PanSameMięśnie prosił mnie, zwykłą gimnazjalistkę o pomoc! Ha! Chociaż… może jednak prosił mutanta, którym jestem... Może to o maszynę do zabijania mu chodziło? Nie mogłam się domyślać, więc zgodziłam się z nim gdzieś tam pojechać, żeby mógł mnie wstępnie wdrożyć w plan. Oczywiście niczego mu nie obiecywałam, ale nie mogłam tak z góry odmówić. Szczególnie jeśli przy okazji miałam trochę zarobić i zgarnąć parę gadżetów i przede wszystkim umiejętności.
A więc wskoczyłam z tyłu na motor i objęłam go w pasie.
Nawet przez kurtkę czułam jak napinał mięsnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze motywują :)