Tydzień minął
normalnie.
Aż do
piątku. W piątek dziewczyny zaczęły wariować. Dlaczego? Bo do Mileny zadzwonił
jej były chłopak z Niemiec! Niezłe, nie! Z Niemiec! Historia jest ogólnie taka,
że facio wyjechał trzy lata temu z rodziną do obcego kraju, zostawiając Milenę
z niepewnością, czy ją kocha, czy nie. Ja tam wiedziałam o tym od dawna, ale
kumpele były nieźle zszokowane. Milena zapowiedziała, że Natan, bo tak ma na
imię jej były, być może pojawi się na grillu u niej. Ha! Teraz to i ja nie mogę
się doczekać. A co do Mateusza… nie ważne. On sam tak zdecydował. Ja dałam się
wrobić. Zapomnijmy o tym!
Czy coś
nowego się jeszcze zdarzyło? Nie. Oprócz listu z groźbą, który dostałam, to nic
tak szczególnego, żeby o tym mówić.
List z
groźbą, trudna sprawa. Siedziałam sobie właśnie przy oknie, malując nowy obraz,
kiedy zaciekawił mnie przejeżdżający w tą i z powrotem motorzysta. Byłam pewna,
że to ten sam, który prawie mnie potrącił. No więc patrzę, a on podjeżdża pod
moją bramę i nie wyłączając silnika przerzuca coś na drugą stronę. Zdziwiona
pomyślałam, że gościu oszalał, albo… coś gorszego, ale mój detektywistyczny
zmysł nie dał mi spokoju i upewniwszy się, że motor już nie przejeżdża koło
domu, szybko zbiegłam na dół zobaczyć co takiego wyrzucił. To był kamień
owinięty w papier. Odwinęłam list i przeczytałam prawie na głos: „Uważaj!”. Ej!
Co to ma niby znaczyć? Na co uważać? Na deszcz? Policję? Złoczyńców?
Geograficzkę? No kurczę! Powinni lepiej precyzować te groźby. Jak tak potem o
tym pomyślałam, to może była to zgrabna uwaga na temat mojego przechodzenia
przez ulicę. To ostatnie najbardziej wzięłam do siebie.
Takie rzeczy
się zdarzają i dopóki ten dziwny Gość trzyma się zda lejka ode mnie, to może mi
codziennie takie liściki wysyłać. A co! Moje rozmyślania nad sprawą na tym się
skończyły. W sobotę przecież party u Mileny.
Wieczorem
popisałam jeszcze trochę z gościem z wyobraźni i poszłam spać. No dobra. Jak
tak błagacie, to wam pokaże co pisaliśmy. On zaczął.
-Co tam
laska?
-Jak zwykle.
-Jesteś
nudna.
-A ty
niezabawny!
-Co za
oszczerstwo.
-Oj. No
dobra.
-Słyszałem,
że oglądasz ostatnio dużo seriali.
-Aż za dużo.
Przez to czuję się okropnie.
-Marnujesz
życie. Powinnaś coś zrobić.
-Robię.
-Nie robisz.
Nudzisz się. Już nawet nie jesteś twórcza!
-Piszę…
-…bzdury.
Krwawa miazga, która była dobra przerodziła się w randkowanie. Co to ma być? Telenowela?!
-To się
nazywa BLOG! Po za tym muszę iść się uczyć.
-Okłamujesz
już nie tylko rodziców, ale i samą siebie. Wpadasz w uzależnienie. W lenistwo.
To mnie boli.
-Ciebie nic
nie boli! Jesteś. Moim. Wyobrażeniem.
-Więc dzięki
temu cię znam. I znam prawdę.
-To nie tak…
-Tak. Tak.
Weź się w garść!
-Ok.
-Hm?
-Napisałam
„ok.” Spoko.
-Acha. To…
fajnie.
-A ty co
robisz? Hę? Panie mądraliński!
-Jak sama
mówiłaś jestem tylko twoim wyobrażeniem. Nic nie robię!
-A idź!
-Idę!
-I dobrze!
-…
-Ej…
-Co?
-Jakiej
muzyki słuchasz?
-Co?
-No…
-Wiem o co
zapytałaś. Ale czemu? Czemu mi się o to pytasz?
-A nic. Po
prostu chcę wiedzieć, a nigdy nie pytałam.
-No…
-Co no?
-Wiem, że
jest jeszcze coś. Ja to wiem, złotko. No powiedz to!
-Za to
złotko mam dość rozmowy na dziś. Dobranoc, „złotko”.
-Ej!
-…
-No nie! Nie
możesz tak!
-…
-Pff. Ja tu
wrócę.
-…
-No to pa.
Odchodzę.
-…
-Nie
zatrzymasz mnie?
-…
-No nie!
Idę!
-…
-Ech…
Dziwna
rozmowa. Najdziwniejsza ze wszystkich, jak do tej pory.
Sobota
przyszła szybko. Rano wstałam, pouczyłam się, pograłam z bratem i tyle. Na tyle
starczyło mi czasu, bo już musiałam się ubierać do wyjścia. Założyłam spodnie
moro, niebieską koszulę i granatową kurtkę. Jak zwykle na nogi nałożyłam żółte
martensy.
Kocham moje
buty!
Ty chyba chcesz umrzeć w najbliższym czasie ... Fakt mówiłam kiedyś że lubię to imię. Zaraz nie to. Nathaniela nie natan. To nie to samo ... Ech dobra jakoś przeżyje. Ty też musisz bo nie będzie kto mi rozdziałów pisał ... Ech bez sensu ...
OdpowiedzUsuńGroźba? Hmm zaczyna się ciekawie xdd