Noc była
ciepła i przyjemna. Gwiazdy słodko oświetlały nam drogę.
-Nasz Pałac
Kultury naprawdę ładnie wygląda.
-Hm?
-No bo, jak
tak rano na niego spojrzeć, to jest brzydki, a teraz ładnie go oświetlili.
-Nawet,
nawet.
-Ej! Chodźmy
sprawdzić, czy jest otwarte.
-Teraz? Jest
noc. Na pewno nie jest otwarte.
-No chodź.
Tylko sprawdzimy.
Zaciągnęłam Mateusza
pod same schody. Drzwi, do tego ogromnego, przypominającego pudełko po butach
budynku, było osiem. Złapałam za pierwsze. Zamknięte. Drugie. Zamknięte.
Trzecie. Zamknięte.
-Może mi
pomożesz?
-Dobra. Ale
przecież wiesz, że…- Drzwi Mateusza były otwarte.
-Mój ty
otwieraczu drzwi na białym koniu! Chodźmy.
-Ale… Ale.
Nie! No, to tak się nie skończy. W tej chwili idziemy do dozorcy złożyć skargę.
-Phi hi hi.
No chodź.
-Pani
przodem.
-OK. Ok.
Weszliśmy do
środka. Na wszelki wypadek sprawdziłam czy drzwi będzie można potem otworzyć.
Dopiero potem się rozejrzałam. Wyglądało tam cu-dow-nie! Zapalone były tylko
lekkie lampki przy suficie i kandelabry.
-Nie wiedziałam,
że zrobili tu remont.
-Nigdy
jeszcze tu nie byłem.
-Nie? No
weź, przecież tu jest spoko biblioteka.
-Biblioteka…
-A. Racja.
Ale na przykład są tu sale teatralne, taneczne, plastyczne, muzyczne, taras.
-Taras
interesuje mnie tutaj chyba najbardziej ze wszystkiego.
-Jak chcesz
możemy iść. Tam też są drzwi, ale pewnie będą otwarte. Znam drogę. Tędy.
Szliśmy
przez puste korytarze i rozmawialiśmy o obrazach na ścianach. Po drodze
zajrzeliśmy do biblioteki.
-Moi rodzice
mają większą. A przynajmniej ładniejszą.
-Tak? Mają
ciężkie, zrobione z ciemnego drewna i lekko przykurzone regały, na których
piętrzą się stosy ładnie oprawionych ksiąg?
-Tak.
-Zazdroszczę
więc twoim rodzicom, Mateuszu.
-Lizaka?- Podziękowałam.
Miał bardzo miły smak truskawki i kształt gwiazdki. On miał pomarańczowe
serduszko.
-Taras?
-Oczywiście.
To tylko piętro wyżej.
Kiedy
wreszcie wyszliśmy na taras prawie zemdlałam.
*Cha cha.
Żartuję. Wy pewnie byście tego chcieli. Żebym zemdlała. Ha! Nie ma mowy.*
Niebo było
jeszcze piękniejsze. Gwiazdy jak przyjaciółki otaczały księżyc, który pomyślnie,
dziś był srebrnym rogalem. Westchnęłam
oparta o murek. Nie było mi zimno. Tak naprawdę, to było mi bardzo ciepło.
Ciepło na sercu. Wyobraziłam sobie to by wyglądało, gdybym była w filmie. Co mam
teraz zrobić?
-Widziałem
ładniejsze niebo.
-Hej!- Lekko
tyrpnęłam Matiego.
-No dobra.
To nie jest takie złe.
Usiedliśmy
oparci o murek.
-Kim chcesz
zostać w przyszłości?- Mati zadał ważne pytanie.
-Nie wiem.
Myślałam o pisarstwie, albo o inżynierii. A ty?
-Chce zostać
medykiem polowym.
-Takim na
wojnie? Zszywającym rany?
-Tak.
-Dlaczego
akurat to?
-Mój dziadek
był kiedyś na wojnie. Wrócił bez lewej dłoni i lewej nogi. Do końca życia
zajmował się z babcią pomidorami i porzeczkami, ale jego kumple w większości
się rozpili. Oni, jak stracili kończyny, stracili też wiarę w dalsze życie. A
ja wierzę, że gdybym tam był i im pomógł, to może nawet bym ich w całości
uratował.
-To… to nie
wiem co mam powiedzieć.
-Możesz nic
nie mówić.
Mateusz spojrzał
mi w oczy. Miały lekko smutny, ale ciepły odcień brązu. Uśmiechnęłam się.
Lubiłam patrzeć ludziom w oczy. Kiedyś słyszałam, że są odzwierciedleniem
duszy.
I wtedy
właśnie on…
Mój ty otwieraczu drzwi na białym koniu ... Nie skomentuje tego ;)
OdpowiedzUsuńIle razy mam jeszcze umierać? Ech nie ważne i tak czytam dalej :*
Ej zaraz chwila ... Koniec? ! nie możesz mi tego zrobić w takim momencie! !!
UsuńBędę cierpieć ... Jeśli to jest karta za to że nie przyjechałam dzisiaj to jest to bolesna kara ...
Tak więc ledwo żyjąc czekam na nexta :*
Widzisz, teraz znasz mój ból! XD
OdpowiedzUsuń