-Mamo?
-Zrobisz mi
kawę? Jestem padnięta. Oczy mi się lepią i jak nie wypiję kawy, to idę spać.
-Mamo! No
weź pomóż. Co mam na siebie włożyć? Jutro zakończenie!
Dopiero
teraz mama otworzyła oczy. Ledwo co wróciła z pracy,a miała masę papierkowej
roboty. Rozumiałam ją, ale ja też miałam trochę na głowie.
Sorki, że
tak szybko przeskoczyłam z opowieścią, ale na serio nic ciekawego się później
nie działo. Z Lexem już więcej nie gadałam, a chłopaki odstawili mnie prosto na
przystanek. Wypłatę dostałam równą ich, za zmarłych kumpli, ale nawet nie
sprawdziłam ile tam tego było, tylko wpakowałam do torby i za szafę. W domu
było jak zawsze. Dziadek odkupił kury, koty same przyleciały do domu, a pies
okazał się cały ten czas zabawiać u sąsiada. Nie miałam o czym myśleć. Żadne
niespotykane rzeczy nie zdążyły się wydarzyć do ostatniego czwartku mojej
szkoły. Na moje szczęście nikt się nie pytał dlaczego mnie nie było. Jakoś tak
nałożyło się to na moje „plany” co do pielgrzymki z babcią do Francji. Mi też
to wystarczyło.
Czy myślałam
jeszcze o tym wszystkim? O moim życiu? Tak. Starałam się przeanalizować
wszystko na sucho. Spisałam na kartce dręczące mnie myśli, a potem na nie
skrzętnie odpowiadałam. Doszłam do wniosku, że tego kim teraz jestem nie mogę
zmienić, ale mogę się postarać, żeby być w tym jak najlepszym. Jeśli mam być
potworem, to będę tym najstraszniejszym. Jeśli moją rolą jest walka, to będę
walczyć do upadłego. A jeśli obrona, to będę stać na straży, aż nic ze mnie nie
zostanie.
Czy jestem
zła? Dla ludzi pewnie tak. Dla ciemności pewnie tylko żałosna. A dla siebie? Nikt
nie jest idealny. Tym bardziej ja. A jednak chcę dążyć do stania po tej dobrej
stronie. Komiksy mnie nauczyły, że czasami trudno jest odróżnić dobrą stronę od
złej. Mam nadzieję, że nie popełnię tego błędu.
A wiecie
czego jeszcze nauczyły mnie komiksy? Że nawet jeśli ci się wydaje, że jesteś
tym jedynym, to znajdzie się ktoś, kto… A, nie ważne. Chodzi mi o moją
mutanckość. Może gdzieś tam jest prawdziwy Charles X. i przyjął by mnie do
swojej szkoły? A może Nick Fury ma otwartą listę nowej grupy taktycznej? A
może… No właśnie. To jest tylko „może”.
Jak na razie
jestem tylko ja. I mogę tylko czekać co dalej. Co oczywiście nie znaczy, że
będę ten czas trwonić bezczynnością. Już jutro wakacje, więc będę miała sporo
chwil na przygotowanie do kolejnych przygód. Kto by ich nie chciał, nie? Będzie
zabawnie.
-Jak chcesz,
możesz nie zakładać spódnicy.
-Serio? O.
Fajnie. To ja bym tak… wiem! Wiem co założę.
Mama
zrzuciła torebkę na ziemię i oparła głowę o stół.
-Kawa…-
wyburczała już nawet na mnie nie patrząc.
Zawołałam
brata, bo tylko on umie używać ekspresu, a sama poszłam do pokoju. Musiałam się
przecież przygotować.
Rano włożyłam
na siebie białą koszulę z długim rękawem, na to czarną marynarkę (której
oczywiście nie lubię, bo nasza krawcowa nie ma daru do tworzenia ubrań samemu),
a niżej czarne prawie skórzane rurki i glany. Wyciągając je z szafy zauważyłam,
że obok jest puste miejsce po moich martensach. Lex miał mi zrekompensować
straty… No ale nie dziwię mu się, że już się nie odzywa. Byleby tylko nie
zrobił czegoś głupiego. Musiałabym wtedy znowu się z nim spotkać. Im mniej osób
wie o mnie, tym lepiej. A najlepiej, żebyśmy tylko my z Lexem wiedzieli prawdę.
Tak an chłopski rozum, to najwygodniej byłoby mi o nim całkowicie zapomnieć.
Taa. Pomyślę o tym.
Wpakowałam
się do gimbusa. W ręku miałam kwiaty dla nauczycieli, na ramieniu
przeszkadzającą torebkę.
-A!
Zapomniałabym. Oli!- Odwróciłam się i przybiłam kumplowi żółwika.
-Dajesz im
kwiatki?
-Taa. Nie
zasłużyli sobie, ale co tam! Ech. Mama mi kazała…
-Ja nie
wiem. Mi też coś dała. Ej. A kto będzie rozdawał czekolady?
-Jakie
czekolady? Dla trzecioklasistów?
-Dla
nauczycieli. Ktoś miał kupić z kasy klasowej.
-A. To nie
wiem. Ania wsiada, to się zapytamy.
-Hejcia!-
Ania pomachała nam już przy wejściu.
W
przeciwieństwie do mnie ona nosiła spódnice i buty na obcasach. Teraz też
wyglądała bardzo ładnie. Miała długie, spięte spinką włosy i grzywkę.
-Zmieniłaś
fryzurę!
-Taa! Jest
spoko, Julcia?
-No pewnie.
Śliczna jesteś, Aniu.
-Ej. Kto
będzie rozdawać czekolady?- Oliwier wciął się w rozmowę.
-Cała klasa.
Moja mama kupiła.
-Acha.- Po
tym Oli wrócił do swojej ukochanej szyby.
-A to nie
czasem z klasowych pieniędzy?- Zapytałam.
-Właśnie. Ty
jesteś skarbnikiem, Julcia, więc ciebie muszę spytać. Przyniesiesz mi na jutro
tą kasę?
-No pewnie.
Ile?
-Kurczę… Nie
pamiętam. Ale na pewno wystarczy. Matematyczka liczyła, to wiesz.
-No wiem.
Tyle że ona dość często się myli.
-Hi hi hi
Resztę drogi
już tylko się chichrałyśmy. Gdyby była Milena, to pewnie zaczęłybyśmy też się
śmiać, ale no wiecie… wszyscy byli w żałobie. Ugh. Ten świat jest męczący.
Zawsze jak jest fajnie, to coś musi się popsuć. No kurde, no! Jak tak można!
Szkolny apel
był nawet przyjemny. Puścili filmik, skecze odgrywała też moja klasa, a po
wszystkim wreszcie rozdali świadectwa. Musiałam wyjść na środek jakieś dziesięć
razy! Ale opłaciło się. Dostałam pasek i nagrodę książkową! Yay. Na serio się
nie spodziewałam. Myślałam, że będę miałą średnią najwyżej 4.40, a tu jednak.
Musiałam komicznie wyglądać z tym głupim uśmieszkiem na twarzy. Kurde. Ale się
cieszę, że już koniec roku!
Siedzę sobie
teraz na łóżku i niedowierzam, że od jutra będę mogła spać do jedenastej.
Poprawka jutro jeszcze nie.
Jutro jadę
na Wrocławskie dni Fantastyki!
Co tu mówić?
OdpowiedzUsuńOprócz tego ze mnie nie ma to jakoś znajomy ten scenariusz końca roku xdd
~ Alex ♡ _ ♡