[Przekierowanie
na narratora.]
…
Poniedziałkowy
poranek. Wschodzące słońce tnąc powietrze odbija się od zamazanych brudem szyb.
Do szarego pokoju wchodzą trzy postacie. Napięcie na ich twarzach jest bardzo
widoczne i komponuje się z nerwowymi ruchami i podniesionym głosem. Kobieta w
niebieskim stroju co chwila wystukuje coś w telefonie zerkając na
swojego szefa. Blondyn, z grymasem niezadowolenia krzywi się zaciskając usta,
kiedy trzecia z osób wymienia znoszony i całkowicie przemoczony czerwienią
fartuch.
-Co z nią?-
pyta mężczyznę.
Pytanie wisi
w powietrzu, po czym niknie w betonowych ścianach. Na stole operacyjnym, w
ubraniu umazanym krwią i z zakrzepłą na skórze leży nieprzytomna dziewczyna.
Lekarz, chirurg kryminalistycznego półświatka, doświadczony w odratowywaniu
zbrodniarzy i ludzi zbyt pożądanych przez policję, zaciera dłonie.
-Kula
utkwiła pięć centymetrów w klatce piersiowej- mówi.- Ominęła serce prawie się o
nie ocierając. Dziewczyna nie ma szans na przeżycie.
-Nie tego…
oczekiwałem- wydusza z siebie blondyn.
-Wiem. Żaden
z was tego nie oczekuje…- mruczy do siebie lekarz i odwraca się do pacjentki.
Dziewczyna
oddycha charkliwie. Jest ledwo świadoma, ale czuje ból. Nadgarstki i kostki
przewiązane ma grubymi pasami i przywiązane do stołu, aby się nie rzucała. Na
razie nie są jeszcze potrzebne, a przewiduje się, że nie potrzebnie zostały
zapięte. Z każdym oddechem dziewczynie bliżej jest na drugą stronę i aż dziw
bierze, że tyle wytrzymała. Normalny człowiek zdechłby szybką śmiercią już przy
postrzale, a jeśli nie, jeśli byłby bardzo silnym osobnikiem, to wykończyła by
go droga, przebyta w plastikowym worze na podłodze czarnego vana.
-Przewiduję,
że mają państwo ostatnią okazję na pożegnanie się z… dziewczyną. Zamierzam
wyciągnąć kulę z jej ciała… i ewentualnie podejmę próbę odratowania pacjętki,
ale…
-Rozumiem-
przerywa mu blondyn.
Sztywno,
niczym w transie podchodzi do stołu i nachyla się nad poturbowaną dziewczyną, ale
zatrzymuje się w pół ruchu i zawisa nad nią niczym statua. Otwiera usta, żeby
coś powiedzieć, lecz po chwili zamyka je powrotem, nie mówiąc nic. Chce zamknąć
oczy, żeby nie patrzeć na to, co zrobił, ale zamiast tego wpatruje się nimi,
szeroko otwartymi, w posiniaczoną, prawie białą twarz Julii.
Odwraca się
szybko, odchodzi. Jeszcze na progu przystaje i zwraca się do lekarza.
-Wyciągnij kulę.
Ona przeżyje.
Szklane
drzwi zasuwają się za nimi z syknięciem. W pokoju pozostaje bacznie obserwowany
przez szybę lekarz i szemrzące stalą narzędzia.
Kiedy doktor
Hoff zakłada czyste rękawice, agent Jessica wreszcie odważa się zwrócić do
swojego szefa. Zaciska nerwowo palce i uważnie przygląda się swojemu odbiciu w
szybie. Dopiero kiedy jest pewna, że blondyn nie wyda jej żadnych poleceń
otwiera usta.
-Misja
wykonana. Cele zrealizowane. Dane przesłane na AKontoCX. Czy przesłać dalsze
polecenia?- kobieta zamiera w oczekiwaniu na odpowiedź.
-Tak-
najemnik nawet się do niej nie odwraca.
Patrzy jak
chirurg wybiera odpowiedni skalpel pobłyskujący jeszcze czystością.
-Szefie… Ja…
Ekhem… nie było wyjścia. Musieliśmy tak to ustawić… Gdyby nie ona nie
odzyskalibyśmy…
-Odejdź-
mówi.
Ma ostry
głos. Przez chwilę Jessice wydaje się, że najemnik żuci się na nią i poderżnie
jej gardło, ale on odwraca się do niej
powoli. Niebieskość jego oczu jest bardziej przyblakła niż zwykle, a na twarzy
widnieje niewidzialna maska, która ostatkiem sił nadal się utrzymuje.
Kobieta zaczyna w głębi ducha purpurowieć i wstydzić się za siebie.
Zrezygnowana i poniżona wychodzi, a chwilę potem odjeżdża z resztą agentów. Ich
misja nadal trwa. W tym samym czasie, kiedy czarne auta opuszczają zacieniony
podjazd nieczynnego szpitala, ostrze skalpela zaczyna ciąć ciało dziewczyny,
aby móc ją uratować.
....
Operacja się przedłuża. W powietrzu prawie słychać tykanie
niewidzialnego zegara. Wreszcie, coś zaczyna się dziać. Chirurg jest już blisko
kuli. Prawie widząc ruszające się serce zatapia skalpel po raz kolejny, a potem
chwyta magnetycznym szczypcem za pocisk i prawie odskakuje gdy oblewa go
strumień świeżego szkarłatu. Po drugiej stronie szkła najemnik zaciska pięści.
Wciąż z ręką w jej klatce piersiowej, chirurg stara się powoli cofnąć i usunąć
nieszczęsny kaliber 9milimetrów. Nie widząc już nadziei zrezygnowany podnosi
głowę i rzuca najemnikowi zrozumiałe spojrzenie. Tamten odwraca się od szyby i
odchodzi. Doktor powraca wzrokiem do pacjentki i momentalnie blednie ze
strachu. Wpatrują się w niego jarzące się pomarańczowo, szeroko otwarte oczy.
Doktor zamiera i powoli skierowuje swój wzrok niżej, na nagle bolącą go dłoń. Otwiera
usta nie rozumiejąc. Czarna łapa trzyma jego rękę, już nie w potokach krwi, bo
ta przestała się lać, ale coraz dalej od ciała dziewczyny. Wreszcie łapsko
puszcza. Chirurg natomiast nie ma odwagi się ruszyć wciąż wpatrując się w ciało
pacjentki. Przez otwartą ranę do jej klatki widzi czarne jak smoła serce.
Zamyka usta, przełyka ślinę i szybko wraca wzrokiem do twarzy dziewczyny. Jej
pomarańczowe oczy skrzą się nie przyjemnie kiedy on powoli się wycofuje. Nie
odrywają od siebie wzroku aż do momentu kiedy on wreszcie trafia do drzwi i
wybiega przez nie na zewnątrz. Wtedy dziewczyna opada bezwładnie na metalowy stół.
Lekarz biegnie na oślep. Na
placu wpada na najemnika.
-Potwór!- krzyczy
dobiegając do samochodu.- Potwór!
Najemnik
otrząsa się i próbuje biec za lekarzem, ale nagle coś karze mu przystanąć.
Jakaś dziwna, niepohamowana myśl sprawia że wbiega z powrotem do szpitala.
Zatrzymuje się na chwile przed szybą i już ostrożniej, z wyciągniętą bronią i
niespokojną myślą wchodzi na salę. Najpierw patrzy na boki, szukając możliwego
napastnika, ale potem, tak samo jak lekarz, bladnie. Schowawszy broń podchodzi
powoli do metalowego stołu. Dziewczyna, nadal w rozprutej sukience i z otwartą
głęboką raną nie jest świadoma tego, jak biorąc oddech i pokazując, że nadal
żyje zszokowała najemnika. On po raz kolejny daje jej się zaskoczyć i znów nie
wie co ma zrobić. Stoi przez chwilę myśląc nad całą sytuacją. Dziewczyna żyje.
Chirurg uciekł. Jego ludzi nie ma w pobliżu.
Najemnik odruchowo
kładzie dłoń na swojej największej z blizn, a dzięki temu dostaje oświecenia. Zdejmuje
nieprzyjemny i krępujący ruchy garnitur. Poluzowuje kołnierzyk, podwija
mankiety. W końcu i koszulę ściąga. Zaczesuje włosy i przygotowuje się do
opatrzenia dziewczyny.
…
Zanim ją
dotknął… zanim zaczął zaszywać tą ranę, której był przyczyną… uśmiechnął się do nieprzytomnej dziewczyny i
wreszcie poczuł się wyzwolony.
I delikatnie
dotykając rany powiedział:
-Teraz
będziemy kwita, słonko…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze motywują :)