-Zostań moją
dziewczyną. Jak tylko cię zobaczyłem, jak tylko ujrzałem, ja… już wiedziałem,
że cię pragnę. Zostań moją dziewczyną!- Mateusz przesadził. Te słowa, wywarły
na mnie większe wrażenie, niż kiedykolwiek dotąd. Zrobiłam to, na co byłam od
zawsze gotowa. Wiecie, to jest tak jak z pisaniem. Twoja ręka, mięśnie,
zapisują konfigurację w jakiej się spinają i dzięki temu możemy pisać nie
zastanawiając się nad tym. Każdy człowiek ma też taki system w swojej
podświadomości i głębokiej świadomości. Jest to zapis działań i myśli, które „same
z siebie” się zapisały w nas. Można powiedzieć, że to one nas definiują. No więc moim „odruchem” na słowa Mateusza i
jego czyny (próbował mnie złapać i pocałować) było mocne uderzenie go w twarz.
Nie przewidziałam tylko, że mogłoby to być za mocne. Padł na deski z
zakrwawionym nosem. Kiedy tak leżał, powiedziałam.
-Nie jestem
zabawką. Jeszcze raz mnie dotkniesz, a będziesz miał mniej zębów, niż sprawnych
kończyn.- Miałam ochotę jeszcze na niego splunąć, ale godność mi nie pozwoliła
na taki występęk. Pokazałam już swoją siłę. To w zupełności wystarczyło.
Wszystko co zaszło zauważył tylko pies zza płotu. A jednak i on gdzieś zniknął.
Na pozór niewzruszona weszłam do środka i zadzwoniłam do Wilka.
-To ważne.
Mamy mało czasu…- Wytłumaczyłam mu co się stało i co ma zrobić. Ustaliliśmy
wspólną wersję, dogadaliśmy szczegóły. Po tym postanowiłam wrócić do reszty.
Przyłapałam
Milenę siedzącą na schodach i całującą się z Natanem! Obydwoje trzymali dłonie
na jednej z herbacianych róż, które ona dostała w bukiecie. Stanęłam jak wryta.
-To tylko
zaburzenia hormonalne wywołane przez substancję powodującą wilkołactwo. To nic
takiego.- Tłumaczyłam sobie wycofując się tyłem do ogrodu. Ej! Ale on przecież
o tym nie wie! Natan myśli pewnie, że ona tak naprawdę. No z tym to musiałam coś
zrobić. Przecież nie pozwolę, żeby on wykorzystał jej słabość ( której nie wie)
na swoją korzyść! Tak się nie robi. Wtoczyłam się więc z powrotem. W drzwiach
udałam że się chwieję i z łomotem trzasnęłam drzwiami. Dodatkowo upuściłam
telefon. Dobre wejście. Dobre.
Jak tylko
bowiem, gruchająca w najlepsze para to zauważyła, od razu sobie gruchać przestali.
Przyjaciółka podleciała do mnie zawczasu, żeby zebrać mnie z podłogi.
Teatralnie upadłam na nią chwilę wcześniej.
-Julka? Co
jest? No?
-A nic. Nic.
Nic. Nic. Tylko się tak… źle poczułam. Trochę.- Z lekka sobie po mrugałam
oczami, trochę zachciewałam. Wystarczyło, żeby po pięciu minutach dostać
herbatę i zepsuć moment gołąbkom. Usiadłyśmy w kuchni. Natan postanowił
zostawić nas same.
-Dobrze się
już czujesz?
-Lepiej.
Ciągle mam wrażenie, że zaraz zemdleję.
-Nigdy nie
widziałam żebyś mdlała, Julka. Masz… ten?
-No.
-Który?
-Drugi.
-Kurczę. No
to się nie dziwię. Ale… to coś jeszcze, c`nie?
-Co masz na
myśli?
-Znam cię,
Julka. Mnie nie oszukasz.
-No przecież
nie…
-Ej! No mów!
Co jest?- Widać było, że muszę coś wymyślić, żeby uciec od dalszych pytań i
przeciągnąć naszą samotność. No więc wypaliłam.
-To przez
Mateusza!- I zaraz potem pożałowałam.
-J-jak to?
Nie czaję.- Teraz już nie było odwrotu. Musiałam jej powiedzieć.
-Bo widzisz…
to zaczęło się tak…- Zdążyłam opowiedzieć już całą historię i ginął mi temat,
kiedy wyzwoleniem stał się dzwonek furtki.
-O! Pójdę
otworzyć. Może jednak Olivier mógł dzisiaj przyjechać.
-Ok.
Poczekam. Jak coś to ja tam zaraz przyjdę, tylko skoczę jeszcze do toalety.-
Milena wyszła. Poczekałam jeszcze chwilę dopijając herbatę i jednak ruszyłam do
toalety. Na korytarzu jednak usłyszałam jakiś hałas u góry. Wróciłam do
schodów. Na dół schodziła właśnie cała grupa ludzi. Nie zdziwiłam się widząc
tylko twarze płci pięknej (mam na myśli kobiece!).
-My nic…-
Zaczęła Ola.
-Wszystko
słyszałyście?
-Nie… No
dobra.-Ania nie dała rady. Zleciała na dół i rzuciła się żeby mnie przytulić.
Nagle wszystkie mnie przytulały. Chyba poczułam się w tedy wcale nie tak źle.
Chyba. Wszystko minęło kiedy usłyszałyśmy wołanie Mileny na dworze.
-Dziewczyny!
Przyszła Nika z chłopakiem!- Wyleciałyśmy na dwór. Tego nikt z nas nie oczekiwał.
Powiem szczerze, że ja też nie. Nie Robotiki (skrót od robot + Nika).
Kiedy wreszcie
wszystko wróciło do stanu prawie normalnej imprezy poszłam z Wilkiem (nie no serio?
Czemu on nie weźmie zwykłego imienia? No co? Za nieoryginalne?) aby zrobić, co
było trzeba. Wszyscy jakby wzięli zachowanie poszkodowanej za normalne.
Ludzie?! Czy dla was naprawdę normalnym jest kiedy nagle, wasza zwykle spokojna
koleżanka zaczyna biegać dookoła wyjąc do księżyca, jeść za dużo mięsa, pić za
dużo wody i co chwilkę warczeć? Czy naprawdę uznajecie z normalne zaostrzone
zęby i mieniące się pomarańczem oczy?
Wszystko zaczęło
się dziać przed zakończeniem imprezy.
No dobra teraz jak na to patrzę to nie jest takie fajne.
OdpowiedzUsuńOmg (again) Mateusz przesadził ... Tak totalnie. Co on sobie myśli ze jak na imprezie dziewczyny nie ma to serio musi następnych wyrywać?! Dobrze zrobiłaś. Niech cierpi idiota jeden ... No ale to trzeba mu przyznać ze jest słodki mimo wszystko .... Może ... Może dasz mu szansę? Jak zerwie na prawdę z Kaśka. No weź zobaczenie Julci tj cb na randkach będzie genialne. No ewentualnie jak juz Wilk nie będzie miał Niki to jego możesz sb wziąć ;) Boże jaka swatka ze mnie. No trudno.
Czekam na nn :*