niedziela, 21 czerwca 2015

73 Kurczedzilla



Tej nocy ledwo spałam.
Cały czas myślałam i myślałam co mam zrobić. Była już środa. Za chwilę zadzwoni budzik, będę musiała wstać, zjeść śniadanie i po cichu wymknąć się w mieszkania. Nie mam nic do stracenia. Jedynie życie. Ale to ważne nie jest. Być może już nadrobiłam zaległości…
-Brrrr You and I! You and I! Brrr
Wyłączyłam budzik i po cichu poszłam do łazienki. Przemywając twarz przypomniałam sobie, jak mama wrzeszczała zawsze o niemycie zębów. Znowu poczułam, że robi mi się słabo. Usiadłam na brzegu wanny i uspokoiłam oddech. Palce znowu zrobiły się czarne.
-Argh… Mutant! Jestem mutantem!
Wybiegłam z kwatery łapiąc torbę i plecak. Zbiegając po schodach przestawałam widzieć. Biegłam ile sił, skacząc po dziesięć schodów. I nagle buch! Trafiłam prosto w otwierające się drzwi. Rypło tak, że chyba obudziłam cały blok. Z wrażenia aż usiadłam sobie na ziemi, ale mnie to mocno otrzeźwiło.
Ktoś wyszedł z mieszkania. Kobieta w średnim wieku spojrzała na mnie krytycznie.
-Nic mi nie jest! To nic. Nic nie szkodzi.- Zaczęłam od razu nie pozwalając jej otworzyć ust. Podniosłam się z ziemi i już bez żadnych wpadek wybiegłam z bloku. Nie chciałam już dzisiaj iść do szkoły więc przesiadłam się do kolejnego autobusu i wysiadłam dopiero pod moim starym domem.
Był tam, jak zwykle. Nienaruszony. Jakby czekał na ich…  na nasz powrót.
Przejechałam dłonią po furtce. Nadal była zimna porankiem. Przekręciłam klucz i ostrożnie weszłam na posesję. Trawa była już za wysoka ale nie miał kto jej przyciąć. Przekręciłam klucz w zamku i odruchowo zamknęłam za sobą kopnięciem. Zawsze tak robiłam wracając ze szkoły. Buty zdjęłam w ganku i powoli wkroczyłam do środka. Wszystkiemu przyglądałam się jakbym miała już nigdy tego nie zobaczyć. Łza zakręciła się w oku.
Od tego zaczął się kolejny atak. Kolejny napad czerni i bólu rzucił mnie na kafelki. Był mocniejszy niż tamte. Tym razem czerń wspięła się wstęgami aż do łokci pozostawiając we mnie uczucie całkiem przeciwne do obcości jakiej mogłam się spodziewać. Kości zachrzęściły. Widziałam dokładnie jak dłonie zmieniają kształt i stają się łapami przypominającymi te u smoków. Pazury zachrzęściły o posadzkę. Powoli traciłam kontrolę. Jakbym była wilkołakiem w dniu pełni. Na wspomnienie o wilkołakach przypomniałam sobie tamtego Wielkiego Wilka. Przywódca powiedział, że mam w sobie odwagę i moc. Nie czuję jakoś żeby się mylił, a jeśli on twierdzi, że mam moc, to nie mogę okazać słabości. I to właśnie uspokoiło mnie na tyle, że zdołałam zapanować nad „przemianą”. Nie potrafię tego dokładnie wytłumaczyć, ale od tamtej pory już potrafiłam sama decydować co chcę „przemienić”. W domu zostałam aż do piątku. Zebrałam rzeczy i musiałam jeszcze wrócić do Dr Hanselhoffa i powiadomić go o moim zwolnieniu.
Znowu zestresowana pchnęłam szklane drzwi i weszłam do białej poczekalni. Niski chłopak pojawił się dosłownie sekundę po tym jak usiadłam.
-Masz wejść.- Powiedział i otworzył mi drzwi, a kiedy weszłam zamknął je za mną.
Jak zwykle bez słowa usiadłam na białym krześle. Mój szef siedział w fotelu czytając gazetę, którą po chwili odłożył i spojrzał na mnie uważnie.
-Szefie…- Zaczęłam, ale mi przerwał.
-Wiem, po co przychodzisz. Rozumiem.
Nie odpowiedziałam. Co miałam powiedzieć, jeśli on i tak o wszystkim wiedział. Bliżej na to patrząc, to musiał być kimś dość niezwykłym, że pozwalał sobie na zajmowanie się jednostkami takimi jak ja.
Brodaty wstał i podszedł do komody przy ścianie.
-Herbaty?- Pierwszy raz pytał mi się o coś takiego.
-Jeśli szef nalega…
-Ile kostek?
-Poproszę o dwie.
Postawił na biurku tackę z filiżankami. Wzięłam tą z czerwonym uszkiem.
-Przywieziona z Indii.
-Bardzo smaczna. Dziękuję.- Napój rzeczywiście był dobry. Miał głęboki smak i mocny zapach. Przy kolejnym łyku zastanawiałam się po co on to robi. Po co zawracać sobie głowę? A co jeśli mnie ni wypuści? Albo powie, że nie może być światków? Przecież zawsze widziałam swój cel i mogłabym tych wszystkich Wysyłkowych nawet naszkicować. Z drugiej strony oni nie byli nikim ważnym…
-Twoja praca przysporzyła wzrost zysku o dwanaście procent.- Szef spojrzał na mnie uważnie.-Wiem dlaczego odchodzisz. Wiem, że jeszcze wrócisz.
-Być może.
-Znasz zasady.
-Tak.
Kontynuowaliśmy smakowanie herbaty. Kiedy mężczyzna skończył odłożył nasze filiżanki powrotem na komodę. Zamiast tego podniósł czerwoną paczkę i kiedy wstałam, wręczył mi ją sucho i bez uśmiechu.
-Premia.
-Dziękuję.
Odebrałam „prezent” i skierowałam się do drzwi, ale zanim wyszłam posłałam mu lekki uśmiech i bezuczuciowe „do widzenia”. Na zewnątrz czekał młody kamerdyner. Nic nie musiał mówić, bo od razu poszłam za nim.
-Powiedział, że możesz wybrać, co zechcesz.
-Spoko.- Teraz uśmiechnęłam się już w pełni otwarcie. Przez ten krótki dość czas zdołałam poznać już garderobę na tyle, żeby wiedzieć, co chciałam zabrać.
Zdjęłam z półki szklane pudełko. Maska była w nim zamknięta niczym potwór w skrzyni. Była maską potwora. Zakrywająca całą twarz i z wbudowanym wejściem do kompa. Spodobała mi się już za pierwszym razem, ale nigdy nie pasowała. Masek było oczywiście o wiele więcej, ale pośród czach, ogni, samurajskich wzorów, czy nawet jakby siatek ta wyróżniała się prostotą. Nie byłą nijaka. Była czarną taflą odpowiednio dopasowaną do twarzy. Nie widać było przez nią ostrzejszych zarysów, bo ona sama była ostra. Była idealna.
-Możesz wziąć jeszcze coś. To mało.- Tym razem chłopak nieco sobie pozwolił na… ch… odszorstkowienie? Tak by się to nazywało?
-Ok.
Wzięłam jeszcze buty, chustę i plecak. Niby taki sobie, ale wydawał się być porządny. Miał dużo kieszeni, czyli całkiem dla mnie. Bo ja to lubię jak mam wszystko poukładane w torbie, wiecie. Dlatego nie przepadam za torebkami, bo w nich trzeba grzebać. I jeszcze wykrzywiają ci plecy! Ach… ale gdybyście widzieli te zaje fajowskie rzeczy, które miałam do wyboru! Na przykład stertę peleryn, albo zbroje, albo chociaż te torebki.
Szef miał rację, że jeszcze do niego wrócę…
Obudziłam się wczesnym rankiem.
Zgarnęłam rzeczy i wyszłam. Pod barem byłam o 6:00. Wsiedliśmy do wozów i odjechaliśmy. Polska to wcale nie taki mały kraj. Dotrzeć musieliśmy aż do Wrocławia. Nie mieliśmy planu. Chcieliśmy tylko wejść, zrobić swoje i wyjść. Nasza ekipa składała się z piętnastu mięśniaków. Każdy miał własną broń. Ja też sobie coś zdobyłam. Walther  i nóż mi wystarczą. Czy robiłam pośród nich wrażenie? Może. Od byłego szefa w prezencie dostałam kamizelkę kuloodporną. Prawdziwe, lekkie i cienkie cacko. (Oczywiście wcześniej wypróbowałam, czy na pewno jest kuloodporna, bo nigdy nie wiadomo.) Do tego dodałam wojskowe spodnie z kieszeniami, buty z metalowymi noskami, tą zwiniętą z garderoby chustę i oczywiście maskę. Nie było to jakoś cool wypasiste, ale na jeden raz starczy.
Kiedy jechaliśmy nikt nic nie mówił. Miałam czas żeby trochę porozmyślać. Wyciągnęłam więc kartkę i zaczęłam rozmawiać z Nim. Tym NIM.
Znowu musiałam mu o wszystkim powiedzieć.
-Acha. I właśnie teraz jesteś z nimi w aucie?
-Tak.
-I oni siedzą obok?
-Tak.
-I patrzą ci się przez ramię?
-Tak.
-To pewnie się dziwią, że wyprzedziłaś technikę i twój tablet wygląda jak zeszyt.
-Cooooo….
Luknęłam na faciów. Ten obok serio się na mnie gapił. Powoli odwróciłam głowę w jego stronę. Zmierzyliśmy się wzrokiem. Wygrałam!
-Ty się zabawiasz czy chcesz umrzeć?
-Nie rozumiem.
-Tak bardzo jesteś zrozpaczona, że o wszystkim zapominasz.
-Nie zapominam. Wzięłam przecież…
-Zapominasz. Zapomniałaś na przykład, że to nie jest film, a ty nie jesteś główną bohaterką, która dotrwa aż do końca.
-Nie wiem o czym mówisz.
-Gdybym miał dłonie, to właśnie byś poczuła plaskacza ode mnie.
-Przestań.
-Nie przestanę, bo zginiesz. Czy ty niczego nie rozumiesz? Otrząśnij się, dziewczyno!
-O co ci chodzi?! Ale z ciebie…
-Nie kończ. Zamiast tego pomyśl logicznie. Na trzy włączysz ten swój zamrożony mózg, o ile jeszcze go masz i odpowiesz na moje trzy pytania.
-Nie będę…
-Raz.
-Prze…
-Dwa.
-Arg!
-Trzy. Pytanie numer jeden: dlaczego MUR cię nie zabił?
-MUR mnie nie zabił, bo… ten… nie musiał.
-Taa? Jesteś pewna? Bo z tego co widzę, to musiał zabić ci rodzinę, nie? A myślisz, że czemu?
-Nie wiesz czy ich zabił.
-No właśnie! I ty też. I dlatego teraz sama jedna jedziesz do MURu, żeby się dowiedzieć.
-Jadę ich uratować…
-Od czego? Zresztą, z mojej strony to wygląda tak: wiedzą co zrobiłaś w kościele, wiedzą o dziwnym wypadku, wiedzą, że żyjesz ty i najemnik, wiedzą, że do najemnika się nie zbliżą, wiedzą, że jesteś im potrzebna, wiedzą jak cię zdobyć, wiedzą jak wykorzystać haka, którego na ciebie mają. Jesteś cała ich już od samego początku.
-Hm…
-O! Zaczynasz myśleć. Idźmy więc dalej. Czy ci goście nie wydają ci się dziwni?
-Kto?
-Dezerterzy. Przecież wiesz, że jak raz wstąpisz do gangu, to możesz jedynie wypisać się za pomocą karty zgonu, a oni nagle się znajdują w zasięgu ręki i jeszcze ci pomagają.
-No tak… Też mnie to zdziwiło.
-No właśnie! I tu docieramy do szokującego momentu. To wszystko to pułapko-gro-przedstawienie, żeby cię poznać, złapać i… sam nie wiem, zabić!
-Kurczę…
-Raczej kurczedzilla! A czego się spodziewałaś? Hm?
-I myślisz, że to wszystko tak od…
-… od akcji w kościele. Zdecydowanie od wtedy.
-A czego oni mogą ode mnie chcieć? Przecież jeśli to ukartowane, to wiedzą też o moim mutanctwie i o masakrze, którą spowodowałam.
-Tiaaa. A może nie wiedzą? Huh? Bo tak jakby, nie daliby tego zrobić, gdyby wiedzieli.
-To były wrogie gangi. Może o to im chodziło, żeby się wykończyły?
-Nie, bo przecież to wewnątrz cię przerobili.
-W takim razie…
-Oni wiedzą tylko tyle, że ty nadal żyjesz i ich rywalów nie ma.
-No tak i …
-Nie wpadajmy w szczegóły, bo jeszcze się zaplączemy. Ważne jest moje ostatnie pytanie: co zamierzasz teraz zrobić?
-Nie mogę zrezygnować, bo goryle mnie zlikwidują. Poza tym, to moja rodzina ma być chyba przynętą i hakiem. A więc czegoś ode mnie chcą. Póki im tego nie dałam, to jeszcze żyją. Muszę więc uratować ich…
-… zanim oni z ciebie to wyciągną. A jak chcesz to zrobić, różyczko?
-Powoli, powoli.
Daj mi pomyśleć…

1 komentarz:

  1. Albo jednak nie musiał czasu :/
    No nie powiem, że zgadzam się z Nim. To wszystko jest dość podejrzane i niebezpieczne.
    Jestem ciekawa ci z tego wyniknie ;)
    Ściskam mocno
    ~ Alex ♡ _ ♡

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)