środa, 22 kwietnia 2015

29 Drzwi



Noc była ciepła i przyjemna. Gwiazdy słodko oświetlały nam drogę.
-Nasz Pałac Kultury naprawdę ładnie wygląda.
-Hm?
-No bo, jak tak rano na niego spojrzeć, to jest brzydki, a teraz ładnie go oświetlili.
-Nawet, nawet.
-Ej! Chodźmy sprawdzić, czy jest otwarte.
-Teraz? Jest noc. Na pewno nie jest otwarte.
-No chodź. Tylko sprawdzimy.
Zaciągnęłam Mateusza pod same schody. Drzwi, do tego ogromnego, przypominającego pudełko po butach budynku, było osiem. Złapałam za pierwsze. Zamknięte. Drugie. Zamknięte. Trzecie. Zamknięte.
-Może mi pomożesz?
-Dobra. Ale przecież wiesz, że…- Drzwi Mateusza były otwarte.
-Mój ty otwieraczu drzwi na białym koniu! Chodźmy.
-Ale… Ale. Nie! No, to tak się nie skończy. W tej chwili idziemy do dozorcy złożyć skargę.
-Phi hi hi. No chodź.
-Pani przodem.
-OK. Ok.
Weszliśmy do środka. Na wszelki wypadek sprawdziłam czy drzwi będzie można potem otworzyć. Dopiero potem się rozejrzałam. Wyglądało tam cu-dow-nie! Zapalone były tylko lekkie lampki przy suficie i kandelabry.
-Nie wiedziałam, że zrobili tu remont.
-Nigdy jeszcze tu nie byłem.
-Nie? No weź, przecież tu jest spoko biblioteka.
-Biblioteka…
-A. Racja. Ale na przykład są tu sale teatralne, taneczne, plastyczne, muzyczne, taras.
-Taras interesuje mnie tutaj chyba najbardziej ze wszystkiego.
-Jak chcesz możemy iść. Tam też są drzwi, ale pewnie będą otwarte. Znam drogę. Tędy.
Szliśmy przez puste korytarze i rozmawialiśmy o obrazach na ścianach. Po drodze zajrzeliśmy do biblioteki.
-Moi rodzice mają większą. A przynajmniej ładniejszą.
-Tak? Mają ciężkie, zrobione z ciemnego drewna i lekko przykurzone regały, na których piętrzą się stosy ładnie oprawionych ksiąg?
-Tak.
-Zazdroszczę więc twoim rodzicom, Mateuszu.
-Lizaka?- Podziękowałam. Miał bardzo miły smak truskawki i kształt gwiazdki. On miał pomarańczowe serduszko.
-Taras?
-Oczywiście. To tylko piętro wyżej.
Kiedy wreszcie wyszliśmy na taras prawie zemdlałam.
*Cha cha. Żartuję. Wy pewnie byście tego chcieli. Żebym zemdlała. Ha! Nie ma mowy.*
Niebo było jeszcze piękniejsze. Gwiazdy jak przyjaciółki otaczały księżyc, który pomyślnie, dziś był srebrnym rogalem.  Westchnęłam oparta o murek. Nie było mi zimno. Tak naprawdę, to było mi bardzo ciepło. Ciepło na sercu. Wyobraziłam sobie to by wyglądało, gdybym była w filmie. Co mam teraz zrobić?
-Widziałem ładniejsze niebo.
-Hej!- Lekko tyrpnęłam Matiego.
-No dobra. To nie jest takie złe.
Usiedliśmy oparci o murek.
-Kim chcesz zostać w przyszłości?- Mati zadał ważne pytanie.
-Nie wiem. Myślałam o pisarstwie, albo o inżynierii. A ty?
-Chce zostać medykiem polowym.
-Takim na wojnie? Zszywającym rany?
-Tak.
-Dlaczego akurat to?
-Mój dziadek był kiedyś na wojnie. Wrócił bez lewej dłoni i lewej nogi. Do końca życia zajmował się z babcią pomidorami i porzeczkami, ale jego kumple w większości się rozpili. Oni, jak stracili kończyny, stracili też wiarę w dalsze życie. A ja wierzę, że gdybym tam był i im pomógł, to może nawet bym ich w całości uratował.
-To… to nie wiem co mam powiedzieć.
-Możesz nic nie mówić.
Mateusz spojrzał mi w oczy. Miały lekko smutny, ale ciepły odcień brązu. Uśmiechnęłam się. Lubiłam patrzeć ludziom w oczy. Kiedyś słyszałam, że są odzwierciedleniem duszy.
I wtedy właśnie on…

3 komentarze:

  1. Mój ty otwieraczu drzwi na białym koniu ... Nie skomentuje tego ;)
    Ile razy mam jeszcze umierać? Ech nie ważne i tak czytam dalej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej zaraz chwila ... Koniec? ! nie możesz mi tego zrobić w takim momencie! !!
      Będę cierpieć ... Jeśli to jest karta za to że nie przyjechałam dzisiaj to jest to bolesna kara ...
      Tak więc ledwo żyjąc czekam na nexta :*

      Usuń
  2. Widzisz, teraz znasz mój ból! XD

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)