czwartek, 9 kwietnia 2015

25 Nałokietniki




Zatrzymałam się nie wiedząc co teraz.
Na plecach miałam jakąś strzelbę, w lewej ręce gnata, a w prawej nóż. Po co mi nóż? Gdzie są Sierżanci? Jak ja mam ich zlikwidować?  Z zewnątrz wydawało się to łatwe. Musiałam wziąć się w garść. Spięłam plecy i poprawiłam ochraniacze. Nóż włożyłam do nagolennika, a gnata za pasek. Całe szczęście założyłam szare spodenki z paskiem. Bliżej przyjrzałam się całej konstrukcji. Z daleka był to zwykły tor, ale tak naprawdę można go było przejść na więcej niż trzy sposoby.
Biegnąc pokonałam dwie kładki, basen z wodą, kręty i ciasny tunel, ściankę wspinaczkową i… po tym się zgubiłam. Do tej pory nie zobaczyłam celów, a przecież miałam ich zlikwidować. Musiałam wspiąć się wyżej. Kiedy po ciężkiej wspinaczce byłam już wystarczająco wysoko… to zorientowałam się, że nic nie widzę. Wszystko zasłaniała mi ścianka. Siedząc rozkrokiem na belce potarłam czoło. Mój wzrok padł na sklepienie sali. Zbudowane z gąszczu metalowych rur dzięki grubym linom stało się połączone z torem. Wpadłam na pomysł…
Nie pytajcie jak, ale udało mi się usiąść na największej z rur. Zobaczyłam pierwszy cel. Stał oparty za basenem z piłkami. Zdjęłam i przeładowałam strzelbę na farbę. Wycelowałam i… bach! Prosto w ramię! Za pierwszym razem. Musiałam niestety do niego zejść i zabrać mu opaskę. Pomyślałam o czymś lepszym niż mozolne uważanie żeby się nie potknąć. Mimowolnie wzięłam głęboki oddech i wyskoczyłam do przodu w „skoku wiary” całkiem jak z gry o Assassynach. Wylądowałam pięknie w basenie z kulkami. Gdzieś za plecami słyszałam brawa, ale nie mogłam odwrócić oczu od uśmiechniętej miny Mellera. Grzecznie wyciągnął do mnie swoją opaskę. Wygrałam! No prawie. Teraz trzeba było znaleźć jeszcze drugiego… O nie… Spojrzałam do góry. Strzelba została na miejscu, leżąc w miejscu, z którego strzelałam. Pacnęłam się w czoło. Jak mogłam o tym zapomnieć?! Wyszłam z basenu i wlepiłam wzrok w plamę farby na kurtce Sierżanta, zastanawiając się co dalej. On (mój kumpel z wyobraźni) pewnie będzie się ze mnie śmiać, że  potrafiłam tak spartaczyć robotę. Olśniło mnie!
-Zdejmij kurtkę.
-Słucham?- Meller głupkowato wykrzywił uśmiech. Zdziwienie w jego przypadku wyglądało okropnie.
-Teraz jesteś moim zakładnikiem, a ja mówię żebyś zdjął kurtkę. Pójdziesz ze mną.- Nie zamierzałam mówić nic więcej. Wzięłam od niego ubranie i założyłam. Przejęłam też okulary. Bez nich wyglądał… słabo. Miał za małe oczy i za duży uśmiech.
-Idziemy. Ręce z tyłu. Mam cię widzieć i ani słowa.- Wczułam się w rolę. Stało się to moją misją.
Nie za długo spotkaliśmy poszukiwanego. Mądrala siedział pomiędzy drabinkami. Wyglądał jak przyczajony kot pomiędzy lianami. No dobra. Z tym kotem to przesadziłam. Raczej jak niedźwiedź. Jego taktyka poskutkowała. Nie miałam czystego strzału. Tego się obawiałam.
-Numer siedemnaście! Za oddanie dwóch nie celnych strzałów odejmę ci mój punkt.- Zauważyła nas. Meller był pewnie za głośno.
-Nic się nie martw. Ty nie masz czym we mnie trafić.
-Ty we mnie też nie. Gdzie zgubiłaś strzelbę? Uciekła.
-Ty będziesz zwiewał szybciej.- Wyszłam mu naprzeciw. Nie mogłam jednak za bardzo się zbliżyć, bo przeszkadzało mi drewno drabinek i lniane liany sznurów (what?! ze mną coraz gorzej… lniane sznury?!)
-Przegrasz jak tylko cię obezwładnię, co na pewno zrobię, jak tylko tu przyjdziesz, bo nie możesz oddać czystego strzału, bo strzelba ci uciekła. Ha! Ha! Ha!
-Myślisz, że jesteś lepszy? Ty nie walczysz! Ty się ukrywasz! Jak…
-Oj! Oj! Oj! Nie przeklinaj. Za to też mogę odjąć ci punkty.- Meller parsknął śmiechem. Widział jaką władzę sprawował nade mną Ekler.
-Meller! Zjeżdżaj stąd. Jesteś martwy. A ty!- Pokazałam na niego wyciągniętą bronią.
-Co? Mam się poddać?
-Wyzywam cię do prawdziwej walki.- Rozłożyłam gnata i kopnęłam za obręb pustej przestrzeni, której trochę jednak było. Ekler widocznie się zaciekawił. Wyszedł z kryjówki i stanął gotowy do pojedynku. Umięśniony sierżant kontra prawie kujonka, która nie potrafi ułożyć włosów. Zmierzyliśmy się wzrokiem. Rozprostowałam kości i pokazowo zdjęłam kurtkę odrzucając ją teatralnie w bok. On zrobił to samo. Kiedy się uśmiechnął ja rzuciłam się do ataku.
Jak prawdziwy wojownik!
No... prawie. Heh.

1 komentarz:

  1. Jesteś nominowana do LBA.
    Info tu: http://percico-yaoi-pl.blogspot.com/2015/04/no-kurna-zgincie-czyli-lba.html?m=1

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)