środa, 1 kwietnia 2015

23 Tomik dwa słowa



-Serdecznie was witam, moi nowi uczniowie. Mniejsza o to jak się nazywam, bo od dziś mówicie mi Pułkowniku.- Staliśmy w dwuszeregu na prawie-baczność, czyli tak jak ustawiła nas wicedyrektor. Nasz nowy nauczyciel w-f`u przedstawił się sam i z odwagą patrzył na nas jak na godnych bycia żołnierzami.  Na sali stało w prawie-ciszy około pięćdziesiąt osób. Dwie klasy drugie. Po prawej chłopcy, po lewej dziewczęta. Nie byliśmy rozstawieni od jednego końca do drugiego, bo nasza sala jest bardzo duża. Mamy też duży i czysty basen, a nasze szatnie zamykają się na kluczyk (chwalenie się kompleksem sportowym w tych czasach jest ponoć cool). Wracając do wydarzeń z lekcji, na której jedna trzecia z uczniów robi więcej niż sto kroków. Pan Pułkownik nie zamierzał tak po prostu nas puścić na wolną rękę, bo to był jego pierwszy dzień. Nie. On miał dla nas coś jeszcze.
- Jestem tu, ponieważ mnie potrzebujecie. Jestem tu dla was. Nie myślcie jednak, że wasze lekcje ze mną będą takie, jakie mieliście do tej pory. Od dziś, w waszym planie zajęć znajdować się będzie dodatkowa godzina lekcyjna o nazwie „Armia”. Widzę, że już domyślacie się jak będzie to wyglądać. Nie martwcie się. Obecność nieobowiązkowa.- Gościu miał niezłe gadane. Nawet się uśmiechnęliśmy na słowo „nieobowiązkowa”.
-Za bierną aktywność, na mojej lekcji dostaniecie Odznaki, za nieobecność nie dostaniecie Odznak. Za postępy, dobrze wykonane zadania, odpowiednie zachowanie itd., też dostaniecie Odznaki. Duża ilość zebranych Odznak może zniwelować minusy na kartach zachowań. Oczywiście za konsultacją z panią wicedyrektor.- Tutaj też zebrał uśmiechy, a nawet lekkie oklaski.
-W tym tygodniu odbędzie się oficjalny nabór. Przebiegać będzie dość niecodziennie i nie tak, jak widzieliście na filmach. Na zwykłych lekcjach w-f`u będziecie musieli samodzielnie przejść obowiązkowe ćwiczenia polegające np. na torze przeszkód. Ja i moi pomocnicy ocenimy was i ewentualnie wstawimy wam zielone światło. Osoby z zielonym światłem to osoby, które powinny do nas przyjść. Reszta  też jest mile widziana.- Wszystkim nam bardzo się podobała ta zmiana. Wreszcie coś ciekawego! Mogliśmy nawet darować jego ubiór (styl na Marines bez znaczków). Kiedy skończył mówić, to muszę przyznać, że byłam podekscytowana.
-Zaczniemy od jutra. Dziewczęta mają ze mną zastępstwo za basen. Wszystkie macie się stawić pod salą punktualnie w strojach. Brak stroju oznacza ćwiczenia w tym, co macie na sobie. Nie przyjmuję też żadnych innych wymówek, za wyjątkiem zwolnień lekarskich i ewentualnej konsultacji ze mną waszego wychowawcy. Nie bójcie się. Pod uwagę brane będą takie czynniki jak wzrost czy nawet katar.- Stał teraz bliżej naszej części. Jego lekki uśmiech dodał mi otuchy. Może nie będzie jakimś sadystą?
-A więc ja już wszystko powiedziałem. Czy macie jakieś pytania?- Porozmawiał jeszcze z chłopakami na jakieś tam ważne tematy, a potem zarządził czas wolny. W-f`iści zgarnęli nas do siebie i sobie z nimi na luźno porozmawialiśmy. Do siedzącego na środkowej ławce Pułkownika nikt nie chciał podejść. Tak czy siak człowiek ten był straszny. Ja tam już wybiegałam myślami w dal.
 Kolejne lekcje były normalne. Po plastyce czekała mnie jednak lekcja wyrównawcza.
-A więc mówisz, że kopnęłaś ją w oko?
-Tak! A od uderzenia nadal bolą mnie plecy. Proszę zobaczyć moje ręce i szyję! Na twarzy już prawie zeszło, ale to jeszcze widać. Właściwie, to jestem ciekawa…
-Jak działa ta mgła? Nic trudnego. Zaraz zobaczymy.- Pani Michalina Angelo była w świetnej formie. Do końca lekcji zdążyłyśmy zrozumieć co się tak naprawdę wydarzyło, jak działa mgła. Dopisałyśmy też charakterystykę Sowiośmicy do książki monstrów. Ciekawa sprawa z tymi książkami. Jak wróciłam do domu, to w mojej też były zapisane notatki z lekcji, a przecież nie brałam jej do szkoły. Przeglądając ją powoli i szukając różnic zobaczyłam doczepioną kartkę wyrwaną z zeszytu. 

Tomik, który posiadasz jest połączony więzami ( z rozdziału sześćdziesiątego piątego) z jego kopią i dzięki temu zapisując słowo w jednym, pojawi się ono również tym drugim.”

O! To wszystko wyjaśnia. Ha! Proste rozwiązania są najlepsze. Więzy są prostym rozwiązaniem. Nie wnikam. Muszę się jeszcze spakować. Jutro przecież mam spotkanie z Pułkownikiem. Właśnie jak skończyłam postanowiłam pogadać trochę z… hm… nim.

-Nic nie mów. Sam zgadnę. Zgubiłaś się w lesie i ryjesz słowa na korze?
-Nie.
-Porwali cię kosmici?
-Nie.
-Znalazłaś przejście do innego wymiaru? Bo ja tak!
-Nie…
-A szkoda. A więc co tam u ciebie, kotku?
-Pokonałam dziś Sowiośmicę! I nie mów mi kotku.
-Taką wielką sowę z głową ośmiornicy? Błahostka!
-Nie… Taką wielką ośmiornicę z głową sowy! I co? Szczęka opada.
-Nie wierzę ci. Coś takiego nie istnieje.
-Przyjaciele z…
-A więc jestem twoim przyjacielem! Ha! Wiedziałem.
-… Biedronki też, a jakoś paru spotkałam.
-Ow…
-Mówiłeś coś?
-Nie. Nic. Nie ważne. A jak to zrobiłaś?
-Ale co?
-No, pokonałaś Sowiośmicę? Chyba nie patelnią…
-Nie uwierzysz…- Znowu długo z nim pisałam. Uwielbiam się z nim droczyć. Tylko nie lubię kiedy mówi do mnie „kotku”, „słonko” i inne takie. chyba jest moim krytycznym spojrzeniem na samą siebie. To dobrze. No więc dla jego przyjemności mogę trochę odpuścić. 
Nic mi się nie stanie, nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze motywują :)