-Serdecznie
was witam, moi nowi uczniowie. Mniejsza o to jak się nazywam, bo od dziś
mówicie mi Pułkowniku.- Staliśmy w dwuszeregu na prawie-baczność, czyli tak jak
ustawiła nas wicedyrektor. Nasz nowy nauczyciel w-f`u przedstawił się sam i z
odwagą patrzył na nas jak na godnych bycia żołnierzami. Na sali stało w prawie-ciszy około
pięćdziesiąt osób. Dwie klasy drugie. Po prawej chłopcy, po lewej dziewczęta.
Nie byliśmy rozstawieni od jednego końca do drugiego, bo nasza sala jest bardzo
duża. Mamy też duży i czysty basen, a nasze szatnie zamykają się na kluczyk
(chwalenie się kompleksem sportowym w tych czasach jest ponoć cool). Wracając
do wydarzeń z lekcji, na której jedna trzecia z uczniów robi więcej niż sto
kroków. Pan Pułkownik nie zamierzał tak po prostu nas puścić na wolną rękę, bo
to był jego pierwszy dzień. Nie. On miał dla nas coś jeszcze.
- Jestem tu,
ponieważ mnie potrzebujecie. Jestem tu dla was. Nie myślcie jednak, że wasze
lekcje ze mną będą takie, jakie mieliście do tej pory. Od dziś, w waszym planie
zajęć znajdować się będzie dodatkowa godzina lekcyjna o nazwie „Armia”. Widzę,
że już domyślacie się jak będzie to wyglądać. Nie martwcie się. Obecność
nieobowiązkowa.- Gościu miał niezłe gadane. Nawet się uśmiechnęliśmy na słowo
„nieobowiązkowa”.
-Za bierną
aktywność, na mojej lekcji dostaniecie Odznaki, za nieobecność nie dostaniecie
Odznak. Za postępy, dobrze wykonane zadania, odpowiednie zachowanie itd., też
dostaniecie Odznaki. Duża ilość zebranych Odznak może zniwelować minusy na
kartach zachowań. Oczywiście za konsultacją z panią wicedyrektor.- Tutaj też
zebrał uśmiechy, a nawet lekkie oklaski.
-W tym
tygodniu odbędzie się oficjalny nabór. Przebiegać będzie dość niecodziennie i
nie tak, jak widzieliście na filmach. Na zwykłych lekcjach w-f`u będziecie
musieli samodzielnie przejść obowiązkowe ćwiczenia polegające np. na torze
przeszkód. Ja i moi pomocnicy ocenimy was i ewentualnie wstawimy wam zielone
światło. Osoby z zielonym światłem to osoby, które powinny do nas przyjść.
Reszta też jest mile widziana.-
Wszystkim nam bardzo się podobała ta zmiana. Wreszcie coś ciekawego! Mogliśmy
nawet darować jego ubiór (styl na Marines bez znaczków). Kiedy skończył mówić,
to muszę przyznać, że byłam podekscytowana.
-Zaczniemy
od jutra. Dziewczęta mają ze mną zastępstwo za basen. Wszystkie macie się
stawić pod salą punktualnie w strojach. Brak stroju oznacza ćwiczenia w tym, co
macie na sobie. Nie przyjmuję też żadnych innych wymówek, za wyjątkiem zwolnień
lekarskich i ewentualnej konsultacji ze mną waszego wychowawcy. Nie bójcie się.
Pod uwagę brane będą takie czynniki jak wzrost czy nawet katar.- Stał teraz bliżej
naszej części. Jego lekki uśmiech dodał mi otuchy. Może nie będzie jakimś
sadystą?
-A więc ja
już wszystko powiedziałem. Czy macie jakieś pytania?- Porozmawiał jeszcze z
chłopakami na jakieś tam ważne tematy, a potem zarządził czas wolny. W-f`iści zgarnęli
nas do siebie i sobie z nimi na luźno porozmawialiśmy. Do siedzącego na
środkowej ławce Pułkownika nikt nie chciał podejść. Tak czy siak człowiek ten
był straszny. Ja tam już wybiegałam myślami w dal.
Kolejne lekcje były normalne. Po plastyce czekała
mnie jednak lekcja wyrównawcza.
-A więc
mówisz, że kopnęłaś ją w oko?
-Tak! A od
uderzenia nadal bolą mnie plecy. Proszę zobaczyć moje ręce i szyję! Na twarzy
już prawie zeszło, ale to jeszcze widać. Właściwie, to jestem ciekawa…
-Jak działa
ta mgła? Nic trudnego. Zaraz zobaczymy.- Pani Michalina Angelo była w świetnej
formie. Do końca lekcji zdążyłyśmy zrozumieć co się tak naprawdę wydarzyło, jak
działa mgła. Dopisałyśmy też charakterystykę Sowiośmicy do książki monstrów.
Ciekawa sprawa z tymi książkami. Jak wróciłam do domu, to w mojej też były
zapisane notatki z lekcji, a przecież nie brałam jej do szkoły. Przeglądając ją
powoli i szukając różnic zobaczyłam doczepioną kartkę wyrwaną z zeszytu.
„Tomik, który posiadasz jest połączony
więzami ( z rozdziału sześćdziesiątego piątego) z jego kopią i dzięki temu
zapisując słowo w jednym, pojawi się ono również tym drugim.”
O! To
wszystko wyjaśnia. Ha! Proste rozwiązania są najlepsze. Więzy są prostym
rozwiązaniem. Nie wnikam. Muszę się jeszcze spakować. Jutro przecież mam
spotkanie z Pułkownikiem. Właśnie jak skończyłam postanowiłam pogadać trochę z…
hm… nim.
-Nic nie
mów. Sam zgadnę. Zgubiłaś się w lesie i ryjesz słowa na korze?
-Nie.
-Porwali cię
kosmici?
-Nie.
-Znalazłaś
przejście do innego wymiaru? Bo ja tak!
-Nie…
-A szkoda. A
więc co tam u ciebie, kotku?
-Pokonałam
dziś Sowiośmicę! I nie mów mi kotku.
-Taką wielką
sowę z głową ośmiornicy? Błahostka!
-Nie… Taką
wielką ośmiornicę z głową sowy! I co? Szczęka opada.
-Nie wierzę
ci. Coś takiego nie istnieje.
-Przyjaciele
z…
-A więc
jestem twoim przyjacielem! Ha! Wiedziałem.
-… Biedronki
też, a jakoś paru spotkałam.
-Ow…
-Mówiłeś
coś?
-Nie. Nic.
Nie ważne. A jak to zrobiłaś?
-Ale co?
-No,
pokonałaś Sowiośmicę? Chyba nie patelnią…
-Nie
uwierzysz…- Znowu długo z nim pisałam. Uwielbiam się z nim droczyć. Tylko nie
lubię kiedy mówi do mnie „kotku”, „słonko” i inne takie. chyba jest moim krytycznym spojrzeniem na samą siebie. To dobrze. No więc dla jego przyjemności
mogę trochę odpuścić.
Nic mi się nie stanie, nie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze motywują :)