czwartek, 23 kwietnia 2015

30 Antykwariat



… mnie pocałował.
Ach! Tak przewidywalna, romantyczna, scena, której wy z całego serca chcecie.
I dlatego życie mi jej nie dało.
Zanim nasze usta zdołały w delikatnym pocałunku złączyć, usłyszałam chrobot i skrzypnięcie drzwi. Otworzyłam oczy. Na taras wyszły jakieś dwie postacie. Nie chciałam żeby nas zauważyły więc przyłożyłam dłoń do ust Mateusza i nie pozwoliłam mu się ruszyć. Spojrzał na mnie pytająco. Powoli przekręciłam jego głowę w stronę tamtych. Nie mogłam jeszcze go puścić. Zrobiłam to dopiero jak tamci poszli.
-Kto to był?- Zapytał w zażenowaniu i zmieszaniu całą sytuacją Mateusz.
-Pewnie dozorcy.- Skłamałam. Wiedziałam, że nie. Dozorca ma przy sobie klucze i latarkę. I na pewno nie ubiera się w czarną, powłóczystą szatę z kapturem.
-To chyba musimy już spadać.- Spojrzałam na niego. Właśnie straciłam szansę na pocałunek z przystojnym, umięśnionym chłopakiem, z którym oglądałam gwiazdy i któremu siedziałam w kinie na kolanach! Argh! Wściekłość!
-Tak. Powinniśmy wrócić.
Poprawiłam się, ostatni raz spojrzałam na śpiące miasto i delikatnie otworzyłam drzwi. Na korytarzu było tym razem całkowicie ciemno. Skuliłam się na głośne skrzypnięcie drzwi. Z Mateuszem u boku zeszłam schodami na piętro niżej. Byłam już prawie pewna, że tamci musieli minąć taras i gdy nagle usłyszałam kroki nie mogłam się powstrzymać od biegu. Chwyciłam Matiego za rękę i popędziłam korytarzem w przeciwną do hałasu stronę. Byliśmy już prawie przy kolejnych schodach, kiedy coś złapało mnie za wolną rękę i potężnym szarpnięciem wciągnęło nas oboje do jakiegoś pomieszczenia. To samo coś zamknęło za nami drzwi i zasłoniło je sobą. Cofnęłam się do tyłu. Dotknęłam czegoś twardego i złapałam za to. Spojrzałam w dół. Miotła! Zgrabnie przepchnęłam się przed zasłaniającego mnie Mateusza i już trochę pewniej zapytałam.
-Kim jesteś?
Postać poruszyła się ukazując zarys swego ciała. W wyblakłym świetle starej żarówki postać zdjęła kaptur zasłaniający twarz i okazała się być… Snapem! Tym z „Harry Potter”! Ha!
*Swoją drogą, to nigdy nie czytałam książek. Filmy natomiast nie za bardzo mi przypadły do gustu. Co za nie fart.”
-Cii. Nie mogą nas usłyszeć.
-Pan… yy… Pan Snape?
-A czy ja na niego wyglądam?!
-No… tak.
-No to czemu pytasz?!
-Yy... hm… No bo ten…
-Dość bredni! Po coście tu przyszli? I to w nocy?!
-Bo… no… ten…- Mateusz próbował coś powiedzieć, ale w obecności tak zacnego faceta jak Snape nawet Obama by się dukał.
-Wracają. Dość! Nie chcę was tu już nigdy więcej widzieć o tej porze. Za zepsutą… randkę… przepraszam. Wyprowadzę was stąd.
Znowu nałożył kaptur na głowę. Być może całkowicie zniknął, bo nawet w świetle nie mogłam go zobaczyć pod warstwą mroku. Otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz. My za nim. Sprzeciwiać się nie było warto. Niby co mieliśmy powiedzieć? Nie, Panie Snape, nie pójdziemy z panem do wyjścia, tylko prosimy, żeby nas Pan nie pozamieniał w żaby? Jakoś nie za bardzo. Otworzył nam drzwi i wypchnął na zewnątrz.
-To dla ciebie. Więcej nie mam, ale przepraszam za tą… randkę.- Zatrzasnął drzwi od razu jak to powiedział. Otworzyłam dłoń. Pan Snape dał mi coś. Było zawinięte w papierek więc nie widziałam co, a Mateusz ciągnął mnie za rękę jak najdalej od Pałacu Kultury więc schowałam to do torebki. Mogło poczekać.
-Hej Mati! Gdzie idziemy? Kino jest w przeciwną stronę.
-Chodź. Pokaże ci gdzie pracuje moja babcia.
-To daleko?- Zadałam to pytanie, ale nasuwało mi się zgoła inne. Poklepałam torebkę. Telefon był w mniejszej kieszeni.
-Nie. Zaraz dojdziemy.- Zwolnił kroku, ale nadal dość mocno trzymał mnie za dłoń. Zauważył to i przepraszając puścił. To dobrze. Właśnie w tej chwili zastanowiłam się, co tak naprawdę zrobiłam. Wyszłam z nieznajomym chłopakiem, w nocy, na miasto, do opuszczonego budynku, prawie się całowaliśmy, spotkaliśmy czarodzieja, a teraz on mnie gdzieś prowadzi. Najgłupszy  możliwy scenariusz! Do tego nikt nie wie gdzie jesteśmy. Buu. Ale ze mnie głupek.
-To tutaj.- Stanęliśmy na schodach antykwariatu.
-Znam to miejsce. Często kupuję tu komiksy. Sprzedawczyni to twoja babcia?
-Tak. I właścicielka. Zapraszam.- Weszliśmy do środka. Lubiłam klimat tego sklepu, bo on wcale nie wyglądał jak sklep. Półki wręcz pękały od nadmiaru książek, a jednak cały czas ktoś coś przynosił i wynosił.
-Co my tutaj robimy, Mateuszu?
-Chciałem tylko coś dokończyć.- Nagle złapał mnie w objęciach i pocałował. Tak jak na filmach. Usta złączone ze sobą. Zapach róż w powietrzu, lekka muzyka. Wszystko zwalnia. Tym razem nikt nam nie przeszkodził.
Ha! Do czasu.

3 komentarze:

  1. To było FANTASTYCZNE ❤❤Wiesz, że czekałam na to! ❤❤ I to się nazywa miłość od pierwszego wejrzenia ❤❤😃

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zaszkodzi troszkę romantyzmu XD
      Cieszę się, że Ci się podoba Aniołku :)

      Usuń
  2. Wzruszyłam się :')
    Zaraz chwila moment ... SNAPE?
    Rozumiem tą całą sowiośnicę czy jak jej tam było ale Snape? Dlaczego nie Dumbledore albo Lupin? Snape'a niezbyt lubię no ale skoro wam pomógł to się do niego przekonam ...
    Pocałunek wśród komiksów ... To całkiem w twoim stylu ;)
    To było na prawdę słodkie ♡_♡
    Ale jakoś mnie mega intryguje to coś co dał ci Snape .. I dlaczego mam jakieś przeczucie że to czekoladowa żaba, dzięki której można być nie widzialnym albo ewentualnie ten kamień co jak się go nadepnie to robi czarną mgłę? Nie mam pojęcia i czekam na odpowiedź :* :* :*

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)