sobota, 20 czerwca 2015

72 Kwatera



-Przestańcie.
Podniosłam się na nogi w chichocie i szyderstwach. Już wiedziałam, że ten najwyższy robi zdjęcia, a ten w zielonej kurtce rzuca puszkami. Wiedziałam, który w kieszeni miał scyzoryk, a który najgłośniej przeklinał. Wiedziałam, który jest głową bandy.
-Hahahaha!
-Zostawcie go. To nieszkodliwy człowiek. Nic wam nie zrobił, chłopaki.
Na chwilę przestali.
-Nie musicie tego robić. Przecież widać, że w żyłach macie procenty. Na serio…
-Zamknij się!- Zielony rzucił butelką po wódce trafiając mnie w brzuch. Lekko się skuliłam.
-Buhahaahaha!- Znowu ryknęli śmiechem.
-Macie wybór. Przestać i odejść, albo zostać, kontynuować. Zaznaczam, że po tym drugim, będzie was boleć. Nie musicie tego robić…- Nie dokończyłam bo któryś ponownie rzucił. Cały czas się śmiali. Spojrzałam na bezdomnego. Miał strach w oczach. Zesztywniałam. W koniuszkach palców poczułam mrowienie. Spojrzałam na dłonie. Czarne żyłki zaczęły oplatać palce powoli ale dość widocznie.
-A jednak…- Szepnęłam do siebie. A jednak to nie był sen! Ale… ale ja nie chcę zrobić tym gościom krzywdy! W żadnym razie. Nie mogłabym… Bezdomny jęknął przeciągle. Na czole miał ogromnego sińca. Podjęłam decyzję. Wyprostowałam się, zrobiłam groźną minę i doskoczyłam do najbliższego. Prawy sierpowy prosto w brodę. Chłopak wpadł na kolegów. Tamci stanęli jak wryci, ale długo to nie trwało, bo ich prowodyr rzucił się na mnie jak tylko zielonokurtrzasty padł od kopniaka w kroczę na ziemię. Złapał mnie od tyłu ale udało mi się jeszcze paru kopnąć. Wtedy kolejny pomógł mu mnie trzymać. Akurat blisko był fotograf, więc z zamachu uderzyłam mu w dłoń wybijając mu telefon, a potem roztrzaskując go butem na betonie. Tamci rzucili się na mnie wszyscy równocześnie. Idioci chyba więcej bólu zadali sobie nawzajem niż mnie. Ale kiedy zaczynało się robić ostro usłyszałam z tyły męski głos.
-Hej! Co wy robicie?! Odejdźcie!
Tamci na to się zestresowali.
-Podnieście ręce do góry i zostawcie… dziewczynę! Ale już.
To był na pewno policjant, bo banda od razu mnie puściła i uciekła. Zachwiałam się na nogach.
-Proszę o wsparcie na…- Słyszałam jak policjant wrzeszczał do krótkofalówki. Ja za to podeszłam do bezdomnego.
-Nic panu nie jest? Nie ważne. Proszę wziąć, znaleźć pracę i się więcej nie włóczyć, bo kolejny raz go nie obronię. No już. Niech pan to uzna za podziękowanie za zainteresowanie i już ma pana tu nie być.- Wsadziłam mu w łapę banknot i popchnęłam żeby już szedł. On też rozumiał, że policja sprawia kłopoty. Policjant złapał mnie za ramię.
-Czy coś ci…- I tu przerwał, bo zobaczył kim byłam. Chociaż z pękniętą wargą, ale jednak nadal przypominałam tą wrotkarę, która się przed nim wyłożyła na chodnik.
-O! Pan policjant! Jak miło pana widzieć…- Spróbowałam się uśmiechnąć.
-Tak…
-Pan wybaczy, ale ja już muszę iść.- Podniosłam plecak z ziemi.
-Ale…- Tamten spróbował protestować. Świeżakom jednak to nie za bardzo wychodzi.
-Pan musi ich gonić! Przecież oni uciekną! Niech pan za nimi biegnie!- Póki stał miałam szansę wyrwania się z opresji więc wyślizgnęłam się i szybkim krokiem doszłam do rozwidlenia.
-Hej! Poczekaj!- Zawołał za mną, ale widać był zbity z tropu, bo stał dalej w miejscu nie wiedząc co robić. Biec za mną, czy za tamtymi.
-Niech pan ich goni, panie policjancie!- Krzyknęłam i popędziłam w górę schodów. Jakby za mną jednak poszedł, to na wszelki wypadek od razu wbiegłam do pierwszego lepszego sklepu, a potem ukryłam się w toalecie. Tak przeczekałam jakieś dziesięć minut znowu doprowadzając się do porządku i ruszyłam na kwaterę. Ta…
Bo domem to bym tego nie nazwała.

1 komentarz:

  1. Wygląda na to, że słowa "lecę do następnego" okazały się źr l zwrotem "do jutra". Ech ... Zapracowana dziewczyna jestem xdd
    Miałam szczerą (dlaczego mój tel chciał w tym miejscu wstawić słowo "marchewkę" ??? Nie ogarniam) nadzieje, że to Leksik a nie policjant jej pomoże. O ile można to nazwać pomocą, bo sama sb lepiej radziłas ;)
    Twraz mogę lecieć do nexta ;)
    Ściskam mocno
    ~ Alex ♡ _ ♡

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)