Szkoda tylko
że on tego nie przewidział.
A może tak?
Może specjalnie podstawił nogę żebym się przewróciła? Jeśli tak, to dobrze mu
to wyszło. Poleciałam w pełnym rozpędzie i padłam jak długa dosłownie centymetr
od prowizorycznych schodów. Dokładnie tam, gdzie zamierzałam. Leżałam na jego
kurtce. Kurtce, do której rękawa miał
przypiętą opaskę. Starałam się szybko ją zerwać, ale nie dała się odczepić.
Ekler rzucił się za mną i złapał mnie za nogę ciągnąc powrotem do kręgu.
Kopnęłam go w kostkę więc rzucił się do reszty mnie. Był większy więc nie
miałabym się jak wyrwać. Nie próbowałam. Jak tylko zbliżył się wystarczająco
przyłożyłam mu nóż… hm… tam. Ej! Nie posądzajcie mnie! Ja po prostu nie
zdążyłam wyciągnąć go wystarczająco szybko, żeby niepostrzeżenie przyłożyć mu
go do szyi czy piersi.
-Przegrałeś.-
Farba zostawiła mu piękny ślad na spodniach. Nie czekałam, aż ogarnie sytuację
tylko zrzuciłam go z siebie i z pomocą noża odcięłam opaskę.
-Ha! Do
zobaczenia po drugiej stronie!- Krzyknęła jeszcze do siedzącego na ziemi i
trzymającego się za krocze chłopaka, kiedy biegłam na metę. Może za mocno
przyłożyłam narzędzie zwycięstwa? Nie ważne. Byłam szczęśliwa. Dopóki nie
zobaczyłam, że nikt nie reaguje na moje zwycięstwo. Przy gruchających ze sobą
nauczycielach stała odwrócona do wszystkiego tyłem Ania. Nikt na mnie nie
patrzył. Podeszłam do Pułkownika.
-Sir!
Melduję ukończenie zadania z wynikiem pozytywnym.- Wyrecytowałam, rzuciłam na
stół opaski i wyszłam. Noża oddawać nie będę. Niech się sami upomną, a jak nie,
to jest mój. Pod salą stali chłopcy. Coś tam do mnie mówili, ale miałam po tym
wszystkim zły humor i z trzaśnięciem drzwiami wkroczyłam do przebieralni, żeby
zrzucić z siebie strój na w-f. Ania zastała mnie walącą pięścią w ścianę. Nie
zwykłam okazywać uczucia więc kiedy zapytała co się stało ja odpowiedziałam, że
dostałam od mamy karę. To zawsze wystarczało.
Ten dzień
skończył się okropnie. W domu nie dostałam kary, co było jeszcze gorsze. Czy
oni myślą, że ja jestem ze szkła i stopiłam się od porażenia prądem? Jestem tą
samą Julią co wcześniej.
Zrozumiałam
to w środę. Pokłóciłam się lekko z koleżankami, bo… hm. Tak naprawdę, to się
nie pokłóciłam, tylko miałam ich dość. Na przemian były dla mnie bardzo miłe i
strasznie niemiłe. Chyba z dziesięć razy powiedziały mi, że jestem brzydka. W tym
czasie obrażając się za to, że ja myślę, że one są brzydkie. What?! Lepszego
wytłumaczenia nie macie, prawda? Takie życie, życie ofiary losu chyba mi
zbrzydło. Już nie potrafię. Chyba… chyba pójdę i się… zabawię. Tak. Mam zamiar
iść i się…
-Julcia?- Ania
mi przerwała. Spojrzałam na nią trochę zła. W końcu usiadłam na ławce w końcu
korytarza, nie po to, żeby ktoś mi przeszkadzał. Niestety na nią gniewać się
nie da.
-Tak?
-Jak wiesz
Adrian umówił się ze mną na randkę.
-No wiem…
-Idziemy w
sobotę, ale mam nie pozwala mi samej iść gdzieś z obcym chłopakiem więc… Nie
poszłabyś z nami?
-Co?- Trochę
się zakrztusiłam.
-Adrian ma
jakiegoś tam kuzyna, który nas podwiezie i może byś z nim poszła też na randkę
i z nami.- Dziewczyna mówiła coraz bardziej się plącząc. Widziałam w jej oczach
determinację, więc…
-Ok.
-No i mama
mnie nie puści jak… Co?
-Ok. Mogę z
wami jechać.
-Naprawdę?
-Tak Aniu.
Tylko nie czekaj aż się rozmyślę.
-O boszszsz!
To super. Tylko wiesz Julcia. Jak my ten… no wiesz… to ty…
-Wiem. Nagle
zniknę. Nie ma sprawy, Aniu. O której po mnie przyjedziecie?
-O czwartej
trzydzieści. Adrian będzie u mnie o czwartej, ale pewnie mama i tata… no wiesz.
Zrobią mu wywiad.
-Dobra. To
jesteśmy umówione. Ej! A ten kuzyn to ile ma lat jeśli ma prawo jazdy?
-Osiemnaście!
Nic się nie martw. Adrian mówi, że on jest spoko.
-To ze mną
też spoko. Lajcik.
Tak brzmiały
jedyne słowa, które wypowiedziałam do kogokolwiek (z wyjątkiem nauczycieli i
ludzi spoza szkoły) tego dnia. Kolejnych dwóch też. W sobotę rano zadzwoniła do
mnie Ania. Nie wiedziała w co ma się ubrać.
-Po prostu
ubierz się dziewczęco, ale nie… za bardzo. Lekki makijaż, trochę biżuterii i
koniecznie rozpuszczone włosy. Ja zakładam szarą spódnicę i koszulkę z logo
Batmana. Ty załóż coś o wiele fajniejszego, żebyś wyglądała sto razy lepiej niż
ja.
-Czyli co?
Założyć czerwoną sukienkę?
-Nie! Ona
jest ta najładniejsza. To za dużo. Musisz założyć coś ładnego, ale nie
najładniejszego w szafie, bo już go nie zaskoczysz. Włóż granatową sukienkę, a
na to ten czerwony sweterek i do tego…
-…czerwone
buty! Jesteś genialna.
-Ania?
-Hm?
-Jak ma na
imię ten gościu, który nas podwozi?
-Mateusz.
Spoko, on jest trochę… dziwny.
-Coś nas
łączy?
-No. On jest
coś jak ty. Jest trochę emu.
-Emo, tak?
-Tak. Ale to
chyba tylko tyle. Nie wiem. Lecę się przygotować. Pa Julcia.
No to
fajnie. Może nawet będzie fajny ten lekki emowiec. Może.
Czekając na
niego przed domem oczywiście wyobraziłam go sobie inaczej niż powinnam…
Fajny rozdział
OdpowiedzUsuń