Następny
dzień był dla mnie koszmarnie przytłaczający.
Nie
wiedziałam co z Niką, a lekcji mieliśmy coraz więcej i więcej. Spędziłam osiem
godzin w szkole! Pominę opowiadanie o nim, bo żałośnie byłoby was zanudzać w
takiej chwili. Kolejny dzień był niesamowity. Nie chodzi mi o sobotę, ani
niedzielę tylko mój ukochany poniedziałek.
(A właśnie.
Muszę was najserdeczniej przeprosić za pomijanie lub mylenie dni. Czasem zdarza
mi się coś poplątać.)
Od samego
początku wiedziałam, że coś ma się zdarzyć, ale liczyłam raczej na rozwiązanie
problemu z kumpelą niż to! Ciężko mi to zrelacjonować więc posłużę się
możliwością poautorzenia przed wami.
PONIEDZIAŁEK
{poranek}
Julia spokojnie
choć z ukrywaną niecierpliwością szła korytarzem w stronę sali. Nie słuchała
koleżanek, nie zwracała uwagi na mijających ją innych uczniów. Skupiła całą
swoją uwagę na czerni wypełniającej jej pole widzenia. Już od jakiegoś czasu
szła z zamkniętymi oczami. Zawsze byłą ciekawa czy uda jej się trafić do klasy
posługując się tylko pamięcią. Była prawie na miejscu kiedy słynny Adrianno
zasłonił jej przejście. Nie wiedzieć skąd, ona to przeczuwała i szybko
odskoczyła na bok o centymetr go omijając. Tryumfalny uśmiech znikł z jej
twarzy kiedy nieoczekiwanie wpadła na paletę okien ułożoną pod ścianą. Każdy
kto to zobaczył zaczął się śmiać. Ona z resztą też, bo ta sytuacja była dość
ciekawa. Wchodząc do klasy nadal się śmiali, ale zostali szybko zgaszeni przez
wnerwioną Matematyczkę. Nakrzyczała na chłopaków za „niestosowne zachowanie”, a
na dziewczyny za „nieodpowiedni ubiór i makijaż”. Co oznaczało, że tak naprawdę
za nic. Po tym całym jej wściekłym wywodzie rzuciła się na nich z ocenami z
kartkówek. Czwórka Julki dosłownie rozbawiła siedzącego z tyłu Adriana, bo
zaczął drażnić się z nią jaki to on jest lepszy. Niedoczekanie jego! Gdzieś tak
w połowie listy wyczytanych mury tej przerdzewiałej przez lata szkoły zaczęły
się trząść. Trwało to tylko kilka chwil, ale i tak w klasie zapanowało
poruszenie, którego nawet krzyki Matematyczki nie ugasiły.
-Milena?
-Co Julko?
Co o tym myślisz?
-Lepiej nie
pytaj. A ty?
-Może to
trzęsienie?
-Nie. Raczej
nie tutaj. Polska to kraj antytrzęsieniowy.
-To co w
takim razie? Wybuch?
-Nie.
Widzisz ptaki za oknem? Nie spłoszyły się, a do takiego uderzenia potrzebne
byłoby dość silne bum. Do tego nic nie słyszeliśmy.
-Zaczynam
się bać.
-Nie ma
czego.- miły głos dziewczyny uspokoił koleżankę.
Wreszcie
Matematyczka wywrzeszczała sobie spokój w klasie. Ku zdziwieniu wszystkich
kazała wyciągnąć karteczki i zacząć pisać kartkówkę. Trzeba przyznać, że ta
kobieta naprawdę działała na nerwy. Przy pierwszym poleceniu do zadania poczuli
gorąc. Później niebo na zewnątrz poczerniało. W końcu usłyszeli głośny huk gdzieś
z głębi trzewi potwora zwanego budynkiem oświaty. Na chwilę wszystkich ogłuszyło.
Jedna z dziewczyn zemdlała. Nauczycielka przestała dyktować polecenia i nerwowo
wcisnęła się pod biurko. Teraz, kiedy młodzieży przydałaby się pomoc dorosłego,
on okazuje się być tchórzem. Uczniowie zamarli. Powietrze zdawało się gęstnieć.
Milena złapała Julkę za rękę. Dziewczyna zdziwiona spojrzała na koleżankę. Oczy Mileny błyszczały od strachu i łez…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze motywują :)