poniedziałek, 20 lipca 2015

82 Zakończenie roku szkolnego



-Mamo?
-Zrobisz mi kawę? Jestem padnięta. Oczy mi się lepią i jak nie wypiję kawy, to idę spać.
-Mamo! No weź pomóż. Co mam na siebie włożyć? Jutro zakończenie!
Dopiero teraz mama otworzyła oczy. Ledwo co wróciła z pracy,a miała masę papierkowej roboty. Rozumiałam ją, ale ja też miałam trochę na głowie.

Sorki, że tak szybko przeskoczyłam z opowieścią, ale na serio nic ciekawego się później nie działo. Z Lexem już więcej nie gadałam, a chłopaki odstawili mnie prosto na przystanek. Wypłatę dostałam równą ich, za zmarłych kumpli, ale nawet nie sprawdziłam ile tam tego było, tylko wpakowałam do torby i za szafę. W domu było jak zawsze. Dziadek odkupił kury, koty same przyleciały do domu, a pies okazał się cały ten czas zabawiać u sąsiada. Nie miałam o czym myśleć. Żadne niespotykane rzeczy nie zdążyły się wydarzyć do ostatniego czwartku mojej szkoły. Na moje szczęście nikt się nie pytał dlaczego mnie nie było. Jakoś tak nałożyło się to na moje „plany” co do pielgrzymki z babcią do Francji. Mi też to wystarczyło.
Czy myślałam jeszcze o tym wszystkim? O moim życiu? Tak. Starałam się przeanalizować wszystko na sucho. Spisałam na kartce dręczące mnie myśli, a potem na nie skrzętnie odpowiadałam. Doszłam do wniosku, że tego kim teraz jestem nie mogę zmienić, ale mogę się postarać, żeby być w tym jak najlepszym. Jeśli mam być potworem, to będę tym najstraszniejszym. Jeśli moją rolą jest walka, to będę walczyć do upadłego. A jeśli obrona, to będę stać na straży, aż nic ze mnie nie zostanie.
Czy jestem zła? Dla ludzi pewnie tak. Dla ciemności pewnie tylko żałosna. A dla siebie? Nikt nie jest idealny. Tym bardziej ja. A jednak chcę dążyć do stania po tej dobrej stronie. Komiksy mnie nauczyły, że czasami trudno jest odróżnić dobrą stronę od złej. Mam nadzieję, że nie popełnię tego błędu.
A wiecie czego jeszcze nauczyły mnie komiksy? Że nawet jeśli ci się wydaje, że jesteś tym jedynym, to znajdzie się ktoś, kto… A, nie ważne. Chodzi mi o moją mutanckość. Może gdzieś tam jest prawdziwy Charles X. i przyjął by mnie do swojej szkoły? A może Nick Fury ma otwartą listę nowej grupy taktycznej? A może… No właśnie. To jest tylko „może”.
Jak na razie jestem tylko ja. I mogę tylko czekać co dalej. Co oczywiście nie znaczy, że będę ten czas trwonić bezczynnością. Już jutro wakacje, więc będę miała sporo chwil na przygotowanie do kolejnych przygód. Kto by ich nie chciał, nie? Będzie zabawnie.

-Jak chcesz, możesz nie zakładać spódnicy.
-Serio? O. Fajnie. To ja bym tak… wiem! Wiem co założę.
Mama zrzuciła torebkę na ziemię i oparła głowę o stół.
-Kawa…- wyburczała już nawet na mnie nie patrząc.
Zawołałam brata, bo tylko on umie używać ekspresu, a sama poszłam do pokoju. Musiałam się przecież przygotować.
Rano włożyłam na siebie białą koszulę z długim rękawem, na to czarną marynarkę (której oczywiście nie lubię, bo nasza krawcowa nie ma daru do tworzenia ubrań samemu), a niżej czarne prawie skórzane rurki i glany. Wyciągając je z szafy zauważyłam, że obok jest puste miejsce po moich martensach. Lex miał mi zrekompensować straty… No ale nie dziwię mu się, że już się nie odzywa. Byleby tylko nie zrobił czegoś głupiego. Musiałabym wtedy znowu się z nim spotkać. Im mniej osób wie o mnie, tym lepiej. A najlepiej, żebyśmy tylko my z Lexem wiedzieli prawdę. Tak an chłopski rozum, to najwygodniej byłoby mi o nim całkowicie zapomnieć. Taa. Pomyślę o tym.
Wpakowałam się do gimbusa. W ręku miałam kwiaty dla nauczycieli, na ramieniu przeszkadzającą torebkę.
-A! Zapomniałabym. Oli!- Odwróciłam się i przybiłam kumplowi żółwika.
-Dajesz im kwiatki?
-Taa. Nie zasłużyli sobie, ale co tam! Ech. Mama mi kazała…
-Ja nie wiem. Mi też coś dała. Ej. A kto będzie rozdawał czekolady?
-Jakie czekolady? Dla trzecioklasistów?
-Dla nauczycieli. Ktoś miał kupić z kasy klasowej.
-A. To nie wiem. Ania wsiada, to się zapytamy.
-Hejcia!- Ania pomachała nam już przy wejściu.
W przeciwieństwie do mnie ona nosiła spódnice i buty na obcasach. Teraz też wyglądała bardzo ładnie. Miała długie, spięte spinką włosy i grzywkę.
-Zmieniłaś fryzurę!
-Taa! Jest spoko, Julcia?
-No pewnie. Śliczna jesteś, Aniu.
-Ej. Kto będzie rozdawać czekolady?- Oliwier wciął się w rozmowę.
-Cała klasa. Moja mama kupiła.
-Acha.- Po tym Oli wrócił do swojej ukochanej szyby.
-A to nie czasem z klasowych pieniędzy?- Zapytałam.
-Właśnie. Ty jesteś skarbnikiem, Julcia, więc ciebie muszę spytać. Przyniesiesz mi na jutro tą kasę?
-No pewnie. Ile?
-Kurczę… Nie pamiętam. Ale na pewno wystarczy. Matematyczka liczyła, to wiesz.
-No wiem. Tyle że ona dość często się myli.
-Hi hi hi
Resztę drogi już tylko się chichrałyśmy. Gdyby była Milena, to pewnie zaczęłybyśmy też się śmiać, ale no wiecie… wszyscy byli w żałobie. Ugh. Ten świat jest męczący. Zawsze jak jest fajnie, to coś musi się popsuć. No kurde, no! Jak tak można!
Szkolny apel był nawet przyjemny. Puścili filmik, skecze odgrywała też moja klasa, a po wszystkim wreszcie rozdali świadectwa. Musiałam wyjść na środek jakieś dziesięć razy! Ale opłaciło się. Dostałam pasek i nagrodę książkową! Yay. Na serio się nie spodziewałam. Myślałam, że będę miałą średnią najwyżej 4.40, a tu jednak. Musiałam komicznie wyglądać z tym głupim uśmieszkiem na twarzy. Kurde. Ale się cieszę, że już koniec roku!
Siedzę sobie teraz na łóżku i niedowierzam, że od jutra będę mogła spać do jedenastej. Poprawka jutro jeszcze nie.
Jutro jadę na Wrocławskie dni Fantastyki!

1 komentarz:

  1. Co tu mówić?
    Oprócz tego ze mnie nie ma to jakoś znajomy ten scenariusz końca roku xdd
    ~ Alex ♡ _ ♡

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)