Poderwałam się z ławki.
-Masz
zlecenie.- Niski chłopiec otworzył mi drzwi do gabinetu. Na mlecznej szybie
naklejony były złote literki. Doktor Hanselhoff siedział za białym biurkiem i
patrzył wyczekująco, aż usiądę na białym krześle. Na blacie leżał różowy plecak
i koperta. Jak znalazłam się w tym
miejscu? Od szukania towarzystwa do znalezienia roboty niedługa drogo, prawda?
Wszystko stało się w ciągu jednego dnia. Na peronie uratowałam dziewczynie
życie, a raczej wolność, mówiąc glinom, że pobiegła w przeciwną stronę. Okazało
się, że laska jest przemytniczką, ale już nie chce robić w fachu. Opowiedziałam
ją wybujaną historyjkę o rodzicach alkoholikach i braku kasy, a ona
zaproponowała, że przedstawi mnie szefowi. Tego samego dnia zostałam
zatrudniona na miejsce dziewczyny. Dobra płaca, lekka fucha. Miałam roznosić
towar. Jaki, nie wiem, ale cenny, bo wynagrodzenie duże. Kolejnego dnia
siedziałam u szefa w gabinecie, czekając na przedstawienie, tego, co mam robić.
-Jesteś
nowa.- Ni stwierdził, ni zapytał siwobrody.
-Tak. Na
miejsce…
-Wiem.
Poprzedni pracodawca?- Ton miał bardzo służbowy.
-Brak.-
Zastanawiam się, czy to dobry wybór. Czy teraz ja też będę „tym złym”?
-Dobrze.
Pytania?- Widać był prostosłownym mężczyzną.
-Tak.
-Otwórz
kopertę.- Pokazał na blat. Zrobiłam jak powiedział. W środku było zdjęcie,
kolejna koperta, jakaś mapka i lista.
„Wrotki,
dziewczęce ubranie, warkoczyki, różowy plecak.
Magdalenka,
15lat, Niemcy, wymiana
-Taki piękny
dzień!
-Chmurki jak
bałwanki.
-Róż od
Monroe.
Piątek 14:41
Park HCB”
Zdjęcie przedstawiało
łysego garniturzastego. Widać było, ostre rysy i małe oczka. W ręku trzymał
bukiet kwiatów, a na palcu miał sygnet.
-Wiesz, kto
to?- Daktor zapytał się beznamiętnie.
-Cel.-
Wybrałam najbardziej pasującą odpowiedź.
-Dobrze.
-Czy mogę
spytać o wynagrodzenie?- Pozwoliłam siebie na okazanie śmiałości.
-Pięć teraz
dwadzieścia po dokonaniu transakcji. Możesz odejść.
Wstałam,
zebrałam rzeczy i wyszłam bez słowa. Na zewnątrz czekał ten sam chłopak, który
mnie wpuścił. Kazał mi oddać mapkę i tą drugą kopertę. Powiedział, że odda mi
przy ponownym spotkaniu. Niechętnie, ale jednak mu oddałam.
-Chodź ze
mną.- Zaprowadził mnie w głąb korytarzy i pokoi. Zatrzymał się przy którymś z
kolei.
-W środku
jest garderoba. Wybierz ubranie i zapakuj do czarnego worka.- Polecenia wydawał
równie sucho, co mój nowy szef. Kiedy weszłam do środka niemal oniemiałam.
Przede mną stały wieszaki powypychane różnego rodzaju ubraniami i dodatkami.
Kapelusze, płaszcze, buty, torebki. Było tam chyba wszystko.
-Tylko się pośpiesz!-
Chłopak zatrzasnął drzwiczki. No tak. To nie miało wyglądać normalnie, prawda?
Zabrałam się
do przeszukiwania sterty rzeczy. Zgarnęłam szary t-shirt, różową spódnicę,
dżinsową kurteczkę, apaszkę, długie skarpetki i przyciasne wrotki. Wszystko wpakowałam
do czarnej torby. Jutro mój pierwszy dzień!
uu...
OdpowiedzUsuńPrace przyszła sama do cb :D
Dość ciekawe stanowisko ;3 Szef i koledzy trochu oschli ,ale no wiesz.. Czego my sie dziwimy ;D
Jej! Juliet wybiera ciuszki xd ;'D
No jestem ciekawa jak będzie wyglądała dokładniej twoja praca ;}
Ściskam , pozdrawiam i weny ! <3
Czekam nn! :*
haha xd jaki numer rozdziału ;'d
OdpowiedzUsuń