Co?! To była
moja reakcja na słowa wilczycy.
-Niestety.
Dziewczyna będzie musiała odejść. Marcus zaopiekuje się nią ucząc panować nad
sobą.
-Ile? Ile
jej nie będzie?
-Jeśli
dobrze pójdzie nauka, to najwyżej pięć lat.- Marcus pospieszył z wyjaśnieniami.
-Pięć lat?!
Pięć cholernych lat?! O nie! Nie zgadzam się. Nie możecie jej tego zrobić. Ona
jest jeszcze tylko nastolatką. Nastolatką, kurcze!
-To już postanowione.
Dobrze wiesz, że tak trzeba.
-Ale… Ale to
nie fair.
-Życie nie
jest sprawiedliwe, dziewczyno.
-Rozumiem.
To dla jej dobra, tak? Bo przecież i tak kiedyś musiałaby się przemienić,
prawda?- Pokiwali łbami.
-Obiecujemy
ci, że pod naszą opieką nie stanie się jej żadna krzywda.
-Dobrze.
Zgadzam się. Ona i tak nie ma nic do powiedzenia, więc też się zgadza. Możecie
ją wziąć. Tylko… nauczcie ją, dobrze? Widziałam dużo filmów i w każdym z nich
był ktoś, kto nad sobą nie panował i w gniewie mordował całe wioski. Niech to
nie będzie ona, dobra?
-Masz nasze
słowo, Wojowniku. Słowo Rady Li.
-Czy… czy
teraz mogę już wracać? Chciałabym się z nią jeszcze pożegnać.
-Jest
jeszcze coś.- Wielki władca, czy tam Przywódca odezwał się po raz pierwszy. Inni
spojrzeli się na niego i z przerażeniem skłonili głowy nisko, prawie dotykając
ziemi. Władca zeskoczył na ziemię, tuż przede mną.
-Ta-ak?-
Zająkłam się.
-Widzę w
tobie wielkiego sprzymierzeńca, Wojowniku. Masz moje zaufanie i szacunek. W
tobie dostrzegłem odwagę i moc. Jesteś godna przyjęcia Kryształowego Kwiatu.
Przyjmij ten dar. Dar od Syna Klaima. Uklęknij.- Zrobiłam jak kazał. Zamknęłam
oczy. Kiedy otworzyłam, siedziałam na tej samej polance, na której się
pojawiłam po raz pierwszy.
-Nie… Nie!
Poczekajcie! Ja chcę jeszcze…- Nie dokończyłam, bo kolorowy wir znowu mnie porwał.
Po chwili, dosłownie sekundzie znowu zobaczyłam siebie z oddali, jak w śnie.
Stałam oparta rękami o ścianę, a przede mną był… on. Tak, to musiał być Marcus.
Choć w ludzkiej postaci, i tak go poznałam. Srebrny garnitur i czarne lakierki,
wilcze oczy, resztki kłów. Wróciłam do siebie w momencie jego przemiany. Hej!
Ciekawe jak oni to robią, że mają na sobie ubrania? Tyle zdążyłam pomyśleć
zanim wróciłam na ziemię. Zachłysnęłam się powietrzem. W jednej chwili wszystkie
odczucia wróciły i zalały mnie jak fala.
-To iluzja.-
Odpowiedział mężczyzna. Był starszy niż się spodziewałam. Może lekko po
czterdziestce.
-Och. A w
Twighlight zawsze musieliście zakładać nowe ciuchy.
-No cóż…-
Uśmiechnął się ukazując rząd pięknych zębów z lekka zaostrzonych, jak kły. Odwzajemniłam
uśmiech. U góry usłyszałam łomot.
-Milena!-
Przypomniałam sobie. Ruszyłam do piwnicy. Drogę zastawiła mi Robotika.
-Nikt nie
może…
-Hej, Nika?
A może idź sprawdzić co z twoim chłopakiem?
-O! To idę.
Kiedy ona
już poszła, ja weszłam do środka. Milena leżała na kocu. Uklęknęłam przy niej.
-Tutaj się
żegnamy, Milcia. Wiesz jak jest. Nie zawsze nam wychodzi. Trzymaj się, laska.-
Po tym Marcus Twain ją zabrał. Coś czułam że jego jeszcze zobaczę, ale jej już
nie. Zasmuciłam się. Usiadłam na schodach wgapiona w ścianę. Siedziałam tak i
siedziałam, aż na dół zszedł Włodek. Zobaczył o co chodzi i usiadł obok. Był trochę
poturbowany i pewnie bolała go głowa.
-Co?-
Spytałam.
-Nic. Chcesz
wiedzieć jak naprawdę mam na imię?
-PO co mi to
wiedzieć?
-Chcesz?
-No… chcę.
-Włodek.
-Co?
-No. Głupie
nie?
-Hahaha-
Zaczęłam się śmiać. Śmiałam się nawet w domu, kiedy brałam prysznic.
Włodek! Ha
ha ha
Nie .... 5 lat mnie nie będzie ... Nie no Foch. Spodziewajcie się mojej nieobecności duchowej jutro wsql... No ale w sumie nie mam o co się fochac ... To głupie ... Ech no więc przejmuje do wiadomości ze będę sb hasala po łąkach jako piesek tylko mam prośbę ... niech pi zamianie z powrotem w człowieka będę miała ciuchy ...
OdpowiedzUsuńTo tyle i lecę do następnego :*