poniedziałek, 18 maja 2015

56 Kolejny dobry pomysł



-Załóż kask, słonko. Nie chciałbym, żeby ci główkę urwało.
Wiecie jak trudno jest wsiąść na motor mając na sobie miniówkę? Niełatwo. Oj, niełatwo! Miałam dobry nastrój, więc nie komentowałam niczego, tylko wsiadłam. Kask trochę uwierał mnie w tył głowy.
-Oj, nie. Ty kierujesz.
-Co? Czemu? Ja nawet nie umiem jeździć.
-Nie przejmuj się, słonko. To jest tylko zwykły rower, w którym nie trzeba pedałować.
-Phi! Zwykły rower nie wyciąga stu sześć dziesięciu na godzinę!
-A ten wyciąga nawet dwieście.
-Nie jadę. Nie mam mowy.
-Jest. Ty będziesz lepiej wyglądać nachylona, a mój płaszcz lepiej będzie wyglądać powiewając na wietrze.
-Serio? Modnisia się znalazła.
-Gdybyś się tylko widziała! Te…
-No dobra! Nie kończ.-Złapałam kierownicę.-Jedziemy.
-Jazda, słonko. Będę ci mówił, jak skręcić. Z tego co pamiętam, to przez większość czasu prosto.
-Ej. Powiedz mi jeszcze tylko kogo mam udawać? Gotycką księżniczkę czy morderczynię?
-Ty nie masz udawać, słonko. Ty masz nią być.
Nie pytałam o więcej tylko ruszyłam maszynę. Jazda była przyjemna. Wczułam się w motor i wymijanie samochodów nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. Dodałam gazu. Pędziliśmy przez ulice jak prawdziwi gangsterzy. Może nawet nimi byliśmy? Może. A i tak powiewający płaszcz Lexa wyglądał fajniej niż moja garderoba. Maskę miałam fajniejszą. Przylegająca do twarzy, nałożona na nos i usta, z wymalowanymi zębiskami. Byłam potworem! Niech xli się boją. Właśnie po nich jadę…
Pod bazę dojechaliśmy jakoś o drugiej. Zaparkowałam w bocznej uliczce.
-Nie wyłączaj silnika. Zostań, słonko.
-Miałeś tak do mnie nie…- Zdążyłam zanim trzasnęły drzwi. Lex wszedł do środka budynku. Wyszedł po pół minucie z nową torbą w ręku.
-Co to?
-Nasza broń.
-Jednak znalazłeś jakiegoś ziomka?
-To prezent od cioci. Poczciwa kobieta pozwoliła nam się wymienić.
-Za co?
-Za bombę od tamtego g…
-Aha. Co robimy?
-Najpierw to załóż.-Podał mi pas z kaburą i jakimś gnatem.
-Ok. Pow…
-Teraz to. Do ud.-Zaczepiłam. Nóż i kolejny gnat.
-A możesz…
-To do butów.-Włożyłam noże na miejsce.
-Coś jeszcze? Nie? No to powiesz mi wreszcie co teraz?
-Wskakujemy na motor i wjeżdżamy im na główny plac. W tym momencie powinni rozpakowywać towar. Motor zatrzymasz po środku. Pomachasz im, czy coś, a ja załatwię strażników przy głównym wejściu. Wbiegnę do środka i bach! Wszyscy martwi.
-Potrzebujemy ich żywych.
-No dobra. Nie wszyscy.
-A ja?
-Będziesz sobie siedzieć i patrzeć, czy wszystko gra.
-Tylko tyle? No dobra.
Lex wsiadł na motor. Wyjechałam z uliczki i skręciłam w prawo. Silnik lubieżnie warczał. Budynek zajęty przez You-kona był bardzo blisko portu, więc wyglądał też w przybliżeniu jak wielki kontener. Nie no. Bardziej jak kwadrat ułożony z kontenerów z dziurą w środku. Do tej dziury prowadził wąski wjazd. Przed bramą stało trzech strażników palących fajki. Kiedy nas usłyszeli ustawili się w szeregu zagradzając przejście.
-Tylko spokojnie. Dodaj gazu.
Zrobiłam co kazał. Maszyna pędziła prosto na mężczyzn w czerni. A właśnie! Jak myślicie, czemu wszyscy źli ubierają się na czarno? Nie mam zielonego pojęcia.
Po trzech strzałach z rewolweru mężczyźni upadli martwi na bruk pod ciężarem kul Lexa. Wjechałam na plac i zatrzymałam maszynę z piskiem centralnie na środku. Lex zeskoczył na plecy jakiemuś gościowi stojącemu przy wejściu. Wybił pięścią dziurę w oknie i wrzucił do środka granat. Oparłam motor na nóżce. Był lżejszy niż wyglądał. Najemnik wpadł do środka. Coś mignęło mi w oknie na drugim piętrze. Huk otwieranych okiennic po prawej i odgłos strzału. Kula śmignęła mi przed nosem. Wyszarpnęłam gnata z kabury. Nacelowałam dokładnie w momencie, kiedy tamten wyleciał przez okno i upadł na trawnik. Lex był już na drugim piętrze. Drugi granat wybuchł gdzieś po lewej. Odgarnęłam niesforny kosmyk.
- Ile jeszcze mam czekać na tego pacana? Nie, no. Nie wytrzymam!- Przekręciłam motor w miejscu i wjechałam przez otwarte wrota do środka. W holu walały się poszarpane zwłoki. Po prawej miałam schody.
-Geronimo…- Szepnęłam i dodałam gazu skręcając w prawo. Całe szczęście stopnie były bardzo niskie i wjazd nie stanowił problemu. Przejechałam korytarzem. S przody usłyszałam krzyki i strzały. Przyspieszyłam. Mijałam mnóstwo ciał ale żadnego rannego. Czyżby idiota Lex zapomniał o niezabijaniu? Skręciłam w prawo. Duże drzwi na końcu zachęcająco się otworzyły. Wjechałam do środka. W progu nabił się na mnie jakiś puszysty mężczyzna w żółtym swetrze i upadł na podłogę. Lex stał dokładnie za nm. Widocznie to był nasz cel. Nie myśląc jak niebezpieczne dla grubaska to maszynę zatrzymałam dopiero kiedy koło najechało na jego gacie. Całe szczęście miał w nich luz!
-A oto i moja gwiazdka! Gwiazdko, przedstaw się panu.-Ale gbur z tego najemnika! No cóż trzeba było grać. W uroczym, jak na ironię, geście poprawiłam rozwichrzone włosy.
-Gwiazdko, to jest pan Niukee. Pan Niukee jest koordynatorem lotów pracującym niedaleko. Pewnie chciałabyś dowiedzieć się czegoś więcej o tym miłym człowieku, prawda Gwiazdko?
Pokiwałam głową. Grubasek, czy też pan Niukee, wlepił we mnie ślepska.
-Mów jak kobieta pyta!- Lex wrzasnął mu nad głową.
-To jest… ten… no… Nie mogę! Ja nie mogę oni mnie zabiją!- wybuchnął grubasek. Nie mogłam pozwolić sobie na takie zachowanie, prawda? Zawarczałam silnikiem i koło zbliżyło się centymetr w stronę portek Niukee.
-Z nimi nie wiadomo, ale jak nie zaczniesz mówić, to zabijemy cię my. Co myślisz, Gwiazdko? Zabijemy go?- Lex szarpnął grubaska za włosy.-Zabijemy?
Nie chciałam nic mówić, ale pokazałam straszliwy gest. Przejechałam palcem po szyi. Na ten znak Niukee zaczął się telepotać i mówić skrzekliwie.
-Koo-rdrynuję im tra-aaansport. Tra-ansport towar- towarów do bazy głównej! Jestem tylko… urzędnikiem… chlip.
-Gdzie?
-Gdzieś w stanach! W staa-anach.
-Czym?
-Pryf… Prywatnym samo-oolotem.
-Co to za towar?
-Nie…
-Co to za towar?!
-Nie ffiem! Nie ffiem. Przysssi-ęgam, że niefiem!
-Dobra. Gdzie papiery?
-W szaf… W szafce. W bió-rrrku.
Lex puścił grubaska, który rypnął głową o deski. Niukee zemdlał. Wycofałam motor, a najemnik zebrał papiery do torby.
-Po coś tu wjeżdżała, słonko?- Zapytał wsiadając na maszynę.
-A nie wiem. Jakoś tak dla funu.- Opowiedziałam i wyjechałam z budynku. Silnik wyłączyłam dopiero za miastem. Parking przy lesie był pusty. Usiedliśmy na ławeczce.
-Co tam pisze?- Wzięłam do ręki świstki.
-Ciekawe transakcje sobie prowadzili. Sam pilot dostaje więcej niż polityk.
-To znaczy?
-Ten towar jest zbyt cenny, żebyśmy go zostawili.
-Nie mamy czasu na uganianie się za złotem.
-To nie złoto, zło… słonko.
-Co to może być?
-Nie pytaj.
-Broń? Narkotyki? Żywy towar? Chemikalia?
-Powiedziałem: nie pytaj.
-Dobra, już dobra. Ej! A może by tak przy okazji porwać ten samolot i dolecieć nim aż do głównej bazy, a tam wyskoczyć z luku na motorze i dojechać nim po schodach aż do samego wielkiego szefa?- Zaświergotałam przedrzeźniając Lexa. Ten spojrzał się na mnie dziwnie.
-Hm…
-Nie! Tylko nie mów że…
-To nawet dobry pomysł.- Najemnik uśmiechnął się szarmancko.

2 komentarze:

  1. Julka dam Ci rade : ty juz mi więcej nie podpowiadaj bo to się dla ciebie źle skończy ;)
    Rozdział super czekam na nn

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)