czwartek, 18 czerwca 2015

69 Jesteś nowa



 Poderwałam się z ławki.
-Masz zlecenie.- Niski chłopiec otworzył mi drzwi do gabinetu. Na mlecznej szybie naklejony były złote literki. Doktor Hanselhoff siedział za białym biurkiem i patrzył wyczekująco, aż usiądę na białym krześle. Na blacie leżał różowy plecak i koperta.  Jak znalazłam się w tym miejscu? Od szukania towarzystwa do znalezienia roboty niedługa drogo, prawda? Wszystko stało się w ciągu jednego dnia. Na peronie uratowałam dziewczynie życie, a raczej wolność, mówiąc glinom, że pobiegła w przeciwną stronę. Okazało się, że laska jest przemytniczką, ale już nie chce robić w fachu. Opowiedziałam ją wybujaną historyjkę o rodzicach alkoholikach i braku kasy, a ona zaproponowała, że przedstawi mnie szefowi. Tego samego dnia zostałam zatrudniona na miejsce dziewczyny. Dobra płaca, lekka fucha. Miałam roznosić towar. Jaki, nie wiem, ale cenny, bo wynagrodzenie duże. Kolejnego dnia siedziałam u szefa w gabinecie, czekając na przedstawienie, tego, co mam robić.
-Jesteś nowa.- Ni stwierdził, ni zapytał siwobrody.
-Tak. Na miejsce…
-Wiem. Poprzedni pracodawca?- Ton miał bardzo służbowy.
-Brak.- Zastanawiam się, czy to dobry wybór. Czy teraz ja też będę „tym złym”?
-Dobrze. Pytania?- Widać był prostosłownym mężczyzną.
-Tak.
-Otwórz kopertę.- Pokazał na blat. Zrobiłam jak powiedział. W środku było zdjęcie, kolejna koperta, jakaś mapka i lista.
„Wrotki, dziewczęce ubranie, warkoczyki, różowy plecak.
Magdalenka, 15lat, Niemcy, wymiana
-Taki piękny dzień!
-Chmurki jak bałwanki.
-Róż od Monroe.
Piątek 14:41 Park HCB”
Zdjęcie przedstawiało łysego garniturzastego. Widać było, ostre rysy i małe oczka. W ręku trzymał bukiet kwiatów, a na palcu miał sygnet.
-Wiesz, kto to?- Daktor zapytał się beznamiętnie.
-Cel.- Wybrałam najbardziej pasującą odpowiedź.
-Dobrze.
-Czy mogę spytać o wynagrodzenie?- Pozwoliłam siebie na okazanie śmiałości.
-Pięć teraz dwadzieścia po dokonaniu transakcji. Możesz odejść.
Wstałam, zebrałam rzeczy i wyszłam bez słowa. Na zewnątrz czekał ten sam chłopak, który mnie wpuścił. Kazał mi oddać mapkę i tą drugą kopertę. Powiedział, że odda mi przy ponownym spotkaniu. Niechętnie, ale jednak mu oddałam.
-Chodź ze mną.- Zaprowadził mnie w głąb korytarzy i pokoi. Zatrzymał się przy którymś z kolei.
-W środku jest garderoba. Wybierz ubranie i zapakuj do czarnego worka.- Polecenia wydawał równie sucho, co mój nowy szef. Kiedy weszłam do środka niemal oniemiałam. Przede mną stały wieszaki powypychane różnego rodzaju ubraniami i dodatkami. Kapelusze, płaszcze, buty, torebki. Było tam chyba wszystko.
-Tylko się pośpiesz!- Chłopak zatrzasnął drzwiczki. No tak. To nie miało wyglądać normalnie, prawda?
Zabrałam się do przeszukiwania sterty rzeczy. Zgarnęłam szary t-shirt, różową spódnicę, dżinsową kurteczkę, apaszkę, długie skarpetki i przyciasne wrotki. Wszystko wpakowałam do czarnej torby. Jutro mój pierwszy dzień!

2 komentarze:

  1. uu...
    Prace przyszła sama do cb :D
    Dość ciekawe stanowisko ;3 Szef i koledzy trochu oschli ,ale no wiesz.. Czego my sie dziwimy ;D
    Jej! Juliet wybiera ciuszki xd ;'D
    No jestem ciekawa jak będzie wyglądała dokładniej twoja praca ;}
    Ściskam , pozdrawiam i weny ! <3
    Czekam nn! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. haha xd jaki numer rozdziału ;'d

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)