Przynęta
podziałała na niego, jak przynęta
powinna.
Trzęsąca
się, oszołomiona dziewczynka sprawiła, że Drzewo opuścił broń. Ten moment
przeznaczony był dla najemnika. Lex odbił się od ściany i skoczył na niego od
boku z nożem w ręku. Łapa tamtego odrzuciła tamtego na bok, ale otrze dosięgło
celu. Żołnierz stracił wzrok w krwistej mazi. Wielkolud klęknął na kolano
bulgocząc z bólu. Kolejne ostrze przebiło mu gardło. Na ręce Julki trysnęła
świeża krew. Czerwień skapnęła jej na buty. Truchło legło na beton. Dziewczyna
nadal trzymając nóż w dłoni podbiegła do przyjaciółki, którą chwilę temu
uderzyła i wypchnęła przed potwora.
-Biegiem.-
Podniosła ją z ziemi i pociągnęła za rękę. Lex znów biegł przodem.
-Już
niedaleko.- Najemnik krzyknął do dziewczyn i skręcił za róg. Na plecach poczuli
czyjąś obecność. Powietrze zawibrowało. Przy następnym skręcie Julka odwróciła
się i w biegu zerknęła do tyłu. Lawina pomarańczowych i niebieskich mundurów
pędziła za nimi. Słychać było pierwsze strzały.
-Gazu!-
Dziewczyna wrzasnęła i przyspieszyła. Płuca zaczęły ją piec, a stopy nie
chciały już stawiać kroków, ale pędziła na łeb na szyję przed siebie. Kule
przelatywały niebezpiecznie blisko. Przy kolejnym zakręcie byli dokładnie na
wprost windy. W środku nadal stał motor.
Julka
poczuła jak ciężko zrobiło jej się ciągnąć Nikę. Obejrzała się na przyjaciółkę.
Koszula dziewczyny była we krwi.
-Ranna! Nika
jest ranna!- Lex stanął jak wryty. Szum robił się coraz głośniejszy.
-Dawaj ją!-
Złapał ranną w pół i wbiegł do windy. Tam ją położył. Wcisnął przycisk. Julka
wychyliła się za róg i na oślep zredukowała ilość kul, które posiadała do zera.
Za nią wychylił się Lex. On był celniejszy. Trzech padło trupem, resztę
zatrzymał. Nagle nad falą wojskowych przeskoczył długonogi, cały w łańcuchach,
wyróżniający się od pozostałych szybkością… ktoś. Sprzymierzeńcy odskoczyli i
ruszyli do zamykających się już drzwi windy. Pozostały im trzy kroki.
Nagle Julia upadła. Coś trzymało ją za kostkę.
-Wiejcie!-
krzyknęła do leżących w windzie.- Uratuj ją, Lex! Uratuj!
Drzwi
zamknęły się z sykiem. Najemnik nie zdołał ich zatrzymać.
Przynajmniej oni uciekli…
Zamachnęła
się karabinem i rzuciła nim tamtemu w twarz. Jej nogi oplatały grube łańcuchy. Zanim
straciła przytomność przyjrzała się twarzy człowieka, który ją złapał.
Wykrzywiona morda z milionem kolczyków, pożółkłe zęby, przekrwione białka.
Dziewczynę
spowiła ciemność.
Obudziłam
się w bardzo chłodnym miejscu. Nie mogłam się ruszać, a głowę rozsadzał mi ból.
Starałam się skupić. Wicie jak to jest mieć kaca? Ja jeszcze nigdy nie miałam
kaca po alkoholu, ale to uczucie mogłabym spokojnie nazwać kacem po walce.
Chciało mi się rzygać, kręciło mi się w głowie i czułam się mega słaba. Nie
mogłam się ruszyć. Chyba byłam do czegoś przywiązana. Tak… to chyba jakieś
pasy. Chwila, chwila. Czy to znaczy, że nie uciekliśmy? Aaa… Teraz pamiętam. To
ohydztwo przecież mnie złapało, nie? No to teraz mnie pokroją na kawałki, ale
wcześniej przetorturują do wieczora, aż przekonają się, że nic nie wiem. Mdłości
zaczęły mi mijać. Spróbowałam podnieść głowę. Udało mi się ruszyć ją o
centymetr. Byłam zbyt wyczerpana. Prawdopodobnie miałam zakwasy w każdym
możliwym mięśniu.
-Aj…-
Jęknęłam cicho. Na twarzy poczułam maskę. Pewnie przywiązali mnie tak, jak
złapali. Jeśli, to w bucie powinien być nóż. Ha! Tyle, że nie mogę się ruszyć. Na
nogach poczułam wietrzyk i usłyszałam syk drzwi. Ktoś wszedł do pokoju. Pikanie
przycisków skomponowało się do dźwięku podnośników. Pole widzenia zmieniło kąt
o czterdzieści stopni w dół. Przede mną była tafla ciemnego szkła. Ściany
pokoju o kolorze pomarańczowym, w szare pasy. Ktoś stał na skraju mojego pola
widzenia. Nie mogłam odwrócić głowy.
-Hry. Hry.-
Jakiś znajomy głos miał ten facet… Coś wielkiego przysłoniło mi widok ale po
chwili poczułam jak głowa opada mi na pierś. Tamten chodził po pokoju, który
musiał być dość duży. Były tez w nim jakieś przedmioty, wózki, bo słyszałam jak
nimi szurał i je przenosił. Z trudem podniosłam wzrok. Ciemna szyba zajaśniała
i zrobiła się przezroczysta. Za nią stało w rzędzie i patrzyło się na mnie
około dziesięciu garniturzastych. Wróciłam spojrzeniem na siebie. Wisiała na
stole przypięta z rozrzuconymi na boki rękami. Rzeczywiście nawet nie zdjęli ze
mnie ubrań. Ponownie podniosłam głowę. W ostatniej chwili swego życia zachowam
honor i godność. I choć z krwią na rękach, walczyłam w dobrym celu. Pomyślałam
o Bogu.
-Panie.
Przepraszam, bo zgrzeszyłam. Nagrabiłam sobie u Ciebie… Mam nadzieję, że Cię
spotkam, wiesz. Mam taką nadzieję. Ale, wybacz mi tą zuchwałość, niech oni
przeżyją. Niech uciekną. Wybacz Lexowi. To dobry człowiek…- Szepnęłam do
siebie. Do Niego. Oby usłyszał…
Ha! Wiecie,
zawsze myślałam, że tak właśnie skończę. No, może trochę inaczej, bo z nożem w
ręku ratując niewinnych, ale nigdy nie chciałam umrzeć we śnie. Bezczynność nie
jest moją mocną stroną. Już długo myślałam nad mową końcową. Ostatnie słowa
wyszeptane przyjacielowi do ucha, wykrzyczane pożegnanie, takie tam. Szkoda, że
nie zdążyłam się zakochać. No cóż. Śmierć trzeba przyjąć na klatę, jak
prawdziwy człowiek, nie jak robak. Z tą myślą uśmiechnęłam się przyjaźnie do
moich oprawców. Z tłumu wyłapałam You-kona. Miał zabandażowane ramię.
-Panowie.
Pozwólcie, że przedstawię wam… A właśnie. Jak ty miałaś na imię?- Miałam mu
podać swoje imię? Julia, brzmiało słabo. Musiałam wymyślić jakąś ksywkę.
-Jestem Gabrielle.-
To imię przyszło mi do głowy nie nagle, jak mogłabym powiedzieć, bo już dawno
się nad nim zastanawiałam. Gabriel, to imię anioła, które oznacza „Wojownik
Boży”. Jakoś tak kiedyś weszłam na neta i znalazłam. Dlaczego nie miałabym użyć
tego imienia? Wydaje mi się dobrym wyborem.
-Panowie,
poznajcie Gabriellę. To ona spowodowała opóźnienie badań i dostaw.- Na jego
słowa paru mężczyzn zmarszczyło brwi. Nie byli zadowoleni. Na twarzy nie
jednego wyrysowana była nienawiść do mnie. Przypomniałam sobie, jak zachował
się w podobnej sytuacji Eric Draven.
-Ukłoniłabym
się, ale jak widać mam związane ręce.- Puściłam do nich oczko. You-kon skrzywił
się w niesmaku.
-Zaraz nie
będzie ci do śmiechu.- Rzucił groźnie.
-No, nie
wiem. A zamierzasz mnie najpierw oskalpować, czy pokroić?
-Zuchwalstwo
nie ujdzie ci na sucho.
-Na mokro
też nie, prawda? Ale powiedz mi, aż tak zepsułam ci plany?
-Phi! Zaraz skończy
się ta, twoja gadka!
-Doprawdy?
Nie dasz mi ostatniej przemowy?
-Ostatniej
przemowy?!
-No… tak.
Chyba mam do tego prawo?
-Czy ty masz
prawo? Masz prawo?! Jak śmiesz?! Zaraz cię zabiję! Zabiję!
-No,
przecież wiem. Widzę, że coś szykujesz. Coś specjalnego, tak?
-Specjalnego?!
-Jakieś
maszynki, jakieś fiolki, jakieś strzykawki… Poczekaj, poczekaj. Ty mnie chcesz
zdemonizować, prawda?
-Czy ja
chcę?!
-O! Zgadłam.
Masz ci los. I z niespodzianki nici.
You-kon był
w prawdziwej furii. Rzucał się po pokoju, przeklinał, warczał. Twarz miał jak
burak i przy tym bandaże na ramieniu wydawały się być białe jak śnieg. Na ten
widok odrzuciłam głowę w tył i się zaśmiałam. Śmiałam się im w twarz. Za szybą
nastąpiło jakieś poruszenie. Ktoś wysunął się na przód grupy. Skupiłam się na
nim. Niski, lekko pucołowaty blondyn mrocznie kojarzący mi się z niemieckim
lekarzem.
-Fräulein
Gabriella. Czy jest pani świadoma swojej sytuacji?- Miał donośny, germański
akcent.
-Ależ
oczywiście, doktorku.
-Czy możemy
zaczynać, Fräulein Gabriella?
-Zachęcam.
Ta pozycja jest bardzo niewygodna.
Uśmiechnęłam
się do lekarza, a ten odwzajemnił gest.
Widocznie zdobyłam sobie jego szacunek. Na krótko. Jestem pewna, że na krótko.
Coś dotknęło
mojego ramienia. Igła wbiła się pod skórę. W kolejne ramię też. Więcej niż
cztery igły sterczały ze mnie podtrzymywane przez stalową konstrukcję. Wężykami
zaczęła napływać do nich kolorowa maź. Drzwi ponownie syknęły. Do krwi wreszcie
dotarły kolorowe kryształki.
Zostałam
sama.
Sama ze
śmiercią.
Sama na
wieki.
Przepraszam, że tak ostatnio nie komentowałam, ale nie miałam weny :/
OdpowiedzUsuńZostawił cię... Tak po prostu usłuchał twoich słów... Jak zaraz nie wbiegnie do tej sali z mega obstawą i karabinem w ręku, to przestanę go lubić...
Hahaha cała Julka... Rozmowa z You-konem jest po prostu świetna.
Nie wbiegł...
Rurki
Płyn
Julka nie idź w stronę światła!!!
Poczekaj z tym chociaż do setnego rozdziału ;) Nie no żartuję.
Ale zaczynając ten temat jestem bardzo ciekawa jak ten blog sie skończy. Ostatnio miałam pecha i wszystkie blogi jakie znalazłam kończyły się śmiercią bohaterów, albo gwałtem i śmiercą... Mam nadzieję, że ty tego nie zrobisz, że zakończysz bloga dopiero wtedy, gdy znajdziesz już teleporter do tęczowej krainy kucyków i razem z nimi będziesz wiecznie sobie galopować po łąkach i polanach :)
Dobra, chyba mi zaczyna odbijać, więc kończę już ten wpis, życzę weny i czekam niecierpliwie na next ;)
Ha!
UsuńWreszcie się odezwałaś :D
A już myślałam, że przestałaś czytać. Heh.
Słowa wyjaśnienia:
mówiłam, że moja historia, nie jest z dobrym zakończeniem.
Nie licz na wielki happy ending, bo możesz się zawieźć, choć może nie do końca... Ale spoilerować nie będę. Czytaj dalej, to się dowiesz ;)
Co do Lexa: nie oceniaj go tak surowo. Chłopak miał dużo na głowie. Dwa życia vs jedno życie to trochę za dużo. Lex wie, co robić. Zastanów się nad tym.
W ogóle, to dzięki za tyle pozytywnych komentarzy, moja droga, jedyna komentatorko. Nie podziękowałam ci jeszcze, ale chyba właśnie dlatego, nie przestałam pisać.
Dobrze jest widzieć, że ktoś słucha, nie?
Całuski ode mnie :*
Trzymaj się :)
Ja? ! Przestać czytać? ! Żartujesz chyba ...
UsuńOkey nie będę liczyć ... *Nie będzie kucykow ... Nieeeee !!!*
No wiem wiem... Dwa na jeden ... Ale on ciękocha i umrze bez ciebie wwięc musi cię uratować .. *taki mały sheeping Julex ;) *
Wiesz błędy jakieś są, ale nie o to chodzi w komentarzach żeby je wytykać ...
też ściskam :*
Uuu coraz ciekawiej ^^ Nika przynęta? xd Jak przynętą być ..nie chce wiedzieć ;//
OdpowiedzUsuńWykrzywiona morda z milionem kolczyków, pożółkłe zęby, przekrwione białka." Bardzo interesujący opis xd Już na wstępie nie lubie gościa xd
,,Obudziłam się w bardzo chłodnym miejscu. Nie mogłam się ruszać, a głowę rozsadzał mi ból. Starałam się skupić. Wicie jak to jest mieć kaca? Ja jeszcze nigdy nie miałam kaca po alkoholu, ale to uczucie mogłabym spokojnie nazwać kacem po walce. Chciało mi się rzygać, kręciło mi się w głowie i czułam się mega słaba. Nie mogłam się ruszyć. Chyba byłam do czegoś przywiązana. Tak… to chyba jakieś pasy. " Czytałam ,,Uprowadzona" i od razu przypomniała mi się scena z ksiązki xd Był bardzo podobny opis a wiem ,że tego nie czytałaś xd No ciekawie.. a moje wyobrażenia były złe ;c Ale Juliet nie może się coś stań ;c tak nie wolno ;c Nie zabieraj mi jej ;'c
Ale jestem z niej dumna ^^ Ta rozmowa z tym gościem powalająca xd Ale to nie zmienia faktu ,że może jej się coś stać ;'c Niech ktoś ją uratuję! Może ten zajefajny gadający wilk ^^ Ten od Milki :D Tak ,niech on wkroczy do akcji! Już sobie to wyobrażam :3 Wchodzi powala wszystkich i mówi jestem Wilk .. James Wilk xd I strzela w każdego po kolei zabijając ich ;D haha xd No ciekawie by było xd
Nie wiem co jeszcze powiedzieć bo rozdział super *o* A więc pozdrawiam ściskam i weny! już zabieram się za następny rozdział bo na mnie czeka ^^
Ps. Jak już mówiłam nie umiem pisać fajnych komentarzy ;c Ale że spostrzegawcza ja wczoraj zauważyła ,że napisałaś ,,komentarze motywują " ^^ Więc postaram się je wam pisać jak najlepiej umiem! ;D
PPS. Nauczyłam się dawać plusy ^^ Jestem z siebie dumna ;3