To co
pomyślałam na początku było zwykłym, kobiecym odruchem.
O następnym
pomyślałam, jak dziewczyny zaczęły piszczeć z radości i bardzo pozytywnie
komentować przemianę, przyjaciółki.
-Gdzie
schowałaś Milenę?!
-Co jest?
Urządzasz „Top Model”?
-Wow. No po
prostu wow!
-Śliczności!
-Co się
stało?- Moja poważna mina i dość w tej sytuacji ostre słowa zgasiły na chwilę
zapał towarzystwa. Podczas gdy one obracały ją w koło i poprawiały fryzurę, ja
zrobiłam przegląd zachowań Mileny, którą znam. I wiecie co mi wyszło? To nie
to. To nie jej charakter, nie jej… sposób. Codziennie rano, kiedy wsiadałyśmy
do gimba, ona mówiła mi cześć i opowiadała o poprzednim dniu Zwykle włosy spina
w kucyk, złotą i krótką kitkę. Lubi dżinsy i sweterki. Nie jest ostra, panuje
nad sobą i nie kręci. Milena to Milena, a nie… Milena. No! Nie wiedziałam co zrobić. Pauza, którą
wywołałam coraz bardziej się przeciągała, a dziewczyny miały coraz mniej
ucieszne miny.
-Zaraz się
na mnie rzucą!- Pomyślałam. Powinnam była wtedy zrobić to od razu, ale pomysł
nadszedł dopiero na przypomnienie sobie filmu o zombie. Gdy masz za sobą hordę
zombiaków, a przed sobą jednego żywego martwego, to wybieraj tego
osamotnionego. Posłuchałam tej i rady i wypychając resztę dziewczyn z pokoju
zamknęłam nas (w sensie, że mnie i Milenę) samych. Postanowiłam od razu wyłożyć
karty na stół.
-Co się
stało?- Zapytałem siląc się na delikatność i spokój. Miałyśmy dosłownie chwilę,
zanim reszta zacznie walić w drzwi.
-Słucham?
Nie podobam ci się?
-Mileno.
Przecież widzę, że coś jest nie…- I wtedy mnie oświeciło.
-A co z tobą
się dzieje? Co?! Czemu to robisz?! Czy ty zawsze musisz być pierwsza?!- Dostała
ataku gniewu! Niesamowite! Dosłownie niesamowite! Milena, nigdy jeszcze przy
mnie nie dostała ataku gniewu! Jeszcze nigdy nie włączyła full rage moda. To
zastanawiające…
-Nie musisz
już udawać. Wiem dlaczego, to zrobiłaś. Ale…
-Hm… Ja… Po
prostu… No wiesz… Ech!
-Nie bądź na
mnie już zła. Zmartwiłam się.
-Ok. A teraz
już chodźmy!
-Dobra.
Tylko… Nie zrób niczego, głupiego ok?
-No.- Za nim wyszłyśmy, zauważyłam coś… hm… nieprawidłowego.
Pod apaszką widać było dużą bliznę. Z tego co wiem, to rana po ugryzieniu nie
powinna tak wyglądać. Do tego to całe jej rozdrażnienie i wyolbrzymione inne
uczucia… Coś mi nie pasowało. Coś bardzo niepokojącego ukrywało się w mojej podświadomości.
Mały punkcik, wystarczająco niezauważalny, żeby nie do końca go zrozumieć, ale
też dość poważny, aby się nim zezłościć. Musiałam to przemyśleć. Niestety
musiałam wrócić na imprezę. Zebrawszy się więc w sobie, podążyłam za wciąż
niewzruszonymi dziewczynami powrotem do ogrodu. Nikt o nic nie pytał. A przynajmniej
nie o to. W prawdzie padło trochę słodkich komentarzy o jej wyglądzie i
połączeniu z Natanem, ale… no ale. Śmialiśmy się z tego.
Zdążyliśmy
zjeść już pierwszą porcję kiełbasek i połowę sałatki. Rozkręciliśmy muzę i
żarty. Robiło się coraz fajniej. I niebezpieczniej. Zachowanie Natana, Mileny i
Mateusza, trochę za bardzo się zmieniły. Ci pierwsi tańczyli szaleńczo do
skocznej muzyki i mówiąc szczerze, pobożnym tańcem bym tego nie nazwała. Jej
trzepot rzęs i jego dotykanie, też nie. Ten ostatni zaczął mnie denerwować nie
na żarty. Nie dość, że wprosił się na zamkniętą imprę, wiedząc, że ja na niej
jestem, to jeszcze potrafił zadawać mi okropne pytania. „Czy coś się stało?”, „Porozmawiajmy”,
„Dlaczego…”. Przy jednym z takich nie wytrzymałam.
-Co ty sobie
myślisz? Że co?! Że po prostu zapomnę i zostaniemy przyjaciółmi? Czy ja
wyglądam na swawolną dziewoję?! Hę?
-Nie… Ja...-
Jego marny wywód przerwało wycie psa. Gdzieś w dali, ponad płotem zaiskrzyły punkciki
oczu. Odruchowo przeleciałam wzrokiem po pozostałych. Rzuciło mi się coś… Milena! To
było prawdziwe olśnienie! Jej zachowanie, szrama, Wilk w szkole! Ten Wilk, to
był Wilkołak! To dlatego mówił i jakby…
czuł. To dlatego… O nie! O nie! O nie! Jeśli Wilkołak cię ugryzie, to stajesz
się jednym z nich, a więc według logiki… Milena jest zarażona. Do tej pory się
nie przemieniła, więc pozostało tylko nam czekać. Czekać na wybuch! Nie, no. Ja
tak nie robię. Ja nie czekam na rozwój wydarzeń. Opcje, jakie mi pozostały
nagle skruszały. Mogłam chyba tylko zamknąć ją w piwnicy. Albo zadzwonić do
chłopaka Niki, żeby przywiózł zioła. (O mieszance na wilkołactwo nauczyłam się
prawie na początku. To nie był pełen lek, a tylko uspokajacz. Jak na razie tyle
by wystarczyło.) Wyjęłam telefon z kieszeni.
-Czy ty mnie
w ogóle słuchasz?
-Hm?
O mój Boże ... Julka to jest ... Ech nawet nie wiem jak to nazwać.
OdpowiedzUsuń"Jej trzepot rzęs i jego dotykanie" - padłam ....
Jestem prawie wilkołakiem ?! Ze co? ! No dobra to wsumie zaż takie złe nie jest .... Chyba