… balans. Ufo
mogłoby wlecieć do szkoły i porwać nawet jakąś krowę, a ja i tak bym tego nie
zauważyła.
Patrzyłam na
jego krótko przystrzyżone włosy, brązowe oczy i kwadratową szczękę, którą nie
pogardziłby Kapitan Ameryka. Szybko otrząsnęłam się z wrażenia. Chyba czekał na
odpowiedź.
-Pokój
nauczycielski jest zaraz w prawo, a do sali trafi pan jak tylko wróci się powrotem
do wejścia i wybierze środkowy korytarz.
- Miło, że
choć jedna osoba w tej szkole potrafi udzielić konkretnych informacji.
Odmeldować się i na lekcje. Dam radę znaleźć resztę.
-Tak jest!-
Mój popisowy salut sobie darowałam, ale nie poradziłam sobie z zatrzymaniem
odruchu na baczność. Myślę, że Kupa Mięsa był zadowolony. W każdym razie nie
widziałam później jego miny, bo już mnie tam nie było. Zresztą ciekawe czy naprawdę
będzie mnie uczył w-f`u? Chyba byłoby nawet fajnie. A właśnie! Nie powiedziałam
jaki mam nowy plan. A więc… nie wiem. Pani Michalina zapomniała mi go dać. Ja
też o nim zapomniałam. Dzisiejsza lekcja z nią była bardzo ciekawa.
Ale… mam
wątpliwości. Takie prawdziwe wątpliwości. Wiecie, ja zawsze marzyłam o ciekawszym
życiu, przygodach. To, co teraz się dzieje w moim życiu, to nic innego, jak
prawdziwy przewrót o 360stopni. Zwykłam być znudzoną prawdziwym życiem,
kapryśną nastolatką, a nie prawie wybrańcem. Chyba muszę przestać o tym
wszystkim myśleć, bo jeszcze mi to ucieknie. Jak to mówią: carpet jem (carpe
die Em? Cer pe diem? Newer mind).
A więc z nową
myślą i zapałem poszłam pod świetlicę, żeby spojrzeć na plan i zastępstwa.
Teraz miałam mieć polski. Po drodze na górne piętro zgarnęłam Weronikę i
Milenę. Zawzięcie o czymś dyskutowały, ale zmieniły temat jak tylko się
zbliżyłam. Pod klasą też były jakieś spokojne. Do czasu, jak dokładnie przed
nimi przeszedł Adrian. Obie zachichotały. W tym samym momencie!
-Co to było?
Adi ma perfumy z gazu rozweselającego?
-Co?- Nie
załapały mojego żartu.
-Nieważne.
Czemu się śmiałyście?- Trochę musiałam się prosić, ale w końcu mi powiedziały.
-Maciek i
Adrian poprosili Anię o chodzenie. Kłócili się o nią. Powiedzieli, że to ona ma
wybrać. Ma czas do jutra, inaczej oni załatwią to między sobą na ringu. Czy to
nie romantyczne? Takie… baśniowe. Jakby byli rycerzami!
-Ej!
Olewacie. To na serio, czy mnie wkręcacie?
-No…-
Weronika zaczęła coś tłumaczyć.
-Oj! No
dobra. Tylko Adrian ją poprosił. Ale to też jest romantyczne! – Milena i Werka
znowu chichotały. Mnie też się to udzieliło. We trzy byłyśmy już teraz mega
zaintrygowane rozwiązaniem sytuacji. Nie spodziewałam się po Adrianie czegoś
takiego, ale Ania to ekstra laska i nie dziwię się, że się w niej zakochał.
Szkoda tylko, że powiedział jej to w szkole, a nie na jakiejś randce. W kinie,
na romansie, w momencie najsłodszej sceny pocałunku finalnego. No ale życie nie
daje ci nigdy tego, czego chcesz. Ważne, że Ania będzie miała chłopaka. A
właśnie…
-Ej, a gdzie
jest Ania?
-Poleciała
do toalety zrobić makijaż. Zaraz wróci. Umówiłyśmy się pod polakiem.
-A, to
spoko. Chyba nawet już idzie. O mój Boże! Co ona robi?- Wy też byście tak
krzyknęli, gdybyście zobaczyli tego całusa, którego dała Adrianowi. Po prostu
do niego podeszła i na oczach wszystkich… nie potrafię opowiadać takich rzeczy,
więc oszczędzę wam szczegółów. Do klasy weszli trzymając się za ręce. Niestety
nie mogli się dosiąść, więc tylko po kryjomu wysyłali sobie esemesy. Jak lekcja
się skończyła, to też zaraz gdzieś uciekli, a my z dziewczynami tylko o tym
wszystkim gadałyśmy. Głównie dlatego, bo jesteśmy singielkami. Z całego dnia
ważne jest już tylko jak na angielskim dostałam sześć z odpowiedzi. Reszta była
jak sprzed Dnia Cyborgów. W domu opowiedziałam oczywiście, co się działo i
wszyscy, dosłownie wszyscy mówi, że Adrian musi być spoko. No. Adrian jest
spoko. Ania też. Nieźle się dobrali. Heh ;)
Dość tych
mazai. Miłość nie miłość. Ja też coś tego dnia miałam. Przed odjazdem dostałam
od pani Michaliny nowy plan i parę książek. Niezwykłych książek. Położyłam je
wszystkie na półce nad łóżkiem. Najpierw „Wilkołaki, wampiry i strzygi. Potwory
z podań ludowych”, bo miała ładną niebieską okładkę. Potem „Zioła i lecznictwo
z natury”, „Chemia dla odważnych” i „Broń”. Niezła kolekcja. Nauczycielka
powiedziała, że powinnam przeczytać wszystkie w ciągu miesiąca. Mam nadzieję,
że zdążę. Będę miała trochę czasu. Na pewno jednak nie w szkole, bo mój nowy
plan jest bardzo napięty. Zmieniło się to, że nie mam geografii i każde
okienko, to jakaś lekcja. Wiecie, zbytnio się nie przyglądałam temu
wszystkiemu, bo praktycznie od wejścia gadałam z… Wyobraźnialskim.
Zaczęło się
niewinnie.
-Hejka.:)
-No hej. Jak
tam?
-Nie
zgadniesz komu oświadczył się Adrian!
-Tobie…?
-… Nie. Nie
mnie. Ani!
-O! To
fajnie. Teraz macie w klasie dwie pary. A nie, przepraszam. Przecież Cyborg już
z wami nie mieszka.
-Nie bądź
zgryźliwy, bo zaraz zamażę twój rysunek.
-Nie zrobisz
tego.
-Założymy
się? Hę? Hę? HĘ?!
-Dobra,
dobra. Tym razem wygrałaś, ale nie licz na więcej. Jestem lepszy.
-Chciałbyś.
-Zmieniając
temat. Co dzisiaj robiłaś?
-A ty?
-A nic.
-Ja też. Nie
masz kumpli?
-A ty?
-No… mam.
-A ja nie.
Jestem dość samotny. Choć muszę ci powiedzieć, że to całkowicie nie moja wina.
-Nie? A
kogo, jak nie twoja?
-…
-Ok.
Drażliwy temat. Nie wnikam. Lubisz truskawki?
-Umpf. A kto
nie lubi? Uwielbiam te w czekoladzie.
-Ja wole z bitą
śmietaną i lodami. Jako taki mus.
-Też
smaczne. Jadłaś kiedyś fondie?
-Chodzi ci o
owoce w stopionej czekoladzie?
-Tak. Pycha,
nie?
-Nawet,
nawet. Jadłeś kiedyś suchi?
-Nigdy. A
ty?
-Też nie.
-Jak chcesz,
to mogę cię kiedyś zabrać.
-Ciekawe
jak.
- Jakoś się znajdzie sposób…
- Jakoś się znajdzie sposób…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze motywują :)