Zatrzymałam
się nie wiedząc co teraz.
Na plecach
miałam jakąś strzelbę, w lewej ręce gnata, a w prawej nóż. Po co mi nóż? Gdzie
są Sierżanci? Jak ja mam ich zlikwidować?
Z zewnątrz wydawało się to łatwe. Musiałam wziąć się w garść. Spięłam
plecy i poprawiłam ochraniacze. Nóż włożyłam do nagolennika, a gnata za pasek.
Całe szczęście założyłam szare spodenki z paskiem. Bliżej przyjrzałam się całej
konstrukcji. Z daleka był to zwykły tor, ale tak naprawdę można go było przejść
na więcej niż trzy sposoby.
Biegnąc
pokonałam dwie kładki, basen z wodą, kręty i ciasny tunel, ściankę wspinaczkową
i… po tym się zgubiłam. Do tej pory nie zobaczyłam celów, a przecież miałam ich
zlikwidować. Musiałam wspiąć się wyżej. Kiedy po ciężkiej wspinaczce byłam już
wystarczająco wysoko… to zorientowałam się, że nic nie widzę. Wszystko
zasłaniała mi ścianka. Siedząc rozkrokiem na belce potarłam czoło. Mój wzrok
padł na sklepienie sali. Zbudowane z gąszczu metalowych rur dzięki grubym linom
stało się połączone z torem. Wpadłam na pomysł…
Nie pytajcie
jak, ale udało mi się usiąść na największej z rur. Zobaczyłam pierwszy cel.
Stał oparty za basenem z piłkami. Zdjęłam i przeładowałam strzelbę na farbę.
Wycelowałam i… bach! Prosto w ramię! Za pierwszym razem. Musiałam niestety do
niego zejść i zabrać mu opaskę. Pomyślałam o czymś lepszym niż mozolne uważanie
żeby się nie potknąć. Mimowolnie wzięłam głęboki oddech i wyskoczyłam do przodu
w „skoku wiary” całkiem jak z gry o Assassynach. Wylądowałam pięknie w basenie
z kulkami. Gdzieś za plecami słyszałam brawa, ale nie mogłam odwrócić oczu od
uśmiechniętej miny Mellera. Grzecznie wyciągnął do mnie swoją opaskę. Wygrałam!
No prawie. Teraz trzeba było znaleźć jeszcze drugiego… O nie… Spojrzałam do
góry. Strzelba została na miejscu, leżąc w miejscu, z którego strzelałam.
Pacnęłam się w czoło. Jak mogłam o tym zapomnieć?! Wyszłam z basenu i wlepiłam
wzrok w plamę farby na kurtce Sierżanta, zastanawiając się co dalej. On (mój
kumpel z wyobraźni) pewnie będzie się ze mnie śmiać, że potrafiłam tak spartaczyć robotę. Olśniło
mnie!
-Zdejmij
kurtkę.
-Słucham?-
Meller głupkowato wykrzywił uśmiech. Zdziwienie w jego przypadku wyglądało
okropnie.
-Teraz
jesteś moim zakładnikiem, a ja mówię żebyś zdjął kurtkę. Pójdziesz ze mną.- Nie
zamierzałam mówić nic więcej. Wzięłam od niego ubranie i założyłam. Przejęłam
też okulary. Bez nich wyglądał… słabo. Miał za małe oczy i za duży uśmiech.
-Idziemy.
Ręce z tyłu. Mam cię widzieć i ani słowa.- Wczułam się w rolę. Stało się to
moją misją.
Nie za długo
spotkaliśmy poszukiwanego. Mądrala siedział pomiędzy drabinkami. Wyglądał jak
przyczajony kot pomiędzy lianami. No dobra. Z tym kotem to przesadziłam. Raczej
jak niedźwiedź. Jego taktyka poskutkowała. Nie miałam czystego strzału. Tego
się obawiałam.
-Numer
siedemnaście! Za oddanie dwóch nie celnych strzałów odejmę ci mój punkt.-
Zauważyła nas. Meller był pewnie za głośno.
-Nic się nie
martw. Ty nie masz czym we mnie trafić.
-Ty we mnie
też nie. Gdzie zgubiłaś strzelbę? Uciekła.
-Ty będziesz
zwiewał szybciej.- Wyszłam mu naprzeciw. Nie mogłam jednak za bardzo się zbliżyć,
bo przeszkadzało mi drewno drabinek i lniane liany sznurów (what?! ze mną coraz
gorzej… lniane sznury?!)
-Przegrasz
jak tylko cię obezwładnię, co na pewno zrobię, jak tylko tu przyjdziesz, bo nie
możesz oddać czystego strzału, bo strzelba ci uciekła. Ha! Ha! Ha!
-Myślisz, że
jesteś lepszy? Ty nie walczysz! Ty się ukrywasz! Jak…
-Oj! Oj! Oj!
Nie przeklinaj. Za to też mogę odjąć ci punkty.- Meller parsknął śmiechem.
Widział jaką władzę sprawował nade mną Ekler.
-Meller!
Zjeżdżaj stąd. Jesteś martwy. A ty!- Pokazałam na niego wyciągniętą bronią.
-Co? Mam się
poddać?
-Wyzywam cię
do prawdziwej walki.- Rozłożyłam gnata i kopnęłam za obręb pustej przestrzeni,
której trochę jednak było. Ekler widocznie się zaciekawił. Wyszedł z kryjówki i
stanął gotowy do pojedynku. Umięśniony sierżant kontra prawie kujonka, która
nie potrafi ułożyć włosów. Zmierzyliśmy się wzrokiem. Rozprostowałam kości i
pokazowo zdjęłam kurtkę odrzucając ją teatralnie w bok. On zrobił to samo.
Kiedy się uśmiechnął ja rzuciłam się do ataku.
Jak
prawdziwy wojownik!
No... prawie. Heh.
Jesteś nominowana do LBA.
OdpowiedzUsuńInfo tu: http://percico-yaoi-pl.blogspot.com/2015/04/no-kurna-zgincie-czyli-lba.html?m=1