piątek, 27 marca 2015

16 Dziwne nazwy



… balans. Ufo mogłoby wlecieć do szkoły i porwać nawet jakąś krowę, a ja i tak bym tego nie zauważyła.
Patrzyłam na jego krótko przystrzyżone włosy, brązowe oczy i kwadratową szczękę, którą nie pogardziłby Kapitan Ameryka. Szybko otrząsnęłam się z wrażenia. Chyba czekał na odpowiedź.
-Pokój nauczycielski jest zaraz w prawo, a do sali trafi pan jak tylko wróci się powrotem do wejścia i wybierze środkowy korytarz.
- Miło, że choć jedna osoba w tej szkole potrafi udzielić konkretnych informacji. Odmeldować się i na lekcje. Dam radę znaleźć resztę.
-Tak jest!- Mój popisowy salut sobie darowałam, ale nie poradziłam sobie z zatrzymaniem odruchu na baczność. Myślę, że Kupa Mięsa był zadowolony. W każdym razie nie widziałam później jego miny, bo już mnie tam nie było. Zresztą ciekawe czy naprawdę będzie mnie uczył w-f`u? Chyba byłoby nawet fajnie. A właśnie! Nie powiedziałam jaki mam nowy plan. A więc… nie wiem. Pani Michalina zapomniała mi go dać. Ja też o nim zapomniałam. Dzisiejsza lekcja z nią była bardzo ciekawa.
Ale… mam wątpliwości. Takie prawdziwe wątpliwości. Wiecie, ja zawsze marzyłam o ciekawszym życiu, przygodach. To, co teraz się dzieje w moim życiu, to nic innego, jak prawdziwy przewrót o 360stopni. Zwykłam być znudzoną prawdziwym życiem, kapryśną nastolatką, a nie prawie wybrańcem. Chyba muszę przestać o tym wszystkim myśleć, bo jeszcze mi to ucieknie. Jak to mówią: carpet jem (carpe die Em? Cer pe diem? Newer mind).
A więc z nową myślą i zapałem poszłam pod świetlicę, żeby spojrzeć na plan i zastępstwa. Teraz miałam mieć polski. Po drodze na górne piętro zgarnęłam Weronikę i Milenę. Zawzięcie o czymś dyskutowały, ale zmieniły temat jak tylko się zbliżyłam. Pod klasą też były jakieś spokojne. Do czasu, jak dokładnie przed nimi przeszedł Adrian. Obie zachichotały. W tym samym momencie!
-Co to było? Adi ma perfumy z gazu rozweselającego?
-Co?- Nie załapały mojego żartu.
-Nieważne. Czemu się śmiałyście?- Trochę musiałam się prosić, ale w końcu mi powiedziały.
-Maciek i Adrian poprosili Anię o chodzenie. Kłócili się o nią. Powiedzieli, że to ona ma wybrać. Ma czas do jutra, inaczej oni załatwią to między sobą na ringu. Czy to nie romantyczne? Takie… baśniowe. Jakby byli rycerzami!
-Ej! Olewacie. To na serio, czy mnie wkręcacie?
-No…- Weronika zaczęła coś tłumaczyć.
-Oj! No dobra. Tylko Adrian ją poprosił. Ale to też jest romantyczne! – Milena i Werka znowu chichotały. Mnie też się to udzieliło. We trzy byłyśmy już teraz mega zaintrygowane rozwiązaniem sytuacji. Nie spodziewałam się po Adrianie czegoś takiego, ale Ania to ekstra laska i nie dziwię się, że się w niej zakochał. Szkoda tylko, że powiedział jej to w szkole, a nie na jakiejś randce. W kinie, na romansie, w momencie najsłodszej sceny pocałunku finalnego. No ale życie nie daje ci nigdy tego, czego chcesz. Ważne, że Ania będzie miała chłopaka. A właśnie…
-Ej, a gdzie jest Ania?
-Poleciała do toalety zrobić makijaż. Zaraz wróci. Umówiłyśmy się pod polakiem.
-A, to spoko. Chyba nawet już idzie. O mój Boże! Co ona robi?- Wy też byście tak krzyknęli, gdybyście zobaczyli tego całusa, którego dała Adrianowi. Po prostu do niego podeszła i na oczach wszystkich… nie potrafię opowiadać takich rzeczy, więc oszczędzę wam szczegółów. Do klasy weszli trzymając się za ręce. Niestety nie mogli się dosiąść, więc tylko po kryjomu wysyłali sobie esemesy. Jak lekcja się skończyła, to też zaraz gdzieś uciekli, a my z dziewczynami tylko o tym wszystkim gadałyśmy. Głównie dlatego, bo jesteśmy singielkami. Z całego dnia ważne jest już tylko jak na angielskim dostałam sześć z odpowiedzi. Reszta była jak sprzed Dnia Cyborgów. W domu opowiedziałam oczywiście, co się działo i wszyscy, dosłownie wszyscy mówi, że Adrian musi być spoko. No. Adrian jest spoko. Ania też. Nieźle się dobrali. Heh ;)
Dość tych mazai. Miłość nie miłość. Ja też coś tego dnia miałam. Przed odjazdem dostałam od pani Michaliny nowy plan i parę książek. Niezwykłych książek. Położyłam je wszystkie na półce nad łóżkiem. Najpierw „Wilkołaki, wampiry i strzygi. Potwory z podań ludowych”, bo miała ładną niebieską okładkę. Potem „Zioła i lecznictwo z natury”, „Chemia dla odważnych” i „Broń”. Niezła kolekcja. Nauczycielka powiedziała, że powinnam przeczytać wszystkie w ciągu miesiąca. Mam nadzieję, że zdążę. Będę miała trochę czasu. Na pewno jednak nie w szkole, bo mój nowy plan jest bardzo napięty. Zmieniło się to, że nie mam geografii i każde okienko, to jakaś lekcja. Wiecie, zbytnio się nie przyglądałam temu wszystkiemu, bo praktycznie od wejścia gadałam z… Wyobraźnialskim.
Zaczęło się niewinnie.
-Hejka.:)
-No hej. Jak tam?
-Nie zgadniesz komu oświadczył się Adrian!
-Tobie…?
-… Nie. Nie mnie. Ani!
-O! To fajnie. Teraz macie w klasie dwie pary. A nie, przepraszam. Przecież Cyborg już z wami nie mieszka.
-Nie bądź zgryźliwy, bo zaraz zamażę twój rysunek.
-Nie zrobisz tego.
-Założymy się? Hę? Hę? HĘ?!
-Dobra, dobra. Tym razem wygrałaś, ale nie licz na więcej. Jestem lepszy.
-Chciałbyś.
-Zmieniając temat. Co dzisiaj robiłaś?
-A ty?
-A nic.
-Ja też. Nie masz kumpli?
-A ty?
-No… mam.
-A ja nie. Jestem dość samotny. Choć muszę ci powiedzieć, że to całkowicie nie moja wina.
-Nie? A kogo, jak nie twoja?
-…
-Ok. Drażliwy temat. Nie wnikam. Lubisz truskawki?
-Umpf. A kto nie lubi? Uwielbiam te w czekoladzie.
-Ja wole z bitą śmietaną i lodami. Jako taki mus.
-Też smaczne. Jadłaś kiedyś fondie?
-Chodzi ci o owoce w stopionej czekoladzie?
-Tak. Pycha, nie?
-Nawet, nawet. Jadłeś kiedyś suchi?
-Nigdy. A ty?
-Też nie.
-Jak chcesz, to mogę cię kiedyś zabrać.
-Ciekawe jak.
- Jakoś się znajdzie sposób…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze motywują :)