-Przestańcie.
Podniosłam
się na nogi w chichocie i szyderstwach. Już wiedziałam, że ten najwyższy robi
zdjęcia, a ten w zielonej kurtce rzuca puszkami. Wiedziałam, który w kieszeni
miał scyzoryk, a który najgłośniej przeklinał. Wiedziałam, który jest głową
bandy.
-Hahahaha!
-Zostawcie
go. To nieszkodliwy człowiek. Nic wam nie zrobił, chłopaki.
Na chwilę
przestali.
-Nie musicie
tego robić. Przecież widać, że w żyłach macie procenty. Na serio…
-Zamknij
się!- Zielony rzucił butelką po wódce trafiając mnie w brzuch. Lekko się
skuliłam.
-Buhahaahaha!-
Znowu ryknęli śmiechem.
-Macie
wybór. Przestać i odejść, albo zostać, kontynuować. Zaznaczam, że po tym
drugim, będzie was boleć. Nie musicie tego robić…- Nie dokończyłam bo któryś
ponownie rzucił. Cały czas się śmiali. Spojrzałam na bezdomnego. Miał strach w
oczach. Zesztywniałam. W koniuszkach palców poczułam mrowienie. Spojrzałam na
dłonie. Czarne żyłki zaczęły oplatać palce powoli ale dość widocznie.
-A jednak…-
Szepnęłam do siebie. A jednak to nie był sen! Ale… ale ja nie chcę zrobić tym
gościom krzywdy! W żadnym razie. Nie mogłabym… Bezdomny jęknął przeciągle. Na
czole miał ogromnego sińca. Podjęłam decyzję. Wyprostowałam się, zrobiłam
groźną minę i doskoczyłam do najbliższego. Prawy sierpowy prosto w brodę.
Chłopak wpadł na kolegów. Tamci stanęli jak wryci, ale długo to nie trwało, bo
ich prowodyr rzucił się na mnie jak tylko zielonokurtrzasty padł od kopniaka w
kroczę na ziemię. Złapał mnie od tyłu ale udało mi się jeszcze paru kopnąć.
Wtedy kolejny pomógł mu mnie trzymać. Akurat blisko był fotograf, więc z
zamachu uderzyłam mu w dłoń wybijając mu telefon, a potem roztrzaskując go
butem na betonie. Tamci rzucili się na mnie wszyscy równocześnie. Idioci chyba
więcej bólu zadali sobie nawzajem niż mnie. Ale kiedy zaczynało się robić ostro
usłyszałam z tyły męski głos.
-Hej! Co wy
robicie?! Odejdźcie!
Tamci na to
się zestresowali.
-Podnieście
ręce do góry i zostawcie… dziewczynę! Ale już.
To był na
pewno policjant, bo banda od razu mnie puściła i uciekła. Zachwiałam się na
nogach.
-Proszę o
wsparcie na…- Słyszałam jak policjant wrzeszczał do krótkofalówki. Ja za to
podeszłam do bezdomnego.
-Nic panu
nie jest? Nie ważne. Proszę wziąć, znaleźć pracę i się więcej nie włóczyć, bo
kolejny raz go nie obronię. No już. Niech pan to uzna za podziękowanie za
zainteresowanie i już ma pana tu nie być.- Wsadziłam mu w łapę banknot i popchnęłam
żeby już szedł. On też rozumiał, że policja sprawia kłopoty. Policjant złapał
mnie za ramię.
-Czy coś ci…-
I tu przerwał, bo zobaczył kim byłam. Chociaż z pękniętą wargą, ale jednak
nadal przypominałam tą wrotkarę, która się przed nim wyłożyła na chodnik.
-O! Pan
policjant! Jak miło pana widzieć…- Spróbowałam się uśmiechnąć.
-Tak…
-Pan
wybaczy, ale ja już muszę iść.- Podniosłam plecak z ziemi.
-Ale…-
Tamten spróbował protestować. Świeżakom jednak to nie za bardzo wychodzi.
-Pan musi
ich gonić! Przecież oni uciekną! Niech pan za nimi biegnie!- Póki stał miałam
szansę wyrwania się z opresji więc wyślizgnęłam się i szybkim krokiem doszłam
do rozwidlenia.
-Hej!
Poczekaj!- Zawołał za mną, ale widać był zbity z tropu, bo stał dalej w miejscu
nie wiedząc co robić. Biec za mną, czy za tamtymi.
-Niech pan
ich goni, panie policjancie!- Krzyknęłam i popędziłam w górę schodów. Jakby za
mną jednak poszedł, to na wszelki wypadek od razu wbiegłam do pierwszego
lepszego sklepu, a potem ukryłam się w toalecie. Tak przeczekałam jakieś
dziesięć minut znowu doprowadzając się do porządku i ruszyłam na kwaterę. Ta…
Bo domem to
bym tego nie nazwała.
Wygląda na to, że słowa "lecę do następnego" okazały się źr l zwrotem "do jutra". Ech ... Zapracowana dziewczyna jestem xdd
OdpowiedzUsuńMiałam szczerą (dlaczego mój tel chciał w tym miejscu wstawić słowo "marchewkę" ??? Nie ogarniam) nadzieje, że to Leksik a nie policjant jej pomoże. O ile można to nazwać pomocą, bo sama sb lepiej radziłas ;)
Twraz mogę lecieć do nexta ;)
Ściskam mocno
~ Alex ♡ _ ♡