piątek, 19 czerwca 2015

70 Koperta jest czerwona



Do parku dojechałam bez problemu.
Ze szkoły musiałam się zwolnić, ale nikt nawet na mnie nie spojrzał, jak wchodziłam. Było ciepłe, bezchmurne popołudnie. Po chodnikach przemykało niewielu ludzi spieszących się z pracy. Jakaś starsza pani goniła za pieskiem, matka uspokajała płaczące dziecko. Odetchnęłam z ulgą. Na razie nie wiedziałam jeszcze Wysyłkowego (tak nazwałam w myślach swój cel). Przejechałam dwa razy całą długość chodnika i wtedy go zobaczyłam. Siedział na ławce przed fontanną. Przy murku odgradzającym park od miasta pojawił się czarny samochód (A właśnie! Dlaczego oni zawsze biorą czarne wozy? Mniejsza.) Podjechałam powoli i jakby od niechcenia. Usiadłam obok nawet na niego nie patrząc. Położyłam plecak koło nogi zaczęłam poprawiać sznurówki we wrotkach.
-Taki piękny dzień! Chmurki jak bałwanki!- rzuciłam szczebiotliwie.
-Rzeczywiście.- Odpowiedział tamten.
-Lubię tą spódnicę. To róż od Monroe.- Wypowiedziałam „tajemne hasło”.
-Nie odwracaj się. Nic nie mów. Przy północnym wyjściu jest policjant. Transakcja się nie odbędzie.- Wysyłkowy na raz zesztywniał.
Co?! Jak o może tak robić? No ej! Ja tu się męczę i wysilam, a on z powodu policjanta nie chce załatwić takiej błahostki? Tchórz z niego. No i teraz muszę coś wymyślić, bo zaraz mi kasa ucieknie. Po drugiej stronie fontanny rzeczywiście stał policjant. Młody. Pewnie zaraz po inauguracji przyjęcia do służb. Wysyłkowy zaczął się zbierać.
-Załatwię to. Plecak jest twój.- Wreszcie zawiązałam odpowiednio sznurówki zostawiając jedną luźno. Wstając dodałam:
-Szef pozdrawia.- I odjechałam. Zataczając koło skierowałam się w stronę policjanta. Przejechałam z tyłu i kiedy byłam blisko rąbnęłam w niego i wyłożyłam się na ziemi jak długa. Z brzegu wyglądało to tak, jakbym się potknęła o sznurówkę i wpadła na służbowego. Dla gościa na szczęście też. W oczach miał prawdziwe zatroskanie, kiedy przy mnie przyklęknął.
-Nic ci nie jest?- Rzeczywiście musiał dopiero co zostać mianowany.
-K-kolano mnie boli. Hlip!- Zrobiłam minę nieszczęśliwego szczeniaka. Zmusiłam się do łezki w oku. Kolano tak źle nie wyglądało. Gorzej dłonie i łokieć. Kiedy policjant zafrapowany się nade mną pochylał, Wysyłkowego już nie było. Misja wykonana.
-Zadzwonię po karetkę!- Zaoferował mężczyzna.
-O nie! Nie trzeba! Niech pan policjant nie robi sobie kłopotu.- Wytarłam sztuczne łzy.
-Nie? Jesteś ranna. To mój obowiązek!
-Ależ nie trzeba. Przecież pan ma ważniejsze sprawy na głowie, a to nie jest takie poważne jak wygląda. To przez te głupie sznurówki.- Szarpnęłam nogą.
-Hm… Rzeczywiście.
-Pomoże mi pan ściągnąć wrotki?
-Tak. Tak, trzeba by… o! Już. Możesz chodzić?- Pomógł mi wstać.
-Tak. Ale ta krew… Nie ma pan chusteczki?
-Mam!- Energicznie wyszarpnął paczkę z kieszeni.- Chodź. Musisz usiąść.
Doprowadził mnie do ławki.
-Dziękuję.- Zaczęłam wycierać delikatnie kolano.
-Niestety muszę zadzwonić do twoich rodziców.- Tym mnie na moment przybił.
-Nie trzeba…
-Nalegam.
-Ale ja tu byłam…- szybko ogarnęłam park wzrokiem-… z babcią! O! Tam jest! Widzi pan? Już wychodzi z parku. Miałyśmy iść razem na zakupy. Nie powinnam jej zostawiać samej, bo babcia ma tą chorobę co ludzie wszystko zapominają. Pan pozwoli, że ja już pójdę.
-A kolano?- Tamten spojrzał pytająco.
-To nic. Do wesela się zagoi!
-Hm… No dobrze. Ja mam patrol. To…
-Dziękuję i do widzenia.
-Do widzenia.
-Miło było na pana wpaść!- Rzuciłam z uśmiechem odchodząc. Doszłam do staruszki. Mężczyzna mógł mnie nadal obserwować.
-Oh! Jakie fajne psiątko!- Kucnęłam przy psiaku.
-Rupert. Ma na imię Rupert.- Starsza pani okazała się być przemiłą osobą. Zaczęłam z nią rozmawiać. Kątem oka widziałam, że policjant nadal się na mnie patrzy. Zaczęłam wychodzić z panią z parku. Nie pamiętam o czym rozmawiałyśmy, bo do końca zajęta byłam policjantem. A na pożegnanie odwróciłam się i posłałam mu szeroki uśmiech. To powinno go zadowolić.
Staruszkę odprowadziłam pod blok. Mieszkała zaraz przy moim gimnazjum i jak się okazało kiedyś w nim uczyła. Potem wróciłam do szkoły, żeby zabrać z szatni plecak. Po drodze wstąpiłam do, jak zwykle bez obecnej pielęgniarki, gabinetu higienistki i nakleiłam plastry na otarcia. Dobrze, że czasami pielęgniarka zapomina zamknąć drzwi, a naszą szkołę zamykają dopiero o piętnastej. Chłopaki z osiedla wtedy kończą trening koszykówki.
Zebrałam się do autobusu. Po trzech przystankach w głąb centrum wysiadłam i poszłam pod budynek zajęty przez centrum okulistyczne. W oknie widziałam stojącego szefa. Drzwi znowu otworzył mi niski chłopak. Usiadłam jak poprzednio. Na biurku leżała kolejna koperta. Tym razem czerwona.
-Policjant był miły?- Hanselhoff wreszcie odszedł od okna i również usiadł. Nie byłam zdziwiona tym, że wiedział o wszystkim.
-Tak.
-A starsza pani z pieskiem? Czy i ona była miła?
-Tak.
-Rozumiem, że wszystko poszło zgodnie z planem?
-Tak.
-Hm…- Siwobrody zamilkł lustrując mnie wzrokiem.
-Czy zrobiłam coś źle?- Spytałam coraz bardziej zmartwiona.
-Nie. Wszystko zrobiłaś dobrze. Przesyłka dostarczona, klient zadowolony z pozdrowienia. Zachwycony elokwencją mojego pracownika. Prosił, żebym dostarczył mu jutro kolejną paczkę.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Moja zapłata?- Zapytałam w końcu.
-Tak. To twoje wynagrodzenie.- Pokazał na kopertę. Chciałam ją zabrać ale nagle położył na niej dłoń. Spojrzałam pytająco.
-W poniedziałek o szesnastej masz tu być.- Patrzył mi lodowato w oczy.
-Oczywiście.- Wreszcie zdobyłam kopertę.- Coś jeszcze?
-Nie. Możesz odejść.- Powiedział i odwrócił się do mnie plecami. Wyszłam z gabinetu.
Na zewnątrz stał chłopak wyczekująco na mnie patrząc.
-Moje rzeczy.- Powiedziałam.
-Za mną.- Zakomendował, a mnie nie chciało się zaprzeczać więc za nim poszłam. Zaprowadził mnie do małego pokoiku na wyższym piętrze. Pokój był szerokości okna, pod którym stało łóżko. Przed nim było krzesło i malutki stoliczek. Chłopak zamknął za nami drzwi.
-To twoje rzeczy, nowa.
-Dzięki. Coś jeszcze?
-Tak. Usiądź, bo muszę ci coś wytłumaczyć.
Moje zainteresowanie chłopakiem nagle wzrosło o pięćdziesiąt procent. Bo niby kim on tu był? Chłopcem na posyłki? Kamerdynerem?
-Mój… nasz szef, jak widzisz, nie jest lekkomyślnym człowiekiem. I jak pracuję u niego całe swoje życie, tylko trzy razy dał komuś premię, a ty dostałaś ją już pierwszego dnia.
-Premię? Nie dostałam żadnej premii…
-Koperta jest czerwona. U niego czerwone koperty, to zawsze te z premią. Otwórz.
-Nie może być. Ja… o kurczę. Rzeczywiście!- Policzyłam pieniądze jeszcze raz. W środku na pewno było trzydzieści banknotów dwustuzłotowych. Pierwotnie miało ich być tylko dwadzieścia.
-Ja się nie mylę, nowa. A ty lepiej uważaj. Im lepsza będziesz, tym on więcej na tobie zarobi. A pewnie sama nie wiesz kim on jest.
-Hm… Widzę, że szef cię nie rozpieszcza.- Zmieniłam temat.
On spojrzał na mnie krytycznie i podejrzliwie.
-A co?
-A nic. Tak tylko myślałam, że moglibyśmy obgadać sobie pewne sprawy… załóżmy przy kawie.- Pogłaskałam banknot.
-Zastanowię się.- Skrzywił twarz w niesmaku i wyprosił mnie na zewnątrz.- Znasz drogę do drzwi.
Powiedział i zniknął w pokoju. Zeszłam po schodach i wyszłam z budynku. Stojąc na przystanku widziałam zarys sylwetki w oknie na drugim piętrze.
To pewnie był on.

3 komentarze:

  1. Nomm ;3
    Bardzo dobrze wykonana robota ;3 Juliet , jesteś dobrą pracownicą ;D
    Pierwsza twoja misja i już premia :D Brawo ^^ Duma rośnie :3
    Nie wiem co powiedzieć , rozdział super!
    Czekam nn! :*
    Ściskam ,pozdrawiam i weny! ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja znowu muszę przepraszać za brak komentarzy pod wcześniejszymi postami... Ech...
    Wiesz co? Umówmy sie, że jeśli na początku jakiegoś komentarza napiszę słowo "przepraszam" to właśnie o taką sytuację mi chodzi... Nie chce mi się za każdym razem produkować ;)

    Co do rozdzialiku/ów...
    Robi się ciekawie. Zaczynam się poważnie zastanawiać nad tymi twoimi słowami o braku weny. Czy to jest wytworzone w sparciu aniołka, czy może dzieki wakacjom dostałaś nowych pomysłów?
    Tak czy siak to w cale nie jest głupie..
    Powiem ci, że fajnie tak pomyśleć sobie, że chciało by się mmieć pracę i tak o ją zdobyć... Załatw mi tak :*
    Pierwsze zlecenie wykonane świetnie. Dziewczęco, z gracją ale równocześnie pomysłowo i chytrze. Gratki ;)
    Czerwona koperta z premią... Czy to zwykły przypadek, że jak rodzice na koniec roku szkolnego dają mi trochę kasy, to przeważnie w czerwonej kopercie? hmmm...
    Zastanawia mnie ten szef i pracownik... Podejrzane typki. Mało o nich mówisz, przez co ciekawość do ich osoby bardzo u mnie wzrasta. Chcę czegoś więcej na ich temat. Teraz ;)
    A gdzie Leksik? ;-;
    Brak mi go... Czy on się jeszcze pojawi w opowiadaniu? Bardzo bym tego chciała...

    ~ Zapraszam do mnie ;) Rozdział miał być jutro, ale jest już dziś ;*
    ~ Weny :* Pozdro :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze powiedziawszy...
      nie chodziło mi o to, że historia nie ma jak dalej trwać, tylko, że JA nie wiem, co mam zrobić. Ale z tym mniejsza.
      Dzięki za wsparcie, i ogólnie za to, że czytasz. Wenę rzeczywiście mam. ;)
      Całuski :* i wracam do pisania :)
      PS: Umowa stoi.

      Usuń

Komentarze motywują :)