poniedziałek, 4 maja 2015

44. Włodek



Co?! To była moja reakcja na słowa wilczycy.
-Niestety. Dziewczyna będzie musiała odejść. Marcus zaopiekuje się nią ucząc panować nad sobą.
-Ile? Ile jej nie będzie?
-Jeśli dobrze pójdzie nauka, to najwyżej pięć lat.- Marcus pospieszył z wyjaśnieniami.
-Pięć lat?! Pięć cholernych lat?! O nie! Nie zgadzam się. Nie możecie jej tego zrobić. Ona jest jeszcze tylko nastolatką. Nastolatką, kurcze!
-To już postanowione. Dobrze wiesz, że tak trzeba.
-Ale… Ale to nie fair.
-Życie nie jest sprawiedliwe, dziewczyno.
-Rozumiem. To dla jej dobra, tak? Bo przecież i tak kiedyś musiałaby się przemienić, prawda?- Pokiwali łbami.
-Obiecujemy ci, że pod naszą opieką nie stanie się jej żadna krzywda.
-Dobrze. Zgadzam się. Ona i tak nie ma nic do powiedzenia, więc też się zgadza. Możecie ją wziąć. Tylko… nauczcie ją, dobrze? Widziałam dużo filmów i w każdym z nich był ktoś, kto nad sobą nie panował i w gniewie mordował całe wioski. Niech to nie będzie ona, dobra?
-Masz nasze słowo, Wojowniku. Słowo Rady Li.
-Czy… czy teraz mogę już wracać? Chciałabym się z nią jeszcze pożegnać.
-Jest jeszcze coś.- Wielki władca, czy tam Przywódca odezwał się po raz pierwszy. Inni spojrzeli się na niego i z przerażeniem skłonili głowy nisko, prawie dotykając ziemi. Władca zeskoczył na ziemię, tuż przede mną.
-Ta-ak?- Zająkłam się.
-Widzę w tobie wielkiego sprzymierzeńca, Wojowniku. Masz moje zaufanie i szacunek. W tobie dostrzegłem odwagę i moc. Jesteś godna przyjęcia Kryształowego Kwiatu. Przyjmij ten dar. Dar od Syna Klaima. Uklęknij.- Zrobiłam jak kazał. Zamknęłam oczy. Kiedy otworzyłam, siedziałam na tej samej polance, na której się pojawiłam po raz pierwszy.
-Nie… Nie! Poczekajcie! Ja chcę jeszcze…- Nie dokończyłam, bo kolorowy wir znowu mnie porwał. Po chwili, dosłownie sekundzie znowu zobaczyłam siebie z oddali, jak w śnie. Stałam oparta rękami o ścianę, a przede mną był… on. Tak, to musiał być Marcus. Choć w ludzkiej postaci, i tak go poznałam. Srebrny garnitur i czarne lakierki, wilcze oczy, resztki kłów. Wróciłam do siebie w momencie jego przemiany. Hej! Ciekawe jak oni to robią, że mają na sobie ubrania? Tyle zdążyłam pomyśleć zanim wróciłam na ziemię. Zachłysnęłam się powietrzem. W jednej chwili wszystkie odczucia wróciły i zalały mnie jak fala.
-To iluzja.- Odpowiedział mężczyzna. Był starszy niż się spodziewałam. Może lekko po czterdziestce.
-Och. A w Twighlight zawsze musieliście zakładać nowe ciuchy.
-No cóż…- Uśmiechnął się ukazując rząd pięknych zębów z lekka zaostrzonych, jak kły. Odwzajemniłam uśmiech. U góry usłyszałam łomot.
-Milena!- Przypomniałam sobie. Ruszyłam do piwnicy. Drogę zastawiła mi Robotika.
-Nikt nie może…
-Hej, Nika? A może idź sprawdzić co z twoim chłopakiem?
-O! To idę.
Kiedy ona już poszła, ja weszłam do środka. Milena leżała na kocu. Uklęknęłam przy niej.
-Tutaj się żegnamy, Milcia. Wiesz jak jest. Nie zawsze nam wychodzi. Trzymaj się, laska.- Po tym Marcus Twain ją zabrał. Coś czułam że jego jeszcze zobaczę, ale jej już nie. Zasmuciłam się. Usiadłam na schodach wgapiona w ścianę. Siedziałam tak i siedziałam, aż na dół zszedł Włodek. Zobaczył o co chodzi i usiadł obok. Był trochę poturbowany i pewnie bolała go głowa.
-Co?- Spytałam.
-Nic. Chcesz wiedzieć jak naprawdę mam na imię?
-PO co mi to wiedzieć?
-Chcesz?
-No… chcę.
-Włodek.
-Co?
-No. Głupie nie?
-Hahaha- Zaczęłam się śmiać. Śmiałam się nawet w domu, kiedy brałam prysznic.
Włodek! Ha ha ha


1 komentarz:

  1. Nie .... 5 lat mnie nie będzie ... Nie no Foch. Spodziewajcie się mojej nieobecności duchowej jutro wsql... No ale w sumie nie mam o co się fochac ... To głupie ... Ech no więc przejmuje do wiadomości ze będę sb hasala po łąkach jako piesek tylko mam prośbę ... niech pi zamianie z powrotem w człowieka będę miała ciuchy ...
    To tyle i lecę do następnego :*

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)