poniedziałek, 27 kwietnia 2015

39 Zachowanie



To co pomyślałam na początku było zwykłym, kobiecym odruchem.
O następnym pomyślałam, jak dziewczyny zaczęły piszczeć z radości i bardzo pozytywnie komentować przemianę, przyjaciółki.
-Gdzie schowałaś Milenę?!
-Co jest? Urządzasz „Top Model”?
-Wow. No po prostu wow!
-Śliczności!
-Co się stało?- Moja poważna mina i dość w tej sytuacji ostre słowa zgasiły na chwilę zapał towarzystwa. Podczas gdy one obracały ją w koło i poprawiały fryzurę, ja zrobiłam przegląd zachowań Mileny, którą znam. I wiecie co mi wyszło? To nie to. To nie jej charakter, nie jej… sposób. Codziennie rano, kiedy wsiadałyśmy do gimba, ona mówiła mi cześć i opowiadała o poprzednim dniu Zwykle włosy spina w kucyk, złotą i krótką kitkę. Lubi dżinsy i sweterki. Nie jest ostra, panuje nad sobą i nie kręci. Milena to Milena, a nie… Milena.  No! Nie wiedziałam co zrobić. Pauza, którą wywołałam coraz bardziej się przeciągała, a dziewczyny miały coraz mniej ucieszne miny.
-Zaraz się na mnie rzucą!- Pomyślałam. Powinnam była wtedy zrobić to od razu, ale pomysł nadszedł dopiero na przypomnienie sobie filmu o zombie. Gdy masz za sobą hordę zombiaków, a przed sobą jednego żywego martwego, to wybieraj tego osamotnionego. Posłuchałam tej i rady i wypychając resztę dziewczyn z pokoju zamknęłam nas (w sensie, że mnie i Milenę) samych. Postanowiłam od razu wyłożyć karty na stół.
-Co się stało?- Zapytałem siląc się na delikatność i spokój. Miałyśmy dosłownie chwilę, zanim reszta zacznie walić w drzwi.
-Słucham? Nie podobam ci się?
-Mileno. Przecież widzę, że coś jest nie…- I wtedy mnie oświeciło.
-A co z tobą się dzieje? Co?! Czemu to robisz?! Czy ty zawsze musisz być pierwsza?!- Dostała ataku gniewu! Niesamowite! Dosłownie niesamowite! Milena, nigdy jeszcze przy mnie nie dostała ataku gniewu! Jeszcze nigdy nie włączyła full rage moda. To zastanawiające…
-Nie musisz już udawać. Wiem dlaczego, to zrobiłaś. Ale…
-Hm… Ja… Po prostu… No wiesz… Ech!
-Nie bądź na mnie już zła. Zmartwiłam się.
-Ok. A teraz już chodźmy!
-Dobra. Tylko… Nie zrób niczego, głupiego ok?
-No.- Za nim wyszłyśmy, zauważyłam coś… hm… nieprawidłowego. Pod apaszką widać było dużą bliznę. Z tego co wiem, to rana po ugryzieniu nie powinna tak wyglądać. Do tego to całe jej rozdrażnienie i wyolbrzymione inne uczucia… Coś mi nie pasowało. Coś bardzo niepokojącego ukrywało się w mojej podświadomości. Mały punkcik, wystarczająco niezauważalny, żeby nie do końca go zrozumieć, ale też dość poważny, aby się nim zezłościć. Musiałam to przemyśleć. Niestety musiałam wrócić na imprezę. Zebrawszy się więc w sobie, podążyłam za wciąż niewzruszonymi dziewczynami powrotem do ogrodu. Nikt o nic nie pytał. A przynajmniej nie o to. W prawdzie padło trochę słodkich komentarzy o jej wyglądzie i połączeniu z Natanem, ale… no ale. Śmialiśmy się z tego.
Zdążyliśmy zjeść już pierwszą porcję kiełbasek i połowę sałatki. Rozkręciliśmy muzę i żarty. Robiło się coraz fajniej. I niebezpieczniej. Zachowanie Natana, Mileny i Mateusza, trochę za bardzo się zmieniły. Ci pierwsi tańczyli szaleńczo do skocznej muzyki i mówiąc szczerze, pobożnym tańcem bym tego nie nazwała. Jej trzepot rzęs i jego dotykanie, też nie. Ten ostatni zaczął mnie denerwować nie na żarty. Nie dość, że wprosił się na zamkniętą imprę, wiedząc, że ja na niej jestem, to jeszcze potrafił zadawać mi okropne pytania. „Czy coś się stało?”, „Porozmawiajmy”, „Dlaczego…”. Przy jednym z takich nie wytrzymałam.
-Co ty sobie myślisz? Że co?! Że po prostu zapomnę i zostaniemy przyjaciółmi? Czy ja wyglądam na swawolną dziewoję?! Hę?
-Nie… Ja...- Jego marny wywód przerwało wycie psa. Gdzieś w dali, ponad płotem zaiskrzyły punkciki oczu. Odruchowo przeleciałam wzrokiem po  pozostałych. Rzuciło mi się coś… Milena! To było prawdziwe olśnienie! Jej zachowanie, szrama, Wilk w szkole! Ten Wilk, to był Wilkołak! To dlatego mówił  i jakby… czuł. To dlatego… O nie! O nie! O nie! Jeśli Wilkołak cię ugryzie, to stajesz się jednym z nich, a więc według logiki… Milena jest zarażona. Do tej pory się nie przemieniła, więc pozostało tylko nam czekać. Czekać na wybuch! Nie, no. Ja tak nie robię. Ja nie czekam na rozwój wydarzeń. Opcje, jakie mi pozostały nagle skruszały. Mogłam chyba tylko zamknąć ją w piwnicy. Albo zadzwonić do chłopaka Niki, żeby przywiózł zioła. (O mieszance na wilkołactwo nauczyłam się prawie na początku. To nie był pełen lek, a tylko uspokajacz. Jak na razie tyle by wystarczyło.) Wyjęłam telefon z kieszeni.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
-Hm?

1 komentarz:

  1. O mój Boże ... Julka to jest ... Ech nawet nie wiem jak to nazwać.
    "Jej trzepot rzęs i jego dotykanie" - padłam ....
    Jestem prawie wilkołakiem ?! Ze co? ! No dobra to wsumie zaż takie złe nie jest .... Chyba

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)