-Mhm!
Mmmhrrrhm! Yhm!- Tak wrzeszczeć próbowała przywiązana do krzesła Milena.
Ha! No to
co? Zgadujcie co się stało. Może ktoś ją porwał? Robotika dostała ataku i chce
nas wszystkich znowu zabić? Kosmici? Nie. Szczerze powiem, że żadne z tego. No
dobra, jak tak błagacie, to wam powiem. A więc…
Milenę
odciągnęłam od reszty dopiero kiedy zaczęła coraz bardziej „narzucać się”
chłopakom. Narzucać, to niepełnie wyrażające jej zachowanie słowo. Jeśli
siadanie na kolanach, namiętne macanie ich po kaloryferach i obsypywanie
komplementami nie jest dla was „narzucaniem się”, to oczywiście zaraz zmienię
to słowo. Tylko na jakie? Nikt nie uznał tego za coś nietak. Chłopcy byli tym
wręcz zachwyceni! Szczególnie Natan. W domu zdążyłam już przygotować napar z
ziół od Wilka. Do domu zabrałam ją dopiero kiedy była na skraju przebicia się
Natanowi to mózgu swoim językiem (chodzi o pocałunek z języczkiem i… w myślach
brzmiało lepiej. Nie ważne…). Była na mnie trochę zła za zwleczenie jej z jego
kolan, ale powiedziałam, że skończyło się jedzenie i nie wiem gdzie co ma w
szafkach. To, że ze mną poszła upewniło mnie, że to nadal Milena, a nie już
Wilkena (połączenie wilk + Milena). Kurde. Muszę skończyć z hybrydowaniem
imion.
No więc jak
tylko weszłyśmy do przedpokoju, to razem z Wilkiem wepchnęliśmy ją do łazienki,
włożyliśmy do wanny i usadziliśmy na wcześniej przygotowanym krześle. Nie
pytajcie czemu krzesło było w wannie. Nie wiem. Wilk powiedział, że tak trzeba.
Nie mogliśmy jej zakneblować, bo przecież miała wypić napar, ale nie mogła też
krzyczeć, więc Wilk po prostu wziął ręcznik i sam zatkał jej usta. Ja wróciłam się
do kuchni po herbatkę.
-O! A gdzie
moja blondaśna dziewczynka?- Konrad mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się go
zobaczyć bez koszulki, stojącego w progu.
-Blondaśne
co?- Starałam się wygonić go z domu ale musiałam zrobić to normalnie.
-No Milena,
a nie co! No, gdzie ona się ukrywa?- Niższy ode mnie i z dziesięć razy chudszy
chłopak polował na przyjaciółkę, chyba już od dłuższego czasu. Pewnie nie mógł
się do niej dostać, kiedy ona obściskiwała się z Natanem.
-Widziałam
jak zlatywała na do garażu po jedzenie, a co? Jak chcesz to idź jej pomóc.
Drzwi na lewo.- Pokazałam ręką.
-A… nie.
Nie. To ja poczekam na dworze. Powiedz jej, że impreza świetna, no!
-Dobra.
Tylko się…- Nie dokończyłam bo on już zdążył się na progu wywalić. Drzwiami
prawie trzasnął. Dopiero potem, zebrałam kubek ze stolika i poszłam z powrotem.
Do łazienki weszłam tyłem i dlatego prawie wypuściłam napój widząc krew na
zlewie i rękawie Wilka.
-To nic. To
nic. Tylko mnie drasnęła. Spokojnie. Spójrz.- Nie sądziłam, ze Milena może mieć
tyle siły! Zdążyła jakoś wyrwać się chłopakowi i nawet go ugryźć! Musieliśmy
szybko ją uratować. On wyciągnął jej ręcznik z ust i odchylił głowę, a ja
wlałam napój do gardła. Trochę się krztusiła, ale przełknęła fioletowy płyn. Po
tym, jak ręką odjąć, wszystko się uspokoiło. Znaczy Milena się uspokoiła. Oczy
znowu miała jak zwykle, nie szarpała się, nie warczała.
-Już po
wszystkim. Spokojnie. Tylko spokojnie. – Ktoś zastukał w drzwi. Mechanicznie
chciałam otworzyć, ale zorientowałam się w jakiej jesteśmy sytuacji. Ten ktoś
chyba by zwariował gdyby nas tak zobaczył. Hm… W sumie… Czemu nie? I tak
wszyscy już są wariatami.
-To ja,
Nika. Jesteś tam słonko?- No dobra. No to chyba jeszcze tylko tego brakowało. A
co jak ktoś jeszcze zechce przyjść? A Milenę trzeba przecież pilnować!
-Odwołaj
imprezę, Julka.- Wilk miał rację. Musiałam to zrobić.
-Ok.- Pokiwałam
głową. Z łazienki wyszłam zastawiając szparę w drzwiach ręcznikiem. Miałam
nadzieję, że Robotika nic nie zauważyła.
-Będziesz
tak dobra, Niko i pójdziesz na górę da pokoju Mileny po wsówki do włosów?
-Ok!-
Uśmiech na jej twarzy i radosne podskoki przyjęłam tak samo jak na nowe
zadanie. Kiedy ją już spławiłam, pozostawała mi reszta. Nabrałam powietrza w
płuca i wybiegłam na zewnątrz.
-Hej!
Ludziska! Trzeba się kurde zbierać. Parentsy Majleny będą tu za pięć minut!- Na
tą wieść wszyscy zareagowali dosłownie natychmiast. Dziewczyny zaczęły
sprzątać, chłopaki nagle zniknęli.
-Lećcie
laski. Ja i Nika z chłopakiem zostaniemy, że niby tylko my byliśmy. No przecież
ślady po imprez i tak będą. Do domu! No już!- One też wybiegły. Po chwili
nikogo już nie było. Zostały tylko worki ze śmieciami i brudne naczynia. Za
jednym zamachem wniosłam wszystkie talerze do domu. Drugim kursem zgarnęłam
szklanki. Po drodze kazałam Nice sprzątnąć resztę. Znowu zadowolona polazła
wykonać polecenie. Ależ z niej przydatna maszyna!
Na wszelki
wypadek jednak zamknęłam za sobą drzwi do łazienki. Wilk uporał się w tym
czasie z krwią i Mileną. Teraz dziewczyna spała jak zaklęta. Odwiązaliśmy ją i
ułożyliśmy wygodniej w wannie. Na szyję włożyłam jej wcześniej przygotowany naszyjnik
z ziołami w środku. To powinno jej jeszcze bardziej pomóc.
Kiedy tak
siedziałam na brzegu wanny i patrzyłam na nią, błogo śpiącą, nagle poczułam się
męcząca. Nie wiem jak, ale po chwili siedziałam już na podłodze z zamkniętymi
oczami.
Sekundę
później odpłynęłam do krainy snów.
Boże .... To było piękne ... czekam na nn
OdpowiedzUsuń