sobota, 23 maja 2015

61 ... bo zgrzeszyłam.



Przynęta podziałała na niego,  jak przynęta powinna.
Trzęsąca się, oszołomiona dziewczynka sprawiła, że Drzewo opuścił broń. Ten moment przeznaczony był dla najemnika. Lex odbił się od ściany i skoczył na niego od boku z nożem w ręku. Łapa tamtego odrzuciła tamtego na bok, ale otrze dosięgło celu. Żołnierz stracił wzrok w krwistej mazi. Wielkolud klęknął na kolano bulgocząc z bólu. Kolejne ostrze przebiło mu gardło. Na ręce Julki trysnęła świeża krew. Czerwień skapnęła jej na buty. Truchło legło na beton. Dziewczyna nadal trzymając nóż w dłoni podbiegła do przyjaciółki, którą chwilę temu uderzyła i wypchnęła przed potwora.
-Biegiem.- Podniosła ją z ziemi i pociągnęła za rękę. Lex znów biegł przodem.
-Już niedaleko.- Najemnik krzyknął do dziewczyn i skręcił za róg. Na plecach poczuli czyjąś obecność. Powietrze zawibrowało. Przy następnym skręcie Julka odwróciła się i w biegu zerknęła do tyłu. Lawina pomarańczowych i niebieskich mundurów pędziła za nimi. Słychać było pierwsze strzały.
-Gazu!- Dziewczyna wrzasnęła i przyspieszyła. Płuca zaczęły ją piec, a stopy nie chciały już stawiać kroków, ale pędziła na łeb na szyję przed siebie. Kule przelatywały niebezpiecznie blisko. Przy kolejnym zakręcie byli dokładnie na wprost windy. W środku nadal stał motor.
Julka poczuła jak ciężko zrobiło jej się ciągnąć Nikę. Obejrzała się na przyjaciółkę. Koszula dziewczyny była we krwi.
-Ranna! Nika jest ranna!- Lex stanął jak wryty. Szum robił się coraz głośniejszy.
-Dawaj ją!- Złapał ranną w pół i wbiegł do windy. Tam ją położył. Wcisnął przycisk. Julka wychyliła się za róg i na oślep zredukowała ilość kul, które posiadała do zera. Za nią wychylił się Lex. On był celniejszy. Trzech padło trupem, resztę zatrzymał. Nagle nad falą wojskowych przeskoczył długonogi, cały w łańcuchach, wyróżniający się od pozostałych szybkością… ktoś. Sprzymierzeńcy odskoczyli i ruszyli do zamykających się już drzwi windy. Pozostały im trzy kroki.
 Nagle Julia upadła. Coś trzymało ją za kostkę.
-Wiejcie!- krzyknęła do leżących w windzie.- Uratuj ją, Lex! Uratuj!
Drzwi zamknęły się z sykiem. Najemnik nie zdołał ich zatrzymać.
Przynajmniej oni uciekli…
Zamachnęła się karabinem i rzuciła nim tamtemu w twarz. Jej nogi oplatały grube łańcuchy. Zanim straciła przytomność przyjrzała się twarzy człowieka, który ją złapał. Wykrzywiona morda z milionem kolczyków, pożółkłe zęby, przekrwione białka.
Dziewczynę spowiła ciemność.

Obudziłam się w bardzo chłodnym miejscu. Nie mogłam się ruszać, a głowę rozsadzał mi ból. Starałam się skupić. Wicie jak to jest mieć kaca? Ja jeszcze nigdy nie miałam kaca po alkoholu, ale to uczucie mogłabym spokojnie nazwać kacem po walce. Chciało mi się rzygać, kręciło mi się w głowie i czułam się mega słaba. Nie mogłam się ruszyć. Chyba byłam do czegoś przywiązana. Tak… to chyba jakieś pasy. Chwila, chwila. Czy to znaczy, że nie uciekliśmy? Aaa… Teraz pamiętam. To ohydztwo przecież mnie złapało, nie? No to teraz mnie pokroją na kawałki, ale wcześniej przetorturują do wieczora, aż przekonają się, że nic nie wiem. Mdłości zaczęły mi mijać. Spróbowałam podnieść głowę. Udało mi się ruszyć ją o centymetr. Byłam zbyt wyczerpana. Prawdopodobnie miałam zakwasy w każdym możliwym mięśniu.
-Aj…- Jęknęłam cicho. Na twarzy poczułam maskę. Pewnie przywiązali mnie tak, jak złapali. Jeśli, to w bucie powinien być nóż. Ha! Tyle, że nie mogę się ruszyć. Na nogach poczułam wietrzyk i usłyszałam syk drzwi. Ktoś wszedł do pokoju. Pikanie przycisków skomponowało się do dźwięku podnośników. Pole widzenia zmieniło kąt o czterdzieści stopni w dół. Przede mną była tafla ciemnego szkła. Ściany pokoju o kolorze pomarańczowym, w szare pasy. Ktoś stał na skraju mojego pola widzenia. Nie mogłam odwrócić głowy.
-Hry. Hry.- Jakiś znajomy głos miał ten facet… Coś wielkiego przysłoniło mi widok ale po chwili poczułam jak głowa opada mi na pierś. Tamten chodził po pokoju, który musiał być dość duży. Były tez w nim jakieś przedmioty, wózki, bo słyszałam jak nimi szurał i je przenosił. Z trudem podniosłam wzrok. Ciemna szyba zajaśniała i zrobiła się przezroczysta. Za nią stało w rzędzie i patrzyło się na mnie około dziesięciu garniturzastych. Wróciłam spojrzeniem na siebie. Wisiała na stole przypięta z rozrzuconymi na boki rękami. Rzeczywiście nawet nie zdjęli ze mnie ubrań. Ponownie podniosłam głowę. W ostatniej chwili swego życia zachowam honor i godność. I choć z krwią na rękach, walczyłam w dobrym celu. Pomyślałam o Bogu.
-Panie. Przepraszam, bo zgrzeszyłam. Nagrabiłam sobie u Ciebie… Mam nadzieję, że Cię spotkam, wiesz. Mam taką nadzieję. Ale, wybacz mi tą zuchwałość, niech oni przeżyją. Niech uciekną. Wybacz Lexowi. To dobry człowiek…- Szepnęłam do siebie. Do Niego. Oby usłyszał…
Ha! Wiecie, zawsze myślałam, że tak właśnie skończę. No, może trochę inaczej, bo z nożem w ręku ratując niewinnych, ale nigdy nie chciałam umrzeć we śnie. Bezczynność nie jest moją mocną stroną. Już długo myślałam nad mową końcową. Ostatnie słowa wyszeptane przyjacielowi do ucha, wykrzyczane pożegnanie, takie tam. Szkoda, że nie zdążyłam się zakochać. No cóż. Śmierć trzeba przyjąć na klatę, jak prawdziwy człowiek, nie jak robak. Z tą myślą uśmiechnęłam się przyjaźnie do moich oprawców. Z tłumu wyłapałam You-kona. Miał zabandażowane ramię.
-Panowie. Pozwólcie, że przedstawię wam… A właśnie. Jak ty miałaś na imię?- Miałam mu podać swoje imię? Julia, brzmiało słabo. Musiałam wymyślić jakąś ksywkę.
-Jestem Gabrielle.- To imię przyszło mi do głowy nie nagle, jak mogłabym powiedzieć, bo już dawno się nad nim zastanawiałam. Gabriel, to imię anioła, które oznacza „Wojownik Boży”. Jakoś tak kiedyś weszłam na neta i znalazłam. Dlaczego nie miałabym użyć tego imienia? Wydaje mi się dobrym wyborem.
-Panowie, poznajcie Gabriellę. To ona spowodowała opóźnienie badań i dostaw.- Na jego słowa paru mężczyzn zmarszczyło brwi. Nie byli zadowoleni. Na twarzy nie jednego wyrysowana była nienawiść do mnie. Przypomniałam sobie, jak zachował się w podobnej sytuacji Eric Draven.
-Ukłoniłabym się, ale jak widać mam związane ręce.- Puściłam do nich oczko. You-kon skrzywił się w niesmaku.
-Zaraz nie będzie ci do śmiechu.- Rzucił groźnie.
-No, nie wiem. A zamierzasz mnie najpierw oskalpować, czy pokroić?
-Zuchwalstwo nie ujdzie ci na sucho.
-Na mokro też nie, prawda? Ale powiedz mi, aż tak zepsułam ci plany?
-Phi! Zaraz skończy się ta, twoja gadka!
-Doprawdy? Nie dasz mi ostatniej przemowy?
-Ostatniej przemowy?!
-No… tak. Chyba mam do tego prawo?
-Czy ty masz prawo? Masz prawo?! Jak śmiesz?! Zaraz cię zabiję! Zabiję!
-No, przecież wiem. Widzę, że coś szykujesz. Coś specjalnego, tak?
-Specjalnego?!
-Jakieś maszynki, jakieś fiolki, jakieś strzykawki… Poczekaj, poczekaj. Ty mnie chcesz zdemonizować, prawda?
-Czy ja chcę?!
-O! Zgadłam. Masz ci los. I z niespodzianki nici.
You-kon był w prawdziwej furii. Rzucał się po pokoju, przeklinał, warczał. Twarz miał jak burak i przy tym bandaże na ramieniu wydawały się być białe jak śnieg. Na ten widok odrzuciłam głowę w tył i się zaśmiałam. Śmiałam się im w twarz. Za szybą nastąpiło jakieś poruszenie. Ktoś wysunął się na przód grupy. Skupiłam się na nim. Niski, lekko pucołowaty blondyn mrocznie kojarzący mi się z niemieckim lekarzem.
-Fräulein Gabriella. Czy jest pani świadoma swojej sytuacji?- Miał donośny, germański akcent.
-Ależ oczywiście, doktorku.
-Czy możemy zaczynać, Fräulein Gabriella?
-Zachęcam. Ta pozycja jest bardzo niewygodna.
Uśmiechnęłam się do lekarza, a  ten odwzajemnił gest. Widocznie zdobyłam sobie jego szacunek. Na krótko. Jestem pewna, że na krótko.
Coś dotknęło mojego ramienia. Igła wbiła się pod skórę. W kolejne ramię też. Więcej niż cztery igły sterczały ze mnie podtrzymywane przez stalową konstrukcję. Wężykami zaczęła napływać do nich kolorowa maź. Drzwi ponownie syknęły. Do krwi wreszcie dotarły kolorowe kryształki.
Zostałam sama.
Sama ze śmiercią.
Sama na wieki.

4 komentarze:

  1. Przepraszam, że tak ostatnio nie komentowałam, ale nie miałam weny :/
    Zostawił cię... Tak po prostu usłuchał twoich słów... Jak zaraz nie wbiegnie do tej sali z mega obstawą i karabinem w ręku, to przestanę go lubić...
    Hahaha cała Julka... Rozmowa z You-konem jest po prostu świetna.
    Nie wbiegł...
    Rurki
    Płyn
    Julka nie idź w stronę światła!!!
    Poczekaj z tym chociaż do setnego rozdziału ;) Nie no żartuję.
    Ale zaczynając ten temat jestem bardzo ciekawa jak ten blog sie skończy. Ostatnio miałam pecha i wszystkie blogi jakie znalazłam kończyły się śmiercią bohaterów, albo gwałtem i śmiercą... Mam nadzieję, że ty tego nie zrobisz, że zakończysz bloga dopiero wtedy, gdy znajdziesz już teleporter do tęczowej krainy kucyków i razem z nimi będziesz wiecznie sobie galopować po łąkach i polanach :)
    Dobra, chyba mi zaczyna odbijać, więc kończę już ten wpis, życzę weny i czekam niecierpliwie na next ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha!
      Wreszcie się odezwałaś :D
      A już myślałam, że przestałaś czytać. Heh.
      Słowa wyjaśnienia:
      mówiłam, że moja historia, nie jest z dobrym zakończeniem.
      Nie licz na wielki happy ending, bo możesz się zawieźć, choć może nie do końca... Ale spoilerować nie będę. Czytaj dalej, to się dowiesz ;)
      Co do Lexa: nie oceniaj go tak surowo. Chłopak miał dużo na głowie. Dwa życia vs jedno życie to trochę za dużo. Lex wie, co robić. Zastanów się nad tym.
      W ogóle, to dzięki za tyle pozytywnych komentarzy, moja droga, jedyna komentatorko. Nie podziękowałam ci jeszcze, ale chyba właśnie dlatego, nie przestałam pisać.
      Dobrze jest widzieć, że ktoś słucha, nie?
      Całuski ode mnie :*
      Trzymaj się :)

      Usuń
    2. Ja? ! Przestać czytać? ! Żartujesz chyba ...
      Okey nie będę liczyć ... *Nie będzie kucykow ... Nieeeee !!!*
      No wiem wiem... Dwa na jeden ... Ale on ciękocha i umrze bez ciebie wwięc musi cię uratować .. *taki mały sheeping Julex ;) *
      Wiesz błędy jakieś są, ale nie o to chodzi w komentarzach żeby je wytykać ...
      też ściskam :*

      Usuń
  2. Uuu coraz ciekawiej ^^ Nika przynęta? xd Jak przynętą być ..nie chce wiedzieć ;//
    Wykrzywiona morda z milionem kolczyków, pożółkłe zęby, przekrwione białka." Bardzo interesujący opis xd Już na wstępie nie lubie gościa xd
    ,,Obudziłam się w bardzo chłodnym miejscu. Nie mogłam się ruszać, a głowę rozsadzał mi ból. Starałam się skupić. Wicie jak to jest mieć kaca? Ja jeszcze nigdy nie miałam kaca po alkoholu, ale to uczucie mogłabym spokojnie nazwać kacem po walce. Chciało mi się rzygać, kręciło mi się w głowie i czułam się mega słaba. Nie mogłam się ruszyć. Chyba byłam do czegoś przywiązana. Tak… to chyba jakieś pasy. " Czytałam ,,Uprowadzona" i od razu przypomniała mi się scena z ksiązki xd Był bardzo podobny opis a wiem ,że tego nie czytałaś xd No ciekawie.. a moje wyobrażenia były złe ;c Ale Juliet nie może się coś stań ;c tak nie wolno ;c Nie zabieraj mi jej ;'c
    Ale jestem z niej dumna ^^ Ta rozmowa z tym gościem powalająca xd Ale to nie zmienia faktu ,że może jej się coś stać ;'c Niech ktoś ją uratuję! Może ten zajefajny gadający wilk ^^ Ten od Milki :D Tak ,niech on wkroczy do akcji! Już sobie to wyobrażam :3 Wchodzi powala wszystkich i mówi jestem Wilk .. James Wilk xd I strzela w każdego po kolei zabijając ich ;D haha xd No ciekawie by było xd
    Nie wiem co jeszcze powiedzieć bo rozdział super *o* A więc pozdrawiam ściskam i weny! już zabieram się za następny rozdział bo na mnie czeka ^^
    Ps. Jak już mówiłam nie umiem pisać fajnych komentarzy ;c Ale że spostrzegawcza ja wczoraj zauważyła ,że napisałaś ,,komentarze motywują " ^^ Więc postaram się je wam pisać jak najlepiej umiem! ;D
    PPS. Nauczyłam się dawać plusy ^^ Jestem z siebie dumna ;3

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)