czwartek, 5 marca 2015

7. Kto jest tchórzem?



Następny dzień był dla mnie koszmarnie przytłaczający.
Nie wiedziałam co z Niką, a lekcji mieliśmy coraz więcej i więcej. Spędziłam osiem godzin w szkole! Pominę opowiadanie o nim, bo żałośnie byłoby was zanudzać w takiej chwili. Kolejny dzień był niesamowity. Nie chodzi mi o sobotę, ani niedzielę tylko mój ukochany poniedziałek.
(A właśnie. Muszę was najserdeczniej przeprosić za pomijanie lub mylenie dni. Czasem zdarza mi się coś poplątać.)
Od samego początku wiedziałam, że coś ma się zdarzyć, ale liczyłam raczej na rozwiązanie problemu z kumpelą niż to! Ciężko mi to zrelacjonować więc posłużę się możliwością poautorzenia przed wami.


PONIEDZIAŁEK {poranek}
Julia spokojnie choć z ukrywaną niecierpliwością szła korytarzem w stronę sali. Nie słuchała koleżanek, nie zwracała uwagi na mijających ją innych uczniów. Skupiła całą swoją uwagę na czerni wypełniającej jej pole widzenia. Już od jakiegoś czasu szła z zamkniętymi oczami. Zawsze byłą ciekawa czy uda jej się trafić do klasy posługując się tylko pamięcią. Była prawie na miejscu kiedy słynny Adrianno zasłonił jej przejście. Nie wiedzieć skąd, ona to przeczuwała i szybko odskoczyła na bok o centymetr go omijając. Tryumfalny uśmiech znikł z jej twarzy kiedy nieoczekiwanie wpadła na paletę okien ułożoną pod ścianą. Każdy kto to zobaczył zaczął się śmiać. Ona z resztą też, bo ta sytuacja była dość ciekawa. Wchodząc do klasy nadal się śmiali, ale zostali szybko zgaszeni przez wnerwioną Matematyczkę. Nakrzyczała na chłopaków za „niestosowne zachowanie”, a na dziewczyny za „nieodpowiedni ubiór i makijaż”. Co oznaczało, że tak naprawdę za nic. Po tym całym jej wściekłym wywodzie rzuciła się na nich z ocenami z kartkówek. Czwórka Julki dosłownie rozbawiła siedzącego z tyłu Adriana, bo zaczął drażnić się z nią jaki to on jest lepszy. Niedoczekanie jego! Gdzieś tak w połowie listy wyczytanych mury tej przerdzewiałej przez lata szkoły zaczęły się trząść. Trwało to tylko kilka chwil, ale i tak w klasie zapanowało poruszenie, którego nawet krzyki Matematyczki nie ugasiły.
-Milena?
-Co Julko? Co o tym myślisz?
-Lepiej nie pytaj. A ty?
-Może to trzęsienie?
-Nie. Raczej nie tutaj. Polska to kraj antytrzęsieniowy.
-To co w takim razie? Wybuch?
-Nie. Widzisz ptaki za oknem? Nie spłoszyły się, a do takiego uderzenia potrzebne byłoby dość silne bum. Do tego nic nie słyszeliśmy.
-Zaczynam się bać.
-Nie ma czego.- miły głos dziewczyny uspokoił koleżankę.
Wreszcie Matematyczka wywrzeszczała sobie spokój w klasie. Ku zdziwieniu wszystkich kazała wyciągnąć karteczki i zacząć pisać kartkówkę. Trzeba przyznać, że ta kobieta naprawdę działała na nerwy. Przy pierwszym poleceniu do zadania poczuli gorąc. Później niebo na zewnątrz poczerniało. W końcu usłyszeli głośny huk gdzieś z głębi trzewi potwora zwanego budynkiem oświaty. Na chwilę wszystkich ogłuszyło. Jedna z dziewczyn zemdlała. Nauczycielka przestała dyktować polecenia i nerwowo wcisnęła się pod biurko. Teraz, kiedy młodzieży przydałaby się pomoc dorosłego, on okazuje się być tchórzem. Uczniowie zamarli. Powietrze zdawało się gęstnieć. Milena złapała Julkę za rękę. Dziewczyna zdziwiona spojrzała na koleżankę. Oczy Mileny błyszczały od strachu i łez…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze motywują :)