piątek, 10 kwietnia 2015

26 Opaska na ramię



Szkoda tylko że on tego nie przewidział.
A może tak? Może specjalnie podstawił nogę żebym się przewróciła? Jeśli tak, to dobrze mu to wyszło. Poleciałam w pełnym rozpędzie i padłam jak długa dosłownie centymetr od prowizorycznych schodów. Dokładnie tam, gdzie zamierzałam. Leżałam na jego kurtce. Kurtce, do której rękawa  miał przypiętą opaskę. Starałam się szybko ją zerwać, ale nie dała się odczepić. Ekler rzucił się za mną i złapał mnie za nogę ciągnąc powrotem do kręgu. Kopnęłam go w kostkę więc rzucił się do reszty mnie. Był większy więc nie miałabym się jak wyrwać. Nie próbowałam. Jak tylko zbliżył się wystarczająco przyłożyłam mu nóż… hm… tam. Ej! Nie posądzajcie mnie! Ja po prostu nie zdążyłam wyciągnąć go wystarczająco szybko, żeby niepostrzeżenie przyłożyć mu go do szyi czy piersi.
-Przegrałeś.- Farba zostawiła mu piękny ślad na spodniach. Nie czekałam, aż ogarnie sytuację tylko zrzuciłam go z siebie i z pomocą noża odcięłam opaskę.
-Ha! Do zobaczenia po drugiej stronie!- Krzyknęła jeszcze do siedzącego na ziemi i trzymającego się za krocze chłopaka, kiedy biegłam na metę. Może za mocno przyłożyłam narzędzie zwycięstwa? Nie ważne. Byłam szczęśliwa. Dopóki nie zobaczyłam, że nikt nie reaguje na moje zwycięstwo. Przy gruchających ze sobą nauczycielach stała odwrócona do wszystkiego tyłem Ania. Nikt na mnie nie patrzył. Podeszłam do Pułkownika.
-Sir! Melduję ukończenie zadania z wynikiem pozytywnym.- Wyrecytowałam, rzuciłam na stół opaski i wyszłam. Noża oddawać nie będę. Niech się sami upomną, a jak nie, to jest mój. Pod salą stali chłopcy. Coś tam do mnie mówili, ale miałam po tym wszystkim zły humor i z trzaśnięciem drzwiami wkroczyłam do przebieralni, żeby zrzucić z siebie strój na w-f. Ania zastała mnie walącą pięścią w ścianę. Nie zwykłam okazywać uczucia więc kiedy zapytała co się stało ja odpowiedziałam, że dostałam od mamy karę. To zawsze wystarczało.
Ten dzień skończył się okropnie. W domu nie dostałam kary, co było jeszcze gorsze. Czy oni myślą, że ja jestem ze szkła i stopiłam się od porażenia prądem? Jestem tą samą Julią co wcześniej.
Zrozumiałam to w środę. Pokłóciłam się lekko z koleżankami, bo… hm. Tak naprawdę, to się nie pokłóciłam, tylko miałam ich dość. Na przemian były dla mnie bardzo miłe i strasznie niemiłe. Chyba z dziesięć razy powiedziały mi, że jestem brzydka. W tym czasie obrażając się za to, że ja myślę, że one są brzydkie. What?! Lepszego wytłumaczenia nie macie, prawda? Takie życie, życie ofiary losu chyba mi zbrzydło. Już nie potrafię. Chyba… chyba pójdę i się… zabawię. Tak. Mam zamiar iść i się…
-Julcia?- Ania mi przerwała. Spojrzałam na nią trochę zła. W końcu usiadłam na ławce w końcu korytarza, nie po to, żeby ktoś mi przeszkadzał. Niestety na nią gniewać się nie da.
-Tak?
-Jak wiesz Adrian umówił się ze mną na randkę.
-No wiem…
-Idziemy w sobotę, ale mam nie pozwala mi samej iść gdzieś z obcym chłopakiem więc… Nie poszłabyś z nami?
-Co?- Trochę się zakrztusiłam.
-Adrian ma jakiegoś tam kuzyna, który nas podwiezie i może byś z nim poszła też na randkę i z nami.- Dziewczyna mówiła coraz bardziej się plącząc. Widziałam w jej oczach determinację, więc…
-Ok.
-No i mama mnie nie puści jak… Co?
-Ok. Mogę z wami jechać.
-Naprawdę?
-Tak Aniu. Tylko nie czekaj aż się rozmyślę.
-O boszszsz! To super. Tylko wiesz Julcia. Jak my ten… no wiesz… to ty…
-Wiem. Nagle zniknę. Nie ma sprawy, Aniu. O której po mnie przyjedziecie?
-O czwartej trzydzieści. Adrian będzie u mnie o czwartej, ale pewnie mama i tata… no wiesz. Zrobią mu wywiad.
-Dobra. To jesteśmy umówione. Ej! A ten kuzyn to ile ma lat jeśli ma prawo jazdy?
-Osiemnaście! Nic się nie martw. Adrian mówi, że on jest spoko.
-To ze mną też spoko. Lajcik.
Tak brzmiały jedyne słowa, które wypowiedziałam do kogokolwiek (z wyjątkiem nauczycieli i ludzi spoza szkoły) tego dnia. Kolejnych dwóch też. W sobotę rano zadzwoniła do mnie Ania. Nie wiedziała w co ma się ubrać.
-Po prostu ubierz się dziewczęco, ale nie… za bardzo. Lekki makijaż, trochę biżuterii i koniecznie rozpuszczone włosy. Ja zakładam szarą spódnicę i koszulkę z logo Batmana. Ty załóż coś o wiele fajniejszego, żebyś wyglądała sto razy lepiej niż ja.
-Czyli co? Założyć czerwoną sukienkę?
-Nie! Ona jest ta najładniejsza. To za dużo. Musisz założyć coś ładnego, ale nie najładniejszego w szafie, bo już go nie zaskoczysz. Włóż granatową sukienkę, a na to ten czerwony sweterek i do tego…
-…czerwone buty! Jesteś genialna.
-Ania?
-Hm?
-Jak ma na imię ten gościu, który nas podwozi?
-Mateusz. Spoko, on jest trochę… dziwny.
-Coś nas łączy?
-No. On jest coś jak ty. Jest trochę emu.
-Emo, tak?
-Tak. Ale to chyba tylko tyle. Nie wiem. Lecę się przygotować. Pa Julcia.
No to fajnie. Może nawet będzie fajny ten lekki emowiec. Może.
Czekając na niego przed domem oczywiście wyobraziłam go sobie inaczej niż powinnam…

1 komentarz:

Komentarze motywują :)