Może jeszcze
tego nie wiecie, ale czytacie opowieść o mnie, totalnej ofierze losu.
Na imię mam
Julia. Właśnie zaczęłam drugą klasę gimnazjum i tak, choć licznik wybił już
drugie półrocze dla mnie nadal jest to dopiero początek. Marzycielka- to jedno
słowo całkiem mnie opisuje. Właśnie przez to, kim jestem świat płata mi niezłe
figle. Ale do rzeczy. Zanim wydarzyło się najważniejsze.
Jak co dzień weszłam do klasy. Od razu
zauważyłam, że coś się zmieniło. Moje kumpele siedziały jak zwykle,
matematyczka znowu założyła ten okropny niebieski sweter, Marcin głupkowato się
uśmiechał i… w ławce przy oknie siedział jakiś nowy chłopak. Powiedziałam „dzień
dobry i przepraszam za spóźnienie”, ale nauczycielka uznała, że jak zaspałam
jej przemowę na temat nowego, to teraz mam głośno się z nim przywitać. No i
poszłam. Wyminęłam szuję Klaudię, plotkarę Olimpię, ich docinki ale podłożonej
przez ich służenicę Karolinę nogi wyminąć nie potrafiłam. Jedyne co udało mi
się zrobić zamiast paść jak martwa ryba na podłogę była chaotyczna kombinacja figur
gimnastycznych i wskoczenie nowemu na blat ławki. Kiedy już zasiadłam
bezpiecznie na meblu schyliłam się ku chłopakowi i z uśmiechem powiedziałam
-Cześć.
Jestem Julia. Mam długopis jeśli chcesz pożyczyć.
-Miło mi.
Kumple mówią mi Wilk. I rzeczywiście zapomniałem długopisu.- Podałam mu pisadło
i wróciłam na drugi koniec sali, gdzie Patryk przywitał mnie swoim zwykłym „Siemanko
Julita”.
Tak właśnie
zaczyna się moja historia. Od zwykłego długopisu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze motywują :)